Sezon ogórkowy na okupowane fabryki Drukuj Email
Napisał(a): Wojciech Figiel [socjalizm.org]   
25.11.2009.
 
W poprzednim numerze („BETON”, nr 1 str. 78) pisaliśmy o ogarniającym całą Europę zjawisku okupacji fabryk przez pracowników. Moda na okupacje nie przemija. Raczej widzimy jak pracownicy powoli uczą się jak walczyć, by zwyciężać.

Trwający nieprzerwanie już od ponad roku kryzys ekonomiczny nie zamierza opuścić świata jeszcze przez co najmniej kolejny rok. Handel światowy, według najnowszych prognoz Światowej Organizacji Handlu, spadnie nie o dziewięć, ale o dziesięć proc. Tak samo beznadziejnie wygląda sytuacja jeśli chodzi o bezrobocie. Co gorsza – w krajach takich jak Polska – większość bezrobotnych nie ma co liczyć nie tylko na zasiłek, ale nawet i na bezpłatną opiekę zdrowotną. Jak informuje „Rzeczpospolita” w wydaniu z trzeciego lipca, ponad 1,3 mln bezrobotnych nie posiadających prawa do pobierania zasiłku (a takich w Polsce jest ponad 80% z ogólnej liczby bezrobotnych) pod koniec lipca może stracić bezpłatną opiekę zdrowotną. Powód? Rosnąca dziura w budżecie.

Wokół okupacji fabryk i tzw. boss-napingu (porywania szefów) ostatnio nawet i w Polsce było głośno. Wprawdzie w Polsce okupacje zakładów pracy wydają się być jeszcze melodią przyszłości, ale warto już teraz przyjrzeć się bliżej temu zjawisku. Kto wie, czy za pół roku albo za rok pracownicy nie zostaną zmuszeni przez szefów do ucieknięcia się do tego rodzaju środków.

Aby zwyciężyć, trzeba walczyć…

Za przykład niechaj znowu posłuży nam sytuacja pracowników brytyjskiej firmy Visteon – podwykonawcy dla Forda. Gospodarka brytyjska wciąż pikuje. Nawet najbardziej optymistyczni dziennikarze gazet reprezentujących interesy finansjery ostrożni są i nie odtrąbili jeszcze „przedwiośnia” po recesji (oczywiście Polscy dziennikarze są na tym tle – a jakże – wyjątkiem). To prawda, że w niektórych fabrykach wznowiono produkcję. Na przykład, jak podaje „The Economist” (04.07.2009), japoński gigant motoryzacyjny Honda, po czteromiesięcznej przerwie, wznowił w czerwcu produkcję w swoich zakładach w Swindon. Mniej szczęścia mieliby pracownicy trzech fabryk firmy Visteon. Mieliby – gdyby nie to, że postanowili wziąć sprawy we własne ręce.

Jak pisaliśmy w ubiegłym numerze „BETON-u”, kilkuset pracowników tej firmy na początku kwietnia przeprowadziło udaną, kilkudniową okupację swoich zakładów pracy. Wprawdzie sądowe nakazy eksmisji zdołały odstraszyć ich od dalszego prowadzenia protestu. jednak mimo opuszczenia fabryki protest był skutecznie kontynuowany. Rozpoczęła się seria nieprzerwanie prowadzonych pikiet. Przez 24 godziny na dobę pracownicy koczowali pod siedzibą zarządu i u wrót fabryki. Domagali się godziwych emerytur oraz odpraw. I udało się. Dzięki determinacji ich samych, pomocy społeczności lokalnych oraz związków zawodowych wywalczono bardzo dobre warunki porozumienia z zarządem firmy. Oto jak Rob Fitch, jeden z organizatorów protestu w fabryce w Basildom, w wywiadzie dla brytyjskiego pisma „Socialist Appeal” komentował podpisane porozumienie:

„Jestem bardzo zadowolony z porozumienia. Pamiętajmy, że szefowie Visteonu odmawiali wypłacenia nam wywalczonej w listopadzie ubiegłego roku 5,25-procentowej podwyżki. Teraz nie tylko oddadzą nam te pieniądze, ale nowa pensja stanie się podstawą do wyliczenia odpraw. Odprawy to 52 pensje tygodniowe oraz płaca za dwanaście tygodni urlopu plus zwrot pieniędzy za niewykorzystany urlop. Dla nas znaczy to bardzo wiele. Na przykład ja, po dwunastu latach pracy w zakładzie, otrzymam odprawę w wysokości 39 000 funtów netto”.

… a jeśli walczysz, możesz zwyciężyć!

Sukcesu pracowników w zakładach Visteon jednak nie można rozpatrywać w odosobnieniu od całości sytuacji polityczno-ekonomicznej w Wielkiej Brytanii. Powoli bowiem działania pracowników z Visteonu stają się wzorem dla innych związkowców, a ciężka sytuacja ekonomiczna i ataki szefów na warunki życia pracowników ujawniają to, co w nich najlepsze – solidarność.

Kilka miesięcy temu dotarły do Polski wiadomości o pracownikach rafinerii w Lindsey, którzy mieli rzekomo być „rasistami” i protestować przeciwko pracownikom migracyjnym (zwłaszcza Polakom ma się rozumieć!). Prawdziwe zamiary szefów z francuskiego koncernu Total, który jest właścicielem zakładu w Lindsey już wkrótce wyszły na jaw. Z początkiem czerwca 51 uzwiązkowionych pracowników otrzymało wypowiedzenia w trybie natychmiastowym. W dzień później rozpisano konkurs na przyjęcie 50 nowych pracowników. Ci jednak nie mieliby już praw związkowych.

Załoga zastrajkowała. Gdy szefowie dowiedzieli się o tym zagrozili zwolnieniem całej załogi. Zastrajkowali więc pracownicy z innych zakładów. A Total w odpowiedzi wręczył wymówienia 670 pracownikom. Ci jednak nie poddali się. Mimo braku poparcia przez ich własny związek zawodowy oddolnie zorganizowali akcję strajkową i wygrali. Jak komentował Keith Gibson, delegat związku GMB: „Wygraliśmy tę walkę, gdyż nie pozwoliliśmy im wybierać kogo chcą zatrudnić, a kogo nie. Wystąpiliśmy wspólnie i wspólnie wygraliśmy”.

Szkoda, że takich doniesień nie sposób doszukać się w polskich mediach głównego nurtu… Na szczęście, jest jednak „BETON”.

Aktywizm popłaca!

Wielu związkowców nie kryło, że inspiracją do protestu byli dla nich okupujący swoje zakłady pracownicy z Visteonu. Protesty pracownicze w Wielkiej Brytanii z ostatnich kilku miesięcy to kolejny dowód na to, że działalność związkowa – owszem – popłaca!

Tymczasem po drugiej stronie Atlantyku, w Wenezueli, w dniach 25 i 26 czerwca spotkało się 200 delegatów z okupowanych fabryk z całego kontynentu. Pracownicy ci pokazali nie tylko jak zorganizować udaną okupację fabryki i oprzeć się stale nękającym ich policji i wojsku. Pokazali również, że problemy fabryk okupowanych są podobne i że mimo dzielących ich zakłady tysięcy kilometrów, łączy ich bardzo wiele. Dlatego też, oprócz przyjęcia deklaracji wzywającej do nacjonalizacji fabryk pod kontrolą pracowniczą, postanowiono by następne spotkanie fabryk okupowanych zorganizować w Buenos Aires i zaprosić na nie gości już z całego świata. Bo fabryki okupuje się nie tylko w Ameryce Łacińskiej i na Starym Kontynencie, ale również w Stanach Zjednoczonych i w Kanadzie, o czym pisaliśmy w ubiegłym numerze „BETON-u”.

Na koniec wróćmy jednak do Wielkiej Brytanii i jeszcze raz oddajmy głos Robowi Fitchowi z Visteonu. Jego słowa najlepiej podsumują to jak szybko pracownicy uczą się w czasie prowadzenia konkretnej akcji protestacyjnej.

„My, pracownicy, co warte podkreślenia przetrwaliśmy to wszystko, bo byliśmy popierani przez wielu. Strajkowaliśmy w trzech fabrykach, ale to nasze koleżanki i koledzy z Belfastu zainspirowali nas do podjęcia okupacji.

Media starają się za wszelką cenę oczernić aktywizm związkowy. Ale dla mnie bycie aktywistą to walka o to, w co wierzysz. Aktywista to taki pracownik, który nie poddaje się i nie przyjmuje biernie tego, co dzieje się w jego zakładzie pracy. Jesteśmy dumni z tego, że walczyliśmy o nasze prawa. Nasze zwycięstwo pokazuje, że aktywizm popłaca.

Mam nadzieję, że ludzie przyswoją naukę płynącą z naszego protestu. Nie mieliśmy po prostu innego wyjścia i mimo braku doświadczenia musieliśmy podjąć walkę. Wielu z nas tak naprawdę nie wiedziało do końca jak się zachować. Ta walka była dla nas niczym chrzest bojowy. Ale uważamy, że stanęliśmy na wysokości zadania i dumni jesteśmy z tego, co osiągnęliśmy.

Chciałbym zwrócić się do wszystkich pracowników z apelem o włączenie się w prace związków zawodowych. Działajcie, bo ta walka jest też i Waszą walką!”
 
następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing