Tragizm historii czyli 1 maja w retrospektywie Drukuj Email
Napisał(a): Kamil Łojko [socjalizm.org]   
27.04.2007.

Dziś o Międzynarodowym Święcie Pracy mówi się bardzo różnie. Media najczęściej opisują pierwszomajowe demonstracje jako "komunistyczny anachronizm rodem z ZSRR". Prawda jest tymczasem zupełnie inna. Historię pierwszego maja przedstawia redaktor Kamil Łojko.

Jasio przez okienko

sztandary zobaczył.

- Czemu ich tak dużo?

- Bo dziś święto pracy!

 

Tego wierszyka uczyły się dawniej dzieci wszystkich polskich przedszkoli. Żyjący w dzisiejszych czasach Jasio miałby wielkie szczęście gdyby udało mu się przez swe okienko dostrzec podobny widok. Powodów takiego stanu rzeczy jest wiele.

Obchody tego święta zmieniły zasadniczo swoją formę. Częściej są skromnymi wiecami na których spotykają się działacze partii lewicowych (lub za takie się uważających) oraz niewielkich grup związkowców. Nie bez znaczenia oczywiście jest tu otoczka, którą stworzyło prawicowe, nihilistyczne oszołomstwo utożsamiające święto ludzi pracy ze słusznie minionym stalinizmem. O głupocie takiego skojarzenia najlepiej świadczy sama geneza i historia obchodów 1 majowych związana z tragicznymi w swoim przebiegu masowymi manifestacjami robotniczymi zorganizowanymi w 1886 r w Chicago.

Robotnicze piekło

Sytuacja w Chicago była napięta już kilka lat przed wydarzeniami z 1886 roku. Fatalne warunki pracy, niskie płace i praca do dwunastu godzin na dobę były standardem. Dodatkowo antykapitalistyczne nastroje były skutecznie podsycane przez radykalnych w mniemaniu lokalnych biznesmenów agitatorów walczących m.in. o ośmiogodzinny dzień pracy. Jednym z takich biznesmenów był niejaki McCormick kierujący od 1984 roku firmą McCormick Harvester Co. W wyniku próby modernizacji zakładu, która spowodowałby zwolnienia ogromnej rzeszy pracowników jego stosunki ze związkami zawodowymi nie układały się najlepiej. Pociągnęło to za sobą strajk robotników w wyniku którego, właściciel fabryki zmuszony został do radykalnych ustępstw. Nie trwało to jednak zbyt długo. Już w lutym 1886 roku dokonał zwolnienia wszystkich pracowników. Na ich miejsce powołał całkowicie nową kadrę której bezpieczeństwa miała pilnować kilkudziesięcioosobowa grupa ochroniarzy.

Ofensywa

Działacze związkowi szybko przeszli do ofensywy. Rozpoczęli przygotowania do demonstracji zapowiedzianej na pierwszego maja. Jej celem było wywalczenie ośmiogodzinnego dnia pracy. Na czele demonstracji stał Albert Parsons - związkowiec, anarchio-komunista; opowiadający się także m.in. za równouprawnieniem Czarnych. Pomimo obaw wielu ludzi pochód przeszedł bez rozlewu krwi. Wzięło w nim udział przeszło kilkadziesiąt tysięcy osób.

Do dalszej ofensywy ruszył inny urodzony w Niemczech związkowiec, anarchista August Spies redaktor pracowniczego pisma „Arbiter-zeitung”. Zorganizował on trzeciego maja wiec w trakcie, którego doszło do bójki między wychodzącymi z zakładu McCormicka nowymi robotnikami a demonstrantami. Ponad dwustu policjantów interweniowało używając rewolwerów i pałek. Trudno jest określić dokładną liczbę ofiar. Według różnych źródeł zginęło od dwóch do pięciu robotników, około sześciu zostało poważnie podstrzelonych, wiele osób zostało pobitych. Spies zbulwersowany brutalnością Policji, apelował do robotników aby ci stawili się na demonstracji następnego dnia.

Policyjna rzeź

Wiec przygotowany przez Spiesa, Parsona i Samuela Fieldena miał miejsce na placu Haymarkt. Przebiegał zasadniczo bez ekscesów. Obecny na demonstracji Burmistrz Chicago, Carter Harrisom, twierdził później, iż nic nie wskazywało na to że policja będzie musiała interweniować. Pod koniec przemówienia Fieldena na skutek obfitych opadów deszczu na placu pozostało jedynie ok. 200 osób. Nagle, z nieznanych powodów, 180 policjantów dowodzonych przez kapitana Johna Bienfielda ruszyło do ataku na demonstrantów. Nie pomogły zapewnienia Fieldena, iż demonstracja jest pokojowa.


Chwilę później w stronę Policji poszybowała bomba. Na miejscu zginą jeden funkcjonariusz, kilkunastu zostało rannych. W odpowiedzi policjanci otworzyli ogień do demonstrujących. Nie znana jest liczba zamordowanych robotników. Musiała być jednak znaczna skoro w chaosie jaki zapanował na placu, wielu policjantów została podstrzelona przez swoich kolegów.

Reżimowe represje i pokazowy proces

W wyniku tych zajść doszło do ostrych represji skierowanych przeciwko działaczom związkowym. Masowe aresztowania i rewizje stały się standardem. Zakazano masowych zebrań i demonstracji. Wszystkie te działania były mocno podsycane przez prawicowe i establishmentowi chicagowskie gazety. Ostatecznie przed sądem stanęło osiem osób. W tym trzej główni organizatorzy majowego wiecu i pięciu związkowców, którzy w wiecu nie uczestniczyli!

Proces rozpoczął się 21 czerwca 1886 roku. Wszystkich oskarżono o zabicie policjanta, który zginął na miejscu w wyniku wybuchu. Nikt nie podejrzewał, że w obliczu braku jakichkolwiek dowodów na winę oskarżonych mogą oni zostać ukarani tak surowo. Siedem osób zostało skazanych na śmierć. 11 listopada 1887 roku zostali powieszeni:

Parson, Engel, Spies i Fischer. Dzień wcześniej w celi odebrał sobie życie Luis Lingg. Pozostali skorzystali z prawa łaski i po 7 latach opuścili więzienie. Przyczyniła się do tego kampania prowadzona przez ruch robotniczy w wyniku której wyroki zostały anulowane. Obecnie historycy podejrzewają, iż bomba została rzucona przez z policyjnego agenta współpracującego z kapitanem Johnem Bienfieldem.

W hołdzie poległym


Trzy lata po tragicznych wydarzeniach czyli w 1889 roku II Międzynarodówka uznała 1 Maja Świętem Pracy. Chciano w ten sposób docenić oddanie dla sprawy licznych ofiar jakie w wyniku tych zajść poniósł ruch robotniczy. Na ziemiach polskich pierwsze obchody miały miejsce już w 1890 roku i odbywały się niejednokrotnie wbrew woli zaborców.

***


Tragizm historii nie polega na tym, że żyjący w obecnej Polsce Jasio nie zobaczy na ulicach sztandaru i nie wie, „iż jego kolor jest czerwony bo na nim robotnicza krew”. Najgorsze jest to, że prawdopodobnie przed snem nie zobaczy również swojej matki gdyż po tych 121 latach od opisanych wydarzeń, nadal musi pracować dwanaście godzin w pobliskim hipermarkecie... Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że doczeka czasów kiedy 8 godzin pracy, 8 godzin odpoczynku i 8 godzin snu będzie czymś oczywistym.

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing