Tragediowanie… Co się stało w Kamieniu Pomorskim? Drukuj Email
Napisał(a): Bojan Stanisławski [socjalizm.org]   
30.08.2009.
 
Dokładnie dwanaście lat temu Polskę dotknęła klęska gigantycznych powodzi. Wówczas niesłychaną karierę zrobiło pojęcie „stanu klęski żywiołowej”. Gros publicznej debaty był wówczas poświęcony zagadnieniu (jakże istotnemu!) – czy Włodzimierz Cimoszewicz, ówczesny premier, powinien ów stan ogłosić w danym regionie czy też nie. Dyskusja ta była na tyle inspirująca, że posłużyła również redaktorom tygodnika „Nie” (zanim jeszcze przeszli na neoliberalne pozycje ekonomiczne) do stworzenia specyficznego słowniczka, aby powodzianie mogli prawidłowo zrozumieć intencje establishmentu. „Ogłoszenie stanu klęski żywiołowej” zostało w tymże zdefiniowany jako „działanie skutecznie zmniejszające wysokość fali powodziowej” (cyt. z pamięci). Ilość dyskusji oraz ich gatunkowy ciężar sprawiał, iż niezorientowany uczestnik wydarzeń lub ich obserwator mógł rzeczywiście odnieść takie wrażenie.

Dziś moce nadnaturalne przypisuje się innemu zjawisku – żałobie narodowej. Zwłaszcza Lech Kaczyński szafuje nim nader chętnie. Zwłaszcza tegoroczne święta wielkanocne dostarczyły mu wyśmienitego materiału do podobnych działań. Gdyby jednak dziś Jerzy Urban, czy któryś z jego współpracowników, zdecydował się zdefiniować to pojęcie z pewnością jego opis nie mógłby być tak lakoniczny. Ogłoszenie żałoby narodowej ma nie tylko skutecznie zmniejszyć rozmiary tragicznego pożaru w Kamieniu Pomorskim, ale także stać się areną kolejnej politycznej potyczki Lecha Kaczyńskiego i Donalda Tuska. Trzy dni żałoby narodowej, posłużyły obu tym dżentelmenom jako pretekst do tłumaczenia społeczeństwu – przy każdej nadarzającej się okazji – jak to teraz należy siedzieć cicho, ale po tym jak tylko milczenie można będzie przerwać wytknięte zostaną stronie przeciwnej poważne zaniedbania. Zaraz potem referowano cały ich katalog. W związku z tym żenującym spektaklem, po upływie żałoby, nie było już czego wytykać czy tłumaczyć, toteż w umysłach obu tych polityków wyświetlił się – niczym na monitorze podczas gry komputerowej – napis „Mission accomplished”; można było przejść do kolejnej odsłony zimnej wojny między Pałacem Prezydenckim a KPRM. Tym razem bataliony PO do ataku przy użyciu nowej taktyki (kredensowo-zoologicznej, względnie alkoholowo-małpkowej) poprowadził Janusz Palikot. I tak… Życie toczy się dalej.

Makabryczne wydarzenia w Kamieniu Pomorskim zostały potraktowane przez polityczną jako przyczynek do kolejnej, żartobliwej wszak potyczki w wojnie, która swą jakością przypomina sarmackie przygody jakie urządzali sobie kosztem poddanych kiczowato odziani szlachcice. Dzierżąc w jednym ręku czarę okowity, a w drugim szabelkę, przy suto zastawionych stołach, opowiadali o swoich zwycięstwach i wyklinali przeciwnika. Kultura polityczna Donalda Tuska i Lecha Kaczyńskiego jest niczym innym jak nieudolną kopią zachowań klas wyższych sprzed 400 laty. Nieudolność ta jest tym bardziej widoczna, gdyż dzisiejsi poddani to nie bezkształtna masa analfabetów, których horyzonty poznania wyznacza miedza pańskich włości. Dość łatwo dostrzec było każdemu, iż naczelni politycy splunęli po prostu na ludzką tragedię. Pożar i ofiary potraktowali jako przyczynek nie do zastanowienia się nad ogólnym stanem infrastruktury w kraju (na jeszcze głębsze refleksje liczyć z pewnością nie można), lecz jako znakomitą okazję do kolejnej kawaleryjskiej szarży, której efekty będą komentowali przy okazji najbliższej imprezy. Dwanaście lat temu Włodzimierz Cimoszewicz i SLD, za swoją postawę wobec powodzi i powodzian, zapłacili wyborczą porażką. Dziś ani Kaczyńskiemu, ani Tuskowi włos z głowy nie spadnie. Ukazuje to dobitnie, iż poziom cynizmu, bezczelności, arogancji, prostactwa, obłudy, chamstwa, tupetu, hucpiarstwa i załgania polskiej klasy politycznej znacznie się podwyższył w ciągu ostatniej dekady. Gratulujemy!

Innym ważnym spostrzeżeniem jest kompletny brak refleksji nad przyczynami pożaru. Media skwitowały to prostym oskarżeniem gminy o zaniedbania. Jak w piosence Młynarskiego – „kierunek słuszny”, ale wykonanie do niczego. Wskazanie winnych nie ma żadnego znaczenia, zaspokaja jedynie popędy wyznaczane przez dominujący rodzaj katolicko-mieszczańskiej moralności. Ewentualne sprowadzenie dolegliwości na winnych w postaci kary także nie powoduje niczego poza spełnieniem komercyjnym. Zapakowanie do więzienia choćby wszystkich urzędników z Kamienia Pomorskiego będzie jedynie pożywką dla takich tytułów jak „Fakt” i „Super Expres” – nic więcej. Tymczasem istnieje przecież konieczność konkretnych działań, które pozwolą takim katastrofom w przyszłości zapobiec. Powstaje pytanie na ile jest to możliwe? Oczywiście, nie można ulegać naiwnym dykteryjkom – „nie ma na to pieniędzy”. Kwestia jest nieco bardziej złożona. W Kamieniu Podolskim żywcem skremowano ponad 20 osób i nie były to osoby zupełnie przypadkowe – łączył je bowiem ich los. Zamieszkiwali oni tzw. hotel socjalny. Są to pomieszczenia, które miasto przeznaczyło na kwaterunek dla osób, które zostały eksmitowane z ich mieszkań. Najczęstsza przyczyną takich eksmisji jest fatalna sytuacja finansowa mieszkańców i – co za tym idzie – niemożność opłacenia właściwych należności. Filozofia jaka przyświeca funkcjonowaniu dzisiejszego, chorego, społeczeństwa ludzi biednych skazuje na powszechną pogardę i poniewieranie, a zysk i jego pomnażanie czyni jedynym imperatywem wszelkich działań. Bezpośrednią wypadkową obu tych paradygmatów jest masowa zsyłka ludzi biednych do pomieszczeń, których stan techniczny i sanitarny jest policzkiem w twarz najogólniej pojętej ludzkiej przyzwoitości i elementarnemu humanitaryzmowi. W związku tym trudno też dziwić się, że nad pogorzeliskiem urządzono jedynie medialny lament. Masowe kontrole o jakich szumią media są kopią urzędniczego pobudzenia jakie ogarnęło biurokrację państwową po tym jak w 2006 roku runął dach hali MTK na pograniczu Katowic i Chorzowa. Powstała wówczas wyśmienita (chociaż trwająca tylko jeden sezon) koniunktura dla firm oferujących usługi odśnieżania dachów.

Powtarzalność tego typu zjawisk dowodzi – w sposób raczej trudny do podważenia – słuszności tezy o konieczności zmian systemowych. Analiza wydarzeń w Kamieniu Pomorskim jest zatrważająco wręcz analogiczna do tej, którą lewica zaproponowała przy okazji katastrofy na Śląsku. Zamieszczony poniżej fragment komentarza zaczerpnięty jest z tekstu, autorstwa Wojciecha Balona, zamieszczonego na portalu socjalizm.org.

Tragedia ta spowodowała, tak charakterystyczną dla Polski, falę żałoby, histerii i współczucia, szczególnie ze strony tych, którzy region Górnego Śląska ignorowali, uważając go za relikt PRL. Na miejscu, niczym Dżin z lampy Aladyna pojawili się premier i prezydent wraz z całą świtą urzędników i ministrów. Podczas gdy służby ratownicze walczyły z czasem, niesprzyjającymi warunkami i niewątpliwą presją, przede wszystkim medialną, władze kraju zrobiły to, co zawsze...zwołały konferencję prasową. Najważniejszym postanowieniem było, co bardzo charakterystyczne, ogłoszenie żałoby narodowej. By dać wyraz głębokiej troski i zaangażowania, kancelaria prezydenta przeznaczyła ze swojego budżetu milion złotych na pomoc rodzinom ofiar.

Wszystkie te gesty polityków, medialna histeria, mimo tego, że to zdarzenie, choć tragiczne, nie może być porównywane do np. huraganu „Katrina”, czy tsunami, to jednak cała otoczka towarzysząca mu, jak żywo przypominała te wydarzenia. Podobnie jak tych wielkich kataklizmów, tak i tego, bardziej „lokalnego” można było uniknąć. W dodatku w bardzo prosty i wydawać by się mogło naturalny sposób. Był tylko jeden, acz zasadniczy problem, cechujący każdy kapitalistyczny kraj. Trzeba było wydać, a wcześniej mądrze zainwestować pieniądze. Katowicka katastrofa nie była jakimś wyjątkiem, lecz kolejnym wydarzeniem potwierdzającym logikę, jaką wyznacza kapitalizm i chęć zysku. Nie tak dawno temu, również w stolicy Górnego Śląska, zawalił się budynek starego (na szczęście nieczynnego) teatru. Przyczyną był zalegający na dachu śnieg. Podobna przyczyna zadecydowała prawdopodobnie o zawaleniu się wczoraj hali targowej. Prasa lokalna na Śląsku, mieszkańcy kamienic alarmowali, że zawaleniem grożą inne budynki. Prywatni właściciele, wolą zadać sobie jednak trud, by wyrzucić na bruk lokatora zalegającego z czynszem wraz z jego rodziną, niż wydać pobierany haracz (bo trudno to nazywać już czynszem) na podstawowe remonty i zachowanie elementarnych norm bezpieczeństwa. W liczącym ponad 300 tysięcy mieszkańców mieście, jakim są Katowice, mieszkańcy kamienic w centrum miasta zmuszeni są załatwiać potrzeby fizjologiczne w wychodkach na zewnątrz.

Zysk, to motywuje właścicieli, administratorów, nie zaś chęć, ba, obowiązek, zapewnienia ludziom bezpieczeństwa i ludzkich warunków. Sobotnia katastrofa była tylko brutalnym przypieczętowaniem wieloletnich zaniedbań. Cięcie kosztów to wcale nie wyjątek, to już reguła, która połyka coraz więcej ofiar.


Nic dodać, nic ująć!
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing