Portal socjalizm.org to lewicowe spojrzenie na dzisiejszą rzeczywistość. Wbrew powszechnie lansowanemu poglądowi uważamy, że lewicowa myśl polityczna nie tylko ma rację bytu, ale znajduje jeszcze większe zastosowanie niż kiedykolwiek wcześniej.


najnowsze teksty

Richarda Pipesa wizje osobliwe Drukuj Email
Napisał(a): Agata Rozenberg [socjalizm.org]   
31.01.2008.

 Od czasu upadku tzw. realnego socjalizmu w Polsce nie jest rzeczą specjalnie trudną zakup  książek poświęconych historii Związku Radzieckiego. Wydawać by się mogło, że kres PRL pozwolił – przynajmniej w tej kwestii – na uwolnienie się od nachalnej propagandy i udostępnienie szerszym kręgom społecznym prawdy historycznej. Wystarczy jednak zapoznanie się z kilkoma nowszymi wydawnictwami, by dojść do wniosku, że propaganda ma się doskonale, tyle że jej wahadło odchyliło się w odwrotną stronę. Większość publikacji stawia sobie za podstawowy cel „demaskowanie zbrodni komunistycznych”, zaś swoje zasadnicze przesłanie ogranicza do kilku komunałów: komunizm to system jeszcze bardziej zbrodniczy od nazizmu, bolszewicy to najwięksi zbrodniarze w historii, a prawdziwe szczęście zapewni wszystkim kapitalizm, wobec którego zresztą nie ma alternatywy.

W demaskowaniu bezsensowności idei lewicowych od lat przoduje na polskim rynku Richard Pipes, historyk amerykański urodzony w Cieszynie. Rozreklamowany jako największy na chwilę obecną znawca Rosji Pipes, notabene były członek grupy doradzającej Ronaldowi Reaganowi w sprawach polityki względem Bloku Wschodniego, daje w swoich książkach klasyczny przykład historiografii neoliberalnej, opartej na kulcie burżuazyjnej demokracji i niczym nieskrępowanego kapitalizmu. Autor ten nigdy nie starał się kryć swojego fanatycznego antykomunizmu, powtarzając jak mantrę w swoich książkach kilka uproszczonych tez – rewolucja październikowa była zamachem stanu garstki wywrotowców, robotnicy od początku nienawidzili bolszewików, tylko gospodarka wolnorynkowa może się sprawdzić, i tak w kółko. Chociaż owe koncepty Pipesa znalazły swoich poważnych krytyków nawet wśród historyków amerykańskich (Sheila Fitzpatrick, David Marples, Peter Kenez), nie przeszkadza to polskim mediom co i rusz promować jego „dzieł” jako prawdy objawionej. Taką prawdę – tym razem nie tylko o ZSRR, ale o całym międzynarodowym ruchu socjalistycznym – ma nam objawić świeżo wypuszczony przez Świat Książki tom pt. „Komunizm”.

Gdyby dziwnym trafem czytelnik nie wiedział jednak, czego się po Pipesie spodziewać i kupił książkę w nadziei pozyskania zwięzłej (nawet nie 200 stron!), acz wyczerpującej analizy ruchu komunistycznego na przestrzeni dziejów, z błędu wyprowadzi go już tylna strona okładki. „Po przeczytaniu tej książki będziesz pewien: droga do komunistycznej utopii jest znaczona milionami ofiar – i prowadzi donikąd”. Nie ma zatem wątpliwości co do tego, że nie mamy do czynienia z naukowym opracowaniem, ale ze zwykłą propagandą. Cytowane zdanie, równoczesny przykład neoliberalnej bezczelności i taniego jarmarcznego sloganu świetnie harmonizuje z  całością książki, która pod względem manipulatorstwa, przekręcania historycznego nazewnictwa, agresji i lansowania ideowych dogmatów mogłaby rywalizować nawet z niesławną „Historią WKP(b)”.

Poniekąd logicznie, Pipes zaczyna swój wywód od wprowadzenia czytelnika w historię idei równości i w teorię komunistyczną. O ile rys historyczny, ukazujący pojawianie się wspomnianej idei w starożytności, poprzez renesans i oświecenie, napisany jest w sposób logiczny i przystępny, względnie neutralny ton znika, gdy Pipes zaczyna wprowadzać w podstawy marksizmu. Autor opisuje wprawdzie kluczowe koncepcje socjalizmu naukowego, jednak okrasza je zgryźliwymi komentarzami i wyrwanymi z kontekstu cytatami z Marksa i Engelsa, które mają udowodnić ich antydemokratyzm i prymitywizm myślowy. Wreszcie autor stwierdza bez ogródek, że żadna koncepcja Marksa się nie sprawdziła, gdyż robotnicy tak naprawdę nigdy nie ulegli pauperyzacji, a poza tym woleli kapitalizm i działalność związków zawodowych, niż rewolucję. Pipes przyznaje wprawdzie, że zorganizowany ruch robotniczy miał wpływ na polepszenie się sytuacji proletariatu, jednak czyni to mimochodem i w przerwie między kolejnymi niewybrednymi atakami na marksizm, które jednak stanowią dopiero wstęp do kolejnych rozdziałów poświęconych rewolucji październikowej.

Tu schemat dyskursu jest podobny – najpierw zupełnie niezły rys wydarzeń lat 1903 – 1917, a następnie kilkustronicowy stek obelg. Pipes, ślepy i głuchy na statystyki wykazujące ogromne poparcie dla bolszewików wśród robotników rosyjskich, uparcie nazywa rewolucję pospolitym zamachem stanu, po czym częstuje czytelników tak odkrywczymi tezami, jak sprzeczność przejmowania fabryk pod kontrolę robotniczą z marksizmem czy całkowita nieważność okresu 1917 – 1920 w dziejach Rosji. Nie pada ani jedno słowo o kapitalistycznej interwencji (dopiero pod koniec autor łaskawie o tym wspomina), o trudnościach odziedziczonych po caracie czy zacofaniu ludności (też spadek po samodzierżawiu!). Zamiast tego dowiadujemy się, że wszystkie nieszczęścia Rosji z rozmysłem wywołali bolszewicy, czy raczej jeden człowiek – Lenin. Zadziwia, jak wielką rolę przypisuje autor jednostkom, nie dostrzegając zupełnie roli ruchu masowego, co świadczy albo o zupełnym niezrozumieniu charakteru rewolucji 1917 r. , albo o świadomej dezinformacji na ogromną skalę. Przy okazji Pipes przy każdej okazji ukazuje swoją pogardę dla pracowników i ubolewa nad faktem, że kraje zachodnie nie zdławiły do końca rewolucji w Rosji, „by ratować demokrację”.

Jeszcze bardziej wątpliwy jest rozdział następny, poświęcony ZSRR po śmierci Lenina – wstrząsający i zupełnie słuszny akt oskarżenia przeciwko zbrodniom stalinowskim. Jest tylko jeden problem. Pipes uparcie nazywa zwykłych partyjnych aparatczyków komunistami, podobnie jak komunizmem jest dlań ustrój ZSRR. Pozostaje to wprawdzie w ostrym konflikcie z podaną na początku definicją komunizmu, jednak najwyraźniej nie stanowi to dla autora problemu. Prawdziwe manipulacje zaczynają się w napisanym tanią retoryką fragmencie „udowadniającym” logiczne następstwo stalinizmu i marksizmu. W ustępie tym nie ma ani słowa o testamencie Lenina, o jego sojuszu z Trockim przeciwko biurokracji, Pipes z ochotą stawia za to znak równości między sytuacją we wczesnych latach 20. i w latach 30. Polityczne przesłanie całości nie jest zresztą nawet specjalnie kamuflowane. Autor, po zohydzeniu czytelnikowi rewolucji, Lenina i wszelkich form ludowej samoorganizacji wtrąca kilka zdań o demokratyzmie, dobrej woli i nadzwyczajnej bezinteresowności Stanów Zjednoczonych. Czego się zresztą było spodziewać po byłym współpracowniku Reagana...

Jeśli jednak czytelnik uważa, że gorzej być nie może, myli się i to bardzo. Przed nim został jeszcze rozdział nt. ruchu komunistycznego w Trzecim Świecie (dlaczego nie „krajach rozwijających się”?!). O ile fragmenty poświęcone Rosji były przynajmniej częściowo podparte niezaprzeczalną wiedzą autora i obok manipulatorskich komentarzy przekazywały wiele cennych informacji, o tyle fragment ten skłania czytelnika jedynie do częstego łapania się za głowę. U każdego mającego jakieś pojęcie o historii najnowszej co najmniej poważne wątpliwości musi wywołać postawienie w jednym szeregu Pol Pota i Fidela Castro, Mao Tse-Tunga i Salvadora Allende czy RAF-u i sandinistów. Tymczasem Pipes z uporem godnym lepszej sprawy stosuje coraz bardziej karkołomne konstrukcje i przemilczenia, by udowodnić, że Czerwoni Khmerzy zrealizowali marksizm w czystej postaci, zaś Allende od pierwszych dni prezydentury łamał prawa człowieka. Ile razy zresztą brakuje faktów na udowodnienie tez wynikających z neoliberalnego zacietrzewienia, pozostaje retoryka i czytelnik znowu dostaje po głowie twierdzeniami z gatunku „To właśnie brak instytucji przyczyniających się do powstania dobrobytu, szczególnie zaś prawa własności (...) sprawia, że ubogie kraje nie mogą uwolnić się od biedy i są tak bardzo podatne na działanie dyktatur”1. Czy można znaleźć lepszy przykład amerykańskiej hipokryzji? Ano można, i to już kilka kartek dalej, gdzie Pipes pisze o strajkach kierowców ciężarówek w Chile, nie zająknąwszy się ani słowem, że te „spontaniczne protesty” sponsorowane były przez CIA, do czego zresztą Amerykanie wobec zbyt wyraźnych dowodów musieli się przyznać. A już zupełnie tragikomicznie robi się, gdy były współpracownik Ronalda Reagana wywodzi, że nie da się zbudować komunizmu drogą pokojową, gdyż „w Nikaragui, gdzie komunistyczni sandiniści byli pewni swojej popularności i poddali politykę rządu ocenie społeczeństwa, w wyborach powszechnych zostali pozbawieni władzy”2. Dlaczego obrońca demokracji Pipes nie raczył wspomnieć o działalności Contras, czy o sumach, jakie Amerykanie włożyli w destabilizację sytuacji w Nikaragui? Dlaczego wcześniej, gdy pisał o Kambodży, nie pochwalił się, że Amerykanie reżim ten oficjalnie wspierali? Takich pytań możnaby zadawać więcej, chociaż odpowiedź – ponownie – jest logiczna dla każdego myślącego człowieka – gdyż informując o wielu faktach Pipes podważyłby własny gmach propagandowy.

Poszukującym konkretnego i przystępnego kompendium wiedzy o ruchu komunistycznym nie radzę wydawać kilkudziesięciu złotych na kilkaset stron antylewicowej frustracji. Polecam za to zapoznanie się z „Komunizmem” wszystkim, którzy wiedzą cokolwiek o historii (nie tylko ruchów społecznych) i nadal wierzą, że neoliberałom naprawdę droga jest prawda historyczna, wolność i uczciwa analiza polityczna.


1R. Pipes, Komunizm, Warszawa 2008, s.132
2Ibidem, s.168

Richard Pipes, Komunizm. Wyd. Świat Książki, Warszawa 2008

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing