Przeprosić za Samosierrę Drukuj Email
Napisał(a): Przemysław Wielgosz [Instytut Wydawniczy "Książka i Prasa"]   
12.01.2006.
W obowiązującej powszechnie opinii historię polskiego oręża wypełniają czyny chwalebne i bohaterskie. Wizerunek wojaka z orłem na czapce stającego dzielnie do boju o wolność waszą i naszą jest jednym z filarów narodowej tożsamości w kraju nad Wisłą. W słusznym dziele budowania legendy polskiego munduru panuje zadziwiająca jedność moralno-polityczna. Jak niegdyś PRL-owska cenzura, tak dzisiaj niekwestionowane autorytety III RP dbają o to by nawet cień podejrzeń nie splamił jasnego oblicza naszych ułanów, kosynierów czy strzelców.
W zmitologizowanej przeszłości polskiego wojska szczególne miejsce przypadło okresowi napoleońskiemu. Funkcjonuje on jako dość operetkowy czas księcia Pepi, pani Walewskiej, pięknych mundurów i heroicznych wyczynów. Symbolem tych ostatnich pozostaje słynna szarża w wąwozie Somosierra z listopada 1808 roku. Zwycięski atak przeprowadzony przez 400-stu szwoleżerów gwardii na bronione przez 10 tysięcy Hiszpanów szańce nie tylko otworzył Napoleonowi drogę do Madrytu ale też całkowicie przesłonił prawdę o polskim udziale w wyprawie cesarza Francuzów za Pireneje. Nie ma się zresztą czemu dziwić bo prawda owa zupełnie nie pasuje do świetlanego obrazu naszych walk niepodległościowych.

Wojna w Hiszpanii była najdłuższą, najkrwawszą i najokrutniejszą z licznych kampanii Napoleona. Zaczęła się 2 maja 1808, gdy lud Madrytu zaatakował wojska francuskie, które od kilku miesięcy stacjonowały na Półwyspie Iberyjskim na mocy narzuconego siłą "sojuszu". Tę właśnie krwawą rozprawę uwiecznił Goya na słynnym obrazie pod tytułem "Rozstrzelanie". Wkrótce powstanie rozszerzyło się na cały kraj i trzeba było interwencji głównych sił cesarza.

Polacy poszli na tę wojnę w ramach zapłaty za utworzenie Księstwa Warszawskiego, które miało stać się zalążkiem niepodległego państwa. Ogółem za Pireneje pomaszerowało ponad 20 tysięcy żołnierzy. Były to najlepsze jednostki jakimi dysponowało Księstwo, liczebnie stanowiły ponad 50% jego armii co boleśnie odczuto podczas agresji austriackiej w 1809 roku.

Ich droga bojowa zaczęła się pod wyjątkowo złą gwiazdą. W czasie powstania madryckiego szwoleżerowie wzięli udział w masakrowaniu wzburzonych tłumów cywilów co pociągnęło prawie 600 ofiar. Później było jeszcze gorzej.

Konflikt wywołany sporami dynastycznymi szybko przekształcił się w prawdziwą wojnę totalną. Bitwy z regularną armią hiszpańsko-angielsko-portugalską przeplatały się z walkami partyzanckimi oraz pacyfikacjami zbuntowanych wsi i miasteczek. Błyskotliwym sukcesom militarnym towarzyszył istny karnawał zbrodni, rabunków i gwałtów, w których nie przebierały obie strony.

Najkrwawszym epizodem wojny stało się oblężenie Saragossy. Stutysięcznego miasta broniło 30 tysięcy uzbrojonych mieszczan, zakonników, guerrilleros i żołnierzy. W wielotygodniowych walkach, które przypominały tłumienie Powstania Warszawskiego zginęło 60 tysięcy cywilów i połowa obrońców. Polska Legia Nadwiślańska była w pierwszej linii. Gdy 4 sierpnia 1808 roku 2 pułk Legii zdobył klasztor i szpital dla obłąkanych koło bramy Carmen dziesiątki zakonnic zostało zgwałconych i zamordowanych. Z uwolnionymi obłąkanymi postąpiono podobnie. Tego samego dnia na ulicy Cosso 1 pułk Legii zbombardował szpital, w którym spłonęło żywcem kilkuset rannych. Anonimowy podporucznik 2 pułku wspominał, że na początku lutego 1809 " Mieszkańcy... miasta spieszyli do kościołów, aby błagać Boga wszechmogącego o ratunek". Kościoły jednak "...podminowano i wysadzono w powietrze razem z modlącymi się, którzy rozszarpani, okrutną śmiercią ginęli."

W tym samym mniej więcej czasie Dywizja Księstwa Warszawskiego pacyfikowała Kastylię. W Toledo Polacy zdobyli szturmem jeden z klasztorów gdzie uwolnili więźniów inkwizycji. Wzburzeni okrucieństwem zakonników żołnierze wymordowali wszystkich jeńców. 21 lutego 1809 roku dywizja polska brutalnie spacyfikowała miasto Consegura. Znacznie gorszy los spotkał Malagę zajętą przez Polaków i Francuzów 5 lutego 1810 roku. Przez parę dni zdobywcy grabili, palili i gwałcili, mordując przy okazji co najmniej kilkaset osób. Walka z gerylasami obfitowała w takie wydarzenia.

Kajetan Wojciechowski, wachmistrz pułku Ułanów Nadwiślańskich opisał krwawą pacyfikację Catalayud w listopadzie 1808 roku. Relację kończył wyznaniem, że na wspomnienie "tych zdrożności, zdzierstwa i gwałtów dreszcz i smutek tłoczą moje serce". Z kolei porucznik szwoleżerów Stanisław Hempel chwalił się w liście jak to 17 września 1810 roku jego pułk rozbił partyzantów pod Jangas. W pościgu zajęto miasteczko gdzie "co tylko się w naszą rękę dostało, wszystko bez żadnego pardonu natychmiast zabite zostało". "Dzisiaj mamy mały bal u pułkownika piechoty" - dodawał dziarski szwoleżer - "Wojna jest bardzo zabawna. Jednego dnia tańcujemy, a drugiego się bijemy".

Takich wstrząsających relacji można przytoczyć bardzo wiele. Wszystkie one potwierdzają, że palenie wsi i wyrzynanie ludności cywilnej było stałym elementem napoleońskiej strategii na Półwyspie Iberyjskim. W wojnie hiszpańskiej zginęło przynajmniej sto tysięcy cywilów, a znacznie więcej zmarło z głodu i chorób. Część odpowiedzialności za te ofiary spada na żołnierzy polskich. Dlatego Somosierra nadaje się raczej na symbol hańby niż chwały. Dlatego też wielką gafę popełnił Włodzimierz Cimoszewicz kiedy niedawno użył pamiętnej szarży jako przykładu bohaterstwa mającego złagodzić narodową traumę po zbrodni w Jedwabnem. Swoją drogą ciekawe czy kiedykolwiek przeprosimy za Somosierrę.
 
« poprzedni artykuł

In Defence of Marxism WebRing