Wyzwalając Drukuj Email
Napisał(a): Bojan Stanisławski [socjalizm.org]   
02.04.2009.

Kiedy Kazimierz Staszewski nagrywał na początku lat osiemdziesiątych swój słynny song pt. „Po co wolność” z pewnością nie zdawał sobie sprawy z proroctwa jakiego dokonał. Materiał wokalno-muzyczny, którego refren zaczyna się od słów „Wolność, po co Wam wolność? Macie przecież telewizję!” jest niczym znienawidzony przez tego dżentelmena „Manifest Komunistyczny”. Tekst tego ostatniego powstał ponad półtora wieku temu i był on – w swoich czasach – bardzo kompetentnym opisem rzeczywistości. Niemniej, ani Marks, ani Engels nie mogli sobie raczej zdawać sprawy, z tego, iż ów dokument założycielski socjalizmu naukowego – w niezmienionej formie – okaże się jeszcze bardziej przydatny po 150 latach! Kazika trudno oczywiście porównywać do filozofów tej rangi (czy w ogóle do jakichkolwiek filozofów poza niektórymi prostackimi postmodernistami), ale trzeba powiedzieć, że historia dała mu nie tyle prztyczka w nos, co strzeliła go mokrą szmatą po twarzy. Przywołany utwór tegoż, który miał być zapewne jednym z jego setek antykomunistyczno-anarchistyczno-nihilistycznych manifestów przeciw „władzy komunistycznej” itp. Trzeba powiedzieć, że w „Po co wolność”, podobnie zresztą jak w innych utworach (vide: słynna „Polska”), Staszewski bardzo dobitnie i dokładnie, biorąc standardy artystyczne, opisuje dekadencję PRL-owskiego porządku, zwłaszcza kryzys społeczny jaki ogarnął cały kraj. Gdy jednak ustrój się zmienił problemy, o których traktują jego songi nie zniknęły, lecz – ku zdziwieniu wielu – się pogłębiły. Wtedy Staszewski wywnioskował – doprawdy oryginalnie – iż związane jest to, z tym, iż „socjalizm” obalono w Polsce tylko na niby, a tak naprawdę rządzą nami komuniści-etatyści. Oczywiście, wnioskowanie owo jest logiczną konsekwencją jego afiliacji (szczęśliwie już minionych) – przy UPR i przy świadkach Jehowy. Kapitalizm, którego tak wielkim jest zwolennikiem, uczynił jego antykomunistyczne przyśpiewki jeszcze bardziej aktualnymi…

Problem wolności jako takiej jest jednym z najważniejszych elementów dyskutowanych w całej polskiej (nie tylko oczywiście) przestrzeni publicznej. Jest również jednym z najbardziej zideologizowanych elementów ogólnego dyskursu i trudno się temu dziwić, bo wolność obiektywna nie istnieje. Wolność jest konstruktem filozoficznym, który rozpatrywany może być wyłącznie w kontekście, czy też raczej w kontekstach – moralnym, politycznym i ekonomicznym. Zgodnie z zasadą głodny z sytym nie pogada interpretować można właśnie wolność. Jej pojęcie wypływa bowiem ze świadomości społecznej jednostek i grup, a tę – jak powszechnie wiadomo – kształtuje byt. Lewica i ruch pracowniczy – zwłaszcza w Polsce – prezentują zasadniczo trzy stanowiska w odniesieniu do wolności – głupie, frywolne albo żadne. Najgorsze ze wszystkich wydaje się to drugie. Polega ono głównie na tym, że obiegowe, uznane za właściwe definicje najważniejszych pojęć decydujących o ogólnym światopoglądzie przyjmuje się jako właściwe, ewentualnie dodając do nich kosmetyczne modyfikacje mające sprawiać wrażenie jakoby dane stanowisko było autonomiczną refleksją. Lewica – szeroko pojęta – w Polsce przyjmuje zasadniczo za dobrą monetę liberalną wizję określoną aforyzmem „wolność jednego człowieka kończy się tam gdzie zaczyna się wolność drugiego”. Ulewicawianie tego sloganu jest ideologicznym niechlujstwem, w które powoli wkrada się głupota. Polega ona na tym, że odrzuca się wszystkie zasadnicze postulaty jakie ruch pracowniczy wypracował w ciągu ostatnich 150 lat i pozostaje przy jakichś ogólnikach, które kiedyś były odkrywcze i bardzo postępowe, ale to było w okresie rewolucji francuskiej. Albo luminarze polskiej myśli lewicowej próbują zawracać kijem rzekę historii, albo są na tyle nierozgarnięci, że dwa wieku niezauważenie przemknęły im koło twarzy. To właśnie łączy np. portal racjonalista.pl[1] i SLD. Pierwszy próbuje wytłumaczyć nam jak wyemancypować się od religii i mitu bez oglądu na stosunki ekomiczne, a drugi (i to Platforma Socjalistyczna) tłumaczy nam co to jest lewica. Oto jaką definicję wykoncypowali „socjaliści” z SLD: „Janusz Reykowski dokonuje przeglądu sztandarowych elementów programu lewicy klasycznej: w programie lewicowym mówiło się kiedyś o rządach robotników i chłopów. W XXI pierwszym wieku taki postulat zabrzmiałby śmiesznie. Lewica walczyła o skrócenie dnia pracy do ośmiu godzin. Czy takie hasło ma dzisiaj sens? Lewica dążyła do rozbudowania opiekuńczych funkcji państwa. Obecnie idea dalszego rozbudowania tych funkcji wydaje się, co najmniej, wątpliwa. Bardzo istotnym składnikiem lewicowej wizji porządku społecznego była idea zniesienia społecznej niesprawiedliwości przez ograniczenie lub likwidację mechanizmów rynkowych. Idea uspołecznienia, a właściwie upaństwowienia instytucji gospodarczych skompromitowała się”[2]. Wszystkie elementarne, podstawowe, fundamentalne pryncypia lewicowe zostały przez „radykałów” z SLD stanowczo odrzucone! W zamian – w tym samym dokumencie – proponuje nam się „wartości zamiast gry o władzę” i „postęp cywilizacyjny”. Lepiej nie pytać co rozumieją przez to autorzy tekstu. Mamy tu przykład klasycznej kapitulacji wobec dominującej ideologii bez chwili namysłu, co zresztą obrazuje pewien proces ogólnoświatowy. Stronnictwa reformistyczne reprezentują dziś (i realizują gdzieniegdzie) nową wersję reformizmu – bez reform. Albo – jeszcze gorzej – z reformami, ale w duchu neoliberalnym. „Jeśli dziś słyszysz jak ktoś zapowiada reformy – sięgnij po rewolwer” mawia pewien brytyjski socjalista… Nie myli się.

Tymczasem lewicowe ujęcie wolności jest zupełnie różne do tego, które przedkłada nam do akceptacji klasa rządząca. Lewica definiuje wolność jako konstrukcję społeczną i filozoficzną możliwą do urzeczywistnienia wyłącznie między równymi. Toteż, tak długo jak funkcjonuje zniewolenie ekonomiczne i ideologiczne o wolności mówić można jedynie jako abstrakcyjny byt, porównywalny z marzeniem biedaka o wakacjach na Mauritiusie. Warto w tym miejscu przywołać klasyków. Marks w pierwszym rozdziale „Ideologii niemieckiej” definiuje wolność jako wypadkową prawa i potencjału ludzi do wyboru podejmowanych przez nich działań, w ramach wspólnoty, która jest platformą umożliwiającą pełny rozwój tego potencjału. Natomiast w „Krytyce Programu Gotajskiego” odziera on niejako wolność z jej „świętości” jaką przydają jej liberałowie. Mówi otwarcie, iż nie ma mowy o wolności absolutnej. Wolność jednej struktury społecznej zawsze oznacza ograniczanie wolności innej. Ruch pracowniczy ma (czy też mieć powinien) między innymi jeden ważny priorytet – ograniczanie wolności szefów do wyzysku pracowników.

Przypisy:
1. Piotr Patucha, „O Bogu i wolności” – za http://www.racjonalista.pl/kk.php/t,4366
2. „Ideologiczna Wydmuszka” – za http://www.sldwadowice.org/platforma-s/szczepanski/janusz-reykowski.htm
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing