Ruch pracowniczy na rozdrożu Drukuj Email
Napisał(a): Agata Rozenberg i Wojciech Figiel [socjalizm.org]   
01.09.2009.
Ponad 150-letnia historia ruchu robotniczego pełna jest doświadczeń do których dziś warto się odwołać. Mogą one bowiem pomóc zrozumieć i zmieniać obecną sytuację.
Zadymiarze, burzyciele porządku publicznego marnotrawiący pieniądze podatników. To najkrótsza charakterystyka związkowców i całego ruchu pracowniczego nakreślona przez media. Im silniejszy jest globalny kryzys gospodarczy, tym więcej agresji okrasza powyższy szkicowy zaledwie opis. Jednak o relacji między ruchem związkowym a kryzysem mówi się rzadko.

Od niewielkich grup do masowych partii


Rozwój ruchu pracowniczego jest ściśle związany z dziejami kapitalizmu. Od z górą dwustu lat robotnicy wyrażali swój protest wobec systemu brutalnego wyzysku . Najpierw dochodziło do wypadków niszczenia maszyn (koniec XVIII wieku – początek rewolucji przemysłowej w Wielkiej Brytanii), spontanicznego zatrzymywania produkcji, a nawet zbrojnych wystąpień. W czasie jednego z nich zdesperowani pracownicy przemysłu włókienniczego opanowali na kilka dni cały Lyon, a protest musiało tłumić wojsko (1831, 1834). Buntujący się byli zrozpaczeni swoją sytuacją i zdesperowani, ale nie umieli wskazać, do czego dokładnie dążą.

Sytuacja zmieniła się po publikacji „Manifestu Komunistycznego” w 1848 roku. Analiza filozoficzna, ekonomiczna i społeczna dokonana przez Karola Marksa i Fryderyka Engelsa otworzyła nową perspektywę w spojrzeniu na rzeczywistość. Wskazała przyczyny wielu zachodzących w społeczeństwie procesów, w tym nędzy pracowników. Oczywiście wydanie tego tekstu nie miało skutków natychmiastowych. Początkowo zwolennicy socjalizmu naukowego byli nieliczni, potrzebne były całe lata rozpraw politycznych, trafnych prognoz i żmudnej pracy na rzecz stworzenia masowego ruchu robotniczego, by idee marksistowskie trafiły do szerszego grona odbiorców.

Wydarzenia te rozgrywały się na tle skrajnie antypracowniczej polityki prowadzonej przez wszystkie ówczesne rządy europejskie. Skierowana ona była zasadniczo na gromadzenie i pomnażanie zysków wielkich właścicieli. Robotnik dostawał tyle, żeby móc samemu przeżyć i wychować nowe pokolenie niewolników pracy najemnej. W tej sytuacji idee głoszące wyzwolenie pracowników poprzez ich własne działania, równość i powszechny dostęp do dóbr cywilizacyjnych szybko zyskały zwolenników.

Druga połowa XIX wieku to początek budowy międzynarodowych struktur ruchu pracowniczego. W 1864 roku zostało utworzone Międzynarodowe Stowarzyszenie Ludzi Pracy (I Międzynarodówka), którego zadaniem było koordynowanie działań organizacji robotniczych na skalę światową oraz wzajemna pomoc. Siedem lat później, w bohaterskim zrywie, robotnicy i inteligencja Paryża na trzy miesiące zawładnęli stolicą jednej największych europejskich potęg. Na miejskim ratuszu wywieszono czerwony sztandar, a rewolucjoniści paryscy mieli do dyspozycji blisko ćwierć miliona gwardzistów i zbuntowanych żołnierzy, artylerię i wystarczające zapasy amunicji. Historycy – również prawicowi – oceniają, że w tym momencie siły rewolucyjne były w stanie obalić ówczesny rząd. Niestety komunardom sytuacja wymknęła się spod kontroli, a ruch utopiono w morzu krwi.

Różne drogi, różne cele

Brak spójnej koncepcji politycznej przesądził o straceńczym losie paryskich komunardów.  To było zresztą największą słabością ruchu pracowniczego u jego zarania. Zdobywający dopiero polityczne szlify zwolennicy Marksa działali wśród robotników na równi z utopistami czy też anarchistami, głosicielami tworzenia spółdzielni robotniczych lub też niszczenia fabryk. Między tymi nurtami stale toczyła się dyskusja, a to sami pracownicy wybrać mieli najlepszą dla siebie propozycję. To ich własne doświadczenia oraz poparcie udzielone marksistom, a nie – jak twierdzi oficjalna historiografia – narzucanie idei i rozwiązań, wpłynęło na dalszy rozwój ruchu.

Klęska Komuny Paryskiej zahamowała na pewien czas powstawanie organizacji pracowniczych, jednak na dłuższą metę nawet najbardziej brutalne, masowe represje – a tych wówczas nie brakowało – nie były w stanie już tego procesu zatrzymać. Socjaliści zyskiwali mandaty w krajowych parlamentach, tworzyli partie polityczne, zakładali związki zawodowe. Ich siła zmusiła rządzących do ustępstw. Zalegalizowano pracownicze organizacje, wprowadzono prawo pracy, ograniczono pracę nieletnich. Równocześnie, aby zneutralizować coraz silniejszy ruch, rządy podjęły próby skanalizowania go, by móc go w jakiś sposób kontrolować. Dopuszczano do składów rad ministrów pojedynczych działaczy socjalistycznych, czyniąc tym samym ich partie współodpowiedzialnymi za antypracowniczą politykę rządów, promowano odpowiedzialną rezygnację z rewolucji na rzecz rozłożonych na wiele dziesięcioleci reform.

Wzrost znaczenia partii socjalistycznych zbiegł się z długim okresem wzrostu gospodarczego. Wywołało to pośród niektórych przywódców ruchu tendencje do ułożenia się z przedstawicielami kapitału, w nadziei na osiągnięcie pewnych ustępstw z ich strony. Z czasem, z powodu słabych efektów tej polityki, doszło to do wykształcenia się warstwy biurokratycznej, która żyjąc z pieniędzy pracowników powoli, acz systematycznie traciła kontakt z realiami życia ludzi, których reprezentowała. Politycznym wyrazem tego procesu było powstanie małej, ale bardzo hałaśliwej grupy tzw. rewizjonistów – działaczy wysokiego szczebla, którzy nadzieje na zmiany społeczne wiązali już nie z radykalnymi przeobrażeniami i zerwaniem z systemem opartym na wyzysku człowieka przez człowieka, ale raczej ze spokojnym negocjowaniem warunków pracy u przemysłowców i polityków klas posiadających (reformizmem). Głosząc odpowiedzialność i polityczny realizm z czasem zupełnie odeszli od postulatu budowy socjalizmu. Przypieczętowaniem tego procesu był rok 1914, kiedy to ich przedstawiciele poparli udział swoich państw w pierwszej wojnie światowej. Od tamtej pory jedyne pozytywne zmiany reformiści wprowadzali tylko wówczas, gdy nacisk ze strony pracowników był na tyle duży, że nie dało się go zignorować bądź skanalizować.

Nowe realia – te same problemy

Manifestacje, strajki, okupacje zakładów pracy to metody walki używane równie często na przełomie XIX i XX wieku, jak i dziś. Nie oznacza to jednak, że ruch pracowniczy jest reliktem przeszłości, który nie chce dostrzegać zachodzących w świecie zmian. Wskazuje to raczej na fakt, że podstawowe postulaty ludzi pracy nadal w wielu miejscach świata czekają na realizację. Całe kontynenty – Azja, Afryka, większa część Ameryki Południowej – w praktyce nie realizują w ogóle nowoczesnych standardów pracy, a upomnienie się o podstawowe prawa zatrudnionych grozi śmiercią. Taki los co roku spotyka setki działaczy często nielegalnych związków zawodowych. Również kraje o zdawałoby się ugruntowanej, przez dziesiątki lat walki o prawa pracownicze, tradycji prospołecznej w ostatnich latach stają się miejscem coraz mniej przyjaznym pracownikom, tnąc wydatki na cele społeczne i przyzwalając pracodawcom na łamanie prawa.

Skutki tego procesu są fatalne. Spada poziom życia pracowników, rośnie przepaść majątkowa między zatrudniającymi a zatrudnianymi. Wyzysk ekonomiczny, nieodłączny komponent systemu kapitalistycznego, bynajmniej nie maleje.  Wciąż mamy do czynienia z epidemią ekonomiczną, zwaną kryzysem nadprodukcji. Periodycznie gospodarka wolnorynkowa dławi się wyprodukowanymi towarami, gdyż stale zwiększająca się produkcja w pewnym momencie zaczyna przewyższać zapotrzebowanie na nią (w ramach możliwości finansowych konsumentów). Jedyną receptą na dalszy wzrost gospodarczy jest destrukcja kapitału, miejsc pracy i pogorszenie warunków zatrudnienia w celu uzyskania odpowiednio opłacalnej, z punktu widzenia przedsiębiorców, stopy zysku.

Być albo nie być ruchu pracowniczego


Długotrwałemu kryzysowi obecnego systemu efektywnie może sprzeciwić się tylko jedna siła – ruch pracowniczy. To pracownicy bowiem są najbardziej zainteresowani produkowaniem, tworzeniem i budowaniem – wszak to właśnie dzięki temu otrzymują pieniądze na życie. Chociaż pracownicy najemni wciąż stanowią większość współczesnych społeczeństw, to działania liderów ruchu pracowniczego są znacznie mniej efektywne niż przed stu laty. Dyskusja wokół problemów trapiących na co dzień pracowników została niemalże całkowicie zastąpiona negocjacjami z przedstawicielami rządów i pracodawcami. Negocjacjami, w których walczy się nie o postulaty wypływające z dyskusji wśród załóg, lecz o okruchy zaproponowane przez drugą stronę. Jeżeli ruch pracowniczy ma stanowić realną alternatywę wobec do panującego dziś porządku ekonomicznego, musi wrócić do swych najlepszych tradycji. Demokracja w partiach lewicowych i związkach zawodowych w momencie ich powstawania nie polegała bowiem na wrzucaniu co jakiś czas kartek do urny, czy wygłaszaniu przemówień, lecz na wypracowywaniu przez szeregowych członków organizacji zakładowych rozwiązań, które następnie z żelazną konsekwencją były realizowane przez wybranych reprezentantów. Jeśli owi przedstawiciele nie wywiązywali się z przyjętych na siebie obowiązków, byli natychmiast odwoływani. Ich wynagrodzenie natomiast nie przekraczało średniej płacy wykwalifikowanego robotnika. Organizacje pracownicze – związki, kluby, partie, stowarzyszenia – utrzymywały się nie z dotacji rządowych, a ze składek pracowniczych, co czyniło je niezależnymi od wszelkich nacisków. Działania podejmowane poprzez tak zorganizowane struktury doprowadziły do spektakularnego rozwoju ruchu pracowniczego i w konsekwencji – widocznej poprawy warunków bytowych pracowników najemnych.

W obliczu galopującego kryzysu i wrogiej ofensywy medialnej, ruch pracowniczy potrzebuje debaty nad jego dalszym kształtem i rolą w społeczeństwie. Socjaliści będą inicjowali i brali udział w takiej debacie, prezentując te postulaty, które naszym zdaniem mogą doprowadzić ruch do zwycięstwa. W ciągu ostatniego półtora wieku zasadnicze problemy świata pracy nie zmieniły się. Zmieniła się tylko ich skala. Ostatnie lata pokazały też szczególnie dobitnie, że ani zjednoczona Europa, ani odpowiedzialne negocjacje z pracodawcami, ani kompromisy nie są w stanie zahamować stopniowej erozji praw pracowniczych. Nadszedł już czas – powtórzmy – by ruch pracowniczy wrócił do swoich najlepszych tradycji, które w praktyce udowodniły swą skuteczność. Tradycji mobilizacji, oddolnej demokracji i zdecydowanych, bezkompromisowych działań.
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing