Rząd Jedności Narodowej - cios wymierzony w aregentyńską rewolucję Drukuj Email
Napisał(a): Roberto Sarti [ "Falce Martello" - www.marxismo.net ]   
01.03.2002.

Rząd Adolfo Rodrigueza Saá upadł zaledwie po siedmiu dniach urzędowania. Wczoraj mianowany został nowy "Rząd Jedności Narodowej" i nowy prezydent, Eduardo Duhalde. Saá, gubernator San Luis, oskarża swoich kolegów z partii peronistów o przysłowiowy „cios nożem w plecy”, jednak prawda wyglądała inaczej. Upadek rządu Saá był tylko kwestią czasu, po masowych protestach z 28 grudnia. Wydarzenia te pokazały, iż nie miał on zaplecza społecznego

Obiecywał wszystko wszystkim, ale jednego nie mógł zrobić i nie chciał zrobić - odblokować rachunki bankowe obywateli. Nie mógł również dodrukować argentinos, proponowanej nowej waluty. Większa ilość pieniądza na rynku umożliwiłaby wypłacenie pensji, rent i emerytur, oznaczałoby to również, że nowa waluta przedstawiałaby mniejszą wartość od obowiązującego peso. Taki obrót wydarzeń wpłynąłby bezpośrednio na pozycję grupy ludzi, którzy przez ostatnie dziesięć lat robili niezłe interesy w Argentynie. Bankierom oraz przedsiębiorcom nie zależało i nie zależy na zmianie obecnego stanu rzeczy.

Jak to się stało, że marzenia grupki populistów o wprowadzeniu quasi peronizmu , wspierane dość niezdarnymi poczynaniami prezydenta, po prostu rozpierzchły się w jednej chwili?

Stało się tak, gdyż ludzie mieli już dość oszustwa kryjącego się pod maską nowego rządu. Zaledwie tydzień wcześniej masowe protesty doprowadziły do upadku rządu De La Rúa, czemu więc teraz Argentyńczycy, przekonawszy się o swojej sile, nie mieliby obalić kolejnej "bandy złodziei"? Tym razem masowe protesty, wyłącznie mieszkańców stolicy, zmusiły prezydenta do ustąpienia. Demonstracja wymknęła się spod kontroli. Rozczarowani, szaleni ze wściekłości mieszkańcy Buenos Aires wdarli się do parlamentu i w akcie desperacji splądrowali kilka pomieszczeń. [Polskie środki masowego przekazu skupiły się właśnie na tej części protestu. Gazeta Wyborcza i inne czasopisma, które starają się w dość dziecinny sposób "przehumanizować" nasze życie, roztoczyły dość pesymistyczną wizję, w podtekście zadając czytelnikowi pytanie "Co będzie gdy w Polsce dojdzie do masowych protestów - kradzieży, rabunków i bezsensownego niszczenia budynków użyteczności publicznej?"] Uderzająca jest natomiast kompletna bierność "sił prawa i porządku", jednak nie powinna ona zaskakiwać. [Wyobraźmy sobie polskiego pałkarza przyglądającego się atakowi na nasz parlament. Tak przecież było w Argentynie!] Niezdolność aparatu przymusu do utrzymania porządku prawnego i narzucenie siłą spokoju, jest jednym z pierwszych symptomów fali rewolucyjnego wrzenia. Podobne sceny widzieliśmy w 1997 roku w Albanii i w 2000 w Ekwadorze.

Policja i wojsko zbyt słabe by interweniować

Drobna burżuazja (tzw. "milcząca większość") tradycyjny bastion reakcji i represji o dziwo przeszła na stronę demonstrantów. Argentyńska prasa odnotowała, że dochodziło do dyskusji pomiędzy demonstrantami a policjantami. W wielu przypadkach odczuwali oni zakłopotanie bądź otwarcie wyrażali poparcie i solidaryzowali się z demonstrantami, zaledwie tydzień po gwałtownych zajściach. Tamtejszy dziennik "Pagina 12" donosił, że we wielu przypadkach policjanci nie rozpędzali demonstrantów, odmawiając tym samym wykonania rozkazu przełożonych.

Jeszcze lepiej zrozumiemy panujący w Argentynie klimat, gdy uświadomimy sobie co wydarzyło się na przedmieściach Buenos Aires. Setki ludzi zaatakowały miejscowy posterunek policji, gdzie ukrywał się były oficer, który zastrzelił trzech młodych ludzi w pobliskim barze. Zdarzenie, w którym ludzie otwarcie występują przeciwko "zbrojnemu ramieniu burżuazji" i jej regułom jest dodatkowym czynnikiem potwierdzającym, że w Argentynie mamy do czynienia z sytuacją rewolucyjną.

Obecnie możliwość wojskowego zamachu stanu jest praktycznie wykluczona - świadczą o tym panujące w społeczeństwie nastroje. Prawica doskonale zdaje sobie z tego sprawę i zamierza wykorzystać istnienie rządu jedności narodowej. Eduardo Duhalde ma być nowym „wybawicielem”. Do roku 1995, za prezydentury Menema, był on wiceprezydentem. W 1999 roku Duhalde, kandydat peronistów, przegrał w wyborach z De La Rúa. Ogólnie nowy prezydent jest odbierany przez opinię publiczną jako reprezentant postępowego skrzydła peronistów. Zadeklarował, że gdy obejmie władzę będzie dążył do wprowadzenia w życie „doktryny Kościoła”. Mówiąc wprost, biednym da jałmużnę aby ochronić przepych bogatych i wpływowych osób. Oczywiście wszystko to zostanie osiągnięte i nie pociągnie za sobą żadnych kosztów społecznych!

Radykałowie, Peroniści wraz z większością parlamentarzystów Frepaso (koalicja partii lewicowych) opowiedzieli się za Duhalde. Dokonali świadomego wyboru w przekonaniu, że rząd jedności narodowej przywróci porządek ratując w ten sposób dogorywający argentyński kapitalizm. Pomimo niekwestionowanego poparcia parlamentu, nowy rząd, najdelikatniej ujmując, ma nikłe poparcie wśród Argentyńczyków. Zmniejszy się ono jeszcze bardziej, gdy ludzie uświadomią sobie na czym polega "program naprawczy" nowego rządu. Ministrem do spraw przemysłu ma zostać przewodniczący Konfederacji Przemysłowców! Polityka "uzdrowienia finansów" będzie polegała głównie na szokowej dewaluacji - peso z pewnością zostanie "przywiązane" nie tylko do dolara ale również do euro i reala [waluta Brazylii]. Konta w bankach nadal są niedostępne, natomiast pensje mogą być wypłacane w obligacjach skarbowych. W ten sposób rząd, który powinien gwarantować względną stabilizację, przynajmniej do grudnia 2003 roku, stanie się wkrótce źródłem społecznego niezadowolenia!

Jedność Narodowa czy Nowy Porządek Rewolucyjny?

Ostatnie poczynania parlamentarnej lewicy ukazały jej kompletny rozkład i bankructwo. Graciela Fernandez Meijide, jedna z ważniejszych osób we Frepaso, usprawiedliwiała poparcie, jakim jej partia obdarzyła Duhalde, "Baliśmy się anarchii” - powiedziała na jednej z konferencji prasowych. Jeszcze raz byliśmy świadkami jak reformiści, że strachu przed rewolucją, woleli kłaniać się burżuazji. Nie zapominajmy o tych odważnych z Frepaso oraz Ari (nowa partia drobnej burżuazji powstała w wyniku rozłamu Alianzy) którzy postanowili ani nie popierać nowego rządu, ani nie być jego przeciwnikami - w decydującym głosowaniu wstrzymali się!

Wszystkie partie, legitymujące się historycznym dorobkiem, przeżywają kryzys. Nikt już nie ufa instytucjom o burżuazyjnym rodowodzie, rządowi, sondom, instytucjom finansowym. Upadek rządu Rodriguez’a Saá i zastąpienie go nowym rządem Duhalde przyśpieszyło kryzys peronizmu. Zwolennicy tej doktryny są bardziej podzieleni niż kiedykolwiek przedtem. Tak samo nastroje rewolucyjne w społeczeństwie są silniejsze niż kiedykolwiek przedtem.

Przed argentyńskimi organizacjami, które twierdzą, że są marksistowskie, pojawiły się historyczne możliwości. Autorytet liderów properonistycznych związków zawodowych został wystawiony na próbę. Czy związkowcy sprawdzą się w chwilach kryzysu i niepokoju? Przyjęcie przez kierownictwa obydwu związków zawodowych niejasnych i fałszywych propozycji rządu, na pewno nie zostało zapomniane przez związkowców w fabrykach i innych zakładach pracy.

W Argentynie mamy teraz do czynienia z sytuacją gdzie protestujący obywatele dokładnie wiedzą czego nie chcą, ale nie bardzo wiedzą czym zastąpić dotychczasową politykę władz. Obecnie potrzebne są działania w dwóch kierunkach. Z jednej strony powszechny brak zaufania do kapitalistycznej formy gospodarki musi doprowadzić do powstania rewolucyjnego programu na rzecz znacjonalizowania i oddania pod demokratyczną kontrolę pracownikom, wszystkich instytucji finansowych oraz wielkich narodowych i międzynarodowych zakładów przemysłowych. Z drugiej strony skrajna niechęć, wręcz nienawiść, obywateli w stosunku do instytucji uosabiających burżuazyjny model demokracji powinna być spożytkowana w celu wykreowania zupełnie innych form rządzenia, zwłaszcza teraz, gdy oficjalne instytucje państwowe są tak bardzo zdyskredytowane. Budowanie komitetów w zakładach pracy, z których wykluczeni byliby szefowie, następnie łączenie tych komitetów na poziomie lokalnym, jest teraz głównym zadaniem dla klasy pracowniczej i jej awangardy.

Obecny kryzys bez wątpienia trwać będzie dłużej niż na początku się spodziewano. Trzeba jednak pamiętać, że w takich momentach jak ten, wszystko dzieje się bardzo szybko. Miejmy nadzieję, że awangarda argentyńskich rewolucjonistów będzie w stanie stworzyć niezbędną polityczną i organizacyjną siłę, konieczną do stawienia czoła ważnym zadaniom, które wyłonią się w niedalekiej przyszłości.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing