Portal socjalizm.org to lewicowe spojrzenie na dzisiejszą rzeczywistość. Wbrew powszechnie lansowanemu poglądowi uważamy, że lewicowa myśl polityczna nie tylko ma rację bytu, ale znajduje jeszcze większe zastosowanie niż kiedykolwiek wcześniej.


najnowsze teksty
Antykapitalista Wałęsa Drukuj Email
Napisał(a): Bojan Stanisławski [socjalizm.org]   
30.08.2007.

Ilość bezmyślności, jaką wypowiedział i uczynił Lech Wałęsa w swojej karierze może z pewnością zostać zakwalifikowana do jakiegoś zbioru rekordów. Wśród tych wielu idiotyzmów przeważa oczywiście aktywność inspirowana bezinteresowną głupotą, ale Lech Wałęsa ma też na koncie kilka zbrodni.
 
Bezwzględnie najważniejszą z nich jest oszustwo, jakie popełnił w latach osiemdziesiątych. Swoim autorytetem pracowniczego przywódcy legitymizował zmiany polityczne i ekonomiczne zmierzające do restauracji kapitalizmu w tym kraju. Na barkach tych, którzy pierwsi padli ofiarą tzw. transformacji, Wałęsa pełzł i dopełzł do władzy. Występując jako trybun ludowy wielkomiejskiej klasy robotniczej doprowadził do jej tragedii. Nikt bowiem, oprócz bezrobotnych i bezdomnych, nie ma się dzisiaj gorzej niż pracownicy najemni, zwłaszcza Ci zatrudnieni w fabrykach.

Dziś (2007-08-30) na falach radiowej Jedynki doszło do sytuacji doprawdy niebywałej. Dziennikarz porannego wydania „Sygnałów dnia” przepytywał Lecha Wałęsę na okoliczność braci Kaczyńskich. Oczywiście nie było mowy o tym, by uciec od „dziejowej roli” Wałęsy i jego przewidywań oraz rad, które ów chętnie na lewo i prawo rozdaje.

Najbardziej szokującym był fakt, iż Wałęsa w zasadzie przyznał się do zdrady wszystkich pracowników, którzy mu ufali jako przywódcy ruchu „Solidarności”. Twierdził, iż zdawał sobie sprawę, iż robotnicy stracą na budowie kapitalizmu i to stracą najwięcej. By dodać swoim słowom wiarygodności twierdził, iż pod koniec lat osiemdziesiątych „smucił się” stojąc w jakiejś bramie i patrząc na uradowany tłum pracowników. Zresztą, pozwólmy mówić samemu mistrzowi: „I zobacz pan ostatnią moją scenę na bramie, wtedy, kiedy kończyłem strajk po podpisaniu porozumień, mówiłem: wy się tu bardzo cieszycie, a ja jedyny się smucę. Ci, którzy przynieśli mnie tu na ramionach, widzieliście, wszyscy jednoznacznie za Lechem Wałęsą – jutro mogą we mnie rzucać kamieniami. A co ja powiedziałem? No, kochani, jak pójdziemy w tym kierunku, a musimy, no to nie mamy Związku Radzieckiego i Stocznia, i wiele zakładów okaże się do rozwiązania. Nie mogłem tak daleko powiedzieć, bo walka by się zakończyła, a tak to zasygnalizowałem, że wiem, o co chodzi”.

Szkoda, że nie powiedział dlaczego „musimy”? Zresztą, interesująca była w ogóle jego reakcja na zadawane przez dziennikarza pytania i zdumiewająca szczerość dotycząca świadomego prowadzenia ludzi na manowce. Miło też wiedzieć, iż zechciał nam to otwarcie powiedzieć. Wszak wczytajmy się dokładniej. Lech Wałęsa mówi – tłumacząc z polskiego na nasze – tak: „musiałem im nakłamać, bo inaczej nie chcieliby dalej walczyć o kapitalizm, który ich przecież zeżre. Ale nie mam wyrzutów sumienia, bo ja wiedziałem o co chodzi i tak jakby sygnalizowałem”. Uroczo!

Niech przemówi raz jeszcze. Tym razem racjonalizuje swoje oszustwo próbując wykazać, iż było ono co najmniej konieczne (o ile w ogóle istniała możliwość jakiegokolwiek innego działania). Oto słowo Lecha W. „A czy mogło być inaczej? Pan sobie wyobraża, że monopolem proletariackim robotników można kapitalizm zbudować? No wie pan! Kto ma być lekarzem, kto dziennikarzem, kto elektrykiem? No wie pan! Trzeba było obudzić ambicje, trzeba było inicjatywę, trzeba było pokazać prawdę w oczy i na tej zasadzie zacząć budowę. Dlatego nam się udało. Wie pan, gdyby taka sytuacja trafiła Stany Zjednoczone, Japonię i Niemcy, oni by nie przeżyli. Czy pan wie? My przeżyliśmy dlatego, że mamy duże doświadczenie i szybko prawda była pokazana. Moje zadanie wtedy było: zbuduj monopol, pokonaj komunizm i oddaj narodowi. I nic więcej. Przegraj siebie dla demokracji, dla narodu. No wie pan, czy lepiej można to zrobić?”. Szczególnie ważny wydaje się fragment dotyczący „prawdy w oczy”. Miło, że były prezydent zechciał nam ją w końcu ujawnić.

Jeszcze ciekawiej jednak przedstawia się sprawa roli związków zawodowych w dzisiejszej polskiej (i globalnej jak mniemam) rzeczywistości. Wałęsa od lat brutalnie krytykuje NSZZ „Solidarność”. Głównie dlatego, że już nie jest jej przewodniczącym. Objawił on wszem i wobec, iż „dziś trzeba zawalczyć z kapitalistami, którzy nie postępują uczciwie, jak w Kielcach i gdzie indziej”. Mało tego! „Czy pan myśli, że ta sama ekonomia kapitalistyczna to ona jest do obronienia w XXI wieku, kiedy poniżej 10% ludzkości ma majątek 90% ludzkości w kieszeniach? Przecież to jest nie do utrzymania” – kontynuuje były prezydent.

Te zaskakujące odkrycia, będące być może efektem przypadkowej lektury jakiegoś Greenspana (być może Wałęsa się dokształca – w wywiadzie przyznał, że ma „luki w wykształceniu”), trącą cokolwiek hipokryzją i naiwnością… Po co bowiem facet, który był przywódcą związkowym i obiecywał rozwiązać problemy pracowników, tworzył im świadomie (i to nie wprowadzając ich w temat) nowe przeszkody? Na co i komu wobec tego potrzebny był ten cały wielki wysiłek? Po to żeby spod deszczu schować się pod rynnę? Po co było budować i wspierać system, który i tak jest nie do utrzymania jak twierdzi Wałęsa? W końcu w jaki do cholery sposób związki zawodowe mają skutecznie „walczyć z kapitalistami”, skoro stworzone zostały warunki sprzyjające totalnej dyskryminacji struktur pracowniczych?

Wałęsa najpierw – doprowadzając do drastycznego pogorszenia sytuacji pracowników – skompromitował i zdemoralizował cały ruch związkowy, a teraz każe mu stawać okoniem wobec panów okoliczności, które sam powołał do życia. Jednocześnie za rządów Wałęsy „Solidarność” została wytrenowana przede wszystkim w pielgrzymkach, wielbieniu Karola Wojtyły i katolickiej pobożności. Bronić praw pracowniczych musi uczyć się od nowa. A w tym nie pomogą jej na pewno ani obecni biurokraci rządzący tą strukturą, ani skrajni hipokryci w stylu Lecha Wałęsy… Przyszłość „S”, jak i całego ruchu związkowego, zależy wyłącznie od samych związkowców i odpowiedzialnych lewicowych działaczy, których działalność zorientowana jest nie na krzyk w pustkę, lecz na pracę organiczną w masowych organizacjach klasy pracowniczej.
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing