Portal socjalizm.org to lewicowe spojrzenie na dzisiejszą rzeczywistość. Wbrew powszechnie lansowanemu poglądowi uważamy, że lewicowa myśl polityczna nie tylko ma rację bytu, ale znajduje jeszcze większe zastosowanie niż kiedykolwiek wcześniej.


najnowsze teksty

Tarczyca Drukuj Email
Napisał(a): Bojan Stanisławski [socjalizm.org]   
01.03.2007.

Lokajstwo polskich władz jest doprawdy bezgraniczne. Zapału czasem brak, by pióro chwycić i na ten temat pisać. Na ileż to sposobów lewica komentowała już to zjawisko. Każdy porządny człowiek, a nawet co bardziej inteligentni acz mniej porządni ludzie, odczuwa obrzydzenie pisząc na ten temat. Najpierw awantura w Iraku, potem wysyłka mięsa armatniego do Afganistanu… Teraz amerykańska tarcza antyrakietowa na terytorium Polski.

Skrajna głupota jaką prezentują rządzący jest tak przerażająca i podawana społeczeństwu w tak drastycznie dużych ilościach, że wielu zapewne zrezygnowało już dawno z prób analizy tego zjawiska w kategoriach politycznych i sięgnęło po podręczniki do psychiatrii. Poniekąd słusznie – psychologia polskiej klasy rządzącej jest bowiem doprawdy szczególna. Niemniej ważniejsze są okoliczności polityczne i o tym kontekście nie należy zapominać. Coraz to bardziej idiotyczne pomysły i ostentacyjne lekceważenie woli społeczeństwa na rzecz agresywnego lizusostwa wobec USA nie są po prostu chorym konceptem, który na naszych rządzących spłynął z nieba. Dziś, w przededniu totalnego podporządkowania Polski amerykańskim strukturom zbrojnym, warto zastanowić się raz jeszcze nad przyczynami takiego stanu rzeczy.

Wiele można mówić o bezmiarze kretynizmu polskiej prawicy i temat pozostanie chyba zawsze niewyczerpany. Nie idźmy na łatwiznę. Tym bardziej, że polityka radykalnego podporządkowania Polski interesom amerykańskiego imperializmu realizował z powodzeniem również rząd Leszka Millera. Ba, SLD wykazało się w tej materii największą bodaj gorliwością. Konieczność takiej orientacji w polityce międzynarodowej jest wspólnym mianownikiem absolutnie wszystkich oficjalnych partii politycznych, to fundament dla całego polskiego establishmentu.

Jedną z najważniejszych przyczyn owego ślepego „zawierzenia” USA jest z pewnością rola jaką władze tego kraju odegrały w kształtowaniu dzisiejszej polskiej sceny politycznej. Absolutnie wszystkie koterie dzisiejszej polskiej „elity” zawdzięczają swój sukces – w mniejszym lub większym stopniu – amerykańskiej pomocy. Znakomita część dzisiejszej prawicy wywodzi się wszak z rozmaitych kół opozycyjnych sprzed dekad, które jankeski rząd hojnie wspomagał, zwłaszcza w latach osiemdziesiątych. Inni prawicowcy z kolei to przemalowani biurokraci, którzy służyli ongiś w strukturach PZPR. Dzięki zmianom w 1989 roku mogli skutecznie uwłaszczyć się, by potem odpowiedzialnie stanąć po stronie bogatych. Ci zaś z nich, którzy zasili szeregi SLD dostali od USA zielone światło na dalsze uczestnictwo w życiu publicznym i czerpania jeszcze większych niż dawniej profitów z władzy, tyle że na innych warunkach. Wytrenowani w posłuszeństwie wobec Wielkiego Brata nie mieli szczególnych problemów, by odnaleźć się nowej konfiguracji. Geopolityczny układ się wprawdzie zmienił, ale warunki działania pozostały podobne…

Byłoby rzeczą nader naiwną zatem sądzić, że klasa rządząca, która swoje istnienie zawdzięcza w dużej mierze właśnie Stanom Zjednoczonym, nie będzie się ku nim nieustannie zwracała. Skoro w momencie przełomowym wsparcie moralne i materialne popłynęło właśnie stamtąd… Komuż to innemu do ogona mieli się nasi włodarze przyczepić w tak ciężkiej sytuacji międzynarodowej z jaką mamy obecnie do czynienia? Ich głupota osiąga wprawdzie wartości, które trudno ogarnąć, ale pewien instynkt pozostał. Stąd właśnie prymitywne myślenie – kto mi władzę dał, będzie najlepszym sojusznikiem w walce o jej utrzymanie.

A sytuacja jest naprawdę bardzo skomplikowana. Dlatego też nasi rządzący podejmują już desperackie wręcz kroki, by zapewnić sobie przychylność Waszyngtonu i okazać swoje dla niego uwielbienie. Poza tym desperację tę wzmaga dodatkowo fakt, iż w materii podporządkowywania się Ameryce wywiązała się swoista konkurencja. Przekonały się też nasze lizusy, iż można zwasalizować się nieskutecznie. Wtedy po głowie dostaje się praktycznie zewsząd. Obiekt westchnień odwraca się pogardliwie (czasem nawet pogrozi), wyżywają się inni mocarni – naszemu konkurencyjni, a nieudacznictwo w materii posłusznego wylizania czyichś bucików jest przyjmowane średnio również i przez obywateli. Polskim rządzący czyją totalny brak oparcia w społeczeństwie. Wydaje im się prawdopodobnie, iż jedynym gwarantem ciągłości ich władzy jest właśnie USA. Im więcej teraz tamtejszemu rządowi zaoferują, tym bardziej pewna będzie ewentualna bratnia pomoc. Jest to próba stworzenia sytuacji, w której amerykańska ekipa miałaby mieć interes obrony swojego najwierniejszego niewolnika, gotowego na wszystko – polskich rządzących. Chodzi o to by tak się poniżyć, tak splugawić i zeszmacić, by nie pozostawić Bushowi żadnych wątpliwości co do tego, że może na nich liczyć w najbardziej śmierdzących sprawach. Niestety… Rozkapryszonego arystokratę łatwo znudzi nawet najładniej ostrzyżony i posłuszny pudelek, zwłaszcza jeśli codziennie bawić się może z innym.

Poza tym postawa polskich rządzących wydaje się dość naiwna. Prawdopodobnie ulegli oni czarowi własnej propagandy (gierkowska tradycja) i uwierzyli, że największym zagrożeniem jest dla nich rzeczywiście zmasowany atak fundamentalistów islamskich i północnokoreańskich skautów uzbrojonych w głowice jądrowe (wszystkich wspiera oczywiście Białoruś). Z pola widzenia umknął im chyba narastający kryzys i społeczny gniew. A jeśli nie umknął, to na co oni liczą? Że USA wyślą do Polski korpus ekspedycyjny w razie gdyby na ulicach większych miast stanęły barykady? Śmieszne i żałosne naraz… Ale i niebezpieczne.

Argumenty, którymi posługują się media pozorując dyskusję wokół kwestii rozmieszczenia na terytorium Polski wyrzutni antyrakietowych są już nawet nie przedszkolne, ale wprost żłobkowe. „Czy na nas czasem coś nie spadnie jak już zestrzelimy tę czy inną rakietę?” pytają zatroskani dziennikarze. Oto jest głos sceptyka… Nikt jednak nie pyta czy tym sposobem nie eksponujemy przypadkiem obywateli tego kraju na realne niebezpieczeństwo ataków terrorystycznych. Wygląda na to, że Polski establishment zachowuje się niczym pewien przywódca, który namiętnie wojował celem obrony zajmowanego przez siebie stołka, a odchodzących na front żołnierzy żegnał następującymi słowy: „wielu z was zginie, ale jest to poświecenie, na które jestem gotów”.
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing