Wybiórcza wolność Drukuj Email
Napisał(a): Emil Stanisławski [socjalizm.org]   
31.03.2008.

 O bezkrytycznym  zachwycie polskich mediów polityką USA wiadomo nie od dziś. Poparcie dla wojen w Afganistanie i Iraku, jakiego skwapliwie Amerykanom udzielili polscy „obrońcy demokracji”, wyniosło ich na szczyt hipokryzji. Myliłby się jednak ten, kto uważa, że nic już na ten temat napisać i powiedzieć nie można.

Wszak oto mamy zbliżającą się olimpiadę w Chinach. Mamy też walczący od lat o suwerenność Tybet. Nadarza się więc kolejna szansa, by przypomnieć społeczeństwu, jakimi pobudkami kierują się polskie media. Natychmiast wzięto w obronę uciskanych Tybetańczyków, a rząd chiński przedstawiono jako znienawidzony, wrogi wolności komunistyczny reżim. Nagle pojawił się pomysł bojkotu olimpiady, jeśli nie przez sportowców, to przynajmniej przez polityków. Premier Tusk już zapowiedział, że na otwarciu igrzysk się nie pojawi. Dziwnym trafem idea bojkotu pojawiła się dopiero teraz. Widocznie wcześniej, w momencie otrzymywania praw do organizacji igrzysk, Chiny były wzorem państwa demokratycznego.

„Wiadomości” co i rusz karmią nas obrazkami z demonstracji i ulicznych zadym, w których na bezbronnych cywilów państwo wysyła uzbrojoną po zęby policję. Protestujący są bici, pałowaniu, torturowani, wtrącani do więzień, za których murami, ostrzegają „Fakty”, będą działy się jeszcze gorsze rzeczy. Oto jak totalitarne Chiny radzą sobie z krnąbrnymi Tybetańczykami. Warto jednak zaznaczyć, że Chiny to nie tylko rządowa i biurokratyczna klika, ale przede wszystkim miliony obywateli. Część z nich przygotowania do Olimpiady przypłaciła życiem. Inni z kolej codziennie harują po kilkanaście godzin,  narażając zdrowie i życie przy budowie hoteli, stadionów etc. Coś takiego bowiem jak ochrona przed wyzyskiem i BHP przy przygotowaniach do kolejnego „święta sportu” nie obowiązuje.  Być może jednak obecna poprawność polityczna nakazuje ignorowanie cierpienia Chińczyków - jako mieszkańców totalitarnego kraju - na rzecz Tybetańczyków.      

Abstrahując od faktu, że Tybet rzeczywiście walczy o swoją niepodległość i szeroko rozumianą wolność, to śmiem twierdzić, iż nie jest jedynym tej walki przykładem. Masowe protesty i demonstracje odbywają się na świecie dość często. Dziwnym jednak trafem większość z nich to dla polskich mediów chuligańskie zadymy, spędy roszczeniowo nastawionych nieudaczników, ewentualnie sztucznie napędzane masówki. Czasem wszystko na raz; jeśli manifestanci domagają się czegoś szczególnie niezgodnego z ideami „Gazety Wyborczej” itp.
 
Ostatni szczyt G8 zmobilizował setki tysięcy aktywistów z całego świata. Nie walczyli oni bynajmniej, jak to by chciało wielu, o nową dyktaturę. Oni również przyszli walczyć o wolność. Ich również pałowano i zamykano. Cóż, im się widać należało. Wszak młodzieżowa chuliganeria zdewastowała pół miasta i pobiła pokojowo nastawioną policję. Gdyby jednak postawić na ich miejscu Tybetańczyków, polscy dziennikarze zaczęliby rozpływać się z zachwytu nad heroizmem protestujących.

Co innego też prezydenci najbogatszych państw świata. Dobrotliwi i miłujący pokój przyjaciele (jak kiedyś o George’u Bushu napisał „Fakt”). Co innego chiński rząd – czerwoni zwyrodnialcy. Nie dość, że pałują swoich obywateli, to jeszcze bezczelnie kłamią nazywając ich „pachołkami Dalajlamy” albo osławionymi „chuliganami”.
.
Po raz kolejny jednak nachodzi mnie smutna refleksja, że kiedy w Wenezueli dokonano zamachu stanu, a nowy „demokratyczny” rząd określał swoich obywateli mianem hołoty czy bandytów, fałszując przy tym nagrania video z demonstracji, polscy myśliciele pełni wolnościowych frazesów siedzieli cicho. A właściwie nie siedzieli… pomagali w dławieniu ruchu wolnościowego nazywając to obroną demokracji. Obecnie natomiast, gdy pracownicy Wenezueli domagają się kontynuowania prospołecznych zmian w swoim kraju, „Gazeta Wyborcza” pisze o „totalitarno-komunistycznym spisku sponsorowanym tanią ropą”.

To jednak nie koniec. Obrzydliwą doprawdy obłudą wykazali się polscy herosi, wzywając w ostatnich dniach do bojkotu Coca-Coli i Adidasa. Okazało się bowiem, że korporacje te, o zgrozo, sponsorują zbliżające się igrzyska! Do bojkotu wzywają nawet tak wolnościowe serwisy jak money.pl. Pod protestem podpisali się również (a jakże!) polscy opozycjoniści z czasów PRL. Co więcej, pewien niezwykle przenikliwy człowiek stwierdził, że wyżej wymienione korporacje pod płaszczykiem pomocy i miłosierdzia dbają wyłącznie o swoje interesy i za nic mają prawa człowieka. Chryste Panie! Cóż za refleks! Gdzie był ów mistrz analizy, kiedy Coca-Cola finansowała zabójstwa kolumbijskich związkowców? Gdzie był, kiedy koncern korzystał z niewolniczej pracy 30 tys. dzieci w Salwadorze na plantacjach cukrowych? Gdzie był, kiedy pracownicy Adidasa pracowali za grosze w uwłaczających warunkach?
Wszak od lat mówią o tym ci wszyscy „chuligani” i „zadymiarze”. Wtedy były to tylko „komunistyczne kłamstwa”. Teraz, kiedy o bojkot apeluje nawet „Gazeta Wyborcza”, sprawa wygląda zupełnie  inaczej.

Zastanawiające też gdzie bohater number one. USA jak dotąd tylko apelowało. Gdzie groźby i bomby? Gdzie broń masowego rażenia? Dlaczego akurat Coca Cola, a nie Nike albo Mc’Donalds? Dlaczego Tybetańczycy, a nie Wenezuelczycy? Po raz kolejny system każe nam sobie przypomnieć, że wolność, a i owszem, ale tylko dla tych, którym na to pozwolimy. I tylko kapitalistyczna.
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing