|
Na terenie obecnej Polski, w Białymstoku, urodził się Dżiga Wiertow, awangardowy rosyjski reżyser, twórca "Trzech pieśni o Leninie". |
| Utopieni w kryzysie |
|
|
| Napisał(a): Agata Rozenberg [socjalizm.org] | |
| 02.03.2009. | |
|
Gdyby konieczne było podanie jednozdaniowej, ale możliwie wyczerpującej definicji kapitalizmu, zapewne najbardziej trafnym podsumowaniem byłoby twierdzenie, iż jest to system ekonomiczny, w którym głównym celem jest maksymalna akumulacja zysku za pomocą wszelkich dostępnych środków. Dodawać, że tego rodzaju filozofia musi prowadzić do dramatycznych społecznych konfliktów i załamań raczej nie trzeba, zwłaszcza że jedno z nich rozgrywa się dosłownie na naszych oczach. W dodatku ciężko jest udzielić kompetentnej odpowiedzi na pytanie, jaki będzie jego dalszy ciąg. W Polsce kryzysu miało nie być. Ale niestety – po raz kolejny proroctwa neoliberalnych ekspertów zamieniły się w swoje własne przeciwieństwa i w minionych tygodniach zamiast stabilnie rozwijającej się gospodarki, silnej waluty i powszechnego szczęścia nad Wisłą zapanowała ekonomiczna panika związana z lawinowym spadkiem wartości złotówki i równie błyskawicznym przyrostem ilościowym przedsiębiorstw znajdujących się w poważnych opałach. Z tym ostatnim wiążą się zjawiska takie jak zwolnienia grupowe, nakłanianie pracowników do pracy za pomniejszone wynagrodzenie czy wręcz zawieszenie jego wypłacania. Jednak problem ludzi tracących nagle jedyne źródło swojego utrzymania lub całych regionów wpędzanych w nędzę nie jest zbyt wygodny dla polskich mediów głównonurtowych. Ostatnie dni upłynęły zatem pod znakiem sprawy tzw. opcji walutowych i mocnych słów polityków, zwłaszcza PSL, domagających się szczegółowego zbadania związanych z nimi transakcji i podjęcia stosownych środków, mających uchronić pracodawców przed poniesionymi z tego tytułu stratami. Opcją walutową nazywamy umowę, na mocy której nabywca uzyskuje prawo do kupna albo sprzedaży określonej ilości jednej waluty za inną, według określonego kursu bazowego w uzgodnionym dniu lub w dłuższym okresie. Transakcji tego typu masowo dokonywali w latach poprzedzających kryzys polscy przedsiębiorcy, najwyraźniej nie dopuszczając do siebie faktu, że partner – czyli bank – również działa na zasadzie akumulacji zysków za wszelką cenę. Prowadzona w ten sposób spekulacja, naturalny składnik gospodarki kapitalistycznej, w równie normalny dla niej sposób się zakończyła – niektórzy uczestnicy spekulacyjnych operacji zamiast zysku ponieśli stratę. W kilku przypadkach na tyle bolesną, że wymuszającą zwinięcie działalności gospodarczej. Wydawałoby się, że dyżurni komentatorzy radia TOK FM, TVNu i dziennika „Polska” skomentują tego rodzaju epizod znaną wiązanką o niewidzialnej ręce rynku, nieudacznictwie i konieczności podporządkowania się werdyktowi jedynego słusznego systemu. Nic z tych rzeczy. Niechętnie mówiące o grupowych zwolnieniach i przebąkujące jedynie od niechcenia o trudnościach w wypłacaniu pensji media rozpętały zmasowaną kampanię „obrony polskiej gospodarki”, odwołując się na przemian do prymitywnie rozumianego patriotyzmu oraz do wybranych pojęć tak zwanej uniwersalnej moralności. Tę samą retorykę podjęła rządząca koalicja, która przeraziła się kolejnego niebezpieczeństwa dla pracodawców i już zapowiedziała utworzenie stosownego zespołu zajmującego się pomocą prawną dla pechowych spekulantów oraz wywarcie nacisku na banki, by dokonały renegocjacji spornych umów. W ratowanie upadłych zatrudnicieli ma się zaangażować Prokuratura Generalna, a jeśli wierzyć sensacjom krzyczącym z pierwszej strony dziennika „Polska” – także służby specjalne. Postawa polskich włodarzy jest w całym powstałym zamieszaniu tyleż konsekwentna, co żałosna. Ten drugi przymiotnik pasuje zwłaszcza do wypowiedzi przedstawianych przez głównego orędownika walki z opcjami walutowymi Waldemara Pawlaka. Wicepremier zadeklarował m.in. chęć dowiedzenia się, „kto wyciągnął z naszej gospodarki kilkanaście, czy kilkadziesiąt miliardów dolarów i kto się wzbogacił na tym kryzysie” oraz jak „polskie banki zostały namówione do tego, żeby tego typu struktury sprzedawać”. Ciężko jest wyrokować, czy jeden z czołowych członków rządu dopiero za sprawą kryzysu zaczął się zastanawiać nad funkcjonowaniem systemu kapitalistycznego, czy też odgrywa przed społeczeństwem tyleż prostą, co prymitywną rolę szlachetnego obrońcy lokalnej ekonomiki. Pan Pawlak, jako członek ekipy wiernych realizatorów każdego życzenia pracodawców, winien wiedzieć, że wyciąganie miliardów dolarów z tej czy innej krajowej gospodarki, jak również rujnowanie całych krajów razem z ich obywatelami przez małe grupki spekulantów to strategia wpisana w kapitalistyczne obyczaje od zarania. I niestety całkowicie z nimi kompatybilna, czy wręcz godna pochwały w świetle specyficznej wolnorynkowej etyki. Załamywanie rąk nad zdarzeniami w Polsce ocieka zatem naiwnością i hipokryzją. Pawlak ma również pomysł na przyszłość. Jego celem jest „oczyszczenie atmosfery i naprawienie tych szkód, żeby nikt potem na przyszłość nie popełniał tego typu błędów”. Niestety, pan wicepremier znowu nie zastanowił się nad tym, czy to, o czym z zapałem rozprawia, w ogóle jest do realizacji. Co to znaczy „nie popełniać tego typu błędów”? Chwila refleksji pozwala dojść do wniosku, że chodzi tu o rezygnację z niektórych, bardziej ryzykownych metod maksymalizacji zysku. Gdyby Pawlak bardziej zastanowił się nad historią gospodarczą, znalazłby niejeden przykład kraju, którego rząd postanowił ukrócić tego rodzaju praktyki z pożytkiem dla większości społeczeństwa. Każdorazowo odpowiedzią był frontalny atak na „dyktatorów” walczących z „wolną konkurencją” i „swobodnym rozwojem przedsiębiorczości”. W systemie kapitalistycznym filozofia posiadaczy jest bowiem zabójczo prosta – prywatyzować zyski – nacjonalizować straty! Przeciwko takiej polityce już protestują na ulicach wielu krajów świata oszukani pracownicy. Z żądaniami godnej pracy i uczciwej płacy, ochrony interesów zatrudnionych tak jak i zatrudniających wystąpili już zwykli ludzie z Ukrainy, Grecji, Argentyny, Rosji, Irlandii, Litwy, Łotwy, Estonii, Francji, Włoch, Hiszpanii i wielu innych krajów. W następnych państwach niezadowolenie społeczne rośnie w oczach. Jeśli postawa polskich przedsiębiorców i rządu nie zmieni się, Polskę będzie można dopisać do powyższej listy. A w sytuacji, gdy jedynym imperatywem działania krajowych elit jest bezwzględna akumulacja kapitału, ciężko spodziewać się w tym zakresie nagłej zmiany. Osobnym jest pytanie, na ile w warunkach systemu, który nie bez kozery zwie się kapitalistycznym, można w ogóle spodziewać się tak zasadniczych przewartościowań. Kwestię tę pozostawiam do rozwagi czytelnika. |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł» |
|---|
| Strona główna |
| przeszukiwanie portalu |
| kraj |
| świat |
| Ameryka Łacińska |
| kultura |
| gender |
| historia |
| Reductio Ad Absurdum |
| statystyki |
| ruch pracowniczy |