Wstyd, wstyd, wstyd Drukuj Email
Napisał(a): Paweł Sikorski [socjalizm.org]   
03.01.2007.

Wbrew poglądom niektórych, szanowanych w pewnych kręgach, futurologów historia po raz kolejny udowodniła, że nie ma zamiaru dobiec swego końca. Należy raczej powiedzieć, że właśnie zatoczyła koło.

Lekcja historii


Ponad 60 lat temu Europa świętowała swój wielki, ale zarazem niezmiernie gorzki i bolesny triumf – wygraną aliantów z faszyzmem. Zwycięstwo czterech mocarstw nie podlegało wtedy najmniejszej wątpliwości. Ich armie wkroczyły do pokonanych Niemiec, przeprowadzona została denazyfikacja, napiętnowano zbrodniczy system.

Jednym z narzędzi mających definitywnie skompromitować ideologię III Rzeszy były tzw. procesy norymberskie. Wiele można zarzucić temu przedsięwzięciu. Ich wielkim grzechem jest fakt, że toczyły się one jedynie przed amerykańskimi trybunałami wojskowymi, bez udziału przedstawicieli pozostałych zwycięskich mocarstw. Zapadło w nich wiele wyroków śmierci. Wiele zbrodniczych organizacji hitlerowskich nie zostało za takie uznane. Jedno nie podlega jednak wątpliwości: procesy te pozwoliły na stosunkowo uczciwe osądzenie, potępienie i ukaranie funkcjonariuszy kryminalnego reżimu.

Kolejnym niezmiernie istotnym faktem było to, że Niemcom, choć podzielonym na dwa państwa, nie przypadła do odegrania rola byłych przestępców w Europie, ale w krótkim czasie pozwolono im na nowo stać się podmiotem i aktorem na światowej scenie politycznej. Efekty tej inkluzji były oczywiste. Przez następnych 50 lat ani w RFN, ani w NRD praktycznie nikt nie śmiał poddać w wątpliwość zbrodni hitlerowskich, czy podejmować prób ich usprawiedliwiania. Panowała powszechna zgoda co do całkowitego potępienia tamtego systemu.

Warto dodać przy okazji, że efektem jednego z procesów norymberskich, tzw. procesu lekarzy, było usankcjonowanie przez prawo międzynarodowe definicji eksperymentu medycznego i określenie przesłanek, by nie został uznany on za zbrodnię.

Aktualności

Dziś można niestety odnieść wrażenie, że nie wyciągnęliśmy wniosków z przeszłości. Najlepszym dowodem na to są wydarzenia, które miały miejsce w ostatnich dniach w stolicy Iraku - Bagdadzie. Chodzi oczywiście o wykonanie wyroku śmierci na byłym dyktatorze Saddamie Husajnie.

Nie chodzi w tym miejscu o obronę obalonego tyrana. Nikt nie kwestionuje ludobójstwa dokonanego w czasach jego panowania. Rozkaz wymordowania mieszkańców szyickiej wioski Dudżail po nieudanym zamachu na życie Husajna, czy krwawa rozprawa z Kurdami w Halabdży to tylko niektóre ważniejsze wydarzenia. Nikt nie jest w stanie policzyć, ile tak naprawdę było ofiar jego rządów. Nie ma też osoby, ani instytucji zdolnej do, choćby częściowej, rekompensaty strat, jakie zadała ta dyktatura. Nurtuje jednak pytanie: czy śmierć Husajna rozwiązuje choćby jeden iracki problem? Czy przybliży choćby o krok normalizację, cokolwiek by to nie znaczyło, w kraju nękanym mozaiką konfliktów etnicznych i religijnych?

Powieszenie Saddama było poważnym błędem politycznym. Z cała pewnością wzmocni to tylko i tak bardzo silną już nienawiść pomiędzy szyitami a sunnitami oraz spotęguje konflikt z narodem kurdyjskim. Przeciętny Irakijczyk nie ma dziś dostępu do bieżącej wody ani elektryczności. Niemal każdego dnia widzi lub słyszy o kolejnych zamach na ulicach miast czy na drogach na konwoje wojskowe, czy misje zagraniczne. Opieka medyczna jest czymś, o czym mieszkańcy słyszeli, że istnieje, ale na ogół jej nie widzieli. Zdecydowana większość Irakijczyków z oczywistych przyczyn nie darzy zaufaniem marionetkowych, ustanowionych przez amerykańskich wojskowych, władz państwowych. Prowadzi to do brania spraw w swoje ręce. I nie ma to nic wspólnego z jakąkolwiek oddolną inicjatywą obywatelską w europejskim tego słowa znaczeniu. Efektami chaosu i anarchii są bowiem cyklicznie powtarzające się krwawe ataki, masowe zamieszki, rzezie ludności cywilnej, olbrzymie cierpienie. Z całą pewnością przewyższające swą skalą czasy rządów Husajna. Zadać można pytanie: dlaczego Irakijczycy odrzucają Zachodnie wzory i modele państwowe? Czemu są tak oporni w stosunku do najlepszego systemu sprawowania władzy – demokracji? Może jeszcze nie są na nią przygotowani? Może jeszcze nie są dostatecznie dojrzali? Może. Ale o wiele bardziej prawdopodobne jest to, że amerykański model państwa i styl rządzenia jest im zupełnie obcym i jako taki zwyczajnie go odrzucają. Ponadto zdają sobie sprawę, że nawet w przypadku ustabilizowania sytuacji w kraju i wznowienia eksportu ropy naftowej, dochody z jej sprzedaży nie przełożą się na realną poprawę ich sytuacji materialnej, lecz popłyną szerokim strumieniem na konta któregoś z zarządców, zapewne, przez przypadek, bliskiego przyjaciela głównego lokatora w Białym Domu.

Każda wojna powoduje olbrzymie cierpienie i straty wśród tych, którzy w prowadzeniu jej nie mają żadnego interesu. Nie można mówić więc, że jedna jest bardziej a druga mniej sprawiedliwa. Atak na Irak przekroczył jednak wszelkie granice. Nie miało znaczenia stanowisko ONZ. Amerykańska administracja wbrew Radzie Bezpieczeństwa i przy wyraźnym sprzeciwie większości Natowskich sojuszników zdecydowała się dokonać inwazji na swego dawnego sprzymierzeńca w konflikcie z Iranem i jednocześnie odbiorcy broni chemicznej, która użyta została w atakach na Kurdów w latach 80tych. Następnie rękami ustanowionych przez siebie marionetek doprowadziła do procesu Saddama Husajna i skazania go na śmierć za ludobójstwo, do którego w mniejszym lub większym stopniu sama się przyczyniła. Zmieniając nieco twierdzenie prezydenta Theodora Roosvelta można powiedzieć: nasz sukinsyn przestał być naszym sukinsynem więc należało wymienić go na lepszy model. Dlatego trzeba było uznać wyrok suwerennego i niezawisłego sądu wydanego w imieniu narodu irackiego. Słowem, sprawiedliwości stało się zadość. Fakt, że kara śmierci jest niezgodna z zasadami obowiązującymi w cywilizowanym świecie, że jest ona klasycznym przejawem zemsty, że w przypadku Iraku doprowadzić może do jeszcze większej fali terroru nie odgrywa najmniejszej roli.

O ile ponad 60 lat temu, pomimo wielu błędów i uchybień, Amerykanie dali impuls idei międzynarodowych trybunałów, dzięki którym zbrodnie nazizmu zostały osądzone a sama ideologia skompromitowana, to dziś procesem Husajna dorobek tamtych dni obrócili w niwecz. Ponadnarodową sprawiedliwość zastąpiła lokalna zemsta; poczucie wymierzenia sprawiedliwości ustąpiło przed żądzą prymitywnego odwetu. Wróciliśmy zatem do punktu wyjścia; historia zatoczyła koło. Nasz Wielki Brat za Atlantykiem i tak powie, że świat bez Husajna jest lepszy. Pytanie: od czego?

Polski wkład

Zdecydowana większość naszego społeczeństwa jest przeciwna udziałowi polskich wojsk w Iraku. Ta kwestia ujawniła jednak po raz kolejny polityczny konsensus naszych elit politycznych rządzących. Po raz kolejny okazało się, że bez względu na to, kto dzierży stery władzy w naszym kraju, w pierwszej kolejności wypełniane są zobowiązania sojusznicze, a nie wola większości wyborców. Najwyżsi przedstawiciele Sejmu publicznie są w stanie stwierdzić, że w nie widzą niczego złego w egzekucji Saddama Husajna, gdyż w świecie islamu za zabójstwo karze się śmiercią i należy to uszanować, choć jeszcze kilka tygodni wcześniej wyrażali swą dezaprobatę i oburzenie kiedy muzułmanie w imieniu swej religii wzywali do zabicia Benedykta XVI za jego nieprzychylne wypowiedzi o wyznawcach wiary Mahometa. Trudno powiedzieć czy mamy tu do czynienia z politycznym daltonizmem czy próbą naśladowania naszych sojuszników w ich niemierzalnej hipokryzji. Niezależnie od tego, z którą z sytuacji mierzymy się komentarz może być tylko jeden: wstyd, wstyd, wstyd!
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing