|
Kancelaria prezydenta Kaczyńskiego wydała od stycznia do kwietnia 2007 76609 zł na alkohol. Biorąc pod uwagę wysokość płacy minimalnej w Polsce są to pieniądze, które ubodzy robotnicy zarobią w ciągu 5 lat. |
| Rady pracowników – jak działa to w Austrii |
|
|
| Napisał(a): socjalizm.org | |
| 15.01.2007. | |
|
Wywiad z Erichem Taubenschussem, przedstawicielem załogi w wiedeńskim ośrodku LOK „Humanes leben und Wohnen fur Psychisch Kranke Menschen”, rozmawia Paweł Sikorski
W Polsce wchodzą w życie przepisy ustawy o radach pracowników. Ich celem jest zwiększenie wpływu załóg poszczególnych przedsiębiorstw na politykę firm. Nie jest to nowy pomysł w naszym systemie prawnym. Jak wyglądało to w Austrii?
Prawo o reprezentacji załogi w przedsiębiorstwach wprowadzono w Austrii ustawą z dnia 14 października 1973r. Nowelizowano ją pięć lat temu. Przepisy te nie były czymś obcym w naszym prawodawstwie oraz, co bardzo ważne, w świadomości społecznej. Austria i Niemcy mają bogatą tradycję walki o prawa pracownicze. Źródeł ich można doszukiwać się jeszcze w wydarzeniach z czasów Wiosny Ludów. Potem całe dziesięciolecia polityki cesarza Franciszka Józefa, z jednej strony swym ostrzem wymierzona w związki zawodowe i organizacje socjalistyczne, a z drugiej nacechowana tym, co dziś nazwalibyśmy gospodarką społeczną. Po I wojnie światowej na politykę Austrii niezmiernie duży wpływ wywierali socjaliści i ich program. W Wiedniu zawsze wygrywali oni wybory samorządowe. Po 1956 roku, czyli po wycofaniu wojsk alianckich, ten stan rzeczy utrzymał się. Austria była państwem demokratycznego socjalizmu. Zatem ustawa z 1973 r. była naturalną konsekwencją tego ustroju. Czyli nie były one solą w oku rządu w Austrii? W koalicjach rządowych na ogół uczestniczyła Socjaldemokratyczna Partia Austrii (SPO). Nigdy nie była ona przeciwnikiem powstania i działania rad. Dodać należy, że bodaj żadna inna formacja otwarcie nie negowała sensu ich istnienia. A jaki był stosunek pracodawców do tej formy reprezentacji? Podstawą gospodarki austriackiej do połowy lat 90-tych była własność państwowa, zatem sprawa była jasna. Dziś coraz więcej przedsiębiorstw komercjalizuje się lub prywatyzuje, powstają też nowe firmy. Ale z punktu widzenia rad nie ma to aż tak dużego znaczenia. Nie słyszałem o tym, żeby ich obecność przeszkadzała, czy żeby uznane zostały za wrogie wobec przedsiębiorstwa ciało. Niezależnie od tego, kto jest właścicielem firmy powinno mu zależeć na dobrej współpracy z załogą bo to zawsze podnosi efektywność pracy i wprowadza atmosferę wzajemnego zaufania między stronami. Jakie są relacje rad z centralami związkowymi? Czy stanowią one konkurencje dla siebie? Tak być nie musi, choć może się zdarzyć, zwłaszcza w kraju, w którym świat pracy jest tak silnie zdezorganizowany, związki zawodowe zostały zepchnięte do defensywy a rząd prowadzi konsekwentną politykę maksymalnego ich osłabienia. W założeniu obie instytucje powinny się uzupełniać. Związki zawodowe reprezentują tych, którzy do nich należą. Do rady pracowników nie ma zapisywania się; jest się w niej automatycznie z chwila podjęcia pracy w danej firmie. Są one zatem reprezentacją całej załogi, niezależnie od przynależności poszczególnych osób do innych organizacji. Kiedy zostałem przedstawicielem załogi nie miałem zbyt dużej wiedzy o przepisach prawa pracy. Studiowanie kodeksu nie zawsze było najlepszym rozwiązaniem. Język prawny niekoniecznie jest bowiem zrozumiały dla „laika”, a ponadto nie wiadomo jak wygląda realizacja przepisów w praktyce. Co wtedy robiłem? Dzwoniłem właśnie do związków zawodowych i zadawałem konkretne pytania. Nie rozmawiałem z nimi jako prywatna osoba, lecz dokładnie w imieniu załogi mojego przedsiębiorstwa. Centrale mają zawsze większą wiedzę, ekspertów i praktykę z zakresu praw pracowniczych.
Może jednak wystąpić sytuacja, kiedy szefostwo jakiegoś przedsiębiorstwa uzgodni nowe, mniej korzystne warunki i zasady pracy w firmie z przedstawicielem rady, z pominięciem związków zawodowych. Wykona zatem swą robotę w białych rękawiczkach; zawsze będzie mógł okazać papier i obwieścić: „przepraszam, załoga wyraziła zgodę”!
Oczywiście, jest to możliwe. Równie dobrze jednak dyrekcja może założyć własny, lojalny wobec siebie związek zawodowy, uzgodnić korzystne dla siebie przepisy, a następnie pomachać papierem z podpisem jednego z „liderów”. To sytuacja jeszcze gorsza, a z tego co wiem, zdarza się to w Polsce. Pamiętać należy, że do rady nie może wejść osoba w jakikolwiek sposób związana z szefostwem firmy, czyli od zastępcy kierownika oddziału wzwyż. Przedstawiciel załogi może być w każdej chwili odwołany i zastąpiony kimś, kto lepiej będzie pełnił swoją funkcję. Nie wolno także zapominać, że o wiele lepiej występować przed pracodawcą jako całość posiadająca swego reprezentanta. Jasnym bowiem jest, że, o ile z poszczególnymi pracownikami nikt nie musi się specjalnie liczyć, to wspólny front całego zespołu jest już trudny do zignorowania. Doradzasz zatem aktywny udział w tej formie reprezentacji? Zdecydowanie tak. Najważniejsze jednak jest, by nie doszło do niezdrowego konkurowania o rząd dusz ze związkami zawodowymi. Taka bratobójcza wojna doprowadzić może do pogorszenia się i tak już dramatycznej sytuacji ludzi pracy, a moim zdaniem, istnieje możliwość, że pracodawcy będą chcieli tak właśnie rozegrać tę partię i otworzyć taki front walki. Pracownicy w Polsce muszą być zatem bardzo uważni oraz bezwzględnie wykorzystywać to, co gwarantują im przepisy prawa. Związki zawodowe mają tu do odegrania ważną rolę i przy właściwej współpracy z załogami poszczególnych przedsiębiorstw mogą znów wrócić do gry na partnerskich zasadach i ponownie zająć miejsce, które zajmują w krajach europejskich. |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł» |
|---|
| Strona główna |
| przeszukiwanie portalu |
| kraj |
| świat |
| Ameryka Łacińska |
| kultura |
| gender |
| historia |
| Reductio Ad Absurdum |
| statystyki |
| ruch pracowniczy |