|
W dziale sklep on-line kupisz literaturę oraz inne lewicowe "akcesoria" po bardzo niskich cenach. |
| Z urn na ulice - po wyborach w USA |
|
|
| 23.11.2006. | |
|
Skrajnie prawicowi i konserwatywni Republikanie ponieśli klęskę w wyborach z 8 listopada. Zwycięzcy Demokraci obiecują wiele. W rzeczywistości ich polityka jednak nie odbiega za bardzo od republikańskiego nurtu. Co więc czeka Amerykanów w ciągu najbliższych kilku lat? Wielu mieszkańców kraju znad Wisły i Odry ma tendencję do mitologizowania Ameryki. Dla jednych USA to kraj mlekiem i miodem płynący, gdzie Polacy co najmniej od dziesięcioleci (jeśli nie od wieków) robili wielkie biznesy. Dla innych z kolei jest to kolebka wszelkiego zła. Od tych drugich słyszymy argumenty o jakoby „prostackiej kulturze”, „agresywnym i ciemnym społeczeństwie” itd. Jedni i drudzy zapominają jednak o rzeczy najważniejszej. Ameryka nie jest obdarzona żadnymi boskimi przymiotami. Jest krajem, takim jak inne. Ma swoich biednych, ma też i swoich bogatych. To fakt, bogatych Ameryka ma dużo. Ale biednych jeszcze więcej. Jak podają oficjalne statystyki trzech najbogatszych Amerykanów zarabia tyle, co 115 milionów ich najbiedniejszych rodaków. Słowem Ameryka nie jest ani zła ani dobra, jest po prostu kolejnym krajem, w którym działają te same siły co w Polsce, Francji czy Boliwii. Z tą tylko różnicą, że to właśnie od przeobrażeń w USA zależą w ostatecznym rozrachunku losy ludzkości. Kryzys światowy Ameryka jest potentatem finansowym, gospodarczym i wojskowym. Wystarczy wspomnieć, że uzbrojenie będące na stanie US Army stanowi około 40% światowych zasobów. USA jednak, coraz bardziej, staje się kolosem na glinianych nogach. Po upadku tzw. żelaznej kurtyny wydawało się, że hegemonia Stanów Zjednoczonych będzie trwała do końca świata i jeden dzień dłużej. Na świecie jednak sporo się zmieniło przez ostatnie 15 lat. Ciągłe wojny na wszystkich kontynentach, kolejne kryzysy ekonomiczne (Azja, Am. Płd. etc.), zamachy stanu, wreszcie ruchy rewolucyjne, które ze szczególną siłą ujawniają się obecnie w Ameryce Łacińskiej. Prawdziwą siłę USA widzimy w Iraku, gdzie uwięzionych jest ponad 150.000 amerykańskich żołnierzy. Do działań wojennych mobilizowana jest nawet Gwardia Narodowa, która zwykle zajmuje się pomocą ludności cywilnej podczas klęsk żywiołowych. Mimo tych wszystkich zabiegów USA nie udało się narzucić swej imperialnej woli Irakowi. Wiadomo, że Stany Zjednoczone przegrają wojnę w Iraku, niewiadomo tylko kiedy. Jednego możemy być pewni – następny rząd iracki na pewno nie będzie proamerykański.
Kryzys wewnętrzny Wszystkie te procesy i wydarzenia mają swoje odbicie w samej Ameryce. Do niedawna konserwatywne oraz izolujące się od reszty świata społeczeństwo amerykańskie teraz szybko przechodzi z klasy do klasy w twardej szkole życia. Pierwszym wstrząsem był 11 września. Wtedy to wielu Amerykanów dowiedziało się, że ktoś w ogóle może nie lubić USA i ich polityki zagranicznej. Potem wojna w Afganistanie i Iraku, gdzie przecież wciąż umierają żołnierze amerykańscy. Wreszcie huragan Katrina, który bezlitośnie pokazał, że w Ameryce też są biedni i bogaci i że wciąż jest to kraj rasistowski, w którym warunki życia dla dużej części społeczeństwa nie odbiegają od tych znanych z trzeciego świata. Do tego wszystkiego dodać należy boom w gospodarce, który jednakowoż nie objawia się wzrostem zatrudnienia. Przeciwnie: warunki pracy wciąż się pogarszają, a płace spadają. Rząd wciąż ogranicza system opieki społecznej, jednocześnie rozdając miliony korporacjom międzynarodowym i obniżając im podatki. Kryzys zaufania Jakby tego wszystkiego było mało, w atmosferze skandalu upadają kolejne korporacje. Ludzie przestają powoli im ufać. Podobny kryzys przeżywają instytucje polityczne. Do tego dodać należy stopniowy spadek poparcia dla prezydenta Busha, który w 2001 roku cieszył się zaufaniem prawie 90% obywateli USA, a teraz wierzy mu już tylko 32%. Należy podkreślić, iż w Ameryce kwestia zaufania odgrywa szczególną rolę. Cały system społeczny i względny pokój w relacjach praca-kapitał bazował na tym właśnie zaufaniu społecznym, którego obecnie brakuje. Klęska partii wielkiego biznesu W tej oto atmosferze ciągłych skandali i nadszarpniętego zaufania do instytucji jako takich odbyły się ostatnie wybory w Ameryce. Wygrali Demokraci. Trudno jednak uznać to za ich zwycięstwo. Przeciwnie – można śmiało powiedzieć, że wybory te paradoksalnie przegrali i Republikanie, i Demokraci. Pierwsi z powodu prowadzonej przez nich polityki, a drudzy dlatego, że de facto nie różnią się znacząco od tych pierwszych. Niesłusznie uznawani przez wielu za lewicowych, Demokraci przez ostatnich sześć lat nie mieli nic konkretnego do zaproponowania swoim wyborcom. To właśnie dlatego w kolejnych głosowaniach przegrywali. Teraz jednak polityka neokonserwatystów stała się tak niepopularna, że ludzie postanowili odsunąć ich od władzy za wszelką cenę. Demokraci wygrali więc nie dzięki swojemu programowi wyborczemu (który, powiedzmy otwarcie, jest bardzo prawicowy) lecz dzięki społecznej niechęci do polityki Republikanów. Istniejący w Ameryce od ponad 150 lat dwupartyjny układ, w którym przynajmniej od kilkudziesięciu lat obie partie realizują tę samą linię polityczną przeżył się. To prawda, że wielu lewicowo usposobionych ludzi zagłosowało na Demokratów. Sądząc jednak po tym kto zarządza tą partią i z kim się ona identyfikuje, ludzie ci zawiodą się. Po raz kolejny. Demokraci dostali już wystarczająco wiele szans. Energię zmarnowaną na ich popieranie można by spożytkować na budowę trzeciej partii – partii związków zawodowych i pracowników najemnych, która – w przeciwieństwie do Republikanów i Demokratów – będzie reprezentowała interesy świata pracy, a nie biznesu. Kwestia imigrantów Szczególnie dużą rolę w niedawnych wyborach odegrała kwestia imigrantów z Ameryki Łacińskiej. Miliony Meksykanów, Portorykańczyków i innych Latynosów z narażeniem życia emigruje do USA w poszukiwaniu lepszej pracy i godnego życia. Tam natomiast większość z nich dostaje prace najgorzej płatne i prowadzone w warunkach urągających jakimkolwiek standardom bezpieczeństwa. Przeważnie są to prace sezonowe, oczywiście zatrudniani są oni na czarno i bez jakichkolwiek świadczeń społecznych. Tak oto w najbogatszym kraju świata mieszka obecnie ponad 40 milionów ludzi bez ubezpieczenia zdrowotnego. Cierpliwość tych pracowników też ma swoje granice. Od ponad roku mobilizują się oni w walce o dobrą płacę i godne życie. Wspomnijmy tu chociażby demonstrację z początków maja, które zgromadziły na ulicach większych miast USA miliony ludzi. Walka imigrantów zdobywa sobie też coraz większe poparcie całego społeczeństwa amerykańskiego. Zdecydowana większość imigrantów w niedawnych wyborach zagłosowała na Demokratów, wierząc że zniosą oni antyimigracyjne ustawodawstwo prowadzane przez kolejne administracje. Tak jednak się nie stanie, gdyż Demokraci już zapowiedzieli, że „w kwestii polityki imigracyjnej będziemy współpracowali z Republikanami i prezydentem Bushem” (raport specjalny o wyborach w USA, The Economist, 09/11/2006). Perspektywy Na pewno wybór Demokratów przyniesie pewne drobne, pozytywne zmiany. Jednak już widać, iż na żadne mające większe znaczenie reformy nie mamy co liczyć. Demokraci to bowiem kolejna partia popierana i finansowana przez korporacje. Ich stanowisko w kwestii imigrantów jest na to najlepszym dowodem. Podobnie sprawa się ma z ich polityką wobec związków zawodowych. Jednak teraz imigranci latynoamerykańscy, którzy stanowią około 15% społeczeństwa, widzą jak w ich rodzimych krajach zmienia się sytuacja polityczna. Meksyk, Boliwia, Wenezuela, Argentyna, Chile, Ekwador, Peru… Wszystkie te kraje przechodzą obecnie bardzo głębokie przeobrażenia społeczno-polityczne. Robotnicy okupują tam fabryki, ziemię latyfundystów zajmują chłopi, powstają nowe związki zawodowe, nowe, lewicowe ruchy polityczne… Miejmy nadzieję, że tę tradycje walki uda się imigrantom przenieść też do serca światowego kapitalizmu – Stanów Zjednoczonych. |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł» |
|---|
| Strona główna |
| przeszukiwanie portalu |
| kraj |
| świat |
| Ameryka Łacińska |
| kultura |
| gender |
| historia |
| Reductio Ad Absurdum |
| statystyki |
| ruch pracowniczy |