Zwierzyna łowna spod dumnych Bałkanu szczytów Drukuj Email
11.04.2006.
Szóstego kwietnia, w sofijskiej dzielnicy Baniszora, na krótko przed godziną 15tą lokalnego czasu miała miejsce potężna eksplozja. Bomba podłożona była w mieszkaniu Wasila Iwanowa – dziennikarza śledczego bułgarskiej telewizji NOVA. W całym skrzydle wielkopłytowego bloku, z okien wyleciały szyby, konstrukcja ścian została mocno nadwyrężona, zniszczone są windy i drzwi wielu mieszkań. Matka i siostra dziennikarza, które były w domu w momencie gdy nastąpił wybuch cudem uniknęły poważnych obrażeń. Eksperci twierdzą, że uratowała je konstrukcja kliktowatego przedpokoju z kolumnami. Podkreślają jednak, że to „cud”.
Wasil Iwanow ma 33 lata, mieszka w starym bloku z wielkiej płyty. Od lat już jest jednym z najbardziej znanych dziennikarzy śledczych w Bułgarii. A jest to kraj, w którym osoba o takiej profesji nigdy się nie nudzi i nie narzeka na brak materiałów. Zorganizowana przestępczość, niewyobrażalnych rozmiarów korupcja, biurokracja i obojętność administracji państwowej wobec wszelkich patologii… To zjawiska tak powszechne i standardowe, że ludzie o ich szkodliwości przypominają sobie wyłącznie czasami, przy okazji bardziej drastycznych lub spektakularnych wydarzeń. Dziennikarze śledczy cieszą się zatem dosyć dużym szacunkiem (choć nie zawsze zaufaniem) społeczeństwa. Uważani są, z tych, którzy wprawdzie nie działają bezinteresownie, ale pokazują Bułgarię taką jaka ona jest i wystawiają cenzurkę nie czyniącej zupełni nic władzy.

Władza jest jednak tyleż bezczynna co bezradna. Ma po prostu związane ręce. Moment przełomu, gdy władza ze stosunkowo demokratycznych, wybieralnych instytucji przeszła w ręce struktur, które bez żadnej przesady można nazwać mafijnymi, nastąpił już dawno temu. Parlament i rząd konstruują prawo, ale żaden minister czy nawet premier nie ma zdolności by implementować je samodzielnie. Do tego potrzebna jest administracja i właściwe służby, które podlegają już niestety innym organom i instytucjom niż stoi to w knstytucji czy jakimkolwiek innym akcie normatywnym. Administracja i instytucje publiczne pracują zazwyczaj dla tego kto zapłaci najlepiej – obowiązują tu zasady stricte wolnorynkowe. Podobnie postępuje policja, której jedyną udaną akcją na przestrzeni ostatnich piętnastu lat było spacyfikowanie obywatelskiego protestu w miejscowości Suhodol. Od czasu do czasu, w ramach wyjątku potwierdzającego regułę, udaje się złapać jakiegoś drobnego złodziejaszka, ale wówczas jest problem z doprowadzeniem do jego ewentualnego ukarania gdyż system sądowniczy w Bułgarii nie działa, lub – jak kto woli – nie istnieje.

W takiej sytuacji nie może być mowy o tym, żeby jakikolwiek przypadek skorumpowanego posła lub wyżej postawionego czynownika został rozpoznany, nie mówiąc już o wyegzekwowaniu prawnych konsekwencji za taki czyn. Dziennikarze śledczy wyręczają w tej materii policję, wywiad i sądy. Dlatego właśnie są lubiani przez społeczeństwo, ale srodze znienawidzeni przez bułgarski biznes i bułgarską politykę, za to że pokazują jak ona w rzeczywistości funkcjonuje; a także przez wszystkie instytucje, które są tym sposobem słusznie kompromitowane.

Ciągłe zakłócanie spokojnego rytmu funkcjonowania politycznej i finansowej gangsterski jaka została w Bułgarii zainstalowana na początku lat dziewięćdziesiątych doprowadziło w jej szeregach do zdenerwowania. Dziennikarze śledczy wyraźnie dokuczali mafijno-państwowym strukturom i nie pozwalali działać tak jawnie i wygodnie. Poza tym nowa elita obawiała się społecznej reakcji jeśli na co dzień wszystkie gazety informowały by o monstrualnych, jawnych malwersacjach, przestępstwach, korupcji itp. Interesy tego typu musiały zatem zacząć schodzić do podziemia, lecz nie tyle celem ukrycia się przed władzą, ile razem z nią, przed całym społeczeństwem.

Niestety, to nie pomogło. Okazało się, że przestępcy/politycy w Bułgarii uczą się tak samo szybko jak tropiący ich dziennikarze. Wasil Iwanow jest jednym z tych, którzy ciągle podążają tropem przestępczej patologii i staraj się ją demaskować w bardzo spektakularny medialnie sposób. Najsłynniejsze bodaj dwa reportaże Iwanowa dotyczą właśnie funkcjonowania administracji państwowej. 15 listopada 2005 roku, drogą drobnych przekupstw i kilku łapówek Wasil Iwanow stał się właścicielem… służbowego auta prokuratora generalnego Republiki Bułgarii – Nikoli Filczewa. Gdy ten wychodził z pracy Iwanow nie pozwalał mu wsiąść do samochodu i wymachiwał ważnym aktem notarialnym poświadczającym własność auta. Było to o tyle skandaliczne, że w Bułgarii prokurator generalny jest praktycznie koordynatorem walki z korupcją i nadużyciami w administracji. Tymczasem okazało się, że bez żadnych znajomości i przy użyciu stosunkowo niewielkich sum pieniędzy można kupić sobie jego służbowy samochód.

Drugi ważny reportaż dotyczy posłów Zgromadzenia Narodowego. W materiale p.t. „Gdzie są nasi deputowani” wykazał, że w parlamencie głosują wyłącznie karty do głosowania. Posłowie bowiem bawią się w tym czasie w najlepsze w restauracji hotelu znajdującego się naprzeciwko budynku parlamentu. Na dodatek wyjątkowo kompromitujące było towarzystwo, w którym spożywali posiłek i napoje. Byli to bowiem podejrzanego autoramentu milionerzy-biznesmeni – właściciele lombardów. W innym materiale z kolei Iwanow ujawnił rzeczywistość sofijskiego więzienia – pasmo nieustannej przemocy psychicznej i seksualnej, w której udział brali także strażnicy więzienni.

Skutkiem każdego z takich reportaży są jakieś zwolnienia, przetasowania, konieczność tłumaczenia się przed społeczeństwem i wymyślania coraz to nowych wymówek i usprawiedliwień. Dezorganizacja taka widać przeszkadza bardzo politykom i finansowej elitce, toteż stosunkowo regularnie dochodzi do zamachów na życie dziennikarzy.

Pierwszy poważany atak tego typu miał miejsce w 1998 roku. 17. stycznia w redakcji dziennika „Trud” wybuchła bomba. Szczęśliwie nikomu nic się nie stało. W 2002 roku rusza sprawa trzech podejrzanych. Proces ugrzązł od ośmiu lat w Sądzie Najwyższym. W tym samym roku, dziennikarkę tej samej gazety – Annę Zarkową – potraktowano kwasem siarkowym. Winnych ni znaleziono.

Rok później kilku zamaskowanych bandytów prawie zabiło Alekseja Lazarowa – dziennikarza gazety „Kapital”. Sprawcy pozostają nieznani.

Rok 2000. Znów dziennik „Kapital”. Tym razem wybucha samochód reportera Momczila Milee. Śledztwo umorzono ze względu na niemożność ustalenia sprawców. Kolejna ofiarą w tym roku jest lokalny dziennikarz z miejscowości Jambol – Todor Dimow. Wskutek bardzo ciężkiego pobicia leżał ponad miesiąc w szpitalu.

2001: znów dziennik „Trud”. W Sofii napadnięta zostaje reporterka Asja Grigorowa. Przeszła bardzo ciężką operację. Sprawca ciężkiego pobicia jest nieznany.

W 2002 zamaskowani najemnicy ciężko pobili dyrektorkę wydawnictwa „Demokracja” – Todorkę Halaczewą oraz jednego z szefów telewizji „Ewrokom” – Rosena Ilczewa. Śledztwo? Wiadomo – bez rezultatów.

2003 był rokiem kijów baseballowych i metalowych rur. Przy pomocy tych właśnie instrumentów brutalnie pobito Danielę Markową („Noszten Trud”) i redaktora naczelnego warneńskiej gazety lokalnej „Czernomorec”.

Rok później znów bomba. Tym razem zdetonowana w redakcji dziennika „24 czasa”. Sprawcy nieznani.

2005 znów pechowy dla dziennika „Trud”. Można było z łatwością ująć sprawców, gdyż Albena Borisowa – dziennikarka z gazety „Trud” została pobita w miejscowości Pernik na oczach policjantów, którzy jednak nie widzieli potrzeby by interweniować. Udało się osądzić jednego sprawcę na 800 lewa grzywny (1600 PLN), ale sąd wyższej instancji doszukał się uchybień proceduralnych i sprawa utknęła. Bezczynni policjanci nie zostali zwolnieni ze służby.

Do redakcji „Trud”-u w miejscowości Wraca przychodzi znany biznesmen Hristo Wangelow i oznajmia, że zabije korespondentkę dziennika – Temenużkę Jocową. Redakcja została wprawdzie podpalona, ale dziennikarka przeżyła. Uwaga! W tym wypadku również nie znaleziono żadnych sprawców. Proces Wangelowa jeszcze się nie rozpoczął.

Wygląda na to, że rok bieżący może stać się przełomowym. Nie minęły bowiem jeszcze cztery miesiące, a zdarzyły się już trzy zamachy i to wszystkie przeciw pracownikom telewizji. Zanim doszło do próby wysadzenia w powietrze Wasila Iwanowa, ciężko pobito dziennikarza bułgarskiej państwowej telewizji – Metodijego Dafewa, a jednemu ze znanych prowadzących telewizji BTV – Nikojaowi Barekowi – grożono przez telefon śmiercią.

Robota dziennikarska nie jest zatem w Bułgarii łatwa i przyjemna, a dodatków za pracę w trudnych warunkach dziennikarze nie otrzymują. Żartują jedynie od czasu do czasu, że zagrożenie atakiem terrorystycznym z zewnątrz, o którym tyle się ostatnio mówi, jest bezmyślną spekulacją. Po co wkraczać do akcji ma jakaś Al-Kaida skoro radę dajemy sobie doskonale sami? Wysadzamy wszak częściej, a nie prowokujemy władzy do żadnych posunięć, bo działamy razem z nią. Dyskrecja, destabilizacja, efektywne sianie paniki + gigantyczne malwersacje finansowe i zero konsekwencji prawno-karnych. Efektywność 100% - nieprawdaż? Światowi terroryści mogą się uczyć od bułgarskich przestępców.
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing