|
Żaden z listy 100 najbogatszych Polaków tygodnika "Wprost" nie znajduje się na liście 100 płacących najwyższy podatek dochodowy w Polsce. |
| Wojna z terroryzmem? Puste hasło, woda święcona, którą pije każdy diabeł |
|
|
| Napisał(a): Paweł Michał Bartolik [Viva Palestyna] | |
| 31.01.2007. | |
|
Dziennik "Fakt", mogący chełpić się - nie dziwota, biorąc pod uwagę upadek czytelnictwa i zamykanie bibliotek po upadku PRL - największym w kraju nakładem, opublikował ostatnio wywiad z Normanem Podhoretzem, jednym z najbardziej siermiężnych neokonserwatystów w USA. Gra on m.in. pierwsze skrzypce w "Commentary Magazine", który część czytelników portalu kojarzy pewnie z ohydnym paszkwilem Justusa Reida Weinera, kwestionującym palestyńskie pochodzenie Edwarda Saida. Hydrze najskrajniejszej reakcji rosną w Polsce coraz nowe łby.
26 stycznia wywiad przedrukował "Dziennik". Oto, co nawet ów as reakcyjnej propagandy ma do oznajmienia polskim czytelnikom, zapytywany, czy budowa tarczy antyrakietowej w Polsce nie wiąże się ze zwiększonymi zagrożeniami: "Jeśli [...] większość opinii publicznej w Polsce obawia się tego, to ciężko byłoby mi znaleźć racjonalne argumenty, by przekonać Polaków, że nie mają się czego obawiać". Warto jednak zaryzykować: "Stany Zjednoczone mają rację, a Europa się myli. Myli się także Rosja. Ta ostatnia podąża w złym kierunku. Polska, przyłączając się do USA, staje po prostu po właściwej stronie". Dlatego, że "[...] 11 września 2001 r. wypowiedziano wojnę Zachodowi. Zaczęła się IV wojna światowa (za III wojnę światową uważam zimną wojnę)". Rzecz jasna, dalej Podhoretz operuje zimnowojenną retoryką, anachroniczną nawet dla niektórych innych reakcjonistów, odwołując się - bez specjalnego wdawania się w analizę specyfiki aktualnych warunków geopolitycznych - do doświadczenia z "wcieleniami totalitarnej ideologii", jakimi były wedle niego faszyzm i komunizm. Wcieleniem tej samej (!) ideologii pozostaje "islamofaszyzm", który "na swój sposób jest nawet bardziej niebezpieczny niż naziści i komuniści". Klasyczny schemat reakcyjnej propagandy: po jednej stronie Stany Zjednoczone wraz z aktualnymi sojusznikami, reprezentujący siły kosmicznego, ontologicznie stałego "dobra", "wolnego świata", po drugiej stronie mający w różnych okresach historycznych odmienne oblicze, lecz przecież zmienni jedynie w przejawach przedstawiciele ontologicznie równie stałego "zła", "totalitaryzmu". "Dlatego trzeba zrobić wszystko, aby podjąć z nim walkę. Stany Zjednoczone oraz ich sojuszniczy robią to, co trzeba. Szczególne znaczenie ma to w przypadku Polski, która tak bardzo ucierpiała na skutek komunizmu". George W. Bush 12 września 2002 r., na forum Organizacji Narodów Zjednoczonych, ujął to zwięźlej: "Nikt nie powinien wątpić w cele Stanów Zjednoczonych". Ci, którzy powątpiewają w prawdziwość jakiegokolwiek newsa, dostarczanego mu nt. "terrorystów" przez neoliberalne media, znajdują się oczywiście w błędzie. Władza po drugiej stronie Atlantyku na najczystsze, świetlane intencje, niestety, także w Europie znajdują się nienawidzący (pojmowanej zgodnie z wykładnią neokonserwatywną) wolności, nie tylko skrajna lewica, lecz i Chirac, Schröder i w ogóle wszyscy przywódcy poza Tonym Blairem. Odzwierciedla to stosunki społeczne panujące w Europie: "Europa popełnia dziś powolne samobójstwo, kapituluje przed islamistami, drży przed tymi, którzy zamieszkują kraje Europy. Popełnia także samobójstwo demograficzne". Rzecz jasna martwi to Podhoretza, którego rodzice "są ze Starego Kontynentu" - nie zaś to, że samobójcza może okazać się polityka sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi, nawet wbrew pozostałym demokracjom burżuazyjnym w Europie, których klasy panujące mogą, co oczywista, mieć interesy sprzeczne z interesami kapitalistów amerykańskich. "Na to, co się dzieje, patrzę ze smutkiem i niczego nie życzyłbym sobie bardziej, niż głębokiej przemiany w myśleniu Europejczyków i czołowych polityków europejskich. Jeśli to się nie stanie, czeka nas katastrofa. Czeka nas powtórka z lat 30. XX wieku". Nad zmianą, jak postulował swego czasu Adolf Hitler, należy zapracować "także lędźwiami". Do czwartej wojny światowej należy wszak być przygotowanym demograficznie. Ciekawa to skądinąd wolność: wolność zrodzonych tylko po to, by walczyć o "wolny świat", uprzedmiotowionych w momencie zostania "dzieckiem poczętym". Nietzsche antycypował człowieka podporządkowanego maszynom, które stają się celem samym w sobie. Miał na myśli zagrożenia związane z rozwojem technologicznym - czy byłby jednak zaskoczony widząc ludzi o nieraz wiktoriańskiej obyczajowości, traktujących penisa i vulvę bardziej poważnie - a i bardziej przedmiotowo - niż baronowie przemysłu pornograficznego? Posłanie przez Busha kolejnych 20000 produktów tych machin do Iraku tak oto widzi Podhoretz: "Na pewno warto spróbować. Nie ma 100-procentowej pewności, że to przyniesie sukces". Odpowiedzialni za ewentualną klapę będą rzecz jasna ludzie, którzy "nie rozumieją pewnych rzeczy i dlatego się niecierpliwią", w efekcie oddając głosy na najpewniej podejrzanych Demokratów. "Przesłanie wyborców brzmiało: powinniśmy albo wygrać, albo się wycofać". Dla Białego Domu nie stanowi to jednakże nadzwyczajnego problemu: "Nowa strategia jest więc bardziej agresywna, nastawiona na wygraną, a nie na stacjonowanie tam bez końca", by, jak od zawsze powtarza prezydent Bush, "osiągnąć taki punkt, w którym sami Irakijczycy będą w stanie podążać nieodwracalną ścieżką demokratyzacji". Irakijczycy rzecz jasna potrzebują "naszej pomocy", by ową nieodwracalność zapewnić. Więcej, "demokratyzacja" już osiągnęła ten punkt - a podrygi wrogów wolności, którzy nasilają swe działania, "to najlepszy dowód, że demokratyzacja odnosi sukces. Gdyby było inaczej, nie wysadzaliby się w powietrze, by jej zapobiec". Stalin też głosił, że rewolucja ciągle postępuje naprzód - w podobny chyba sposób, w jaki Podhoretz głosi dziś, że awansuje demokracja. Czy zresztą człowiekowi, który wysługuje się indywiduum konduity Weinera, obce mogą być metody propagandowe faszyzmu, nazizmu i stalinizmu? Na tym tle nie dziwi już będące szczytem fantazji politycznej stwierdzenie Podhoretza o możliwości osiągnięcia w ciągu roku stanu, w którym "prezydent Bush będzie uznawany za sojusznika w wojnie, a nie za wroga". Tego rodzaju obwieszczenia o zbliżającym się zwycięstwie w "czwartej wojnie światowej" słychać zresztą każdego stycznia, a pewnie i lutego i marca po zamachach 11 września. W jednym Podhoretz ma rację - stwierdzając: "To nie jest wojna z terroryzmem [...]". Metody określane tym mianem sprowadza do roli taktyki. Czyni to jednak tylko po to, by wskazać prawdziwego wroga, określanego przezeń - jak już widzieliśmy - mianem "islamofaszyzmu". O akcjach Halliburtona w kieszeni Cheneya Podhoretz rzecz jasna nie wspomni; nie ma też nawet tyle uczciwości intelektualnej, co niektórzy inni przedstawiciele reakcji, którzy afirmując imperializm przynajmniej jasno wymieniają go z nazwy. USA są bytem ontologicznie stałym; zawsze i nieodmiennie pozostają po stronie sił "dobra". Owa niezłomność pozwala im się określić po właściwej stronie w toku czterech następujących po sobie wojen światowych. Zawsze przy tym pozostają bohaterem dramatycznym, zdradzanym przez większość tych, których interesy reprezentują i rozumieją lepiej niż oni sami. Stawką w walce z wrogiem, który nie zawaha się przed niczym (palenie przez Amerykanów irackich cywilów fosforem to rzecz jasna dla Podhoretza dbałość o ich życie - do takiej bezczelności się posuwa), jest powstrzymanie islamizacji Europy. Skrajnie reakcyjny dyskurs Podhoretza nie posiada jakichkolwiek znamion oryginalności. Jeśli już, wyróżnia go tylko większa nieco niż zazwyczaj toporność; z pewnością siebie starszego sierżanta sztabowego oznajmia zatem: "W tej chwili tylko USA i kilka innych krajów, w tym Polska, mają wolę, by podjąć tę walkę". Walkę o co? Czy którykolwiek z jej realnych celów jest wart kiwnięcia zań palcem? Czy tym bardziej sprowadzanie sobie na głowę realnych zagrożeń w miejsce wyimaginowanych? Warto zaryzykować - ale w innej walce. Walce, w której stawką jest świat bez wojen między narodami, który jest możliwy i konieczny. Podhoretz bardziej niż jakiegokolwiek innego widma obawia się widma rosyjskiego żołnierza u schyłku caratu, strzelającego w pierś przełożonemu. Czas spotkać się z Podhoretzem i jemu podobnymi. Po drugiej stronie barykady. |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł» |
|---|
| Strona główna |
| przeszukiwanie portalu |
| kraj |
| świat |
| Ameryka Łacińska |
| kultura |
| gender |
| historia |
| Reductio Ad Absurdum |
| statystyki |
| ruch pracowniczy |