|
Połowa ludzkości zarabia około 5% światowego dochodu. |
| Rok 2008 - "początki początków" ruchu pracowniczego w Polsce |
|
|
| Napisał(a): Piotr Kuligowski [socjalizm.org] | |
| 13.12.2008. | |
|
Represje wobec działaczy związkowych Dnia 31 grudnia 2007 roku hipermarket Auchan z Zielonej Góry zwolnił dyscyplinarnie działacza Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Inicjatywa Pracownicza Piotra Krzyżaniaka. Zdaniem dyrekcji firmy powodem takiej decyzji było dokonanie przezeń kradzieży 5 tys. złotych, jednak według kolegów – związkowców faktycznym powodem pozbawienia pracy Krzyżaniaka była przezeń współorganizowana pikieta, która odbyła się 15 grudnia pod hipermarketem. Ponadto odważnie nagłaśniał on w mediach przypadki łamania praw pracowniczych w Auchan, takie jak np. nielegalne formy zatrudniania nieletnich, nie przestrzeganie zasad BHP i zwalczanie samorządności pracowniczej. W ramach solidarności wewnątrz ruchu w całej Polsce pod hipermarketami należącymi do owej, francuskiej sieci odbywały się pikiety, podczas których rozdawano ulotki i informowano klientów o antypracowniczych praktykach w firmie. W trakcie trwania rozpraw sądowych pomiędzy Krzyżaniakiem a dyrekcją Auchan poszkodowany znalazł pracę w Tesco, skąd także został zwolniony. Agencja pracy, za pośrednictwem której ów został zatrudniony poinformowała go, że firma nie była zadowolona z jego pracy, jednak zdaniem związkowców powodem zwolnienia ponownie była działalność związkowa Krzyżaniaka i jego zaangażowanie w stworzenie komisji międzyzakładowej. 25 czerwca odbyła się ostatnia rozprawa przeciwko nielegalnemu usunięciu z pracy w Auchan. Sąd przychylił się do dwóch najważniejszych postulatów związkowca: cofnięto dyscyplinarne zwolnienie i odstąpiono od roszczenia 5000 złotych, o których przywłaszczenie został on przez pracodawcę oskarżony. Dnia 30 czerwca 2008 roku inny działacz OZZ IP – Bartosz Kantorczyk przebywając na urlopie otrzymał informację, ze został dyscyplinarnie zwolniony z Poczty Polskiej. Odbyło się to w sposób nielegalny, bowiem działacz związkowy jest osobą chronioną prawem i takie działanie sprzeczne jest z co najmniej trzema ustawami: o związkach zawodowych, o rozwiązywaniu sporów zbiorowych oraz z Kodeksem Pracy. Według władz przedsiębiorstwa bezpośrednią przyczyną zwolnienia miała być odmowa zabierania przezeń większych ilości gotówki w rejon ze względów bezpieczeństwa. Zdaniem innych pracowników faktycznym powodem pozbawienia pracy Kantorczyka było to, że w 2006 roku zainicjował on strajk listonoszy, a ponadto wcześniej wygrał w Sądzie Pracy sprawę o naruszanie przez Pocztę Polską art. 218 Kodeksu Karnego. Ostatnia rozprawa o przywrócenie go do pracy miała miejsce 20 października i zakończyła się fiaskiem. Przykładów tego typu represji przeciwko działaczom pracowniczym było w 2008 roku znacznie więcej. Obchody Święta Pracy w 2008 roku Wbrew lansowanej przez prawicowych polityków i mainstreamowe mass - media tezie 1 maja nie wygasł wraz z końcem Polski Ludowej, ale jest nadal obchodzony w bardzo wielu miastach na terenie naszego kraju. Nie inaczej było także w tym roku. W całej Polsce odbyły się pochody, pikiety, wiece i pikniki. Dla uczczenia Święta Pracy ulicami Warszawy pomaszerowały trzy pochody. W największym, zorganizowanym przez Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych udział wzięły aż trzy tysiące osób. Odbył się on pod hasłem: „Najpierw człowiek, potem zysk”. Wszyscy mówcy zwrócili uwagę na konieczność bronienia przez lewicowych działaczy zagrożonych praw pracowniczych oraz bezwarunkowej obrony korzystnych zapisów z Kodeksu Pracy przed zakusami neoliberałów z PO i środowisk biznesowych. Mniejszy pochód, w którym maszerowało około 250 osób zorganizowały środowiska ekologiczne i anarchistyczne. Jego uczestnicy wyrazili swój sprzeciw wobec nadużywania elastycznych form zatrudnienia, takich jak umowy cywilnoprawne, jak również wobec represji w miejscu pracy oraz planów antyspołecznych zmian w Kodeksie Pracy. Trzecia demonstracja, zorganizowana przez środowiska tzw. „radykalnej lewicy” odbyła się pod hasłem: „Mniej pracy, więcej płacy” i skupiła ona około 150 – 200 osób. W przemówieniach z całą surowością rugowano eksmisje na bruk, łamanie przepisów prawa pracy przez pracodawców oraz instalowanie w Polsce elementów tarczy antyrakietowej. Masowy pochód miał miejsce także w Łodzi, ulicami której przemaszerowało około tysiąca osób. Mniejsze wiece i manifestacje odbyły się w wielu miastach, np. w Bydgoszczy, Krakowie, Lublinie, Częstochowie czy Katowicach. Strajk w „Budryku” W nocy z 12 na 13 grudnia 2007 roku dwoje górników ze Związku Zawodowego „Kadra” z powodu fiaska w negocjacjach z zarządem Jastrzębskiej Spółki Węglowej rozpoczęło protest głodowy w kopalni „Budryk” w Ornontowicach. Cztery dni wcześniej na terenie kopalni odbyło się referendum strajkowe, w którym aż 86 proc. załogi opowiedziało się za tą właśnie formą wyrażenia swego niezadowolenia. 17 grudnia do bezterminowego protestu dołączyli także pracownicy z Wolnego Związku Zawodowego „Sierpień 80” oraz Związku Zawodowego "Jedności Pracowników Budryka". Ich głównym postulatem był wzrost płac o 700 zł, tak aby wyrównać pensje w Jastrzębskiej Spółce Węglowej, gdyż pomimo wysokiej, dwukrotnie wyższej od średniej krajowej wydajności pracy zarobki górników z „Budryka” były bardzo niskie. Dodatkowym czynnikiem determinującym działania pracowników były bardzo dobre wyniki finansowe JSW. Determinacja załogi była tak duża, że protestowała ona przez 46 dni. Strajk zakończył się porozumieniem podpisanym 31 stycznia, na mocy którego górnicy dostali podwyżki o średnio 10 – 20 proc. (czyli ok. 490 zł na osobę) oraz wyrównanie za ubiegły rok. To o 200 zł mniej, niż żądali strajkujący. Ponadto na mocy zawartego porozumienia powstała specjalna komisja, która zajmuje się standaryzacją płac w spółce. Jej zadaniem jest doprowadzenie do tego, by w 2010 roku wszyscy górnicy zatrudnieni w JSW na tych samych stanowiskach zarabiali tyle samo. Oprócz tego zarząd kopalni zobowiązał się do nierepresjonowania osób, które wcześniej brały udział w proteście. Warto podkreślić także że wbrew temu, co starały się wmówić społeczeństwu mainstreamowe mass - media podczas strajku nie było żadnego konfliktu wewnątrz załogi, a jedynie spór pomiędzy bojowo nastawionymi górnikami, a kilkudziesięciu nadsztygarami - łamistrajkami z Solidarności. Większość osób była po stronie protestujących i nie przychodziła do pracy. Przyczyniło się to do wzrostu świadomości politycznej załogi, gdyż później górnicy nie chcieli pracować pod nadsztygarami z NSZZ, tylko starali się sami organizować. Strajku nieomal przez to nie powtórzono. Innym, mitologicznym konstruktem wykreowanym przez media było stwierdzenie, iż w pewnym momencie do pracy powrócić chciało aż trzystu zatrudnionych w kopalni. Ta informacja nie wytrzymuje jednak konfrontacji z faktami, bowiem w rzeczywistości gros tych osób stanowili pracownicy firm zewnętrznych. A zresztą nawet, gdyby znalazło się wielu szeregowych, zmęczonych i załamanych górników, to i tak należałoby wspierać tych, którzy strajkowali, bowiem racja w tym przypadku była niewątpliwie po ich stronie. Nauczyciele w walce o należne prawa W ciągu całego 2008 roku byliśmy świadkami olbrzymich mobilizacji w środowisku nauczycielskim i wielkiej determinacji w walce o należne im prawa i godne zarobki. Już 18 stycznia ulicami Warszawy przeszła demonstracja pracowników oświaty zorganizowana przez Związek Nauczycielstwa Polskiego. Protestujący domagali się między innymi podwyżek w wysokości 600 zł brutto dla nauczycieli stażystów oraz 1100 zł dla nauczycieli dyplomowanych. Ponadto wysunęli oni szereg propracowniczych propozycji zmian w Karcie Nauczyciela. Premier Donald Tusk obwieścił wtedy, że nie ma zamiaru rozmawiać ze strajkującymi. Nauczyciele nie stracili jednak animuszu i 27 maja 70 proc. placówek oświatowych zastrajkowało. Jako pierwsze protest zorganizowany przez Związek Nauczycielstwa Polskiego rozpoczęły przedszkola; około godziny 8:00 dołączyły do nich szkoły. Powodem tak masowego strajku były nie tylko niskie płace, ale także brak jakichkolwiek prób prowadzenia dialogu ze strony rządu PO - PSL. Prezes ZNP Sławomir Broniarz zwrócił uwagę na fakt, że mimo iż strona rządowa tak chętnie odmienia słowa „dialog”, „zaufanie” i „współpraca” przez wszystkie przypadki, to jednak w praktyce w sposób bezczelny lekceważy ona partnera społecznego. W dniu rozpoczęcia roku szkolnego – 1 września 2008 roku w Warszawie odbyła się kolejna nauczycielska demonstracja, która tym razem zgromadziła około tysiąca osób. Odbyła się ona przed gmachem Ministerstwa Edukacji Narodowej. Wcześniej, podczas obrad Zarządu Głównego ZNP podjęto uchwałę zobowiązującą związek do wejścia w spór zbiorowy w przypadku, gdyby rząd nie podjął natychmiastowych działań prowadzących do zawarcia porozumienia w sprawie przyszłości systemu oświaty w Polsce, a także warunków pracy, płacy i emerytur nauczycieli. Wejście w spór zbiorowy otworzyło drogę do rozpoczęcia – po raz kolejny - legalnego strajku, jeśli zaszłaby taka potrzeba. Ponadto związkowcy potępili postępującą decentralizację polskiego szkolnictwa, która może skutkować nie tylko radykalnym obniżeniem jakości edukacji, ale także zamknięciem wielu szkół na terenie całej Polski. 19 listopada dwa tysiące nauczycieli demonstrując przed Sejmem domagało się zachowania dotychczasowych uprawnień emerytalnych. Porozumienie w sprawie tych świadczeń zostało zawarte dopiero 5 grudnia, kiedy to Platforma Obywatelska, Polskie Stronnictwo Ludowe i Lewica dogadały się z ZNP w sprawie tzw. emerytur przejściowych. Będą one wypłacane do 2024 roku nauczycielom w wieku 55 lat z minimum dwudziestoletnim stażem pracy. Ich wysokość wyniesie ok. 80 proc. emerytury pomostowej w danym roku. Ponadto osoby z nich korzystające nie będą mogły pracować w szkole ani podejmować żadnej działalności gospodarczej. Według wstępnych wyliczeń, z możliwości przejścia na wcześniejszą emeryturę będzie mogło skorzystać 200 tys. osób, a koszt całej operacji wyniesie 4 mld zł. Zdaniem Rady Sekcji Krajowej Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” owo porozumienie jest zdradą nauczycieli i skazuje ich ono na głodową egzystencję. Sprawa emerytur pomostowych 6 listopada w Sejmie, a dwa tygodnie później w Senacie odbyło się głosowanie w sprawie tzw. „emerytur pomostowych”. Przeforsowana – pomimo braku porozumienia pracodawców i strony rządowej z przedstawicielami związków zawodowych ustawa zmniejsza ilość osób uprawnionych do otrzymywania tego rodzaju świadczeń z miliona do 250 tys. osób. Przewiduje ona także, że emerytury pomostowe będą przysługiwać jedynie osobom urodzonym po 1 stycznia 1948 roku, które do 1 stycznia 1999 roku przepracowały co najmniej 15 lat w szczególnych warunkach albo wykonywały pracę o szczególnym charakterze. Obecnie jedyną możliwością nie wejścia w życie niekorzystnych dla pracowników zmian jest prezydenckie weto, do którego nawołują Lecha Kaczyńskiego największe centrale związkowe – NSZZ „Solidarność” i OPZZ. Ponadto pracownicy wielu branż, którzy zostali pozbawieni prawa do przechodzenia na wcześniejsze emerytury są zdeterminowani do dalszej walki i zapowiadają strajki. *** Nakreślone powyżej wydarzenia, które miały miejsce w ruchu związkowym w 2008 roku są oczywiście jedynie bardzo ogólnym ujęciem problemów, z którymi borykać musieli się przeciętni pracownicy. Miniony rok bowiem, pomimo iż obfitował w wiele antypracowniczych projektów rządu i organizacji zrzeszających pracodawców był dla rozwoju polskiego ruchu pracowniczego raczej pozytywny. Po primo skrajnie antyspołeczna polityka neoliberalnego establishmentu pokazała pracownikom, że tylko poprzez wspólne działania kilku związków zawodowych można skutecznie przeciwstawiać się niekorzystnym projektom. Secundo: dwanaście ostatnich miesięcy przyniosło spore, jak na polskie warunki, przeobrażenia w społecznej świadomości. Globalny kryzys ekonomiczny, plany prywatyzacji służby zdrowia, chęć odebrania pracownikom prawa do wcześniejszych emerytur, represje wobec działaczy związkowych, brak dialogu społecznego et cetera – wszystko to sprawiło, że słowa takie jak „strajk”, „związek zawodowy” czy choćby „lewica”, które do tej pory zdawały się być zarezerwowane wyłącznie dla działaczy na lewej stronie sceny politycznej pojawiły się także w debacie publicznej i przestały być pejoratywnie pojmowane w społeczeństwie. Mimo tego nie należy jednak popadać w nadmierny optymizm. Polski ruch pracowniczy nadal jest w dużym stopniu zbiurokratyzowany i zatomizowany oraz nie stawia przed sobą jasno określonych celów, które prowadziłyby do daleko idących przekształceń w systemie społeczno - ekonomicznym, prowadząc jedynie doraźne działania przeciwko niechcianym projektom rządu. Także owe akcje protestacyjne, które zostały powyżej nakreślone w telegraficznym skrócie to co najwyżej „początki początków”. |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł» |
|---|
| Strona główna |
| przeszukiwanie portalu |
| kraj |
| świat |
| Ameryka Łacińska |
| kultura |
| gender |
| historia |
| Reductio Ad Absurdum |
| statystyki |
| ruch pracowniczy |