Zasłyszane w sztokholmskim metrze Drukuj Email
Napisał(a): Kamil Zając [SLD - Zielona Góra]   
23.01.2007.
 
Minęły już prawie trzy tygodnie od czasu, kiedy wsiadłem do samolotu odlatującego z Okęcia do Sztokholmu. Przeżywszy koszmar odprawy na terminalu Etiuda znalazłem się wreszcie na pokładzie. Usiadłem z myślą, że wyląduję w kraju, w którym już od lat 30-tych XX wieku, z drobnymi przerwami, władzę sprawują ludzie związani z lewicą. W kraju, gdzie ta myśl mocno się zakorzeniła.

Celem naszej wizyty było uczestnictwo w warsztatach i wymiana poglądów z ludźmi z różnych krajów Europy. Byli tam Szwedzi, Duńczycy, przedstawiciel z Hiszpanii, a także Polacy.

Przez 3 dni uczestniczyliśmy w żywiołowych dyskusjach z ludźmi, którzy w swoich krajach podejmują aktywne działania na rzecz ludzi pracy, reprezentowania ich szeroko rozumianego interesu i wywieraniu wpływu na lewicowe partie, aby nie zapomniały w jakim celu zostały powołane.

Pierwszą rzeczą, która w trakcie trwania warsztatów zaskoczyła mnie, był niesamowity entuzjazm tych ludzi i atmosfera, którą wszyscy tam stworzyliśmy. Dało się odczuć, że mamy podobne poglądy, wspólny cel i, że stanowimy jedną wielką, międzynarodową rodzinę.

Głównymi tematami warsztatów była obecna sytuacja w Wenezueli, a także kondycja ruchów pracowniczych w Szwecji i Polsce.

Jeśli chodzi o samą Szwecję to bardzo ciekawy jest obraz samego społeczeństwa. Jesienią ubiegłego roku odbyły się tam wybory parlamentarne. Pierwszy raz od lat 70-tych władzę przejęła tam prawica. Szwedzcy Towarzysze powiedzieli mi, że nowy rząd od czasu powołania miał tylko cztery dni spokoju. Po tym okresie zaczęły się nasilać demonstracje rosnącej rzeszy jego przeciwników. Dla przykładu, piątego grudnia pod parlamentem manifestowało wielu naszych szwedzkich kolegów, obecnych na warsztatach. Zapytałem się, dlaczego poparcie dla rządu tak szybko spada? Odpowiedzieli mi, że nowe władze wygrały lansując się na nową partię pracowniczą i obiecując poprawę życia przeciętnego Szweda. Okazało się, że wygrani nie zamierzają być lewicą, tylko pragną realizować liberalne reformy, polegające na cięciach w sferze socjalnej i wycofywaniu się państwa z aktywnego udziału w kreowaniu polityki społecznej. Ciekawe, nieprawdaż? Dziś poparcie dla socjaldemokratów jest najwyższe od 30 lat.

Wiele też rozmawialiśmy o udziale państwa w kreowaniu i stymulowaniu gospodarki. Częstym przykładem w naszych dyskusjach był transport publiczny, zwłaszcza sztokholmskie metro. Szwedzi opowiadali nam o prywatyzacji metra w ich stolicy. Prawicowe władze miasta zrobiły to ponoć dla tego, aby podnieść jakość świadczonych usług i obniżyć koszty. Okazało się, że koszty zamiast spaść, wzrosły. Miasto musiało doinwestować firmę. Jedyną zmianą było pojawienie się w pociągach podziękowania właściciela metra za wybór właśnie ich usług. Jaki wybór? Te same linie, te same pociągi, te same stacje i… tylko jeden, prywatny przewoźnik.

Bardzo interesująca z naszego punktu widzenia była dyskusja o polskim ruchu pracowniczym, a także sytuacji w SLD i jego powiązaniach, lub ich braku, z szeroko rozumianym otoczeniem, zwłaszcza ze związkami zawodowymi. Szwedzi powiedzieli nam, że mają podobne problemy choć nie na taką skalę.

Tak jak u nas wiele czasu poświęcają one na walkę o władzę. Jednakże w ich wypowiedziach dało się zauważyć, że przez to, że ich partie bezpośrednio wywodzą się ze związków zawodowych i innych organizacji integrujących ruch pracowniczy, sytuacja jest lepsza od naszej. Te powiązania są czymś w rodzaju wentyla bezpieczeństwa. Poprzez masowość (w Szwecji poziom uzwiązkowienia sięga ponad 90%) i dużą solidarność organizacji są one w stanie wywierać na partie pewien wpływ. Także poprzez swój bezpośredni udział w samych strukturach. Informują je o potrzebach ich elektoratu i kontrolują działaczy. Tylko takie organizacje mają realną wiedzę o sytuacji ludzi pracy. Są bliżej nich niż partyjni decydenci. Duża solidarność tamtejszych związkowców przejawia się w tym, że wiele różnych organizacji broni, w ramach ogólnego interesu, ludzi pozornie niezwiązanych z daną centralą.

Wracając do SLD, to brak takiego powiązania w znaczący sposób utrudnia odbudowę, zarówno personalną, jak i – co najważniejsze – ideową tej partii. Z całej dyskusji dotyczącej Polski można wysnuć kilka konkluzji.

Z jednej strony trudno odbudować lewicę w naszym kraju zupełnie abstrahując od SLD. Z drugiej strony jest to siła, która ją niszczy. Należałoby poprzez aktywizację różnych środowisk budować sieć powiązań ze związkami zawodowymi, organizacjami feministycznymi i środowiskami intelektualnymi o lewicowej tożsamości. Wszelkie działania, które włączyłyby je w życie organizacji lub zwiększyłyby ich realny wpływ na politykę partii mogą jej tylko wyjść na dobre.

W przypadku braku widocznych efektów sugerowano, aby powstałe połączenia wykorzystywać do budowania czegoś poza strukturami SLD.

Myślę, że od naszych szwedzkich kolegów możemy się bardzo wiele nauczyć. Wieloletnia tradycja, obfitująca w doświadczenia, może ułatwić nam nasze dążenia do budowy prawdziwej lewicy w Polsce.
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing