|
Jedyną grupą społeczną w Polsce, która od 1990 z roku na rok żyje coraz lepiej są pracodawcy. Ciągle narzekający i domagający się dalszych udogodnień są najbardziej roszczeniową grupą społeczną w Polsce. |
| Tragizm historii czyli 1 maja w retrospektywie |
|
|
| Napisał(a): Kamil Łojko [socjalizm.org] | |
| 27.04.2007. | |
|
Dziś o Międzynarodowym Święcie Pracy mówi się bardzo różnie. Media najczęściej opisują pierwszomajowe demonstracje jako "komunistyczny anachronizm rodem z ZSRR". Prawda jest tymczasem zupełnie inna. Historię pierwszego maja przedstawia redaktor Kamil Łojko. Jasio przez okienko sztandary zobaczył. - Czemu ich tak dużo?
- Bo dziś święto pracy!
Tego wierszyka uczyły się dawniej dzieci wszystkich polskich przedszkoli. Żyjący w dzisiejszych czasach Jasio miałby wielkie szczęście gdyby udało mu się przez swe okienko dostrzec podobny widok. Powodów takiego stanu rzeczy jest wiele.
Obchody tego święta zmieniły zasadniczo swoją formę. Częściej są skromnymi wiecami na których spotykają się działacze partii lewicowych (lub za takie się uważających) oraz niewielkich grup związkowców. Nie bez znaczenia oczywiście jest tu otoczka, którą stworzyło prawicowe, nihilistyczne oszołomstwo utożsamiające święto ludzi pracy ze słusznie minionym stalinizmem. O głupocie takiego skojarzenia najlepiej świadczy sama geneza i historia obchodów 1 majowych związana z tragicznymi w swoim przebiegu masowymi manifestacjami robotniczymi zorganizowanymi w 1886 r w Chicago. Robotnicze piekło Sytuacja w Chicago była napięta już kilka lat przed wydarzeniami z 1886 roku. Fatalne warunki pracy, niskie płace i praca do dwunastu godzin na dobę były standardem. Dodatkowo antykapitalistyczne nastroje były skutecznie podsycane przez radykalnych w mniemaniu lokalnych biznesmenów agitatorów walczących m.in. o ośmiogodzinny dzień pracy. Jednym z takich biznesmenów był niejaki McCormick kierujący od 1984 roku firmą McCormick Harvester Co. W wyniku próby modernizacji zakładu, która spowodowałby zwolnienia ogromnej rzeszy pracowników jego stosunki ze związkami zawodowymi nie układały się najlepiej. Pociągnęło to za sobą strajk robotników w wyniku którego, właściciel fabryki zmuszony został do radykalnych ustępstw. Nie trwało to jednak zbyt długo. Już w lutym 1886 roku dokonał zwolnienia wszystkich pracowników. Na ich miejsce powołał całkowicie nową kadrę której bezpieczeństwa miała pilnować kilkudziesięcioosobowa grupa ochroniarzy. Ofensywa Działacze związkowi szybko przeszli do ofensywy. Rozpoczęli przygotowania do demonstracji zapowiedzianej na pierwszego maja. Jej celem było wywalczenie ośmiogodzinnego dnia pracy. Na czele demonstracji stał Albert Parsons - związkowiec, anarchio-komunista; opowiadający się także m.in. za równouprawnieniem Czarnych. Pomimo obaw wielu ludzi pochód przeszedł bez rozlewu krwi. Wzięło w nim udział przeszło kilkadziesiąt tysięcy osób. Do dalszej ofensywy ruszył inny urodzony w Niemczech związkowiec, anarchista August Spies redaktor pracowniczego pisma „Arbiter-zeitung”. Zorganizował on trzeciego maja wiec w trakcie, którego doszło do bójki między wychodzącymi z zakładu McCormicka nowymi robotnikami a demonstrantami. Ponad dwustu policjantów interweniowało używając rewolwerów i pałek. Trudno jest określić dokładną liczbę ofiar. Według różnych źródeł zginęło od dwóch do pięciu robotników, około sześciu zostało poważnie podstrzelonych, wiele osób zostało pobitych. Spies zbulwersowany brutalnością Policji, apelował do robotników aby ci stawili się na demonstracji następnego dnia. Policyjna rzeź Wiec przygotowany przez Spiesa, Parsona i Samuela Fieldena miał miejsce na placu Haymarkt. Przebiegał zasadniczo bez ekscesów. Obecny na demonstracji Burmistrz Chicago, Carter Harrisom, twierdził później, iż nic nie wskazywało na to że policja będzie musiała interweniować. Pod koniec przemówienia Fieldena na skutek obfitych opadów deszczu na placu pozostało jedynie ok. 200 osób. Nagle, z nieznanych powodów, 180 policjantów dowodzonych przez kapitana Johna Bienfielda ruszyło do ataku na demonstrantów. Nie pomogły zapewnienia Fieldena, iż demonstracja jest pokojowa.
Reżimowe represje i pokazowy proces
Parson, Engel, Spies i Fischer. Dzień wcześniej w celi odebrał sobie życie Luis Lingg. Pozostali skorzystali z prawa łaski i po 7 latach opuścili więzienie. Przyczyniła się do tego kampania prowadzona przez ruch robotniczy w wyniku której wyroki zostały anulowane. Obecnie historycy podejrzewają, iż bomba została rzucona przez z policyjnego agenta współpracującego z kapitanem Johnem Bienfieldem.
***
|
| « poprzedni artykuł | następny artykuł» |
|---|
| Strona główna |
| przeszukiwanie portalu |
| kraj |
| świat |
| Ameryka Łacińska |
| kultura |
| gender |
| historia |
| Reductio Ad Absurdum |
| statystyki |
| ruch pracowniczy |