|
Portal socjalizm.org posiada forum o adresie http://marksizm.fora.pl/ . Zapraszamy wszystkich do dyskusji. |
Portal socjalizm.org to lewicowe spojrzenie na dzisiejszą rzeczywistość. Wbrew powszechnie lansowanemu poglądowi uważamy, że lewicowa myśl polityczna nie tylko ma rację bytu, ale znajduje jeszcze większe zastosowanie niż kiedykolwiek wcześniej. |
| Subkulturowy zaścianek |
|
|
| Napisał(a): Emil Stanisławski [socjalizm.org] | |
| 23.11.2007. | |
|
Ci, którzy uparcie, twierdzą, że nie opowiadają się po stronie Alan Woods “Reason in Revolt” Subkultury jako zjawisko społeczne ukształtowały się już dość dawno temu. Niezależnie od kontynentu, kraju, narodowości wszędzie zajdzie się grupa odmieńców nazywająca siebie „metalami”, „punkowcami” czy „hipisami”; żyjąca na przekór przyjętym zasadom; tworząca własny system wartości i norm. Wiele z nich zmieniło się w ciągu ostatnich lat, część dość radykalnie. Zaczęły pojawiać się liczne odłamy, wyznające wartości sprzeczne z ideami głoszonymi przez ich poprzedników. Było to powodem częstych konfliktów nie tylko pomiędzy różnymi grupami, ale także w obrębie pojedynczych subkultur. Pomimo olbrzymiej różnorodności, jaka kryje się pod tym terminem, wielu ludzi niejako fałszywie kojarzy to zjawisko z alternatywą jaką manifestują środowiska młodzieżowe. Warto przyjrzeć się naszej nadwiślańskiej alternatywie nieco bliżej, by dostrzec, że w rzeczywistości niewielu zaprząta nią sobie w ogóle głowę. Jakakolwiek kontestacja, okazuje się nieraz zbiorem pozorowanych gestów i oklepanych dykteryjek. Czy polscy „anarchiści”, których głównym celem spotkań organizacyjnych wydają się wypady nad Wisłę, nazi-metale heilujący na warszawskich ulicach, gimnazjaliści obnoszący się z naszywkami zespołu Pidżama Porno tworzą jakąś realną alternatywę? Na początek należałoby pojęcie to zdefiniować. Jeśli przyjąć, że są to jakiekolwiek działania odbiegające od dominujących norm kulturowych, wówczas rzeczywiście mamy prawo nazwać ubranych na czarno, długowłosych gentlemanów hołdujących pogańskim bóstwom odwołujących się przy tym do nazizmu, alternatywnymi. „Zbuntowanych" nastolatków zakochanych w wokaliście Strachów Na Lachy również. Czy jednak taka alternatywa sama w sobie może być jakąkolwiek wartością? Otóż nie bardzo. Jeżeli nie podejmuje się ona refleksji nad rzeczywistością, nie bierze pod uwagę całościowych rozwiązań promując realne zmiany staje się ona zjawiskiem zupełnie bezcelowym i przekształca się swoisty wypełniacz nisz, które są oficjalną ofertą tego systemu. Pozorna kontestacja jest tak naprawdę jednym z elementów, które rzeczywistość tworzą i umacniają. Ale czy polskiej alternatywie w ogóle na zmianach zależy, a przede wszystkim czy ona w ogóle istnieje i w jaki sposób jest odbierana? Subkultura a niezależność Subkultury są dość różnorodne, a więc i społeczna interpretacja ich postaw oraz formułowane oczekiwania będą inne wobec każdej z grup. Nikt raczej nie ma wątpliwości co do tego, że heavy-metalowiec nie pobiegnie na demonstrację alterglobalistyczną i nie będzie budował barykady. W końcu „metal” nie miał nigdy charakteru politycznego i choć dziś sporo się w tym aspekcie zmieniło nadal w założeniu muzyka ta trzyma się z dala od świata polityki. Najważniejsze przy klasyfikacji subkultury wydaje się być kwestia specyficznie pojmowanej niezależności. Pojęcie tzw. sceny niezależnej wiązało się zwykle z ruchem punk. To właśnie jej przedstawiciele w pewnych latach swego istnienia zaczęli manifestować swoją wolność i odmienność naszywanymi na ramionach symbolami anarchii. To oni uczestniczyli w demonstracjach, organizowali squaty (nielegalnie zasiedlone budynki), w których nierzadko mogli znaleźć pomoc i schronienie ubodzy mieszkańcy miast. To właśnie młodzież z irokezami wsławiła się hasłami antysystemowymi. To ona nazwała siebie nieraz „sumieniem tego świata”. Ile w tym jednak teorii, a ile praktyki? I czy polskich punkowców można dziś w ogóle rozpatrywać w kategoriach bojowników o wolność i równość? Przede wszystkim należy zdać sobie sprawę, że w założeniu ruch ten nie miał nic wspólnego z górnolotnymi hasłami poprawy świata. Wprawdzie subkultura ta wyrosła na bazie społecznego niezadowolenia i niewątpliwie była symptomem kryzysu społecznego. Niemniej od początku miała ona charakter chuligański była próbą izolacji od świata, a nie zmiany rzeczywistości. Słynne wówczas zawołanie „No future” często odczytywano jako nihilistyczny manifest. Punk polityczny Liczyła się po prostu dobra zabawa i oderwanie od codziennych schematów. Nikogo nie interesowały kwestie nędzy czy głodu na Ziemi. Pijackie burdy, koncerty, piwo. Ot i „niezależność” z jaką kojarzyć można tę subkulturę. Dopiero The Clash, jako jeden z pierwszych zespołów, nadał muzyce wyraźnie polityczne oblicze. Dodajmy – lewicowe. Ruch punk ewoluował. Z czasem zaczęło pojawiać się coraz więcej kapel o radykalnym przekazie, nawołujących do politycznej rewolucji, porzucenia destrukcyjnych nałogów i poświęceniu się sprawom społecznym. Pojawiła się szansa na budowę prawdziwej alternatywy. Jednak miała ona coraz mniej wspólnego z prawdziwym charakterem punk rocka. Skutkiem tego w latach 80. narodził się więc hard-core. I choć wywodził się on bezpośrednio od punka zrezygnował on z nihilistycznej otoczki swoich poprzedników, chcąc wnieść na scenę energetyczny i pozytywny przekaz. Celem było stworzenie konstruktywnej alternatywy wobec band agresywnych lumpów i utworzenie miejsc dla ludzi, którzy potrzebowali realnej ekspresji swoich idei i poglądów. Na bazie tego, również w latach 80. powstał ruch Straight Edge (sXe), który po dziś dzień cieszy się dość dużą popularnością. Jego członkowie promowali idee społecznej aktywności, a także porzucenie alkoholowych, tytoniowych i narkotykowych używek, które doprowadzały do destrukcyjnych nałogów. Z czasem ruch zaadaptował także idee wegetarianizmu. Jego swoistym rozwinięciem był Hardline - radykalny, nastawiony wrogo do każdego rodzaju używek, narzucający weganizm, życie w zgodzie z przyrodą, potępiający tym samym aborcję kwalifikując to jako morderstwo i homoseksualizm jako nienaturalny wybryk .Ich fundamentalistyczne nastawienie spotkało się z liczną krytyką środowisk niezależnych. Idee tego ruchu promował w świecie min. zespół o dwuznacznie brzmiącej nazwie Wegan Reich (Wegańska Rzesza). Jednocześnie punk rock doczekał się kolejnego odłamu nazwanego crust. Był to ekstremalny i brudny punk łączony z trash metalem. Kapele tego rodzaju zawsze miały i mają bardzo radykalny i zaangażowany przekaz. To było ich głównym wyróżnikiem. Atakowano globalizację, wojny, kapitalizm oraz religijne schematy. Także Polska scena przez lata doczekała się wielu zespołów określanych mianem crustowych. Zaliczyć możemy do nich chociażby nieistniejące już, mocno feministyczne, a także propagujące empatię wobec zwierząt i weganizm - Piekło Kobiet czy obecnie działającą Infekcję. Należy jednak rozróżnić punk, crust i hard-core. Pomimo, iż mają wspólną historię, ich drogi w pewnym momencie się rozeszły. Dziś skłaniać się można do klasyfikowania ich jako odrębne subkultury. Polska alternatywa Jak wszystko to przekłada się na polskie realia? Marnie. W Polsce, tak jak i w większości krajów na świecie, istnieją squaty, tworzone są niezależne wydawnictwa i powstają undergroundowe zespoły. Mamy alternatywę! – ucieszyliby się niektórzy. Zamiast iść do Mc’Donalda możemy przejść się na jakiś hard–core’owy festiwal i zjeść dobry, wegański posiłek. Nie musimy zaszczycać swą obecnością kolejnego koncertu Krzysztofa Krawczyka czy innego Piaseckiego - możemy iść posłuchać Profanacji. Problem jednak w tym, że wszelkie akcje i koncerty w rzeczywistości przyciągają niewielką ilość osób. Większość stanowią starzy wyjadacze, którzy siedzą w danym środowisku już wiele lat, a to nie do nich swą działalność należałoby kierować. Ze swoimi pomysłami i ideami należałoby „pójść w lud”, pokazać je innym, a nie tworzyć kółka wzajemnej adoracji jak ma to miejsce obecnie. W innych krajach, np. w Hiszpanii, problem ten występuje na dużo mniejszą skalę. Wszelkiego rodzaju anarchiści, alterglobaliści i inne nastawione pro społecznie grupy podczas organizowanych happeningow i akcji w rzeczywisty sposób przyciągają ludzi, zwracając uwagę na ich problemy. Udzielają również realnej pomocy dzieciom z biednych rodzin, organizując im wyjazdy, pomoce naukowe i zajęcia pozaszkolne. W naszym kraju środowisko sceny niezależnej zdaje się tworzyć hermetycznie zamkniętą społeczność. Wprawdzie organizowane są akcje typu „Jedzenie zamiast bomb”, kiedy to charytatywnie rozdawane są ciepłe posiłki potrzebującym, jednak jest to niewiele w porównaniu do tego, co udało się osiągnąć gdzie indziej i co z pewnością można osiągnąć w Polsce. Poza nielicznymi wyjątkami, squaty są przez miejscową ludność traktowane jak wylęgarnia pijaństwa, narkomanii i wszelkiej patologii, a nie miejsce gdzie można bezpiecznie posłać swoje dziecko. Jednak te krzywdzące stereotypy próbuje się przełamywać. Niektórzy wciąż, pomimo braku większego społecznego odzewu, organizują demonstracje, panele dyskusyjne, pokazy filmów, koncerty, wydają ziny (niszowe periodyki) itd. W Polsce wokół tego typu akcji skupiają się głównie sympatycy sceny punk i hard-core. To od nich wychodzą dziś wszelkie wolnościowe inicjatywy. Napotykają oni jednak na liczne trudności, w tym też ze strony ludzi, którzy teoretycznie powinni być im jak najbardziej przychylni… Bierni punkowcy kontra punkowcy zaangażowani. Dlaczego? W prawo zwrot! Ostatnimi czasy modnym stał się termin „apolityczność”. Osoba politycznie świadoma doskonale wie, że apolityczność traktowana jako próba odrzucenia wszelkich poglądów i idei politycznych, musi nieuchronnie skończyć się absorpcją ideologii ustalającej kształt funkcjonowania obecnego społeczeństwa. Nie ma życia bez sposobu na życie, tym którzy nie mają na nie pomysłu – podrzuca je filozofia współczesnego kapitalizmu. Zresztą wdarła się ona w to środowisko dość skutecznie. Stanowi o tym postrzeganie osób, które nie ukrywają swojej lewicowości – czegoś, co zdawałoby się, powinno być zjawiskiem w tych grupach naturalnym. A jednak. Ten kto w jakikolwiek sposób angażuje się na lewo definiowany jest od razu jako „komuch” i „lewak”. Ten kto na prawo zaś, wciąż jednak pozostaje apolityczny. Jak to się dzieje? Otóż, przykładowo, tolerancja dla związków jednej płci jest od razu piętnowana jako „anarchizm”, „pacyfizm”, czy nie wiadomo co jeszcze. Zaś sformułowania w stylu: „nie lubię pedałów, powinni siedzieć domu” jako zdrowy rozsądek, a nie wybór polityczny. Oddanie głosu na Kaczyńskiego czy sprzeciw wobec niego też okazuje się być apolityczny. Najbardziej zjawisko to widoczne jest właśnie na przykładzie polskich punkowców, dla których jakakolwiek wzmianka o zmianie panujących realiów jest natychmiastowo wyszydzana i kwalifikowana jako „lewactwo”. Ci, którzy postanowili poświęcić się konkretnej idei, angażują się w jej realizację tracą – zdaniem polskich punków - czas. Mogliby wszak pójść na piwo... „Na świecie bowiem jest jak jest i już się tego nie zmieni” , „demonstracje są dobre dla dzieci” – oto próbka politycznej argumentacji tego środowiska. Tym sposobem polscy punkowcy stworzyli osobliwą doprawdy mieszankę ideową łączącą postulaty katolickiego fundamentalizmu – np. piętnowanie homoseksualistów – z kategoryzacją zjawisk społecznych i politycznych a la profesor Śpiewak i „Gazeta Wyborcza”. Ergo – konserwatywny liberalizm równa się przyzwoita apolityczność, a lewicowe ABC okazuje się wytworem chorego, napiętnowanego zbrodniczą ideologią komunistyczną, myślenia. Nasi bohaterowie zapewne doszli do tych przełomowych wniosków przy okazji zakupu kolejnego piwa. Buntownicze slogany i hasła stanowią dziś dla większości swoistą ironię. Doprawdy niewielu polskich punków na poważnie bierze słowa o walce z systemem. Ich codzienność polega na zaczepianiu przypadkowych ludzi i zbieraniu „na piwo”, wytykaniu znajomym pozerstwa i polowaniem na hipisów. Trzeba dodać, że są oni – najczęściej – w pełni świadomi swoich działań, choć rzadko rozumieją przesłanki, z których one wynikają. O ile można powiedzieć, że niektórzy z nich koncentrowali się jeszcze (przynajmniej teoretycznie) na walce z biedą czy bezrobociem, o tyle dziś widać wyraźnie, iż nikt nie próbuje już niczego zmieniać. Każdemu wydaje się, iż doskonale zna rzeczywistość, w której żyje. Jakakolwiek walka uznawana jest za bezcelową. A rzeczywistość dla wielu to po prostu ulica. A ulica rządzi się swoimi prawami. Tu nie ma miejsca na pacyfizm czy litość. Tu nie jest ważna polityka, tu trzeba przeżyć. Wiele zespołów spod znaku Street Punk/Oi, czyli ulicznej odmiany muzyki punk, skupiającej się głównie wokół takich zagadnień jak: piwo, dziewczyny i bijatyki, zdaje się – pomimo swej deklarowanej apolityczności - kierować się w stronę sceny RAC czy WP. Pierwsza, czyli Rock Against Communism na dobrą sprawę składa się w większości z ludzi o przekonaniach narodowych; drudzy, White Power, to w gruncie rzeczy typowi naziści. Lepiej być jednak narodowcem i patriotą niż „lewakiem” rozdającym jedzenie „menelom” z dworca (tak jest przez większość odbierana akcja „Jedzenie zamiast bomb”). W końcu lewica to od razu sierp, młot i Stalin, ale nacjonalizm za to w żadnym wypadku nie jest kojarzony jednoznacznie z nazizmem. Podsumowując, z jednej strony mamy czynnych społecznie ludzi, wyzywanych od hipisów i lewaków z drugiej „apolitycznych” punkowców, którzy autentycznie mają wszelką walkę z systemem i problemy tego świata w kolokwialnie pojmowanej odbytnicy i neo-nazistów, dla których cała reszta to zakamuflowani fani Stalina. Wszyscy nawzajem obrzucają się błotem, szydzą i ewentualnie od czasu do czasu się pobiją. Ot i cała Polska alternatywa. Bunt kosztuje Na koniec warto wspomnieć o jeszcze jednym pięknym zjawisku, charakterystycznym nie tyko dla naszego kraju. Piętnastoletni młodzieńcy obuci w glany i odziani w bojówki, z zaangażowaniem godnym lepszej sprawy obszywający swoje plecaki symbolami niezwykle alternatywnych kapel, takich jak Nirvana czy Kult. Czasem – co dodaje ich buntowi jeszcze więcej autentyzmu – zdarzają im się także zakupy fabrycznie poszarpanych spodni za 200 PLN. Mowa o pozerach, zgrywusach, którzy rzecz jasna – w optyce „apolitycznego” punkowca – również pozostają lewakami, hipisami i komunistami w jednym. Pomimo naszytego wizerunku Che Gevary na koszulce ich świadomość polityczna jest z reguły zerowa. Doskonale mieszczą się w schemacie jakim przygotował dla nich system. To bunt pozbawiony jakichkolwiek głębszych refleksji, skierowany na konsumpcje dokładnie tak samo jak lansowany przez MTV kult dobrze ubranego, beztroskiego młodzieńca. Z tym, że zamiast kupować drogie adidasy za 200 PLN, kupuje się drogie trampki za 200 PLN - wszak reklamowane były na mieście jako przejaw indywidualności… Chodzenie do Mc’Donalda jest złe, ponieważ wspiera bezlitosne korporacje, ale już picie Coca-Coli uchodzi jak najbardziej. Wegetarianizm jest słuszny, ponieważ tak śpiewał w swoim ostatnim utworze anarchistyczny Włochaty. Tolerancja jest OK – o tym w końcu mówił wokalista Pidżamy Porno. Oto podstawy na jakich kształtują się (czy raczej – są kształtowane) poglądy najmłodszych przedstawicieli polskiej „alternatywy”. Ludzie ci, określani mianem kinderów są zwykle obiektem żartów lub też w skrajnych przypadkach agresji ze strony „prawdziwych” punków. To właśnie oni stanowią dla nich uosobienie prawdziwego lewaka i aktywisty, czyli nastolatka, który ulegając modzie sili się na bunt, którego nawet nie rozumie (często zrozumieć w ogóle nie chce) wykazujący ciągoty anarchistyczne i pacyfistyczne pomimo bladego pojęcia zarówno o jednym jak i drugim. Jak wiele ma to wspólnego z lewicą tłumaczyć chyba nie trzeba. Polski zaścianek Na Zachodzie squaty nieraz są czynnie zwalczane przez tamtejszą władzę. W Polsce, mało kto wie o istnieniu jakiejkolwiek sceny alternatywnej czy organizowanych happeningach. Jak wiadomo, w kapitalizmie sprzedać można wszystko. Także bunt. Ubrana w „punkowe” ciuchy za 300 PLN. młodzież stanowi dla systemu więc swoisty „wentyl bezpieczeństwa”. Podlegając tym samym regułom, co licealista wychowany na ekskluzywnych butikach warszawskiej Galerii Mokotów czy fan Bitney Spears, jest jednak nieświadomy swoich działań. Co więcej, jest on przekonany o swojej wyższości nad „szarym tłumem”. Ich system jednak nie musi nadzorować – sam bowiem ich produkuje. Aktywiści tymczasem - zamknięci we własnym świecie - nie zagrażają władzy w jakikolwiek sposób. Ci, którzy uznali, że nie warto się w cokolwiek angażować, siedzą teraz na ławce popijając Komandosa i wypatrując kolejnego długowłosego „hipisa”, którego można by „skroić z naszywki”. Żyją z dnia na dzień. Jeszcze inni, cierpiący na lewakomanię zbierają się nocami w klubach planując jak oczyścić kraj z Murzynów i Żydów i wyczekują pierwszego śniegu kiedy to Polska wreszcie będzie biała. Do wyboru do koloru. |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł» |
|---|
| LabourStart PL |
| Strona startowa kadego zwizkowca. |
|
|
| Strona główna |
| przeszukiwanie portalu |
| kraj |
| świat |
| Ameryka Łacińska |
| kultura |
| gender |
| historia |
| Reductio Ad Absurdum |
| statystyki |
| ruch pracowniczy |