|
W USA aż 15% dzieci żyje w niedostatku. Dla porównania w Szwecji ten odsetek wynosi tylko 3%. |
Portal socjalizm.org to lewicowe spojrzenie na dzisiejszą rzeczywistość. Wbrew powszechnie lansowanemu poglądowi uważamy, że lewicowa myśl polityczna nie tylko ma rację bytu, ale znajduje jeszcze większe zastosowanie niż kiedykolwiek wcześniej. |
| Śmierć satrapy |
|
|
| Napisał(a): Agata Rozenberg [socjalizm.org] | |
| 05.02.2008. | |
|
27 stycznia 2008 r. lekarze szpitala w Dżakarcie oficjalnie ogłosili zgon Hadjiego Mohameda Suharto. Zmarł kolejny z krwawych dyktatorów czasów zimnej wojny, zainstalowanych u władzy przez Amerykanów po to, by dławić wszelkie wystąpienia przeciwko niesprawiedliwościom kapitalizmu i zarazem umacniać ekonomiczną dominację USA na świecie. Wobec jednostronnie proamerykańskiej propagandy w Polsce warto przy tej okazji poznać prawie nieznaną historię powojennej Indonezji – dokładne zaprzeczenie tezy o amerykańskiej miłości do demokracji i walki z komunizmem dla dobra ludzkości... Co sprawiło, że USA w ogóle zwróciły uwagę na kraj teoretycznie położony poza ich strefą wpływów, który niedawno wyzwolił się spod kolonializmu holenderskiego? Powód był ten sam co zawsze – Indonezja chciała pójść własną drogą. Prezydent kraju Sukarno daleki był od zamiaru sprzymierzania się ze Związkiem Radzieckim czy też budowania w swoim państwie formacji ekonomicznej alternatywnej wobec kapitalizmu. Dostrzegał jednak, że neoliberalizm nie pomoże Indonezji w rozwoju i głosił neutralność krajów rozwijających się jako najkorzystniejszą dla nich postawę, o czym odważył się powiedzieć nawet w wystąpieniu przez amerykańskim Kongresem. W swoich wizytach dyplomatycznych odwiedzał i Waszyngton, i Moskwę. Handlował z obydwoma blokami. Już to wystarczyło, by zwrócić na siebie (w negatywnym sensie) uwagę amerykańskich „obrońców demokracji”. Sukarno był jednak winny jeszcze gorszych przestępstw. Znacjonalizował część majątku pozostałego po holenderskich kolonizatorach i pozwolił Indonezyjskiej Partii Komunistycznej (PKI) na swobodne funkcjonowanie w ramach wielopartyjnego systemu. Nacjonalizacje i lewicowe akcenty polityki Sukarno przyczyniły się do radykalizacji społeczeństwa, które zaczęło dostrzegać konieczność daleko idących zmian w otaczającej je rzeczywistości. To zwiększało zainteresowanie ideami socjalistycznymi i przechodziło we wzrost poparcia dla PKI. Amerykanie przyglądali się całej sytuacji z rosnącym niepokojem – chociaż prezydent Indonezji udowodnił nie raz, że nie ma zamiaru budować u siebie społeczeństwa bezklasowego. Przez cały okres prezydentury zręcznie balansował między armią a komunistami, nie ukrywał nacjonalizmu. Co z tego. Amerykanom zależało na tym, by piątym co do liczebności na świecie narodem rządził człowiek silnej ręki, który nie tylko sam będzie zdecydowanie antylewicowy, ale też nie dopuści swoją nieprzemyślaną polityką do rozwoju lewicy (jak mógł to zrobić Sukarno). Pornografia po amerykańsku W 1955 r. Amerykanie interweniują pierwszy raz. Przeciwnicy komunistów dostają od nich sumy idące w miliony, byle tylko zatrzymać legalnie działającą PKI. W 1957 r. to już nie wystarczy. CIA postanawia raz na zawsze pozbyć się prezydenta, gdyż Sukarno nadal respektuje reguły demokratycznej gry i nie ma zamiaru delegalizować rosnących w siłę komunistów. Na razie jednak koncepcja zamachu stanu zostaje odsunięta, gdyż Amerykanie wpadają na koncept subtelniejszy – obalenie prezydenta poprzez aferę pornograficzno – szpiegowską. Indonezyjczyk znany jest ze swoich licznych romansów, a na pokładzie samolotu, którym udawał się do ZSRR miał wyjątkowej urody stewardesę, która była w Indonezji także w czasie rewanżowej wizyty Klimenta Woroszyłowa. Grunt pod skomplikowaną intrygę już jest; teraz czas na sfabrykowanie „dowodów winy”. I tutaj CIA ponosi niespodziewaną porażkę, chociaż nie można powiedzieć, by się nie postarało – za rządowe pieniądze Amerykanie tworzą film pornograficzny, w którym rzekomo pojawiają się prezydent i jego rosyjska przyjaciółka. Nie udało się. W tym miejscu kończą się zatem subtelne środki, do akcji wchodzi wojsko. Demokracja po amerykańsku W 1958 r. Amerykanie, wykorzystując wojska ONZ, szykują się do szeroko zakrojonej operacji. Brytyjczycy udostępniają bazę w Singapurze, powstają też punkty zborne na Filipinach. Wszystko po to, by „bronić indonezyjskiej demokracji”. Wreszcie część żołnierzy zostaje przerzucona na wyspy Indonezji, żeby tam, razem z częścią prawicowo nastawionej armii, zacząć działania pod maską powstania przeciwko nadużyciom władzy przez prezydenta. Jak się wcześniej i później często zdarzało, bezczelność tej oficjalnej wersji nie zna granic. W imię „obrony demokracji” w bombardowaniach ginie co najmniej pół miliona cywilów. To jednak nie wystarcza, by pozostawieni w kraju „powstańcy” odnieśli spodziewany sukces. W dodatku fatalnym zbiegiem okoliczności w jednym z zestrzelonych przez wojska wierne Sukarno samolotów Indonezyjczycy znajdują pisemne dowody na amerykańskie sprawstwo całej agresji. CIA musi się zatem wycofać; jak się później okaże, nie na długo. Prezydent Indonezji nie zmienił bowiem swojej polityki. Indonezja nadal balansowała między militarną dyktaturą prawicowych wojskowych a komunistycznym powstaniem. Na początku października 1965 r. Dżakarta staje się areną wydarzeń na pozór niezrozumiałych. Najpierw grupa oficerów niższych stopni przejmuje kluczowe punkty w mieście informując, że w ten sposób zapobiega zamachowi stanu. Zamach ten mieli zorganizować generałowie indonezyjscy sponsorowani przez CIA. Przeciwko nim występuje jednak armia pod dowództwem generała Suharto – pozornie wierna rządowi. Pozornie, gdyż właśnie wtedy rozgrywa się właściwa proamerykańska rozgrywka. Teoretycznie w kraju nic się nie zmienia, prezydent zostaje przy życiu, a nawet na urzędzie (do 1967 r.). Ale rządzi już kto inny. Oficerowie wyższych stopni dostają wreszcie władzę, którą przez lata musieli się dzielić. Wśród nich szczególną rolę Amerykanie wyznaczyli dla szefa sztabu, byłego żołnierza holenderskiej armii kolonialnej, zwolennika prawicy – Hadjiego Muhamada Suharto. On ma zostać nowym władcą kraju, który śmiał wyłamywać się z imperialistycznych schematów i zachęcać do tego inne państwa. CIA cały czas trzyma rękę na pulsie. Suharto i jego armia dostają namiary na wszystkich znanych komunistów, sympatyków komunistów, rodziny wyżej wymienionych i wszystkich podejrzewanych choćby o cień lewicowości. Co z tą wiedzą zrobić – nie trzeba tłumaczyć, nie trzeba też specjalnie namawiać armii do rozpoczęcia represji. Więzienia zapełniają się ludźmi, którzy chcieli walczyć z wyzyskiem, upomnieć się o godne życie dla pracowników i chłopów Indonezji. Tortury, egzekucje bez sądu – to wszystko nagle staje się codziennością kraju. Robotnicy i lewicowi aktywiści giną tysiącami, dziesiątkami tysięcy, setkami tysięcy... Ile ofiar pochłonęła dyktatura – nie ustalono. Mogło ich być od 500 tys. do dwóch milionów. Amerykanie – a także Brytyjczycy - sprzedają uzurpatorowi broń i zapewniają szkolenia dla oficerów indonezyjskich na specjalnych kursach. Takich samych, jakie urządzali dla oficerów z Chile w przeddzień zamachu Pinocheta, nikaraguańskich Contras i wojskowych, którzy obalili demokratyczny rząd Brazylii. Szkolenia takie kosztowały tylko do 1992 r. blisko cztery miliony dolarów. Ale inwestycja zwróciła się w pełni i z nawiązką. Na „jedynej słusznej drodze” Bo poparcie Amerykanów ma oczywiście swoje warunki. Indonezja wchodzi pełną parą na kapitalistyczną ścieżkę. Podobnie jak inne zdominowane przez USA kraje Trzeciego Świata, tak samo i Indonezja musi obniżać taryfy celne, znosić podatki dla wielkich korporacji, liberalizować handel i wyprzedawać za bezcen lokalne zakłady przemysłowe. O prawach pracowniczych lepiej nie wspominać, w końcu „to niezgodne z logiką ekonomiczną”. Indonezyjczycy, najwcześniej jak mogą, mają chodzić do pracy na kilkanaście godzin za dniówki pozwalające najwyżej na przeżycie z dnia na dzień. Ale kapitałowi tego jeszcze mało. Dochodzi jeszcze spłata zadłużenia zagranicznego, nad którą czuwa Bank Światowy. Dług ten nie zostanie spłacony nigdy, ale kolejne raty muszą wpływać regularnie na amerykańskie konta; w przeciwnym razie stróże neoliberalnego porządku mają w zanadrzu kolejne ekonomiczne środki nacisku. Suharto odgrywa w tym wszystkim rolę gwaranta tego porządku w Indonezji. Ilu ludzi zabije i pod jakim pretekstem – to dla Amerykanów, „obrońców praw człowieka”, ma najmniejsze znaczenie, podobnie jak fakt, że jego władza jest skorumpowana i niepopularna. W kraju toczonym głodem, chorobami, analfabetyzmem i nędzą rodzina Suharto żyje jak królewska dynastia. Są właścicielami tej części rodzimego przemysłu, która nie została jeszcze sprzedana. Najstarszy syn Suharto rządzi petrochemią, młodszy kontroluje Bank Andromeda, giełdę indonezyjską, a przy okazji buduje jeszcze partię, która ma popierać dyktatora. Dla najmłodszego syna został przemysł samochodowy. Równie hojnie wyposażone zostały cztery córki. Wielkość i upadek ruchu masowego W 1998 znowu uzyskuje reelekcję. Dwa miesiące później na ulice Dżakarty i innych większych miast Indonezji wychodzą wielotysięczne manifestacje pracowników i studentów. Suharto nie chce ustępować. Dopóki może, grozi nowymi represjami. Ale wobec siły i bojowości ruchu masowego musi w końcu ustąpić, ku zaskoczeniu neoliberalnych komentatorów z całego świata, którzy już uznali Azję południowo – wschodnią za region spokojny i ustabilizowany. W duchu kapitalistycznym oczywiście. Kilka dziesięcioleci wyzysku zrobiło w końcu swoje. Ludzie mają dość. Wyszli na ulice, bo kryzys na całym kontynencie ostatecznie zrujnował ich sytuację. Inflacja uczyniła indonezyjską rupię bezwartościową, zakłady pracy zaczęły masowo bankrutować, bezrobocie i nędza przybrały rozmiary, które nawet w Indonezji przerażały. Dochód na głowę obywatela spadł o 60%, za to ceny podstawowych produktów poszły w górę o 1/5. Wzrosły opłaty za transport publiczny (o ponad 70%!) i elektryczność. Do ekonomicznych protestów pracowników doszły wystąpienia studenckie. Los dyktatury był przesądzony, nikt nie ujął się za Suharto. Odwrócili się od niego pracodawcy, gdyż przestał gwarantować porządek pozwalający na niekontrolowany wyzysk. W tej sytuacji nie mogło pomóc odwołanie podwyżek i fałszywe obiecywanie reform. Wydawało się, że w Indonezji może dojść do rewolucji społecznej. Nie doszło, gdyż zabrakło kierownictwa. Historia udowodniła wielokrotnie, że tylko jego istnienie może zapewnić przekształcenie postulatów obalenia dotychczasowego porządku w kreatywne działanie na rzecz budowy zupełnie nowej rzeczywistości. Bez konsekwentnych rewolucjonistów na czele ruch masowy wywalczył jedynie formalny powrót liberalnej demokracji. Klasa posiadająca błyskawicznie odnalazła się w nowej rzeczywistości. Suharto musiał odejść, lecz zdążył jeszcze zainstalować na stanowisku głowy państwa swojego człowieka – wiceprezydenta Habibie i ogłosił rezygnację na rzecz rządu tymczasowego. Ten miał w ciągu pół roku zorganizować wybory. W ten sposób udało się po raz kolejny w historii skanalizować ruch masowy w kierunku rozwiązań korzystnych dla posiadających. Najważniejsze problemy Indonezji nadal czekają na nowy wybuch, by mogły zostać rozwiązane... *** Hadji Mohamed Suharto został pochowany w Dżakarcie z pełnymi honorami wojskowymi, zaś przedstawiciele rządu nad jego trumną nazywali go jednym z największych synów Indonezji. Zachodnioeuropejska i amerykańska prasa mainstreamowa podkreślała wzrost gospodarczy czasów dyktatury i zasługi w walce z „komunistycznym zagrożeniem”. Przyznawano wprawdzie, że łamał prawa człowieka, nikt jednak nie nazwał Suharto zbrodniarzem. W końcu dzięki niemu niejeden kapitalista mógł dopisać do stanu konta kolejne zera... |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł» |
|---|
| LabourStart PL |
| Strona startowa kadego zwizkowca. |
|
|
| Strona główna |
| przeszukiwanie portalu |
| kraj |
| świat |
| Ameryka Łacińska |
| kultura |
| gender |
| historia |
| Reductio Ad Absurdum |
| statystyki |
| ruch pracowniczy |