„Śmiało podnieśmy sztandar nasz w górę!” – rewolucja 1905 – 07 na ziemiach polskich Drukuj Email
Napisał(a): Piotr Kuligowski [socjalizm.org]   
22.11.2008.

Cześć Leninowi, Marksowi sława,
Precz z burżuazją, ludowi cześć!
Niech do szeregów każdy z nas stawa,
Aby naukę ich wszędy nieść.

(„Na barykady”)

Przytoczony powyżej cytat z rewolucyjnej pieśni, śpiewanej przez robotników w 1905 roku świetnie oddaje nastroje, które w owym czasie towarzyszyły społeczeństwu polskiemu. Wtedy to właśnie na ziemiach Królestwa Polskiego rozpoczął się – inspirowany wydarzeniami rosyjskimi – masowy zryw ludności, którego płomień ugaszono dopiero dwa lata później.

Oczywiście wydarzeń rewolucyjnych z lat 1905 – 1907 nie sposób rozpatrywać bez uprzedniej, dokładnej analizy sytuacji w carskiej Rosji, a ta wyglądała wtedy niekoniecznie tak, jak chciałby tego rządzący imperium Mikołaj II. Już od 1901 roku ów ubogi, półfeudalny kraj przechodził spore trudności gospodarcze. Dodatkowym generatorem niezadowolenia społecznego stała się wojna z Japonią. Rosyjska, zacofana technicznie i fatalnie dowodzona armia ponosiła niemal same straty w starciach z mobilnymi, acz nie ochrzczonymi w bojach siłami cesarza Taishō. Na terenach Królestwa Polskiego szczególne niezadowolenie budził przymusowy pobór rekrutów do armii i wysyłanie żołnierzy w bój aż nad Ocean Spokojny. Działaniom tym jako pierwsi sprzeciwili się ideowi bojowcy Polskiej Partii Socjalistycznej, z których część oddała swe życie 13 listopada 1904 roku, po ataku policji i Kozaków na pokojową demonstrację antywojenną. Wydarzenie to znacznie podgrzało atmosferę w i tak niezadowolonym już społeczeństwie polskim.

Mimo to jednak ani dotkliwe klęski na froncie, ani krwawe starcie Organizacji Bojowej PPS na placu Grzybowskim w Warszawie nie zdołały rozpalić płomienia rewolucji w Rosji ani w Królestwie Polskim. Było to spowodowane przede wszystkim tym, iż indoktrynowani przez wiele stuleci chłopi zamieszkujący imperium nadal uważali, że car jest władcą dobrodusznym i na swój sposób stara się dbać o ich los. Dopiero rok 1905 miał przynieść olbrzymie przeobrażenia w ludzkiej mentalności. Swoisty wiatr historii, który zawiał 22 stycznia zdmuchnął na zawsze mit opiekuńczości i miłości do ludu Mikołaja II. Wtedy to właśnie miała miejsce „krwawa niedziela”, podczas której policja zmasakrowała pochód wygłodniałych robotników, którzy na czele popa (a w rzeczywistości agenta Ochrany – tajnej policji politycznej zajmującej się organizowaniem prowokacji i tropieniem organizacji rewolucyjnych) Gieorgija Gapona szli w kierunku Pałacu Zimowego, aby opowiedzieć Mikołajowi II o trudnych warunkach bytu. Okazało się jednak, że car ma w głębokim poważaniu tragiczny los rosyjskiego proletariatu. Pochód został brutalnie spacyfikowany – śmierć poniosło około tysiąca osób, w tym także kobiety i dzieci. To wydarzenie stało się przysłowiową iskrą na proch.

Zgodnie z prawidłami rządzącymi rozwojem społeczeństw interesy polskich i rosyjskich robotników – pomimo oczywistej nienawiści narodowej – były tożsame. Nie na darmo Karol Marks i Fryderyk Engels pisali już kilkadziesiąt lat wcześniej, iż „proletariusze nie mają ojczyzny”. Nic więc dziwnego, że dowiedziawszy się o masakrze swych towarzyszy ze wschodu ruch robotniczy w Królestwie Polskim (którego nastroje zostały już zresztą wcześniej dość mocno podgrzane) postanowił chwycić za swój podstawowy oręż. Na wezwanie ówczesnych partii socjalistycznych – PPSu i Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy - rozpoczął się masowy strajk generalny, w którym wzięło udział ponad 400 tys. osób. Gruszek w popiele nie zasypiali także robotnicy w Rosji – już niebawem strajki objęły okręgi przemysłowe na Uralu i Kaukazie, a z powodu rewolucyjnych nastrojów wśród studentów do końca marca wszystkie wyższe uczelnie zostały zamknięte. Niemniej jednak najlepiej uprzemysłowioną częścią imperium było Królestwo Polskie, stąd wydarzenia z 1905 roku miały tutaj wyjątkowo gwałtowny przebieg. Aparat carskiej władzy na owe, spontaniczne wybuchy niezadowolenia odpowiadał brutalnymi represjami. W Rydze zginęło około 70 robotników, w Warszawie policja otworzyła ogień do strajkujących, raniąc śmiertelnie ponad stu z nich. Jednak owe krwawe starcia, zamiast ugasić płomień rewolucji dodatkowo go podsycały. Niebawem strajki objęły Zagłębie Dąbrowskie, Skarżysk i Radom. Carska policja kulami potraktowała pierwszomajowych manifestantów, obchodzących Święto Pracy na ulicach Warszawy.

Warto podkreślić także heroiczną rolę łódzkiego proletariatu, którego przedstawiciele jako jedni z pierwszych odmówili pracy w fabrykach. Miasto to było w owym czasie ważnym ośrodkiem przemysłu włókienniczego. Ludzie, którzy dotychczas pozostawali zupełnie bierni politycznie i dzień w dzień udawali się do pracy na maszynach przędzarskich nagle – w styczniu 1905 roku – podnieśli głowy i postanowili wkroczyć na arenę dziejów. Strajk włókniarzy rozpoczął się w fabrykach Steinerta, Geyera i Silbersteina, w których już 4 dni po krwawej niedzieli pracę porzuciło 10 tys. robotników. Wydarzenia te zostały utrwalone w rewolucyjnej pieśni – „Łodziance” (na melodię „Warszawianki”):

Dziś gdy nas gnębią różne Szajblery,
Gdy majster każdy - szpice i cham,
Gdy ufni w pomoc rządu Gajery
Pędzą łaknących pracy od bram,
Gdy z Kaznakowem Poznański w zgodzie,
Gdy razem chłoszczą: nędza i bat,
Gdy za idee w głodzie i chłodzie
Umiera ojciec, siostra i brat.

[Szajbler (Scheibler), Gajera (Geyer) i Poznański - właściciele największych fabryk włókienniczych w Łodzi].


Dzień później w mieście ogłoszono strajk powszechny. Proletariat domagał się ustanowienia ośmiogodzinnego dnia pracy, a także ustalenia płacy minimalnej i wprowadzenia kas chorych. 28 stycznia – w momencie, kiedy PPS i SDKPiL wzywały całą ludność Królestwa Polskiego do działania, cała Łódź objęta była rozruchami. W szkołach uczniowie masowo sprzeciwiali się rusyfikacji; wszędzie powiewały czerwone sztandary. Tylko do końca stycznia w mieście zginęło kilkunastu robotników, a ponad stu zostało rannych. Zdezorientowani i przestraszeni rozmachem działań fabrykanci już w lutym zgodzili się na realizację części ludowych postulatów – czas pracy został skrócony do 10 godzin, a płace poszły w górę. To jednak było o wiele za mało. Łodzianie, a także reszta polskich robotników domagali się radykalnych przemian społecznych. Determinacja ludności była tak olbrzymia, że na przełomie maja i czerwca w mieście strajkowały aż 32 tys. robotników. Wspominani już wcześniej fabrykanci, tacy jak np. Kunitzer, Heinzel i Scheibler ogłosili tzw. lokaut, polegający na masowym zwalnianiu pracowników i ponownym przyjmowaniu ich do pracy na gorszych warunkach (tę samą strategię stosowali np. pracodawcy wenezuelscy w 2002 roku). Jednak nawet tak radykalne działania nie osłabiły determinacji Łodzian. 22 czerwca masowe strajki przekształciły się w dwudniowe powstanie, podczas którego – obok postulatów socjalnych – pojawiły się także głosy wzywające do walki o niepodległość. Do 24 czerwca w ulicznych walkach zginęły 2 tys. robotników, wtedy też padły ostatnie barykady. Dzień po stłumieniu powstania aparat carski ogłosił stan wojenny w całym powiecie łódzkim.

Do równie krwawych starć dochodziło na terenie Warszawy. Pacyfikacja pochodu pierwszomajowego z 1905 roku bynajmniej nie ostudziła rewolucyjnego zapału mieszkańców miasta. Działania podejmowane przez ruch robotniczy przybrały tu – w odpowiedzi na represje stosowane przez władzę – charakter terrorystyczny. Godny podkreślenia jest heroizm wspomnianych wcześniej bojowców PPSu, którzy dokonywali ataków na posterunki carskiej policji na terenie miasta. Działania te wzbudzały ogólny entuzjazm miejscowej ludności co sprawiało, że szeregi Organizacji Spiskowo – Bojowej PPS coraz bardziej rosły w siłę. Istotnym ciosem dla tego ruchu była egzekucja Stefana Okrzei na stokach Cytadeli Warszawskiej w lipcu 1905 roku. Był to związany z niepodległościowym nurtem ruchu robotniczego bojowiec, którego skazano na karę śmierci za udział w zamachu na komisariat policji na Pradze, w wyniku którego zginął oberpolicmajster Nolken. Zaledwie dziewiętnastoletni Okrzeja do końca życia zachował postawę honorową i w momencie egzekucji nie pozwolił zasłonić sobie oczu. Jego ostatni krzyk brzmiał: „Niech żyje Polska, niech żyje socjalizm!”.

Warta odnotowania jest także postawa ówczesnego ruchu lokatorskiego, bowiem z powodu szczególnie niepewnych czasów kamienicznicy bardzo chętnie podnosili czynsze. Tymczasem w celu poprawy sytuacji ubogiej ludności PPS przewodniczył akcji, która miała spowodować obniżenie komornego o 20 proc. Ówczesna warszawska prasa szeroko opisywała sposoby, dzięki którym lokatorzy radzili sobie z wyjątkowo opornymi właścicielami kamienic. Polegało to głównie na tym, że grupka mężczyzn wkraczała do mieszkania kamienicznika, naciągała mu na głowę worek, zwlekała po schodach na podwórze i wyrzucała omdlałego ze strachu za bramę. Gdy właściciel kamienicy po takim potraktowaniu godził się na obniżkę czynszu, brano go pod ręce i przyprowadzano na podwórze, gdzie czekał na podpis gotowy już, nowy akt najmu. Po tych czynnościach lokatorzy robili zrzutkę na poczęstunek dla gospodarza i ogłoszenie w prasie podziękowań.

Echa rewolucji dotarły także do zaboru austriackiego i pruskiego. W Galicji wydarzenia z Królestwa Polskiego stały się inspiracją dla rozpoczęcia kampanii o prawa wyborcze dla Polaków, która dokonała istotnych przeobrażeń w świadomości społecznej mieszkańców tego regionu. Na Pomorzu i w Poznaniu zdarzenia z 1905 roku odbiły się szczególnym echem w szkołach, dodając dzieciom odwagi do walki z wszechobecną germanizacją.

W sierpniu 1905 roku nowym generał - gubernatorem został Gieorgij Skałon, który miał za zadanie przywrócić porządek. Póki co jednak było to niemożliwe, bowiem rewolucyjne nastroje nadal były wszechobecne. Wobec takiego stanu rzeczy carat postanowił pójść na pewne ustępstwa. Przywrócono prawa swobodnej działalności Kościoła rzymskokatolickiego, zaprzestano prześladowań unitów, w czerwcu zezwolono na używanie języka polskiego w gminach, a w połowie października na tworzenie prywatnych szkół polskich. W październiku Mikołaj II wydał słynny manifest, w którym zapowiadał zwołanie dwuizbowego parlamentu, nadanie swobód obywatelskich oraz rozpisanie wyborów do Dumy. Mimo pozornej liberalizacji przestrzeni życia społecznego represje aparatu carskiego nie ustawały. W dzień po ogłoszeniu manifestu październikowego na Placu Teatralnym w Warszawie żandarmeria spacyfikowała wielką manifestację, w wyniku czego śmierć poniosło około czterdziestu osób. 11 listopada stan wojenny objął całe Królestwo Polskie.

Miesiąc później Centralny Komitet Robotniczy – organ kierowniczy PPS – wezwał Polaków do masowego bojkotu władz rosyjskich. Społeczeństwo miało zaprzestać płacenia podatków i nie załatwiać żadnych spraw w carskich urzędach. Ujawniła się w tym momencie hipokryzja działaczy Narodowej Demokracji (czyli tzw. endecji), która wydelegowała swych przedstawicieli do Mikołaja II, obiecując mu pomoc w walce z protestami robotników w zamian za nadanie Królestwu Polskiemu szerokiej autonomii. Widać więc, że dla prawicy zaangażowanie proletariatu potrzebne jest jedynie wtedy, kiedy służy jej postulatom – jeśli jednak ci zaczną jednocześnie domagać się niepodległego i socjalnego kraju, to ta się od nich odsuwa.

Z powodu tego rodzaju patologicznych strategii niektórych stronnictw politycznych płomień rewolucji zaczął stopniowo gasnąć. Swą działalność nadal prowadziła Organizacja Bojowo – Spiskowa, której działacze w 1906 roku umożliwili ucieczkę więźniom z Pawiaka. W sierpniu tego samego roku doszło do tzw. „krwawej środy”, czyli jednoczesnego ataku na wiele posterunków policji, a w listopadzie pod Rogowem dokonano napadu na rosyjski pociąg wiozący pieniądze. W międzyczasie w sposób szczególnie brutalny ujawniły się różnice pomiędzy polskimi ugrupowaniami, które dotychczas ramię w ramię walczyły z aparatem carskim – bojowcy PPS ścierali się zbrojnie z działaczami utworzonego przez endeków Narodowego Związku Robotniczego. Do szczególnie krwawych, bratobójczych walk doszło na terenie Łodzi. Z powodu tego rodzaju patologicznych ekscesów decyzją władz partii jednostka bojowa PPS została rozwiązana; niektóre jej oddziały przekształciły się w grupy o charakterze bandyckim. Nie jest to bynajmniej dziwne – póki trwała rewolucja organizacja o charakterze zbrojnym była ruchowi pracowniczemu potrzebna, jednak w momencie, gdy jej płomień zaczął dogorywać, jednostki bojowe uległy degeneracji.

W 1907 roku dochodziło już jedynie do pojedynczych, niewielkich strajków, które z biegiem czasu także ustały. Walnie przyczyniła się do tego dwustupięćdziesięciotysięczna armia, stacjonująca od 1906 roku na terenie Królestwa Polskiego. Mimo klęski rewolucji Mikołaj II zgodził się na liczne ustępstwa wobec Polaków. Wpisuje się to zresztą świetnie w jedno z prawideł rządzących historią – ciemiężcy uginają się pod postulatami ruchu robotniczego jedynie wtedy, gdy ten pokaże im swoją siłę. Dla proletariatu główną zdobyczą rewolucji była możliwość zakładania legalnie działających związków zawodowych w celu obrony słusznych praw pracowniczych przed chciwością fabrykantów. Powstawały one głównie dzięki wsparciu działaczy PPS i SDKPiL; choć swój udział mieli tutaj także księża, zakładający katolickie organizacje związkowe, jak i działacze endecji – tyle że do zakładanych przez nich związków nie przyjmowano robotników żydowskiego pochodzenia. Dzięki zaangażowaniu Edwarda Abramowskiego działać zaczął także pierwszy na ziemiach polskich ruch spółdzielczy.

Carat ugiął się również pod częścią żądań dotyczących kwestii narodowych. Powstała sieć legalnie działających organizacji kulturalnych, takich jak Warszawskie Towarzystwo Naukowe, Towarzystwo Bibliotekarzy, Stowarzyszenie Nauczycieli Polskich, Polska Macierz Szkolna czy Towarzystwo Kursów Naukowych. Jak grzyby po deszczu tworzyć się zaczęły szkoły prywatne, w których uczono wszystkich przedmiotów po polsku. Znacznie zelżała cenzura, co ułatwiło rozwój rodzimej literatury.

Rewolucja przyniosła także istotne przetasowania wśród polskich partii politycznych. W wyniku sporu o dalszą taktykę działania doszło do rozłamu w PPS, który podzielił się na Frakcję Rewolucyjną, która przybrała formę ruchu stricte niepodległościowego (w jej szeregach działał Józef Piłsudski), oraz PPS „Lewicę”. W Królestwie Polskim narodził się także ruch ludowy, bowiem chłopi domagali się możliwości aktywnego uczestnictwa w życiu narodowym. Była to istotna konkurencja dla endecji, która dotychczas miała duże poparcie na wsi. W 1906 roku SDKPiL stała się autonomiczną częścią Socjaldemokratycznej Partii Robotników Rosji. Rewolucja przyniosła także umasowienie partii politycznych – PPS i SDKPiL po jej zakończeniu zrzeszały kilkadziesiąt tysięcy osób.

Jednak bodaj największym osiągnięciem tego masowego zrywu społecznego było istotne podkopanie pozycji cara, który już do 1917 roku nie odzyskał dawnej pozycji. Był to pierwszy krok ku uczynieniu z Królestwa Polskiego kraju niepodległego, w którym istniałaby sprawiedliwa, dostosowana do człowieka gospodarka, a życie publiczne zostałoby oparte na prawdziwie demokratycznych zasadach.
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing