Nacjonalizm czy socjalizm? Drukuj Email
Napisał(a): M. J. Alam [YFiS - www.newyouth.com]   
13.09.2001.

Wtorek, 11 września, radykalnie zmienił świadomość opinii publicznej w USA. Uderzenie trzech samolotów w najsłynniejsze chyba symbole Ameryki wstrząsnęło sercami i umysłami milionów ludzi w Stanach i na całym świecie. Wiele osób straciło w tych atakach przyjaciół lub rodzinę. Z pomocą ekipom ratowniczym natychmiast pospieszyły setki osób. Rutynowa codzienność przeciętnego Amerykanina została brutalnie zraniona. Jednakże to zdarzenie może także pociągnąć za sobą wzrost nastrojów nacjonalistycznych i rasistowskich wśród klasy rządzącej, która już teraz wzywa do "jedności narodu" i zapowiada "zmasowany odwet". Konieczne jest dokonanie podziału na konstruktywną krytykę prezentowaną przez Marksistów, od narodowego bełkotu rządzących, który może być niebezpieczny oraz spowodować wzrost nastrojów nacjonalistycznych i tym samym skierować uczucie zemsty przeciwko jakiejś grupie, rasie, narodowi lub państwie.

Wszystkie porwania i zamachy są najprawdopodobniej zorganizowane przez grupę terrorystyczną skupioną wokół Osmana Bin Ladena. Pomimo to amerykańskie media i politycy skłonni są przypisać pewien udział w zamachach Irakowi, Palestyńczykom, czy też Talibom. Wszystkie źródła potwierdzają jednak początkową tezę stwierdzającą, że te akty terroru są dziełem dobrze zorganizowanej siatki fanatycznych, muzułmańskich terrorystów. Niemniej klasa rządząca nie przepuści okazji wykorzystania tego straszliwego wypadku dla swoich instrumentalnych celów i kolejnej ofensywy skierowanej przeciwko przeciętnym pracownikom, zarówno w USA jak i za granicą. Światowe elity władzy wzywają do całkowitego rozgromienia terroryzmu i ukarania tych, którzy stoją za aktualnymi atakami. Przedstawiają oni obraz islamskiego cywilizacyjnego padołu, zacofanego w historycznym rozwoju o co najmniej kilka wieków, a mentalnie pozostającego jeszcze w epoce wspólnoty pierwotnej. W tymże padole mieszkają wrogo usposobione do wszystkiego co "demokratyczne" i "wolnościowe", niebezpieczne jednostki o psychopatycznej osobowości, zwane powszechnie fanatycznymi terrorystami. Jak wiadomo jedynym ich celem jest zniszczenie "niewinnej cywilizacji amerykańskiej". Wiele dzienników na pierwszym miejscu pokazywało Palestyńczyków, którzy z radości po zamachach wylegli na ulicę i świętowali; brutalność reżimu Talibów jest teraz szeroko dyskutowana w radiu i telewizji. Czołowi amerykańscy politycy deklarowali i w dalszym ciągu deklarują pełne poparcie dla prezydenta, a wojowniczy kongres wypowiedział już "wojnę terroryzmowi" (chyba ze 100 razy). Jeden z republikańskich senatorów powiedział: "To jest drugi Pearl Harbor".

W rzeczy samej żaden zdrowy na umyśle Marksista nie zaprzeczy, że fundamentalistyczni terroryści reprezentują sobą fanatyczną część społeczeństwa, która nie ma żadnych pomysłów na konfrontacje z brutalnością realiów świata, w którym przyszło im żyć. Nie jest jednak koniecznym oglądanie się na tłumaczenia terrorystów, czy też wsłuchiwanie się w propagandę rozsiewaną przez prezydenta Busha i jego administracje, aby zrozumieć co w rzeczywistości leży u podłoża terroryzmu jako takiego. Nie ma podstaw, żeby wierzyć iż ci "mężowie stanu" reprezentują "dobro walczące ze złem". Co do Afganistanu, to nie kto inny jak rząd USA finansował, zbroił i trenował Talibów i ich "gościa", saudyjskiego dysydenta Bin Ladena. Sama CIA przez lata wspierała jego grupę w imię imperialistycznych interesów USA. Dopiero teraz jest on uznawany za wcielenie zła i to - o ironio! - przez burżuazje, która go wykreowała. Jeśli chodzi o Irak, to należy przypomnieć, że tutaj też rząd USA przez lata wspierał wojskowo i politycznie reżim Saddama Husseina, gdy walczył on z Iranem. Ponadto przez ostatnie 10 lat Ameryka prowadzi ludobójczą politykę w tym kraju, która doprowadziła do śmierci miliona osób, w tym 600 tysięcy dzieci z powodu głodu lub wyleczalnych chorób. W tym samym czasie Hussein wciąż mocno trzyma się władzy i nic nie zapowiada jego końca - niektórzy komentatorzy uważają nawet, że wojna w Zatoce wzmocniła reżim tego dyktatora. Pomimo to amerykańska burżuazja ustami Madeline Albright stwierdziła, że "pokój był tego warty". W Palestynie natomiast USA dostarczyło odpowiedniego wsparcia finansowego i gospodarczego dla polityki apartheidu prowadzonej przez Izrael w celu poniżenia i oczernienia mniej wojowniczej części Palestyńczyków.

Z powyższego wynika jasno, że we wszystkich przypadkach fundamentaliści byli albo wspierani, albo nawet stworzeni przez amerykański imperializm w interesie klasy kapitalistycznej. Niestety burżuazyjna propaganda znalazła poparcie wśród zszokowanych ludzi dla zajadłego nacjonalizmu. Wielu komentatorów radiowych, słuchaczy, nawet korespondentów prasowych i "ekspertów" wzywa do takich akcji jak: bombardowanie Iraku, Palestyny, inwazji Afganistanu, a nawet użycia broni atomowej na Bliskim Wschodzie! Wytworzono bowiem ogólną psychozę i poczucie, że ci szaleńcy reprezentują wszystkich Arabów, którzy zawsze byli, są i będą zaprzysięgłymi wrogami amerykańskiej klasy pracowniczej. Niektórym wydaje się nawet, że cała natura Arabów pasuje do obecnych ataków: ich kultura, Islam, długoletnia wojna z Izraelem i wreszcie ich wrodzona wojowniczość.

Na szczęście takie dramatyczne "wyjaśnienia" nie są słuszne, jak już to żeśmy udowodnili. Zjawiska tego świata nie mogą być wyjaśnione poprzez spiskową teorię o jakiejś rasie lub religii. Cywilizacja Islamu może poszczycić się dużymi osiągnięciami w architekturze, edukacji, nauce chemii, matematyki i filozofii, wytwarzanymi przez wieki, a Arabowie gdy świat Islamu święcił tryumfy byli jego rdzeniem. Koncepcja dżihadu początkowo zakładała walkę o dobro, ale wewnątrz siebie, a w jej drugim znaczeniu oznaczała obronę niewinnych przeciwko agresji. W ciągu wieków ekstremiści jednak interpretowali wydarzenia i ideologie dla ich własnych, egoistycznych celów - obecni fundamentaliści nie stanowią wyjątku od tej zasady. Są jednak wyjątkami wśród sześciomilionowej populacji Muzułmanów, żyjących w Ameryce, którzy stanowią jedną z najlepiej rozwijających się społeczności w państwie.

Jedyne stanowisko, które oferuje prawdziwe rozwiązanie nękających obecny świat problemów to analiza klasowa. Tysiące ludzi, którzy ucierpieli we wtorkowych atakach we większości byli robotnikami, którzy zapłacili cenę za nieodpowiedzialną politykę burżuazji. Jest to skutek uboczny przestępczej polityki burżuazji, która zabiła tysiące ludzi w Nowym Jorku i innych częściach Ameryki. Ważne jest, żeby zdać sobie z tego sprawę; jest to jedyna spójna linia obrony przeciwko nacjonalizmowi i rasizmowi. Jak i w poprzednich tego typu przypadkach, na pewno będą miały miejsce akty przemocy wobec Arabów i wszystkich Muzułmanów, zamieszkujących Amerykę, którzy przeżywali w ostatnich latach silny rozwój. Taka złośliwość lub wręcz nienawiść wobec innych ras lub wyznań nie rozwiązuje niczego - ilustruje ona jednak dobitnie jakie pojęcie o "sprawiedliwości" mają obecnie rządzące elity. Także wezwania do "zmasowanego odwetu" na terrorystach za granicą nie załatwią niczego. . Podczas amerykańskich interwencji zawsze występują "dodatkowe zniszczenia", ale co ważniejsze niezależnie od tego jak dużo siły militarnej zostanie zaangażowane w ten konflikt nie rozwiąże to problemu terroryzmu. Najprawdopodobniej prości Afgańczycy, uciskani przez barbarzyński reżim Talibów, a także Palestyńczycy, żyjący pod butem Izraela będą pierwszymi, którzy ucierpią na interwencji wojskowej czy to USA, czy też Izraela lub Pakistanu.

Jedynym możliwym sposobem powstrzymania terroryzmu zarówno przez Amerykę, jak i Osamy Bin Ladena, jest obalenie rządzącej kasty i całkowita zmiana prowadzonej przez nią polityki. Nie wolno nam się dać nabrać, gdy amerykańska burżuazja będzie odwoływać się do nacjonalistycznych sentymentów, aby stłumić ruchy mas i jednocześnie usprawiedliwić swą reakcyjną politykę. Kontynuowanie obecnej w dłuższej perspektywie zaowocuje wzmożeniem krwawych ataków terrorystycznych, z którymi nie upora się nawet Pierwszy Kowboj Stanów Zjednoczonych zasiadający dziś na prezydenckim stolcu, które doprowadzą one w końcu do rozkręcenia się niebezpiecznej spirali chaosu i barbarzyństwa. Konsekwencje tej nieodpowiedzialnej polityki przeniosły się z ekranów telewizorów do Nowego Jorku i Waszyngtonu. Koniecznym jest wyjaśnianie postępowania terrorystów poprzez analizę istniejącego porządku społecznego, który takie sytuacje nieodzownie wywołuje, a który jest wciąż broniony przez biurokracje i burżuazje. Jedyne co może położyć kres obecnemu stanowi rzeczy jest całkowite i globalne przeobrażenie stosunków społecznych w duchu socjalistycznym. Tego dokonać może wyłącznie masowy, pracowniczy ruch protestu.

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing