Widmo masowej nędzy Drukuj Email
Napisał(a): Piotr Kuligowski [socjalizm.org]   
26.05.2009.

Widmo krąży po świecie – widmo masowej nędzy. Żadna z potęg współczesnego świata nie dostrzega go, albo dostrzec nie chce, ani nie ma nawet zamiaru skutecznie z nim walczyć. W walce przeciw temu widmu – które na naszych oczach przybiera coraz to bardziej materialną postać – zjednoczyć się powinny związki zawodowe.

Globalny kryzys kapitalizmu przyspiesza tylko pochód tego widma. Teza, jakoby dotyczył on jedynie sektora finansowego - która była szczególnie nachalnie lansowana przez wszelkich apologetów neoliberalizmu – upadła pod ciężarem faktów. Recesja gospodarcza w krajach postrzeganych jako „najlepiej rozwinięte” rozpoczęła się bowiem na długo przed upadkiem Lehman Brothers i innych finansowych gigantów, a pęknięcie bańki spekulacyjnej na rynku nieruchomości okazało się li tylko kroplą, która przelała czarę goryczy.

Każdego dnia w Stanach Zjednoczonych pracę traci 14 tys. ludzi.  Niewiele lepiej sytuacja ma się w leżącej nad Wisłą drugiej Irlandii. Pomimo cukierkowych opowieści rządzącej ekipy i wazeliniarstwa uprawianego przez dziennikarzy, do grona bezrobotnych dołącza średnio 3 000 osób dziennie. Tylko w okresie od grudnia 2008 do stycznia 2009 wskaźnik tegoż wzrósł o jeden procent, oscylując obecnie w granicach 11,5%. W skali Unii Europejskiej bezrobocie w 2008 r. podskoczyło o 1,1%. Nie trzeba jednak ślęczeć nad danymi statystycznymi by zdać sobie sprawę, jak trudna jest sytuacja milionów zwykłych ludzi – wystarczy przyjrzeć się kolejkom w Urzędach Pracy.

Z opublikowanego niedawno raportu ONZ wyłania się zatrważający obraz, który przyrównać można chyba jedynie do literackich opisów dziewiętnastowiecznej nędzy, pozostawionych przez Zolę czy Żeromskiego. Okazuje się bowiem, że kryzys gospodarczy oraz globalne ocieplenie powodują gwałtowny rozrost dzielnic nędzy na całym świecie. Z cytowanego raportu wynika, że co roku slumsy powiększają się o 25 mln mieszkańców, a w chwili obecnej co najmniej 900 mln ludzi żyje w miasteczkach nędzy i prowizorycznych osiedlach – w miejscach szczególnie narażonych na uderzenia cyklonu, powodzie lub trzęsienia ziemi. Ponurego obrazu dopełnia fakt, że tylko w 2008 roku liczba osób żyjących w biedzie zwiększyła się o 75 mln w skali świata.

Z kolei opiniotwórczy brytyjski tygodnik medyczny „The Lancet” zajął się badaniem czegoś, o czym polska i światowa lewica rozpisywały się od co najmniej kilkunastu lat. Udowodniono, że dzika prywatyzacja będąca rezultatem demontażu gospodarek opartych o planowanie istniejących w Europie Środkowo-Wschodniej przyczyniła się do ok. miliona przedwczesnych zgonów. Najgorzej sytuacja wygląda w krajach byłego ZSRR, gdzie upadające zakłady pracy pociągnęły ze sobą zamknięcie istniejących przy tychże przychodni lekarskich. Rosyjski kapitalizm skazuje obywateli tego kraju na wymarcie. W roku 1997 liczba zgonów przewyższyła o 3,5 mln liczbę urodzeń; do 2001 różnica między zgonami a urodzeniami wzrosła już do 6,75 mln. Według ocen Komitetu Statystycznego Federacji Rosyjskiej do 2050 roku ludność Rosji może zmniejszyć się o połowę. O ile w 1989 roku średnia długość życia w ZSRR wynosiła 64,2 lata, o tyle w Rosji AD 1996 – już tylko 57,6. Jest to wydarzenie nie mające precedensu w historii – kapitalizm pogrzebał całe stulecie postępu doprowadzając do sytuacji, w której w czasach Miedwiediewa szesnastolatek ma mniejsze szanse na dożycie sześćdziesiątki, niż w czasach tragicznie zacofanego caratu.

Po upadku Związku Radzieckiego poziom służby zdrowia w Rosji obniżył się tak bardzo, że w kraju na nowo zagnieździły się choroby, które zostały wykorzenione przed kilkudziesięciu laty - np. czerwonka rozprzestrzeniła się na terytorium wszystkich byłych republik radzieckich, a ilość zachorowań i zgonów spowodowanych błonicą wzrosła tak bardzo, że Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ostrzegała przed zagrożeniem epidemią.

Trudno wyobrazić sobie, by kapitalizm – obojętne, czy pogrążony w kryzysie, czy rozwijający się podczas chwilowej koniunktury – był w stanie skutecznie rozwiązać najbardziej palące problemy społeczne dzisiejszego świata. Pozostawione przez wielu pisarzy na kartach najprzedniejszych dzieł literackich obrazy skrajnej nędzy niczym cierń godzą w opowieści o najlepszym systemie gospodarczym, a różnorakie tragedie – jak klęski żywiołowe w Azji, czy pożar w Kamieniu Pomorskim utwierdzają w przekonaniu, że masowa bieda nie jest wypaczeniem, lecz cechą przyrodzoną kapitalizmu.
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing