Od Nowego Jorku do Chicago – szlakiem historii Święta Pracy Drukuj Email
Napisał(a): Kamil Łojko [socjalizm.org]   
03.09.2009.
Historia powstania Międzynarodowego Dnia Pracy jest doskonałym przykładem jak trudna była i niestety wciąż taką pozostaje, walka o godność pracownika. Wydarzenia te pokazują, że rzedzący, w momencie realnego zagrożenia ich interesów, nie cofną się przed niczym. Dobitnie potwierdza również, że państwo kapitalistyczne, w wypadku wyraźnego konfliktu między kapitałem a ruchem pracowniczym każdorazowo opowie się po stronie tego pierwszego.

PIERWSZE ŚWIĘTO PRACY


Początki

Autorzy większości opracowań ograniczają się do opisu chicagowskich wydarzeń z placu Haymarket. Tymczasem warto byłoby cofnąć się kilka lat wstecz, gdyż tragedia, która się tam rozegrała jest efektem działań i walki podjętej przez ruch robotniczy wcześniej.

Pierwsza propozycja ustanowienia święta pracy pojawiła się 18 maja 1882 roku na wiecu Centralnego Związku Robotniczego w Nowym Jorku. Jej inicjatorem był socjalista, założyciel i sekretarz generalny Bractwa Cieśli i Stolarzy – Peter J. Mc Guire. Jako najodpowiedniejszy dzień  na obchody zaproponował pierwszy poniedziałek września. Propozycja została przyjęta bardzo entuzjastycznie. W pierwszych obchodach wzięło udział 30 tysięcy osób. Osiem godzin pracy, osiem godzin odpoczynku, osiem godzin na własne potrzeby –  to jedno z głównych haseł niesionych na transparentach.  Rok później w pochodzie brało udział dziesięć tysięcy osób jednak zgodnie z informacjami ówczesnej prasy dziesięciokrotnie więcej osób stało wzdłuż trasy pozdrawiając manifestantów. Na uwagę zasługuje również fakt, że w pochodzie brało udział 150 Afroamerykanów należących do klubu robotniczego Wendella Phillipsa.

Pochód roku 1884 roku był o tyle ważny gdyż Centralny Związek Robotniczy porozumiał się z centralnymi organizacjami innych miast zawierając w wezwaniu bardzo postępowe hasła: „nie będzie żadnych różnic co do koloru skóry; nie będą istniały przesądy rasowe; pominięte zostaną różnice wyznania; wszyscy ludzie będą sobie równi pod warunkiem, że zarabiają na swój chleb powszedni”.  W obchodach wzięli udział, obok robotników z Nowego Jorku również pracownicy najemni z Lynn, Haverhill oraz Buffalo. W 1884 roku w Chicago, na zjeździe Federacji Zorganizowanych Związków Zawodowych i Robotniczych, A.C. Cameron wysunął rezolucję, w której zachęcał do uchwalenia pierwszego poniedziałku września świętem robotników w całym kraju. Zalecał obchodzenie tego święta wszystkim pracownikom najemnym niezależnie do ich płci, narodowości czy zawodu. Rezolucja została przyjęta jednogłośnie. Pierwsze ogólnokrajowe obchody odbyły się 7 września 1885 roku.

Osiem godzin pracy

Jak wspomniano głównym hasłem manifestacji była walka o ośmiogodzinny dzień pracy. W związku z tym na zjeździe na którym ustalono nowe święto postanowiono  przyjąć rezolucję zgodnie z którą: „…począwszy od 1 maja 1886 roku ustawowy dzień pracy będzie trwał osiem godzin i zaleca organizacjom robotniczym, aby w wymienionym czasie dostosowały ustawy swoich okręgów do tej rezolucji”. W tamtym czasie, od 1867, jedynie sześć stanów gwarantowało robotnikom taki czas pracy. W 1868 roku takie uprawnienia Kongres przyznał pracownikom państwowym, jednak już w 1876 roku je anulował. Jak łatwo się domyślić skuteczność ustaw stanowych była nikła. Dodatkowo zawierały one często klauzule zezwalające pracownikom na podpisywanie umów na dłuższy czas niż przewidywała ustawa. Nie zawierały one także środków zabezpieczających.

Przekonani o bezskuteczności walki ustawodawczej robotnicy dążyli do organizacji strajku generalnego. Pomysłodawcą rozwiązania problemu za pomocą strajku był Frank K. Foster. Oczywiście biurokraci związkowi pokroju Powderlya z Rycerstwa Pracy zalecali łagodniejsze i jak zwykle bywa bezskuteczne metody walki. Jednak robotnicy byli nieugięci. Jak każdy biurokrata zatroskany jedynie o swój stołek, wmawiał w swoich przemówieniach, że robotnicy nie są jeszcze dostatecznie uświadomieni aby walka mogła odnieść sukces. Na szczęście dla ruchu związkowego masy są bardziej świadome niż biurokratom mogłoby się wydawać i swoim zaangażowaniem pokazały swój stosunek do zachowawczych i wyalienowanych funkcjonariuszy związkowych, którzy są zasadniczo zwykłymi zdrajcami. Pomimo wezwań Powdrelya masy Rycerzy Pracy popierały walkę żądając od zgromadzenia generalnego przyjęcia rezolucji ustanawiającej 1 maja 1886 roku dniem strajku.

W 1885 roku wezwanie do strajku zostało ponowione. Jednoczenie związkowcy wystosowali apel do wszystkich ludzi pracy którzy nie mieli zamiaru brać udziału w akcji protestacyjnej, aby zaoferowały wszelką możliwą pomoc strajkującym. Federacja opracowała schematy walki. Początkowo w założeniach było podejmowanie rokowań z pracodawcami. Przygotowano projekty rezolucji do podpisania z pracodawcami. Jednak gdyby te metody zawodziły związkowcy byli zdecydowani uciekać się do strajku. Cały mechanizm przedstawiono kierownictwu Rycerzy Pracy. Koncepcja oczywiście pozytywnie przyjęta przez masy po raz kolejny nie została zaakceptowana przez Powderlya. Po raz kolejny zaczął swoje wywody o niedostatecznym uświadomieniu mas, które można skomentować jednym słowem – biurokratyczny bełkot. Początkowo również anarchiści z Międzynarodowego Stowarzyszenia Robotników – tzw. Czarnej Międzynarodówki nie popierali akcji. „Alarm” – periodyk anarchistyczny – komentował to nie tyle jako kompromis, co za usprawiedliwianie systemu kapitalistycznego. Jednak w obliczu ogromnej mobilizacji społecznej musieli oni zweryfikować swoje poglądy obawiając się kolejnego oskarżenia o wyalienowanie z ruchu robotniczego.

Niedziela przed 1 maja była w Chicago dniem ogromnych demonstracji. Wzięło w nich udział 25 tysięcy robotników z 25-ciu organizacji zawodowych zawodowych. We wszystkich stanach trwała agitacja. Pierwszego maja w całym kraju strajkowało około 350 tysięcy robotników w 11600 zakładach. W Chicago robotnicy sparaliżowali całe miasto. Stały zakłady pracy, kolej i transport. Wszyscy walczyli o skrócenia dnia pracy. Skutkiem strajku spełnienie żądań blisko 185 tysięcy robotników. Dodatkowo wielu robotników pracujących do tej pory po dwanaście godzin uzyskało skrócenie tego czasu do dziesięciu czy dziewięciu godzin.

Oczywiście, rządzący nie poddali się bez walki i wielu przedsiębiorców złamało dotychczasowe warunki umów gdy sytuacja nieco się uspokoiła. Z całą pewnością można powiedzieć, że strajk ten odbił się pozytywnym echem i odegrał ogromną rolę w walce proletariatu o lepsze warunki pracy. Jednak jak się później okazało dla Chicago ten dzień był dopiero początkiem walki.

WYDARZENIA NA HAYMARKET

Robotnicze piekło

Pomimo zwycięstwa sytuacja w Chicago była napięta. Narastały konflikty między pracownikami a lokalnymi biznesmenami. Jednym z nich był niejaki McCormick kierujący od 1884 roku firmą McCormick Harvester Co. Próby restrukturyzacji zakładu implikującej zwolnienia ogromnej rzeszy pracowników powodowały, iż jego stosunki ze związkami zawodowymi nie układały się najlepiej. Pociągnęło to za sobą strajk robotników w wyniku którego, właściciel fabryki zmuszony został do radykalnych ustępstw. Nie trwało to jednak zbyt długo. Już w lutym 1886 roku dokonał on zwolnienia wszystkich pracowników. Na ich miejsce powołał całkowicie nową załogę której bezpieczeństwa miała pilnować kilkudziesięcioosobowa grupa ochroniarzy.

Ofensywa pracownicza


Działacze związkowi szybko przeszli do kontrataku. Rozpoczęli przygotowania do demonstracji zapowiedzianej na pierwszego maja. czele demonstracji stał Albert Parsons – związkowiec, anarchio-komunista; opowiadający się także m.in. za równouprawnieniem Czarnych. Pomimo obaw wielu ludzi pochód przeszedł bez rozlewu krwi. Wzięło w nim udział przeszło kilkadziesiąt tysięcy osób.

Do dalszej ofensywy ruszył inny, urodzony w Niemczech związkowiec, anarchista August Spies, redaktor pracowniczego pisma „Arbiter-Zeitung”. Zorganizował on trzeciego maja wiec w trakcie, którego doszło do bójki między wychodzącymi z zakładu McCormicka nowymi robotnikami a demonstrantami. Ponad dwustu policjantów interweniowało używając rewolwerów (nabitych ostrą amunicją ma się rozumieć) i pałek. Trudno jest określić dokładną liczbę ofiar. Według różnych źródeł zginęło od dwóch do pięciu robotników, około sześciu zostało postrzelonych, wiele osób zostało brutalnie pobitych. Spies zbulwersowany brutalnością policji, apelował do robotników aby ci stawili się na demonstracji następnego dnia.

Policyjna rzeź

Wiec przygotowany przez Spiesa, Parsona i Samuela Fieldena miał miejsce na placu Haymarket. Przebiegał zasadniczo bez ekscesów. Obecny na demonstracji Burmistrz Chicago, Carter Harrisom, twierdził później, iż nic nie wskazywało na to że policja będzie musiała interweniować. Pod koniec przemówienia Fieldena na skutek obfitych opadów deszczu na placu pozostało jedynie około 200 osób. Nagle, z nieznanych powodów, 180 policjantów dowodzonych przez kapitana Johna Bienfielda ruszyło do ataku na demonstrantów. Nie pomogły zapewnienia Fieldena, iż demonstracja jest pokojowa.

Chwilę później w stronę policji poszybowała bomba. Na miejscu zginą jeden funkcjonariusz, kilkunastu zostało rannych. W odpowiedzi policjanci otworzyli ogień do demonstrujących. Nie znana jest liczba zamordowanych robotników. Musiała być jednak znaczna skoro w chaosie jaki zapanował na placu, wielu policjantów zostało ranionych przez swoich kolegów.
Reżimowe represje i pokazowy proces

W wyniku tych zajść doszło do ostrych represji skierowanych przeciwko działaczom związkowym. Masowe aresztowania i rewizje stały się codziennością. Zakazano masowych zebrań i demonstracji. Wszystkie te działania były mocno podsycane przez prawicowe i sprzyjające establishmentowi chicagowskie gazety. Ostatecznie przed sądem stanęło osiem osób. W tym trzej główni organizatorzy majowego wiecu i pięciu związkowców, którzy w wiecu nie uczestniczyli!

Proces rozpoczął się 21 czerwca 1886 roku. Wszystkich oskarżono o zabicie policjanta, który zginął na miejscu w wyniku wybuchu. Nikt nie podejrzewał, że w obliczu braku jakichkolwiek dowodów na winę oskarżonych mogą oni zostać ukarani tak surowo. Siedem osób zostało skazanych na śmierć. 11 listopada 1887 roku zostali powieszeni Parson, Engel, Spies i Fischer. Dzień wcześniej w celi odebrał sobie życie Luis Lingg. Pozostali skorzystali z prawa łaski i po siedmiu latach opuścili więzienie. Przyczyniła się do tego kampania prowadzona przez ruch robotniczy w wyniku której wyroki zostały anulowane.
Obecnie historycy podejrzewają, iż bomba została rzucona przez z policyjnego agenta współpracującego z kapitanem Johnem Bienfieldem. Innym podejrzanym jest anarchista Rudolph Schnaubelt współpracujący z policją. W 1900 roku Daily Intelligencer badał dokładnie sprawę również wskazując na Schnaubelta. Było on jedyną osobą która została wypuszczona z aresztu natychmiast po aresztowaniu. Siedem lat po procesie sędzia Gary również sugerował, że to prawdopodobnie on był odpowiedzialny za rzucenie bomby.

W hołdzie poległym

Trzy lata po tragicznych wydarzeniach czyli w 1889 roku II Międzynarodówka uznała 1 Maja Świętem Pracy. Chciano w ten sposób docenić oddanie dla sprawy licznych ofiar jakie w wyniku tych zajść poniósł ruch robotniczy. Na ziemiach polskich pierwsze obchody miały miejsce już w 1890 roku i odbywały się niejednokrotnie wbrew woli zaborców.

***

Mimo wielu lat od tych tragicznych wydarzeń z żalem stwierdzić przychodzi, że w sytuacji robotników niewiele się zmieniło. Czas pracy nadal w wielu przedsiębiorstwach jest dowolnie ustalany przez pracodawców. Prawa pracownicze wciąż nie są respektowane. Historia wydarzeń powinna dać każdemu jasny obraz tego jakie jest miejsce pracownika najemnego w obecnym systemie. Jednoznacznie negatywnie ocenia rolę biurokratów związkowych, pokazuje po czyjej stronie stoi prawo, daje dobitny przykład usłużności policji i innych służb wobec klas posiadających.

Jednak daje nam także nadzieję i siłę do dalszej walki o sprawiedliwszy podział dóbr, wolność, równość i socjalizm!
 
następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing