Świat na rozdrożu Drukuj Email
Napisał(a): Alan Woods [In Defence of Marxism]   
17.12.2006.

Na początku XXI wieku ludzkość stoi na rozstaju dróg. Z jednej strony, osiągnięcia współczesnej nauki i techniki pozwalają rozwiązać większość problemów, które wcześniej nękały człowieka. Moglibyśmy skutecznie zwalczać choroby, wykorzenić analfabetyzm i sprawić, by zakwitły pustynie. Z drugiej jednak strony rzeczywistość zdaje się w okrutny sposób z nas drwić. Postęp technologiczny jest wykorzystywany do produkcji coraz skuteczniejszej broni masowego rażenia. Zaś ubóstwo, głód, analfabetyzm i choroby są nadal zjawiskami powszechnymi.

Ludzkość na rozstaju dróg


Na początku XXI wieku ludzkość stoi na rozstaju dróg. Z jednej strony, osiągnięcia współczesnej nauki i techniki pozwalają rozwiązać większość problemów, które wcześniej nękały człowieka. Moglibyśmy skutecznie zwalczać choroby, wykorzenić analfabetyzm i sprawić, by zakwitły pustynie. Z drugiej jednak strony rzeczywistość zdaje się w okrutny sposób z nas drwić. Postęp technologiczny jest wykorzystywany do produkcji coraz skuteczniejszej broni masowego rażenia. Zaś ubóstwo, głód, analfabetyzm i choroby są nadal zjawiskami powszechnymi.

Nieprzyzwoite doprawdy bogactwo idzie w parze z przeraźliwą nędzą. Dziś wysyła się ludzi na Księżyc, a miliony nadal umierają tylko dlatego, że nie mają dostatecznie dużo pieniędzy, by zaspokoić swe podstawowe potrzeby. 100 milionów dzieci rodzi się, wegetuje i umiera na ulicach nie wiedząc nawet, co znaczy mieć dach nad głową.

Najbardziej uderzający w obecnej sytuacji jest globalny chaos i destabilizacja. Przejawiają się one na wszystkich płaszczyznach: gospodarczej, społecznej, politycznej, dyplomatycznej i wojskowej. Na każdym kontynencie albo już trwają wojny, albo istnieje realna groźba ich wybuchu. Po ataku na Afganistan, przyszedł czas na jeszcze bardziej krwawą i jeszcze bardziej barbarzyńską okupację Iraku, potem wojna między Izraelem a Libanem, izraelska ofensywa w Strefie Gazy, wojny w Darfurze, Ugandzie, Somalii… W ciągu ostatnich kilku lat w Demokratycznej Republice Konga zostało zamordowanych blisko 4 miliony ludzi, a ONZ i tak zwana „społeczność międzynarodowa” nie zrobiły absolutnie nic, by temu zapobiec.

Czyżby świat oszalał? Większość ludzi odwraca się od tego barbarzyństwa z odrazą. Jest to reakcja zgoła niewłaściwa. Jestem marksistą, uważam, że historia ma znaczenie i twierdzę, że obecna sytuacja, nie jest wynikiem obłąkania lub tkwiącej w ludziach niegodziwości. Wielki filozof Spinoza powiedział kiedyś: „nie wyśmiewać, nie opłakiwać, lecz rozumieć”. To bardzo rozsądna rada. Jeżeli nie zrozumiemy rzeczywistości, w której żyjemy, nigdy nie będziemy w stanie jej zmienić.

Kryzys globalny

Większość ludzi wierzy, że obecny porządek społeczny i wyznaczane przezeń wartości moralne, religijne i ideologiczne zostały ustanowione raz na zawsze. Podobnie jak i to, co niektórzy nazywają „naturą ludzką”. Jednak nawet pobieżna znajomość historii wystarcza, by dostrzec, że jest to przekonanie błędne. Historia to ciąg powstawania i obumierania różnych systemów politycznych. Społeczeństwa, podobnie jak ludzie - rodzą się i rozwijają na tyle, na ile pozwalają im warunki. Później obumierają, aż w końcu zastępują je nowe byty.

W ostatecznym rozrachunku, zdolność przetrwania danego systemu społeczno-ekonomicznego zależy od jego zdolności do rozwoju sił wytwórczych. Oczywiście, nie oznacza to, że rację mają krytycy Marksa, którzy twierdzą, że sprowadza on wszystko do ekonomii. W grę wchodzą również: religia, polityka, filozofia, moralność i psychologia różnych klas społecznych, a także indywidualne cechy przywódców. Wszystkie te rzeczy nie biorą się jednak z nikąd. Dokładna analiza wykaże, iż czynniki te kształtują rozmaite tendencje i procesy niezależne od woli społecznej.

Od kontekstu historycznego zależy praktycznie wszystko. Ma on wpływ na dominującą moralność, na stosunek ludzi do istniejących instytucji politycznych i religijnych. Ma nawet wpływ na cechy poszczególnych przywódców politycznych. Wystarczy choćby porównać osoby Abrahama Lincolna i George’a W. Busha.

Kapitalizm miał na swoim koncie wielkie osiągnięcia. Z początku, rozwinął on siły wytwórcze na niespotykaną wcześniej skalę, przyczyniając się tym samym do dużego postępu. Mimo niesprawiedliwości i wyzysku, społeczeństwa rozwijały się. Dało to początek optymizmowi, cechującemu klasyczny liberalizm. Od zawsze towarzyszyło mu przekonanie, że dziś jest lepsze niż wczoraj, a jutro będzie lepsze niż dziś.

Ta epoka jednak odeszła. W pierwszej dekadzie XXI w panuje powszechne poczucie strachu i niepewności. Dawny optymizm i ślepa wiara w postęp zostały wyparte przez głębokie poczucie niezadowolenia z sytuacji obecnej i pesymistycznego nastawienia do przyszłości. Jest to niczym innym, jak psychologicznym odzwierciedleniem dekadencji kapitalizmu, który nie jest już w stanie odegrać jakiejkolwiek postępowej roli.

W XIX wieku liberalizm - wiodąca ideologia mieszczaństwa – teoretycznie oznaczał postęp i demokrację. Jednak neoliberalizm, w swej współczesnej formie, jest tylko maską pod którą kryją się brutalny wyzysk i destrukcja. Jedynym celem zarządów wielkich korporacji, które sprawują realną władzę w USA i na świecie, jest bogacenie się poprzez rabunek - wyprzedaż aktywów przejętych spółek, korupcję, grabież majątku państwowego, prywatyzację...

Wojna

Clausewitz powiedział dawno temu, że „wojna jest jedynie kontynuacją polityki pokojowej innymi środkami”. Stany Zjednoczone, które są dziś jedynym supermocarstwem wydają co roku około 500 mld dolarów na zbrojenia, co stanowi prawie 40% światowych wydatków na ten cel. Dla porównania wydatki Wielkiej Brytanii, Francji i Niemiec to około 5% na każde z tych państw, a Rosji, o dziwo, tylko 6%.

Waszyngton, świadomy swej potęgi wojskowej, zastępuje „tradycyjną” dyplomację aroganckim szantażem. Przesłanie jest oczywiste - róbcie tak, jak wam każemy, albo was zbombardujemy i napadniemy wasz kraj. W jednym z wywiadów, prezydent Pakistanu Perwez Muszarraf, ujawnił, że tuż po atakach terrorystycznych z 11 września 2001 Stany Zjednoczone groziły zbombardowaniem jego kraju, jeżeli nie udzieli on pomocy w walce z terroryzmem i Talibami.

Ten krwawy horror o czymś jednak mówi. Jest to świadectwo istnienia gigantycznych sprzeczności, w jakich pogrążona jest obecna rzeczywistość. Obserwujemy konwulsje systemu, który wyczerpał swój historyczny potencjał. W przeszłości było już wiele podobnych sytuacji - np: długi upadek Imperium Rzymskiego, czy powolne obumieranie systemu feudalnego.

Dla Waszyngtonu Irak to jednak za mało. Teraz USA grożą Syrii i Iranowi, co doprowadziło do destabilizacji w całym regionie. Amerykańskie władze wciąż próbują obalić demokratycznie wybrany rząd Wenezueli i dokonać zamachu na prezydenta Cháveza. Nie wspominając już o ciągłych atakach na Kubę.

Tak oto wygląda obecny porządek ekonomiczny i społeczny. Ameryka, pod fałszywym pretekstem posiadania broni masowego rażenia, dokonała inwazji na Irak, twierdząc przy tym, że Saddam Husajn to okrutny tyran, który wymordował tysiące obywateli swojego kraju. Była to oczywista hipokryzja. To dziś tortury i masowe mordy są w okupowanym Iraku na porządku dziennym. Z niedawno przeprowadzonego wśród Irakijczyków sondażu wynika, że 70% z nich uważa, że za czasów Saddama żyło się lepiej. Nawet ONZ temu nie przeczy.

Jak dotąd „wojna z terroryzmem” doprowadziła tylko do niespotykanej nigdy wcześniej liczby zamachów terrorystycznych na całym świecie. Amerykańskie wojska, gdzie tylko się pojawią, sieją cierpienie i destrukcję. Wydarzenia w Iraku, czy Afganistanie przywodzą na myśl słowa rzymskiego historyka Tacyta: „kraj obrócą w pustynię i powiedzą, że przynieśli mu pokój”. Potęga Ameryki jest jednak po stokroć większa niż potęga Imperium Rzymskiego.
Nowe przebudzenie

Mylili się ci, którzy negowali słuszność klasycznej analizy marksistowskiej. Obecny boom nosi wszelkie znamiona cyklu gospodarczego o jakim pisał Marks już dawno temu. Proces koncentracji kapitału postępuje w zastraszającym tempie, co nie przyczynia się, jak niegdyś, do rozwoju sił wytwórczych. Dzieje się dokładnie odwrotnie. Zakłady produkcyjne są zamykane, a tysiące ludzi wyrzuconych jest z pracy. John Kenneth Galbraith określił istotę ekonomicznej teorii monetaryzmu, uważanej za Biblię neoliberałów, słowami: „biedni mają za dużo pieniędzy, bogaci mają ich mało”. Rekordowe zyski oznaczają rekordową nierówności. „The Economist” stwierdził ostatnio, że „jedyną stałą tendencją ostatnich 25 lat, była koncentracja zysków w rękach kadry zarządzającej. Podczas gdy udział pracowników w dochodzie krajowym jest stopniowo zmniejszany, pogrążając tym samym najbiedniejsze warstwy w coraz to głębszej nędzy, nieliczni bogacą się coraz bardziej. Huragan Katrina, który nawiedził Stany Zjednoczone pokazał całemu światu, że wśród obywateli supermocarstwa istnieje olbrzymia rzesza ubogich ludzi, mieszkających w warunkach rodem z Trzeciego świata.

W USA pracownicy produkują o 30% więcej niż jeszcze 10 lat temu. W tym samym czasie nastąpił ledwie zauważalny wzrost płac. Napięcia wewnątrz społeczeństwa narastają, nawet w najbogatszym państwie świata, co w istocie buduje fundamenty pod przyszłe ruchy kontestujące obecną rzeczywistość. Tak dzieje się nie tylko w USA. Na całym świecie boom gospodarczy nie przyczynia się do zmniejszenia bezrobocia. Reformy i zdobycze socjalne są systematycznie odbierane. Ostatnio „The Economist” stwierdził, że jeśli Włochy mają być konkurencyjne na światowym rynku, odejść z pracy powinno 500 000 ludzi, a pozostałym należy obniżyć płace o 30%.

Przez jakiś czas kapitalizm potrafił godzić sprzeczności leżące w jego naturze poprzez rozwój światowego handlu (tzw. globalizacja). Po raz pierwszy w dziejach ludzkości świat jest jednym wielkim rynkiem. Koncerny odnalazły w Chinach i wielu innych krajach nowe rynki zbytu i sposoby inwestowania. Ten rozdział historii systemu kapitalistycznego właśnie się jednak zamyka. Odkąd tanie chińskie produkty zalewają światowe rynki, USA i kraje Europejskie nie są już tak bezkrytycznie nastawione do globalizacji i wolnego handlu. W amerykańskim Senacie głosy sceptyków stają się coraz głośniejsze. Członkowie Światowej Organizacji Handlu w żaden sposób nie mogą dojść do porozumienia co do dalszej liberalizacji rynków.

Obecny boom gospodarczy wytraca już swój impet. Gwałtowny wzrost konsumpcji w USA opiera się na stosunkowo niskich stopach procentowych, co oznacza dużą dostępność kredytów i wzrost zadłużenia. Spodziewać się można globalnego kryzysu.

Lepszy świat jest możliwy

Po upadku Związku Radzieckiego mówiono o końcu socjalizmu, a nawet o końcu historii. Zapowiadano, że nadejdą czasy spokoju, dobrobytu i demokracji dzięki cudownym właściwościom wolnego rynku. Po 15 latach z obietnic tych nie pozostało ani śladu.

Jesteśmy świadkami powolnej agonii systemu społecznego, który nie zasługuje by żyć, ale nie chce umrzeć. Nie jest to zaskakujące. Historia ludzkości pokazuje, że żadna klasa rządząca nie chciała oddać władzy i przywilejów bez walki. To jest prawdziwym wyjaśnieniem immanentnych cech naszej epoki - wojen, terroryzmu i śmierci.

Jesteśmy również świadkami narodzin nowego, sprawiedliwego społeczeństwa. Rodzi się ono w bólach. Po dramatycznych wydarzeniach w kolejnych krajach powstaje nowa siła - rewolucyjna żywioł pracowników, chłopów i studentów. W swoim niedawnym wystąpieniu na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ, prezydent Wenezueli, Hugo Chávez, ostrzegał, że „świat się budzi, budzi się na dobre, a ludzie powstają.”

Te słowa wyrażają głęboką prawdę. Miliony ludzi zaczynają działać. Miliony ludzi wyszło na ulice by zaprotestować przeciwko wojnie w Iraku. To był sygnał, że budzimy się ze snu. Niestety ten ruch nie miał żadnego spójnego programu, który mógłby poderwać społeczeństwo do walki. To było jego największą słabością.

George W. Bush jest upojony władzą i wyobraża sobie, że jest ona bezgraniczna. Niestety, niektórzy na lewicy podzielają to wyobrażenie. Ale oni, podobnie jak Bush, mylą się. Wszechwładza USA ma swoje ograniczenia. Niemal pół wieku temu rewolucja na Kubie rzuciła wyzwanie amerykańskiemu imperium. Wszystkie wysiłki zduszenia jej nie powiodły się. Odizolowana Kuba była celem bezlitosnych ataków ze strony USA.

Teraz jednak sytuacja się zmienia. Przez Amerykę Łacińską przetacza się fala rewolucyjna. Powstanie ludowe w Wenezueli było jak trzęsienie ziemi, po którym wstrząsy wtórne rozeszły się po całym kontynencie. Najpierw Boliwia, a teraz fala ta dochodzi do samych granic USA. Masowe ruchy społeczne w Meksyku są najlepszą odpowiedzią na zarzuty sceptyków, którzy twierdzili, że rewolucja nie jest już możliwa. Rewolucja jest nie tylko możliwa, lecz konieczna jeżeli chcemy uratować świat od nieuchronnie zbliżającej się katastrofy.

Cynicy i sceptycy mieli już swoje pięć minut. Czas odsunąć ich i kontynuować walkę. A nowe pokolenie chce walczyć. Szuka tylko sztandaru, programu i idei, które je zainspiruje i poprowadzi do zwycięstwa. Ludzkość stoi przed wyborem socjalizm albo barbarzyństwo.
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing