|
Na terenie obecnej Polski, w Białymstoku, urodził się Dżiga Wiertow, awangardowy rosyjski reżyser, twórca "Trzech pieśni o Leninie". |
| Żółta kartka dla Sarkozy'ego |
|
|
| Napisał(a): Agata Rozenberg [socjalizm.org] | |
| 29.03.2008. | |
|
Wybory samorządowe we Francji zakończyły się klęską rządzącej prawicy. Od 16 marca Paryż, Lille, Tuluza i dziesiątki dalszych miejscowości znajdują się obecnie w rękach polityków Partii Socjalistycznej, zaś kandydaci bardziej radykalnych partii lewicowych odnieśli bezprecedensowy sukces, gdy chodzi o ilość miejsc w radach miejskich i kantonalnych. Francuska Partia Komunistyczna (PCF)uzyskała prawie 9% głosów w skali kraju, co stanowi istotny wzrost poparcia w porównaniu z mizernym rezultatem 2% głosów oddanych na Marie-George Buffet, szefową partii, w wyborach prezydenckich. Socjaliści zdobyli 48%, o 8% więcej niż prawicowa UMP Nicolasa Sarkozy'ego. Całkowicie zmarginalizowany został ultraprawicowy Front Narodowy. W niecały rok Sarkozy dokonał sztuki zaiste rzadkiej – zmarnował wyraźne poparcie zarówno dla siebie, jak i dla swojej partii. W maju i czerwcu 2007 r. UMP święciła triumfy, podczas gdy Partia Socjalistyczna kompromitowała się umizgami do liberalnej Moderne Democratie (Nowoczesna Demokracja, szerzej znana jako MoDem), PCF zastanawiała się nad sensem dalszego istnienia, zaś rozmaite małe lewicowe organizacje zawzięcie zwalczały jedna drugą. Nicolas Sarkozy osiągnął zaś coś, co nie udało się wielu europejskim neoliberałom – nie tylko wygrał wybory prezydenckie obiecując lepszą przyszłość, ale także przekonał wielu Francuzów, że pewne założenia tzw. francuskiego modelu socjalnego tylko pozornie były dla nich korzystne. Perfekcyjnie wykorzystał faktyczny brak konkurencji i wykreował dla siebie wizerunek polityka odważnego i wiernego ideałom (co nad Sekwaną zawsze procentuje). Jeszcze w wakacje prezydent miał za sobą blisko sześćdziesięcioprocentowe słupki poparcia. Obecnie tylko ok. 34% wyborców deklaruje chęć głosowania w przyszłości na obecnego mieszkańca Pałacu Elizejskiego. Taka zmiana na politycznej scenie Francji nie jest jednak szczególnym zaskoczeniem. To logiczna i konkretna reakcja na całokształt skrajnie antypracowniczej polityki Sarkozy'ego prowadzonej w ciągu ostatnich miesięcy. Obecny prezydent Francji zrealizował bowiem co do joty swoje przedwyborcze zapowiedzi. Wydał wojnę związkom zawodowym, z zapałem zabrał się za dzieło niszczenia kolejnych regulacji socjalnych, sprawdzonymi policyjnymi metodami „uspokoił” ponownie buntujące się emigranckie przedmieścia i dorzucił do bogatego zbioru kontrowersyjnych wypowiedzi jeszcze kilka aforyzmów. Wprawdzie nie zrealizował jeszcze głównego celu prezydentury – likwidacji skróconego tygodnia pracy – ale ma już na koncie stłumienie głośnego strajku transportowców, projekt ustawy podporządkowującej uczelnie dyktatowi wielkich firm oraz kolejne decyzje o skasowaniu możliwości przechodzenia na wcześniejszej emerytury. Francuzi pokazali, jak dalece myliły się media w rodzaju „Gazety Wyborczej”, dla której ojczyzna rewolucjonistów z 1789, 1848 i 1871 r. nieodwołalnie skręciła na prawo. Wyniki wszystkich lewicowych komitetów i koalicji podniosły się wyraźnie w porównaniu z ostatnimi wyborami. Wiele tradycyjnie lewicowych regionów – jak górnicza północ kraju czy okolice Tuluzy – które poparły Sarkozy'ego w wyborach prezydenckich, teraz zdecydowały się na ponowne zaufanie politykom z lewej strony. W maju 2007 r. czuli, że tak naprawdę nie mają wyboru, gdyż zarówno UMP, jak i PS w praktyce znalazły się gdzieś w prawym centrum. Jednak wydarzenia ostatnich miesięcy kazały szukać alternatywy. Po raz kolejny. Jak te poszukiwania się zakończą? Tu odpowiedź nie musi być już tak optymistyczna. Zarówno Partia Socjalistyczna, jak i komuniści, jeśli chcą wykorzystać rosnące poparcie społeczne i – jak za dawnych czasów – stanąć na czele propracowniczych przemian, muszą wreszcie zredefiniować swoje cele i metody działania. Kontynuowanie dotychczasowej linii ugody z kapitałem, niedotrzymywania programowych obietnic do niczego nie prowadzi. Socjaliści praktycznie zmarnowali okres zasiadania w opozycyjnych ławach Zgromadzenia Narodowego, słabo sprzeciwiając się pomysłom rządzącej ekipy, czy wręcz zachęcając pracowników do rezygnacji ze strajkowania jako środka upominania się o swoje prawa (sic!!!). PCF po rezygnacji ze stalinizmu w latach 80. nadal nie może odnaleźć swojej politycznej drogi. A jak ważny jest we Francji Sarkozy'ego ktoś, kto będzie bronił praw pracowników, tłumaczyć już chyba nie trzeba... |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł» |
|---|
| Strona główna |
| przeszukiwanie portalu |
| kraj |
| świat |
| Ameryka Łacińska |
| kultura |
| gender |
| historia |
| Reductio Ad Absurdum |
| statystyki |
| ruch pracowniczy |