Doświadczenia rewolucji węgierskiej Drukuj Email
Napisał(a): Agata Rozenberg [socjalizm.org]   
19.08.2008.

21 marca 1919 została proklamowana Węgierska Republika Rad. Entuzjazm dla zwycięstwa robotników rosyjskich z listopada 1917 popchnął węgierskich pracowników, by również położyć kres wieloletniemu wyzyskowi i nędzy.  Ich państwo przetrwało jednak tylko trzy miesiące i zostało, jak wiele ruchów wcześniej i później, utopione we krwi przez międzynarodowych „obrońców demokracji i pokoju”. Heroizm walczących o lepszą przyszłość Węgrów pozostaje jednak niezwykle ważną – choć niestety nieco zapomnianą – lekcją dla ruchu robotniczego na całym świecie.

Na początku XX stulecia obszar zamieszkany przez Węgrów wchodził w skład wielonarodowego imperium habsburskiego. Jego gospodarka oparta była przez całą II połowę XIX wieku na przestarzałych, półfeudalnych stosunkach produkcyjnych. Wpływy w kraju należały niepodzielnie do kilku rodzin szlacheckich, od „kompromisu” w 1867 także węgierskich, zarządzających z pokolenia na pokolenie ogromnymi latyfundiami. 85% całej uprawnej ziemi znajdowało się w rękach 5% Węgrów. Większości społeczeństwa, dla której praca na roli była jedynym źródłem utrzymania, pozostawało uprawianie pozostających skrawków słabej ziemi lub też wynajęcie się do pracy w cudzym majątku (a często jedno i drugie). Wszystko to miało miejsce w okresie, gdy tego rodzaju gospodarka była już w Europie ewidentnym przeżytkiem. Prowadziło do ogromnej nędzy blisko ? węgierskich pracowników, harujących przez cały rok po kilkanaście godzin. Na dziesięcioro urodzonych w ich rodzinach dzieci roku dożywała czwórka. Standardem było zamieszkiwanie przez kilka rodzin w jednej, prymitywnej chacie. Szerzyły się epidemie – gruźlica zbierała tak wielkie żniwo, że zyskała sobie w Europie miano „choroby węgierskiej”.Na problem ekonomiczny Węgier nakładała się skomplikowana sytuacja narodowościowa.  Jedyną alternatywą przez całe dekady zdawała się być emigracja – tylko w okresie od 1891 do 1914 dwa miliony Węgrów wyjechało do niewiele lepszej pracy w Stanach Zjednoczonych. Dopiero początek XX wieku przyniósł pierwsze zorganizowane protesty. W 1905 dziesięć tysięcy najemnych robotników rolnych porzuciło pracę. W rok później liczba ta była już dziesięć razy większa.

Kapitalizm pojawił się na Węgrzech – w najbardziej zacofanej części Austro-Węgier - dopiero pod koniec XIX wieku. Rozwijał się w sposób typowy dla krajów zacofanych – w oparciu o banki i kapitał zagraniczny, głównie niemiecki. Stara arystokracja doskonale odnalazła się w rolach kapitalistów oraz pełniących wysokie funkcje w nowopowstałych koncernach, także rodząca się burżuazja zakorzeniła się w panującym systemie i nie miała zamiaru domagać się zmian. Pojawienie się wielkiego przemysłu spowodowało jednak pojawienie się całej nowej klasy – robotników przemysłowych, którzy choć mało liczebni (17% zatrudnionych w przemyśle w 1910 roku), byli za to wyraźnie skoncentrowani w rejonie Budapesztu.

Wybuch I wojny światowej został powitany z radością przez kościół i partie związane z klasą posiadającą, w tym „liberalną” Partię 1848. Entuzjazm ten przestał udzielać się pracownikom, gdy ujawniła swoje oblicze surowa wojenna rzeczywistość – wydłużenie czasu pracy do 60 godzin, obniżki płac, 51 procentowa inflacja, a wreszcie zupełny upadek przemysłu i związane z tym bezrobocie. W tym samym czasie dwa miliony Węgrów zginęło, walcząc w armii Austro-Węgier. Dalsze tysiące, chcąc uniknąć takiego losu, dezerterowały. Lata 1915 i 1916 były jedną falą coraz lepiej zorganizowanych strajków. Gniew robotniczy zaczął w końcu niepokoić także i klasę posiadającą, która wyraźnie podzieliła się w kwestii dalszego działania. W 1915 hrabia Karolyi założył Partię Niepodległości, opierającą się na antyniemieckich i pacyfistycznych hasłach, jak i próbującą znaleźć wsparcie Ententy.

Działania te nie wystarczały jednak, by skanalizować coraz bardziej zdeterminowany ruch robotniczy. Wybuch rewolucji lutowej w Rosji stał się kolejnym bodźcem do działania. 1 maja 1917 był dniem potężnej fali spontanicznych manifestacji i strajków. Wystarczyły one, by obalić rząd księcia Tiszy, nie wystarczyły, by stworzyć rząd robotniczy. Nadal brakowało świadomego, dobrze przygotowanego teoretycznie kierownictwa. Nowy rząd starał się utrzymać resztki wpływu na wydarzenia manewrując między klasami i idąc na ustępstwa nawet wobec tradycyjnej siły lewicowej, Partii Socjaldemokratycznej (SDP). Strajki jednak nie ustawały, chociaż oprócz posiadaczy znalazły nieoczekiwanych wrogów w związkowej biurokracji, a zyskały jeszcze na sile, gdy na Węgry dotarła wieść o rewolucji październikowej.

18 stycznia 1918 to dzień generalnego strajku antywojennego i zarazem początek serii masowych protestów z udziałem zarówno pracowników, jak i żołnierzy. Rząd odpowiedział rozszerzeniem prawa do głosowania, wierząc, że częściowe ustępstwa spacyfikują ruch. O wiele istotniejsze dla jego zatrzymania było jednak zachowanie liderów związkowych, którzy – niewiele mniej przerażeni efektem strajku – już po czterech dniach nakazali powrót do pracy. Nie na długo. Na Węgrzech zaczęły powstawać rady robotnicze i żołnierskie, domagające się pokoju, głosowania powszechnego, a wreszcie, w ślad za zwycięską rewolucją rosyjską – władzy w ręce demokratycznie obranych rad. 20 czerwca to kolejny strajk, rozpoczęty przez proletariat Budapesztu, a następnie rozprzestrzeniający się na cały kraj. I tym razem po dziesięciu dniach protestu sami przywódcy związkowi nakazali jego zaprzestania. Przedłużyli tym samym życie rządu do jesieni. Wtedy nieunikniona klęska Niemiec i Austro-Węgier wywołała kolejną falę buntów. Stary aparat państwowy zawalił się sam pod presją kolejnych, niekończących się manifestacji i strajków. Władza leżała na ulicy, ale masom nadal brakowało kierownictwa. Pozwoliło to klasom posiadającym opanować pierwszy moment paniki i pośpiesznie zmontować rząd Karolyiego, godząc się również na proklamację republiki węgierskiej 29 października. Ale to nie wystarczyło, by skłonić robotników do powrotu do domów. Nie byli oni wprawdzie w stanie dokładnie określić, czego chcą, ale świetnie wiedzieli, z czym chcieliby skończyć – z całym systemem opartym na zysku i monstrualnych nierównościach społecznych. „Niech żyją niezależne, demokratyczne Węgry!”, „Precz z arystokracją!”, „Precz z wojną!” - rozlegało się w całym Budapeszcie.

Budapeszt jesienią 1918 przypominał Piotrogród w lutym 1917. Ten sam spontaniczny entuzjazm, te same masy robotnicze, szybko zdobywające nowe doświadczenia, te same samorzutnie tworzące się rady i ten sam brak kierownictwa rewolucyjnego. Wszystko to skończyło się w jedyny możliwy sposób – utrwaleniem się dwuwładzy. Burżuazja poparła rząd „węgierskiego Kiereńskiego”, który nie udawał nawet, że zamierza realizować postulaty pracowników. Rząd ten zresztą okazał się jeszcze słabszy niż rosyjski Rząd Tymczasowy. Robotnicy, pozostając jedyną względnie zorganizowaną i zdeterminowaną siłą społeczną, mogli zwyciężyć. Powstrzymali ich od tego koncesjonowani socjaldemokraci. Dla nich na rewolucję na zacofanych Węgrzech było za wcześnie, a oddanie władzy w ręce innego ciała niż tradycyjny parlament było zbrodnią. Nawoływali zatem robotników, by w imię obrony demokracji zrezygnowali z politycznego zaangażowania, „odłożyli walkę klas”. Zupełnie jakby wykonanie tego ostatniego było w ogóle możliwe, zwłaszcza w warunkach rewolucyjnych. W momencie, gdy Węgry wahały się między pracowniczą demokracją a prawicowym terrorem w razie porażki rewolucji socjaldemokraci nawoływali do spokoju i umiarkowania. Widząc swoją szansę w takim postępowaniu SDP, burżuazja zaprzestała dotychczasowej nagonki na tę partię, która nagle przestała być klasyfikowana jako „niebezpieczni radykałowie”.

W panującej sytuacji wiele wysiłków SDP szło jednak na marne. Do końca roku 1918 Węgrzy nie przestawali protestować, a obok wcześniejszych haseł pojawiły się wyraźnie wyartykułowane żądanie republiki socjalistycznej. Rząd Karolyiego, niemający oparcia w wojsku, nie miał wyboru. Musiał po raz kolejny pójść na ustępstwa i przygotować program z dawna wyczekiwanej reformy rolnej. Dla przykładu sam premier podzielił swoją posiadłość wiejską między chłopów. Uspokoił na chwilę nastroje, ale nie przekonał wspierających go klas posiadających, które dalej, z ogromną krótkowzrocznością, broniły status quo, kopiąc sobie własny grób.

Na upadek rządu trzeba było jednak czekać do 20 marca 1919. Wtedy to ostatecznie został on pogrzebany przez graniczne żądania zwycięzców wojny. Węgry zaakceptowały już wcześniej poważne straty terytorialne, teraz nakazano premierowi ratyfikację kolejnych ustępstw. Karolyi odszedł. Była to kapitulacja klas posiadających. Nikt już nie przeszkodził robotnikom proklamować 21 marca republiki rad. Byli wśród nich działacze młodej, powstałej zaledwie cztery miesiące wcześniej Partii Komunistycznej. Jej aktywiści w większości byli uczciwymi ideowcami, z niewielkim doświadczeniem zdobytym w rewolucyjnej Rosji (lub zupełnie bez niego). Nie mieli za sobą, jak bolszewicy, wielu lat działalności w trudnych, zmiennych warunkach, wielu lat teoretycznego i praktycznego kształcenia, wewnętrznych dyskusji i zmagań z przeciwnikami politycznymi. Nie brakowało im energii, inicjatywy i osobistej odwagi. To wystarczało, by skupiać wokół komunistów zrewoltowanych pracowników, chłopów i żołnierzy. Nie wystarczyło jednak, by doprowadzić rewolucję do zwycięskiego końca.

Orientacja komunistów w problemach społecznych Węgier była bardzo dobra, jednak ich wizja strategii, a przede wszystkim taktyki – niewystarczająca. Zaczęło się od kwestii podziału ziemi. Komuniści byli wprawdzie pewni, że parcelacja wielkich majątków jest koniecznością, uznali jednak, że oddanie jej chłopom doprowadziłoby do ... opóźnienia procesu powstawania socjalistycznej mentalności na wsi. Równie bezradnie stali oni w obliczu nabrzmiałej kwestii narodowościowej, w zakresie której nie zaoferowali pracownikom żadnego rozwiązania. Ta początkowa bezradność iideowa pozwoliła formalnie rządzącym socjaldemokratom odzyskać część utraconego gruntu i rozpocząć ostrą kampanię antykomunistyczną, przedstawiając PK jako „kontrrewolucjonistów z lewej strony”. Reformiści posunęli się jeszcze dalej, doprowadzając do aresztowania liderów komunistycznych. Przeliczyli się jednak. Gest ten odebrał im istotną część spadającego i tak poparcia wśród mas, które nadal pokazywały, o co walczą. Nad miastem Szeged nieformalną władzę objęła miejscowa rada robotnicza. Radom udało się uzyskać broń dla proletariatu. Szerokie kręgi zataczał ruch okupacji fabryk. Chłopi spontanicznie zaczęli dzielić między siebie ziemię zbiegłych arystokratów. Wreszcie to masowy strajk wymusił na rządzie uwolnienie uwięzionych komunistów. Doszło do groteskowej sceny: socjaldemokraci, w których kierownictwie doszło w dodatku do rozłamu, udali się do więzienia negocjować z komunistami, proponując im ... rząd koalicyjny pod nazwą zjednoczonej Partii Socjalistycznej. Oferta ta z punktu widzenia doświadczonego marksisty była kuriozalna. W końcu to komuniści mieli za sobą rosnącą w siłę ulicę, zdecydowanych pójść za nimi węgierskich pracowników. A jednak niedoświadczony Bela Kun i jego towarzysze zgodzili się na fuzję obydwu organizacji, w dodatku przeprowadzoną bez konsultacji w partii i pomimo ostrzeżeń z Międzynarodówki Komunistycznej. Zaakceptowali zarówno pozostanie w kierownictwie nowego organizmu partyjnego zarówno niepopularnych, wrogich rewolucji socjaldemokratów, oddanie im czołowych pozycji w rządzie, jak i zrezygnowali z prowadzenia własnej propagandy na rzecz nawoływania do jedności i ewolucyjnego przechodzenia do socjalizmu. Nawet sama unifikacja nie musiała oznaczać natychmiastowej klęski, gdyby komuniści nadal pracowali wśród pracowników i przekonywali ich do idei rewolucyjnego socjalizmu. Tego ostatniego jednak zabrakło.

Brakowało w dalszym ciągu rozwiązania palącej kwestii rolnej. Pomimo istnienia w tym zakresie przykładu rosyjskiego i pomimo samodzielnych działań chłopów, dzielących między siebie wielkie posiadłości ziemskie, Bela Kun i Tibor Szamuely upierali się przy natychmiastowym wprowadzaniu kolektywnej własności na wsi. Działali w tym kierunku, chociaż chłopom brakowało świadomości socjalistycznej i chociaż nie byli w stanie zorganizować nowoczesnych kolektywnych gospodarstw. Do tego dochodził brak orientacji wielu komunistów, przekonanych o „obojętności” chłopów względem rewolucji oraz wrogość socjaldemokratycznych biurokratów względem reformy. Rewolucjoniści tracili czas na organizowanie parad, świąt i reformy w życiu kulturalnym kraju, w czasie gdy pozwalano spokojnie zbierać siły grupom wrogim socjalizmowi i zaniedbując świeżo powołaną do życia Armię Czerwoną (która w istocie była starą armią w nowych mundurach) i milicję.

Niewiele lepiej wiodło się komunistom w zakresie nacjonalizowania przemysłu. Tutaj rząd odpowiedział wprawdzie na powszechne żądania pracowników, pragnących przejąć pod własny zarząd swoje zakłady pracy, fala nacjonalizacji (27 tys. przejętych przez państwo firm) została jednak przeprowadzona w sposób wysoce nieprzemyślany. Nacjonalizowane zakłady nie były od razu integrowane z demokratycznym planem gospodarczym, zaś przejmowanie bez odszkodowania małych, kilkuosobowych zakładów zantagonizowało całą klasę drobnych posiadaczy i rzemieślników indywidualnych. Napięcia wewnętrzne w kraju rosły, a komuniści węgierscy, produkując kolejne drugorzędne dekrety, zdawali się zapomnieć o tym, że w trakcie konferencji w Paryżu wielkie kapitalistyczne potęgi debatowały między innymi o „kwestii węgierskiej”... 16 kwietnia republika rad została zaatakowana przez armię rumuńską, a spora część przekwalifikowanych do Armii Czerwonej byłych oficerów i żołnierzy porzuciła obronę swojego kraju, przechodząc na stronę wroga.  Wkrótce do interwencji rumuńskiej dołączyły wojska czeskie i serbskie, podążające w głąb Węgier nie napotykając szczególnego oporu. Socjaldemokraci zaczęli zastanawiać się nad planem kapitulacji, czemu komuniści nie umieli się sprzeciwić.

Węgry padłyby bez cienia oporu, gdyby nie proletariat Budapesztu. Robotnicy ruszyli do walki pomimo rządowej demoralizacji, sami zreorganizowali Armię Czerwoną i w ciągu tygodnia zdołali odpowiedzieć na imperialistyczną ofensywę. Wojska czeskich interwentów zostały odepchnięte. I nawet w tym decydującym momencie socjaldemokraci wbili proletariatowi nóż w plecy, oskarżając robotników o „bezpodstawne okrucieństwo”. Komuniści, chociaż w ostatniej chwili zrozumieli popełnione wcześniej błędy, byli bezradni. W rękach ich koalicjantów była kontrola nad wszystkimi urzędami państwowymi. Nowe ultimatum ze strony debatujących w Paryżu potęg kapitalistycznych skłoniło reformistów do nowej kampanii w imię „pokoju za wszelką cenę”. Zgodzili się oni na rozbrojenie Armii Czerwonej, zmuszenie robotników do porzucenia krwawo zdobytych pozycji, co z kolei zniechęciło ich do jakiejkolwiek dalszej aktywności. Od tego momentu los Węgierskiej Republiki Rad był przesądzony. Komuniści zostali usunięci z rządu, a następnie wtrąceni do więzień. Piekło rozpętało się po wkroczeniu armii rumuńskiej. Kilka dni obecności tych „obrońców pokoju i demokracji” przyniosło co najmniej pięć tysięcy zamordowanych bez sądów Węgrów. Ich jedyną winą było marzenie o lepszym świecie – i działanie, by ten świat urzeczywistnić.

Węgry były i są krajem niewielkim, o ograniczonym znaczeniu geopolitycznym. A jednak gdyby w 1919 udało im się podzielić los rewolucji październikowej, a nie Komuny Paryskiej, udałoby się zrealizować ideę socjalizmu w kilku państwach, zaś walczący robotnicy całej Europy otrzymaliby kolejny, zachęcający do odważnego działania przykład. Związek Radziecki nie znalazłby się w zabójczej dla niego izolacji i nie musiałby stać się zbiurokratyzowaną karykaturą socjalizmu. Nie byłoby wielu milionów ofiar stalinizmu i kapitalizmu w Europie. Cała historia świata mogłaby podążyć w inną stronę.
 
następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing