Francja - solidarna walka o prawa Drukuj Email
Napisał(a): Agata Rozenberg [socjalizm.org]   
27.02.2007.

Polakom Francja kojarzy się najczęściej z elegancją, perfumami, winem i Wielką Rewolucją 1789, jedynym chyba większym przewrotem polityczno - społecznym, który nie znalazł się jeszcze na cenzurowanym w polskiej oficjalnej historiografii. Choć dobitnie podkreślana jest ilość ofiar nieco ponad rocznych rządów jakobinów, oficjalni historycy przyznają, że rewolucja skutecznie obaliła przestarzały porządek feudalny i położyła podwaliny pod stworzenie we Francji prawdziwego społeczeństwa obywatelskiego z tradycją aktywnego uczestnictwa szerokich mas w podejmowaniu kluczowych decyzji.


Wbrew głosom prasy zagranicznej - w tym oczywiście i polskiej, wystarczy zajrzeć do Gazety Wyborczej - francuski model socjalny cieszy się wysokim poparciem. Neoliberalni eksperci z innych państw co i rusz wieszczą nadsekwańskiej gospodarce upadek, a jako jedyny ratunek dla kraju i jego mieszkańców widzą tzw. uelastycznienie rynku pracy. Ale Francuzi nie boją się deklarować lewicowych poglądów ani protestować przy próbach zlikwidowania wywalczonych przez pokolenia związkowców przywilejów. Każdy atak na instytucje broniące prawa do godnego życia i uczciwej płacy rozbija się o potężny protest masowy. O prawdziwej świadomości większości pracowników francuskich świadczy ich poczucie solidarności. We Francji, gdy usiłowano wprowadzić przepisy niesłusznie obniżające płace kierowców ciężarówek, stanął cały kraj. A kiedy prawicowy rząd wymyślił skrajnie antypracowniczą ustawę o pierwszej pracy, manifestowały tysiące ludzi. Nie wszyscy z nich byliby tym razem bezpośrednio dotknięcy przez kapitalistyczną pogoń za zyskiem. Wszyscy jednak rozumieli, że jeśli padnie któryś z filarów francuskiego modelu państwa, prawicowy rząd nie będzie zwlekał z atakiem na następny. W obu przypadkach głos mas zwyciężył. Aż przykro zestawiać obydwa wydarzenia z tym, co w podobnych wypadkach miałoby miejsce w Polsce. Nad Wisłą, gdy jeden zakład strajkuje, "bezstronni eksperci" załamują ręce nad zachłannością robotników, którzy przecież żyją w demokratycznym kraju i powinni być z tego powodu szczęśliwi. Spora zaś część społeczeństwa, z różnych powodów, przyjmuje postawę "zobaczymy, jak długo wytrzymają". Mogliśmy tego doświadczyć w czasie niedawnego protestu pracowników Poczty Polskiej.

Dlatego tym bardziej powinniśmy korzystać z doświadczeń francuskich. Zwłaszcza, iż tamtejsze związki zawodowe również zaczynały właściwie od zera. W spuściźnie Wielkiej Rewolucji Francuskiej, obok Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela, znalazło się też prawo Le Chapeliera, zabraniające robotnikom organizowania się. Mimo ogromnego wzrostu liczebności klasy pracowniczej w pierwszej połowie XIX wieku i nieludzkiego wyzysku robotników (żeby wiedzieć, w jakich warunkach odbywała się praca, wystarczy sobie przeczytać "Germinal"), prawo to pozostawało w mocy aż do roku 1884. Dalsze 11 lat minęło do powstania pierwszej, istniejącej do dziś centrali związkowej - Confederation Generale du Travail (Generalnej Konfederacji Pracy). U swojego zarania francuski ruch robotniczy jako żywo przypominał to, co mamy dzisiaj w Polsce - brak wiary w sens wspólnego działania, nieokreśloną wizję tego, do czego ruch związkowy ma zmierzać, a przede wszystkim lęk przed zwolnieniem z pracy. Jednak kolejne doświadczenia sprawiły, że Francja stała się jednym z centrów światowego ruchu pracowniczego. Również dziś jest krajem, gdzie trzeba się liczyć z oczekiwaniami zatrudnionych.

Ci, którzy nazywają Francję krajem zbliżającym się do centrum, nie dostrzegli chyba tych, którzy w wyborach parlamentarnych i prezydenckich głosują na partie lewicowe. Jest prawdą, że dotychczas najbardziej heroiczny okres swojego działania zarówno Partia Socjalistyczna, jak i Francuska Partia Komunistyczna mają za sobą, zaś ostatni okres rządów tych pierwszych naprawdę ciężko nazwać chociażby socjaldemokratycznym. Jednak wyciąganie na tej podstawie wniosku o centrowości kraju jest nieporozumieniem. Celem lewicy nie jest nieustanne toczenie bojów o prawa pracownicze, ale odnoszenie zwycięstw w tej walce. Francuska lewica już odniosła wiele z nich. Francja należy dziś do krajów, które najwięcej przeznaczają na cele socjalne. A media publiczne nie wmawiają nikomu, że kluczem do postępu jest odrzucenie "przestarzałych doktryn".

Dziś, przed nowymi wyborami prezydenckimi we Francji, polska prasa poświęciła trochę miejsca programowi Segolene Royal, kandydatki Partii Socjalistycznej na to stanowisko. Oczywiście jej program, określony jako "ostry skręt w lewo", jest dodatkowy nazywany populistycznym, reprezentującym polityczne awanturnictwo lub zwyczajnie szalonym. Te same gazety przyklaskują najbardziej absurdalnym pomysłom rządu polskiego i ostatnio dziwnym trafem przestały określać koalicjantów PiS populistami. Tak, dogłębne analizowanie problemów sprzed dziesięcioleci nie jest politycznym szaleństwem. Jest nim natomiast dążenie do sprawiedliwości społecznej i świata bez wyzysku. W podobnym tonie wypowiadała się prasa francuska na przełomie XIX i XX wieku. Ale głosu robotników, zorganizowanych i zdecydowanych działać, nie dało się tak po prostu zagłuszyć. Dlatego nawet jeśli część francuskich polityków zmierza ku wygodnej postawie centrowej (czytaj: bezideowej), nie oznacza to jeszcze zmiany oblicza całego kraju. A wspaniałej tradycji tego kraju nie da się tak po prostu wymazać. Nawet, jeśli władze będą zgodnie z obecną tendencją bardzo się starać.
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing