Opium uczniów Drukuj Email
Napisał(a): Natalia Witkowska [socjalizm.org]   
09.04.2008.

 XXI w. to nie tylko problemy związane z ocieplaniem się klimatu, globalizacją czy pogonią człowieka za dobrami materialnymi. Jest to także okres stawiania pytań i szukania odpowiedzi dotyczących m.in. stosunku człowieka do wiary i religii. Coraz częściej współczesny człowiek odnosi się do szeroko rozumianego problemu wiary; rodzi się dyskusja, gdzie religia powinna występować, a gdzie nie, jak daleko powinna wchodzić w funkcjonowanie instytucji państwowych. Stąd już tylko jeden krok do dyskusji dotyczącej religii w szkołach. Jest to tym ważniejsze pytanie, ponieważ  w Polsce istnieje teoretyczny rozdział państwa od kościoła. W Art. 25 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej czytamy m.in., że „ Władze publiczne  w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych (…)” oraz „ Stosunki między państwem a kościołami i innymi związkami wyznaniowymi są kształtowane na zasadach poszanowania ich autonomii oraz wzajemnej niezależności każdego w swoim zakresie (…)”. O ile nie ma tego sporu w państwach wyznaniowych, o tyle w państwach świeckich, takich jak Polska, jest. I fundamentalne pytanie, czy religia powinna być w szkole, zawsze będzie determinować spór i skrajne poglądy. Występuje o wiele większa polaryzacja niż kilka lat temu.  Z jednej strony są racjonalnie myślący ludzie chcący pozbyć się jakichkolwiek przejawów dyskryminacji, a z drugiej kościół.

Szkoła powinna uczyć przede wszystkim tolerancji. Tolerancji o szeroko rozumianym zakresie, począwszy od równości płci a kończąc na równości wyznaniowej. Ale czy tak właśnie jest? Czy religia w polskich szkołach nie jest przejawem czystej nietolerancji i dyskryminacji w stosunku do osób innego wyznania? I czy osoby nie uczęszczające na religie mają jakąś alternatywę? Teoretycznie tak- w postaci zastępczej lekcji etyki. Ale tylko teoretycznie. W niektórych szkołach nauczycieli po porostu nie obchodzi, co góra piątka uczniów będzie robić przez te dwie godziny w tygodniu. Większy problem jest, gdy takich tych uczniów (szczególnie w liceach) jest o wiele więcej.

Pozostaje jeszcze pytanie, czy dla osób uważających się za katolików ta lekcja coś znaczy? Otóż w 95 % nie. Jest tylko okazją do odrobienia zadań domowych i dłuższych rozmów.
Katecheci mają także w szkołach znikomy autorytet. Większy ma nawet pan woźny. A czy o to chodziło osobom wprowadzającym religię do szkół? Można się domyślać, że nie. Bardzo prawdopodobne, że zrobiły to w imię swoich ideałów, ale niestety nie licząc się ze zdaniem innych.

Wycofanie religii ze szkół wszystkim wyszłoby na lepsze. Nikt nie czułby się dyskryminowany. Katecheci nie baliby się przychodzić na lekcje tylko w spokoju, w salkach parafialnych naprawdę zgłębialiby zagadki wiary z tymi, którzy tego naprawdę chcą czy potrzebują. I to w czasie wolnym, a nie w trakcie lekcji. Nauczyciele mieliby więcej czasu, aby przekazać uczniom obowiązkowy materiał. A pieniądze, które co roku państwo wydaje na pensje dla katechetów, można by przeznaczyć choćby na dofinansowanie nauki dzieci z biedniejszych rodzin. I chociaż trudno jest się przyznać do porażki, to mam nadzieję, że niedługo wszyscy bez wyjątku zrozumieją, że religia w szkole jest klęską poniesioną na całej linii.
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing