|
W/g danych GUS z końca roku 2005, ponad 60% społeczeństwa polskiego żyje poniżej tzw. minimum socjalnego, tzn. nie mają pieniędzy na odzież ani wydatki związane z kulturą lub edukacją. |
| Ukryzysowienie |
|
|
| Napisał(a): Bojan Stanisławski [socjalizm.org] | |
| 17.01.2009. | |
|
„Gazeta Wyborcza” jest znakomitym źródłem informacji i komentarzy. Zwłaszcza dla nas – dostarcza nam bowiem nieustannie materiałów do polemiki. Warto podziękować za to redakcji z ul. Czerskiej w Warszawie. Naturalnie, ta zaleta tego medium nie powinna przysłaniać jego wad, których ma ono daleko więcej. „Gazeta Wyborcza” – podobnie jak większość polskich mediów – od zarania służyła wiernie sprawie wszczynania i rozwijania największych patologii jakie nowy porządek sprowadził na Polskę. Od masowej prywatyzacji i rodzącej się w jej wyniku totalnej nędzy, po klerykalizację kraju i przerażające ogłupienie społeczeństwa. Dziś jednak zarówno GW jak i inne dzienniki, magazyny, stacje telewizyjne czy radiowe – pomimo, iż kontakt z nimi powoduje u wielu wymiotne spazmy – nie mogą nie stanąć w centrum naszej uwagi. „Obyś żył w ciekawych czasach” mówi starożytne chińskie przekleństwo. Jego sens objaśnić można mniej więcej tak: życie w ciekawych czasach jest wielkim nieszczęściem. My zaś – trzeba wiele samozaparcia, by tego nie zauważyć – żyjemy w ekstremalnie wręcz ciekawych czasach. I rzeczywiście – jest to doprawdy gigantyczne nieszczęście… Ale nie dla nas! „Firmy tną do kości” panikuje GW na pierwszej stronie swojego wydania z 11-ego stycznia. Artykuł ten składa się z kilku przemieszanych wypowiedzi tzw. „konsultantów”. Są to osoby z tzw. „firm konsultingowych”, które wynajmowane są przez szefów różnych firm, do skonstruowania jakiegoś skutecznego planu – np. grupowych zwolnień. Konsultowani konsultanci radośnie chwalą się, że właśnie takich projektów trafia im się ostatnio coraz więcej. W nieodległej przeszłości zaś stawiano przed nimi zupełnie inne wyzwania, szukano „taniej siły roboczej” itp. Teraz sytuacja uległa jednak drastycznemu przeobrażeniu. Owi dżentelmeni – bez szczególnego przejęcia – wyjaśniają, iż Polskę czeka kryzys o wiele bardziej głęboki i dotkliwy niż wydaje się polskim przedsiębiorcom. Ba, oskarżają tych ostatnich o infantylne zachowania. „- Polscy przedsiębiorcy mają opaskę na oczach - ostrzega prezes jednego z dużych banków. - Wydaje im się, że kryzys ich nie dotyczy, bo oglądają go w telewizji. Wierzą, że jakoś to będzie. A nie będzie” stwierdza Łukasz Zalicki, dyrektor działu doradztwa biznesowego w Ernst & Young. Oczywiście, trudno się z tym nie zgodzić. Szkoda jednak, że GW zapomina jak to całkiem niedawno sama brała udział w olbrzymiej kampanii wciskania ludziom teoryjki o tym jak to polskie banki, które prowadziły odpowiedzialną politykę, i ich odpowiedzialne zarządy, nie dadzą się żadnemu kryzysowi. Ten pozostanie wyłącznym udziałem USA i ich bankierów, którzy – w zależności od dnia i autora – byli albo zbyt chciwi, albo zbyt socjalistyczni. Balcerowicz zaś tłumaczył wszystkim na łamach „Dziennika” o tym, że wszystko jest pod kontrolą i tak pozostanie. Powtarzali to za nim komentatorzy także GW. Dlaczego zatem polscy przedsiębiorcy mieliby myśleć inaczej? Czyżby mieli słuchać jakichś oszalałych lewicowców, którzy ponoć pletli bzdury o globalnym kryzysie systemu kapitalistycznego? Teraz GW – ustami wyselekcjonowanych ekspertów – ma do nich wyraźne pretensje. „- Ponieważ polskie firmy później się wzięły do redukowania kosztów, restrukturyzacja będzie w nich głębsza i bardziej bolesna niż u ich zachodnich konkurentów - twierdzi Krzysztof Badowski, partner w firmie doradczej Roland Berger Strategy Consultants. Z badań jego firmy wynika, że restrukturyzacje w polskich firmach będą trwały nawet 18 miesięcy. na Zachodzie - o połowę krócej”. Ten uroczy strateg kapitału potwierdza po raz kolejny, że polscy przedsiębiorcy, mający być solą tej ziemi wg. całego establishmentu, to nie mądre głowy tylko grupa ludzi ślepo podążająca za prognozami mediów, które ich dość skutecznie przez ostatnie dwadzieścia lat zagłaskały. Teraz GW strzeliła ich mokrą szmatą w twarz i kazała się natychmiast opamiętać. Trzeba powiedzieć, że to wielki przełom! Polski gigant medialny gani przedsiębiorców. Trudno idzie ukryć zaskoczenie… Przy okazji warto zaznaczyć, że pan Badowski popełnił – być może wzorował się na Balcerowiczu – opisując kryzysową sytuację kilka poważnych błędów. Polskie przedsiębiorstwa ucierpią bardziej niż zachodnie z pewnością nie dlatego, że ich szefowie „budzą się” później. Właściciele Lehman Brothers i AIG obudzili się już jakiś czas temu – i tak w skarpetkach, podobnie jak ich klienci. Kryzys uderzy w Polskę mocniej gdyż mamy tu słabą, podporządkowaną gospodarkę, na którą to chętnie zepchną choćby część swoich problemów upadające mocarstwa. A to że „na Zachodzie” firmy będą masowo bankrutowały („restrukturyzacja”) potrwa tylko dziewięć miesięcy… Marzenie ściętej głowy. GW i inne główne media warto więc „w ciekawych czasach” czytać, oczywiście krytycznie. W takich osobliwych momentach jak światowa katastrofa ekonomiczna klasy rządzące ujawniają tam swoje pomysły, frustracje, problemy, nastroje… Bardzo ciekawa lektura. Przede wszystkim dlatego, że lektura taka dość dobitnie pokazuje, że światowa finansjera i rządy nie mają żadnego pomysłu na zażegnanie tego dramatu. Zacząć tak naprawdę należy od tego, iż osobnicy Ci demonstrują przed całym światem brak zrozumienia nawet najbardziej fundamentalnych, oczywistych i w gruncie rzeczy dość prostych spraw leżących u podłoża obecnego kryzysu. Kryzysu bardzo głębokiego, ale też dość typowego – mamy wszak do czynienia z bardzo ostrym, ale klasycznym kryzysem nadprodukcji. Zadziwiają nie tylko przewidywania „ekspertów”, ale i środki zaradcze jakie się proponuje. W USA, Wielkiej Brytanii i wielu innych krajach rządy starają się wpompować w gospodarkę maksymalnie dużą ilość pieniądza i modlą się by banki znów zaczęły dawać kredyty. Nie dają. Dlaczego? Bo nikt nie bierze. Dlaczego nie bierze? Bo nie chce kupić ani domu, ani samochodu, ani nawet pierścionka zaręczynowego. Ceny tych produktów oczywiście drastycznie spadają, bo skoro jest ich podaż na rynku przewyższa popyt to raczej nie powinno to dziwić. I choćby wpompować w system dwa, trzy, sto razy więcej pieniędzy to nie rozwiąże to problemu nadprodukcji. Karol Marks dość przystępnie wyjaśnia w trzecim tomie „Kapitału”, iż to nie brak pieniędzy powoduje kryzys, lecz kryzys powoduje brak pieniędzy oraz, iż w kapitalizmie koniec końców najważniejsze jest to czy kapitalista opchnie swoje towary lub usługi. Jeżeli nie może tego zrobić – mamy kryzys. Kapitaliści na świecie nie mogli sobie z tym poradzić już dawno, ale wpadli na pomysł, by odłożyć kryzys spuszczając lawinę kredytów. Odłożyli zatem kryzys, ale przygotowali sobie wielką katastrofę. Bezmyślną panikę pozostawmy jednak kapitalistom. Nas – działaczy ruchu pracowniczego – zajmować powinny raczej sprawy przekształceń świadomościowych wśród pracowników, młodzieży całego społeczeństwa, dla którego obecny kryzys jest szokiem. Po raz pierwszy w posttransformacyjnej Polsce ludzie publicznie dyskutują problem międzynarodowego kapitalizmu jako systemu, który właśnie udowodnił, iż nadaje się wyłącznie do tego by odłączyć go od respiratora i pozwolić wydać ostatnie tchnienie (oczywiście, trzeba mu w tym cokolwiek pomóc, bo to twarda bestia). Co zrobi z tym ruch pracowniczy? Co zrobią związki zawodowe? |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł» |
|---|
| Strona główna |
| przeszukiwanie portalu |
| kraj |
| świat |
| Ameryka Łacińska |
| kultura |
| gender |
| historia |
| Reductio Ad Absurdum |
| statystyki |
| ruch pracowniczy |