Portal socjalizm.org to lewicowe spojrzenie na dzisiejszą rzeczywistość. Wbrew powszechnie lansowanemu poglądowi uważamy, że lewicowa myśl polityczna nie tylko ma rację bytu, ale znajduje jeszcze większe zastosowanie niż kiedykolwiek wcześniej.


najnowsze teksty

Lewica potrzebna od zaraz Drukuj Email
Napisał(a): Agata Rozenberg [socjalizm.org]   
24.05.2007.

W polskich mediach znowu zagościł nasz wschodni sąsiad – Ukraina. Jest to jeden z nielicznych krajów – obok, rzecz jasna, Stanów Zjednoczonych – który można i trzeba darzyć sympatią. Wszystko dlatego, że w czasie tzw. pomarańczowej rewolucji odsunięte zostały od władzy siły prorosyjskie, a kraj wszedł na drogę wiodącą do ideału – będzie budować u siebie proeuropejską liberalną demokrację! Co więcej, zdaniem polskich komentatorów najważniejszym wydarzeniem tamtych dni było wsparcie polskich polityków dla Wiktora Juszczenki i Julii Tymoszenko. Pokazaliśmy wtedy, jaki to z nas, Polaków, dzielny naród. Nie dość, że sami ustanowiliśmy u siebie najlepszy z możliwych ustrojów, to jeszcze pomagamy innym państwom wejść na tę jedyną słuszną drogę.

Potem zaś należy na tej słusznej drodze utwierdzać… Kiedy wybory parlamentarne wygrała prorosyjska Partia Regionów, dowodzona przez głównego wroga ludu – Wiktora Janukowycza, natychmiast podniósł się lament, zwłaszcza gdy w kwietniu na Majdanie pojawili się manifestanci z niebieskimi sztandarami prorosyjskiej Partii Regionów. Najbardziej niezależne polskie medium – Gazeta Wyborcza - dzielnie ciskało gromy na protestujących, zarzucając im wszystko, co się dało, od przekupstwa po polityczny dyletantyzm. Przy okazji mieliśmy do czynienia z małym paradoksem – gazeta mieniąca się pierwszym obrońcą demokracji, dała do zrozumienia, że w każdym kraju istnieje pewna kategoria ludzi, którzy powinni darować sobie aktywny udział w polityce. Są to w pierwszym rzędzie pracownicy, którym, jak każdemu Polakowi po latach transformacji, jak wiadomo, zależy wyłącznie na otrzymywaniu krociowych pensji za nic. Szkoda, że kiedy odbywały się manifestacje popierające Juszczenkę, nikomu nie było w głowie ustalanie struktury społecznej ich uczestników. Wszyscy bez wyjątku byli nieustraszonymi bojownikami o wolność.

W kwietniu prezydent Juszczenko rozwiązał parlament i zapowiedział nowe wybory. Właśnie ta decyzja wywołała falę protestów, zwłaszcza wśród mieszkańców Ukrainy wschodniej. Jak się jednak okazuje, najbardziej dramatyczne wydarzenia były wtedy jeszcze przed nami. 24 maja prezydent Ukrainy oznajmił, iż w jego kraju ma miejsce „cichy zamach stanu”. Dokonuje go nie kto inny jak premier Janukowycz i jego ludzie. Kilka dni temu Juszczenko nakazał bowiem zwolnić prokuratora generalnego Swiatosława Piskuna, a deputowani koalicji Partii Regionów, socjalistów i komunistów, wspólnie z grupą komandosów, zajęli gmach prokuratury generalnej. Ironią losu, Janukowycz także przedstawia się jako obrońca demokracji. Według jego wersji na Ukrainie naprawdę ma miejsce zamach stanu, tyle że przeprowadza go Juszczenko, rozwiązując parlament, dążąc do nowych wyborów, a teraz zwalniając prokuratora i spotykając się z przedstawicielami rządowych resortów siłowych.

Wydarzenia te mogą służyć za ostateczny dowód, iż podział między obozem Juszczenki a obozem Janukowycza jest niemal tak samo sztuczny, jak ten wyprowadzony swojego czasu między Polską liberalną a solidarną. Po obu stronach mamy zwolenników agresywnego kapitalizmu, czy to prozachodnich, czy to prorosyjskich oligarchów. Żadnej z tych grup nie zależało i nie zależy na prawdziwej, społecznej rewolucji. Ukraińska klasa posiadająca zajmuje się tylko i wyłącznie wewnętrznymi sporami. Związani z nią politycy również angażują się jedynie w zwalczanie się między sobą i wykorzystywanie emocji społecznych dla własnych interesów. Świadczą o tym chociażby ciągłe zmiany układów sił parlamentarnych. Najpierw Juszczenko zaprzysiągł rząd Janukowycza, aby nie oddać teki premiera Julii Tymoszenko. Teraz założona przez nią partia wspiera prezydenta w starciu z Janukowyczem, a „piękna Julia” nawołuje do walki o zagrożoną demokrację i ubolewa nad tym, że Ukraińcy nie docenili wielkich zmian na lepsze, jakie za sprawą pomarańczowych dokonały się w ich życiu. Nikt jednak nie zamierza powiedzieć jednej, oczywistej rzeczy: gdyby Juszczenko naprawdę wprowadzał na Ukrainie potrzebne temu krajowi zmiany społecznej, najprawdopodobniej nie straciłby tak błyskawicznie poparcia. Tymczasem ostatnie sondaże wskazują, że nowe wybory znowu dałyby zwycięstwo Partii Regionów, a decyzja prezydenta o rozwiązaniu parlamentu spotkała się z dezaprobatą prawie połowy społeczeństwa.

W grudniu 2005 i w kwietniu 2007 oglądaliśmy w Kijowie masowe protesty Ukraińców, którzy najwyraźniej wierzyli, że ich opinia o zachodzących w kraju procesach ma jakieś znaczenie. Teraz społeczeństwo nie reaguje. Czyżby już zorientowało się, że tak naprawdę ludzie znaczą na Ukrainie nader niewiele wobec interesów oligarchii z obu stron kraju? Dostrzegamy wyraźnie, jak bardzo wyolbrzymiona była nazwa pomarańczowej rewolucji. Żadna z rywalizujących w niej stron nie dysponuje tak naprawdę trwałą bazą społeczną, żadna się zresztą o to specjalnie nie stara. Programy obydwu adwersarzy ograniczają się do ogólników i oklepanych demokratycznych sloganów, rażących swoją faktyczną pustotą. Nawet osławiony prozachodni kurs w polityce zagranicznej Ukrainy nie jest bezpośrednim rezultatem „rewolucji”. Kiedy ukraiński kontyngent ruszał wesprzeć bratni naród amerykański w walce o ropę naftową, premierem był Janukowycz, a prezydentem Kuczma. Zwycięstwo pomarańczowych wywołało najwyżej intensyfikację pronatowskiej i proeuropejskiej propagandy. To jednak niczego nie zmienia w sytuacji społeczeństwa ukraińskiego, które zresztą, zapytane w referendum o zdanie w kwestii polityki zagranicznej właśnie, w większości nie wykazało dla niej szczególnego zachwytu.
 
Polskie media stale przeciwstawiają dobrego Juszczenkę złemu Janukowyczowi i wzywają do popierania zagrożonej demokracji. Jednak prawdziwym celem Ukraińców powinno być coś innego. Wspieranie jednej grupy oligarchów przeciw drugiej nie ma większego sensu. W ten sposób interesy kraju i jego obywateli będą zawsze na drugim planie. Jest zrozumiałym, że obecnie społeczeństwo ogarnia apatia i brak wiary we własne siły. Nie ma jednak innej drogi do budowy lepszej rzeczywistości, niż walka o należne sobie prawa. Zwłaszcza, że obydwie „demokratyczne” ekipy szykują społeczeństwu jedynie dalszą prywatyzację i podporządkowanie państwa interesom grupki kapitalistów, gotowych je w każdej chwili sprzedać temu, kto da więcej. Szczególne zadanie staje zatem przed partiami socjalistyczną i komunistyczną. Do tej pory również korzystające z wsparcia warstw posiadających, mogą albo przekształcić się w partie reprezentujące prawdziwie lewicowe oczekiwania ludności, albo też nadal uczestniczyć w rozgrywkach między oligarchami (czyli skazać się na marginalizację). Alternatywa lewicowa jest Ukrainie potrzebna. Dopiero, gdy taka powstanie, będziemy mogli naprawdę zacząć mówić o rewolucji. O demokracji zresztą również.  
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing