Zezwierzęcenie Drukuj Email
Napisał(a): Piotr Kuligowski [socjalizm.org]   
21.04.2009.

Naczelnym hasłem renesansu – epoki, w której wreszcie naczelne miejsce zająć miał człowiek, było „Człowiekiem jestem i nic, co ludzkie nie jest mi obce”. Okazuje się jednak, iż po kilkuset latach ów ideał ciągle odległy jest od realizacji, bowiem centralną pozycję w świecie nadal zajmują zysk i kapitał, zaś podporządkowane im postawy i system ekonomiczny rodzą zjawiska, przy których nawet niektóre zwierzęta wydają się bardziej altruistyczne, niż ludzie.

Trudno bowiem spodziewać się czego innego, skoro dominująca we współczesnym kapitalizmie postawa drobnomieszczańska nachalnie promuje niepożądane społecznie typy zachowań: egoizm, indywidualizm i pogoń za zyskiem, które doprowadzają do tragicznego w skutkach wyścigu szczurów. A „słabsze osobniki” po prostu wymiekąją. Jak w świecie zwierząt.

Ostatnimi czasy w mediach zrobiło głośno o warunkach, w jakich żyją najubożsi. Klasa rządząca i filisterscy dziennikarze dostrzegli nagle, iż wiele lokali socjalnych to nory zwyczajnie nie nadające się do zamieszkania. Aby jednak zauważyli oni z łaski swej ową – mówiąc Kaczyńskim – oczywistą oczywistość, o której od dawna trąbili działacze lewicy, musiało dojść do tragedii. Wszelkie działania podejmowane obecnie na chybcika pod naciskiem mediów to już jednak musztarda po obiedzie – nic nie przywróci życia tragicznie zmarłym ofiarom pożaru. A gdy medialny zgiełk w sprawie przeminie, ponura rzeczywistość pozostanie.

Za nieco mniej skrajny przykład postaw, lansowanych przez system rynkowy niechaj posłuży sprawa pana Kazia. Dramat tego sympatycznego, starszego człowieka rozegrał się w – także sympatycznym – nadnoteckim miasteczku Czarnków. Specyfiką kilkunastotysięcznych mieścin jest to, że z reguły ich mieszkańcy wiedzą wszystko o wszystkich. Nieszczęściem pana Kazia jest to, że cierpi on na schizofrenię, przez co lokalna społeczność raczej trzyma się od niego na dystans; z jednym jednak pozytywnym wyjątkiem – jedna z czarnkowskich rodzin zaakceptowała i polubiła owego jegomościa, stając się w ten sposób de facto (poza panią z opieki społecznej, przychodząca raz w tygodniu) jedynym jego towarzystwem. I bardzo dobrze, bowiem samotny, podstarzały i zmęczony życiem mężczyzna, zanim zaczął do tejże familii zachodzić, na poważnie myślał o samobójstwie.

Dekadenckie myśli powróciły do pana Kazia w momencie, kiedy rozpoczął starania o wykup swego mieszkania. W myśl obowiązującej do końca tego roku ustawy mógł to uczynić za sumę znacznie niższą od jego faktycznej, rynkowej wartości. Złożył więc stosowny wniosek, który jednak nie przyniósł pożądanego skutku. Zapis u notariusza nie odbył się z powodu „nieuregulowania kwestii własności gruntu, na którym stoi blok”. Pan Kazio nie dał on jednak za wygraną i w lutym tego roku wnioskował ponownie, z analogicznym skutkiem. Zachodzi więc bardzo prawdopodobne przypuszczenie, iż pan prezes wiedział o jego zaburzeniach psychicznych, osamotnieniu i ogólnej, życiowej nieporadności i celowo przewlekał sprawę, aby móc później przesiedlić człowieka bez prawa własności do lokum o niższym metrażu (dotychczasowe mieszkanie pana Kazia miało bowiem dwa pokoje). Nie dużo brakowało, a te niecne zamiary stałyby się faktem – sam zainteresowany zniechęcił się i już miał zamiar zrezygnować z wykupu lokalu. Na szczęście z pomocą przyszła zaprzyjaźniona rodzina. Udało się napisać obszerne, profesjonalne podanie, w którym zacytowane zostały konkretne przepisy prawne, przyznające rację biednemu człowiekowi. Gdy zaniósł on je do spółdzielni, usłyszał wiele mówiące pytanie: „A kto ci to napisał?”. Po niedługim czasie zapis ostatecznie się odbył, a akt własności, który miał trafić do nieszczęśnika w ciągu najbliższych dwóch tygodni, został nadesłany… w dwa dni potem. Najwidoczniej spółdzielnia przestraszyła się, że ktoś może sprawę nagłośnić.

A przecież jednym z niezbywalnych praw człowieka, i przy okazji czymś, co wyraźnie odróżnia go od zwierząt, jest posiadanie dachu nad głową. Niesprawiedliwość ludzka i systemowa co poniektórych jednak brutalnie tego prawa pozbawia, lub próbuje pozbawić.

Inną różnicą pomiędzy homo sapiens a przedstawicielami fauny jest umiejętność panowania nad żądzami seksualnymi. Zwierzęta bowiem odczuwają popędy okresowo, ludzie – stale; Zygmunt Freud sądził zaś, iż z powodu obcowania z kulturą ludzie potrafią zagłuszyć w sobie zwierzęcą naturę. I w tej jednak kwestii dokonuje się zapaść. Oto kilka dni temu któreś z mediów lakonicznie doniosło, iż w myśl nowo przyjętego w Afganistanie prawa żona ma obowiązek oddawania się mężowi co cztery dni. Jeśli odmówi, popełni przestępstwo. Jest to po prostu legalizacja gwałtu, a także przypadek negacji postaw i idei, na których od wieków opiera się cywilizacja.

I tutaj warto jeszcze raz zwrócić się do świata zwierząt: samice niektórych gatunków pająków po złożeniu jaj pożerają swych samców. Życzmy zatem, marginalnemu obecnie, ruchowi muzułmańskich feministek, aby swą determinacją doprowadziły do jak najszybszego obalenia nieludzkiego prawa i szowinistycznego rządu.
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing