|
W Wenezueli trwa od kilku lat ludowe, antykapitalistyczne powstanie, które zdołało przezwyciężyć kilka bardzo ciężkich ataków organizowanych przez CIA. |
| Sylogizmy kontra złodzieje |
|
|
| Napisał(a): Piotr Kuligowski [socjalizm.org] | |
| 10.04.2009. | |
|
Truizmem jest stwierdzenie, że politycy kłamią. A jak mówi stare, polskie porzekadło kłamstwo jest kradzieżą. Kradzieżą prawdy. Powyższe rozumowanie zostało oczywiście wywiedzione na zasadzie budowy klasycznego, arystotelesowskiego sylogizmu. Sprytne konkludowanie w oparciu o dwie przesłanki jest orężem nader często stosowanym w różnorakich debatach, a także codziennym życiu politycznym. Pierwszym przykładem z brzegu może być chociażby, co jakiś czas odradzająca się w debacie politycznej niczym mityczny Feniks z popiołów, kwestia odebrania byłym funkcjonariuszom służb bezpieczeństwa przywilejów emerytalnych. Lanserzy owego pomysłu w swych imaginacjach kreują taki oto (cóż za skompromitowane słowo!) układ: skoro uznamy, że Polska Rzeczpospolita Ludowa była krajem bandyckim, to bandytami są także ci, którzy swego czasu jej służyli. Pal licho kultywowane przez te same gremia starorzymskie zasady prawne, jak lex retro non agit czy pacta sund servanta. Ważny by utrzymywać - używając terminologii hydrologicznej – wysoki poziom antykomunistycznych bredni. Z pozycji trzeźwego obserwatora rzeczywistości sprawa wygląda jednak zupełnie inaczej. Choćby luminarze prawej części sceny politycznej wili się niczym dżdżownice pod butem, to i tak nie zdołają zaprzeczyć temu, że kraj nad Wisłą w latach 1944-89 nosił miano Polski Ludowej. W takim (tłu!) układzie, konstruując przeciwstawny sylogizm można wysnuć tezę, iż byli Ubecy i Esbecy pracowali na rzecz polskiego państwa, z którym wcześniej zawarli konkretne umowy. Umowy, których powinno się dotrzymywać. Nie trzeba chyba dodawać, że iż ów prawicowy postulat wpisuje się także w jedną z mód, powstałych po 1989 roku. W tym przypadku jest to deprecjonowanie wszelkich zdobyczy minionego systemu, a także publiczne piętnowanie tych, którzy służyli mu w pocie czoła. Wiąże się to nie tylko ze stosowaniem, ohydnej zupełnie, odpowiedzialności zbiorowej, ale także zbijaniem politycznego kapitału na świadomości politycznej i historycznej Polaków. A ta, jak wiemy, często kończy się na lekturze gimnazjalnego podręcznika do historii i wiedzy o społeczeństwie; zatwierdzonych przez MEN – żeby przypadkiem nie promowały lewicowych tez, niewygodnych dla establishmentu. A po odpowiednim wypraniu mózgów nawet prawo może zadziałać wstecz, jeśli zaistnieje potrzeba dokopania którejś z grup społecznych. Faktyczny obraz Polski Ludowej wyglądał jednak zupełnie inaczej, niż chcieliby tego mainstreamowi, do szpiku antykomunistyczni krzykacze. Wystarczy porównać chociażby dane dotyczące śmiertelności niemowląt przed i po II wojnie światowej. Podczas gdy w sanacyjnej II RP masy ludności na wsi ubogo egzystowały w drewnianych chatach bez prądu i bieżącej wody, to już w dwadzieścia lat później lwia część z nich miała możność życia w ciepłych, murowanych domach i zelektryfikowanych wsiach. Działania znienawidzonych władz – nazywanych często i chętnie „komunistycznymi” – przyniosły także kres licznym epidemiom. Wzrost jakości usług medycznych oraz powszechne szczepienia spowodowały również znaczne wydłużenie średniej długości życia. To wiele, jak na (hm…) układ geopolityczny, w którym przyszło Polsce funkcjonować. Uważne przyjrzenie się wskaźnikom społecznym stawia w zupełnie innym świetle ludzi, którzy służyli w organach PRL. Były to zresztą osoby, które w razie ewentualnej napaści ponad wszelką wątpliwość stanęłyby w obronie kraju. Inny sylogizm został wymierzony w funkcjonariuszy współczesnych organów państwa. Mamy bowiem kryzys, należy więc ukrócić przywileje emerytalne policjantom-nierobom. Co z tego, że wcześniej zostały zawarte z nimi umowy, w myśl których prawo do emerytury przysługiwałoby im już po 15 latach pracy? Są wszak lata chude, i trzeba oszczędzać. Na wszystkim, tylko nie na sobie. Nie dziwota, że od początku 2009 roku każdy poseł zarabia o 400 zł więcej. A że ulic będą strzegli pięćdziesięcioletni policjanci… Kto by się tam przejmował drobiazgami! A jednak przejmują się sami zainteresowani, którzy do tej pory zorganizowali kilka bojowych, godnych poparcia manifestacji. Ich frustracja nie dziwi: dlaczego niby mieliby ponosić negatywne konsekwencje kryzysu, za który nie są w najmniejszym stopniu odpowiedzialni? Warto – pomimo rozmaitych, często bardzo negatywnych ocen zawodu policjanta, które wydają lewicowi działacze różnych odcieni – wspierać ich, a także inne grupy zawodowe, w środowisku których poziom niezadowolenia rośnie wprost proporcjonalnie do wzrostu temperatury za oknem. Jeśli tak dalej pójdzie, Polska pod koniec lata stanie w obliczu dramatycznego kryzysu społecznego. Może więc tym razem uda się odesłać politykierów na wieczną emeryturę? Kolesie ci żyją przecież za pieniądze podatników. A na taki (ble…) układ, by rządzili nami złodzieje (i to już nie tylko prawdy, ale także czasu i pieniędzy) nie można się zgodzić. I na takim sylogizmie poprzestańmy. |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł» |
|---|
| Strona główna |
| przeszukiwanie portalu |
| kraj |
| świat |
| Ameryka Łacińska |
| kultura |
| gender |
| historia |
| Reductio Ad Absurdum |
| statystyki |
| ruch pracowniczy |