Satyra ziemniaczana Drukuj Email
Napisał(a): Mateusz Kwaterko [Bez Dogmatu]   
08.03.2007.
 
Wszyscy pamiętamy skandaliczną prowokację Tageszeitung. Szwabska gazeta opublikowała artykuł, lżący miłościwie nam panującego prezydenta (lub premiera – związani z naszym Instytutem germaniści wciąż spierają się w tej kwestii). Autor wyzywał go – horribile dictu – od kartofla! Lechowi Kaczyńskiemu (albo Jarosławowi – nasi politolodzy nie mogą osiągnąć consensusu w tym względzie) zrobiło się naprawdę bardzo przykro, dostał od tego kolki i odwołał swój udział w obradach Trójkąta Weimarskiego.
 
Polskie media ruszyły, ma się rozumieć, ławą, uniosły się honorem i rzuciły hasło marszu na Berlin. Polskojęzyczne „pismaki-mięczaki” (to szalenie dowcipne, ale też niezwykle trafne określenie zawdzięczamy prof. Krasnolipnemu), jęły natomiast marudzić, że to w sumie szkoda, że reakcja przesadna, a w ogóle to należało przełknąć tę ropuchę i jeszcze się oblizać.
 
Wybryk Tageszeitung nie był jednak, co należy podkreślić, odosobnionym incydentem, lecz tak zwaną kroplą, którą przepełniła przysłowiową czarę. Niemieccy dywersanci od lat bowiem szkalują naszych dziarskich bliźniaków. Szkopskie drwiny ze szlachetnej powierzchowności braci obrosły już monografiami, a wycieczki ad Solanum tuberosum są jednym z wyznaczników teutońskiego „poczucia humoru”.
 
Instytut prowadzi szeroko zakrojone badania historyczno-prokuratorskie w tej sprawie, końcowe rezultaty zostaną upublicznione, zarzuty postawione, a winni zawisną. Już teraz pragniemy jednak przedstawić kilka najbardziej wymownych ustaleń.
 
Awanturnik i pijak Ulryk von Hutten, siedząc nad kapustą i żłopiąc piwsko, spisał wraz kilkoma innymi szumowinami Listy ciemnych bulw, apokryficzną korespondencję między dwoma bliźniakami jednojajowymi. Głupie, wulgarne epistoły, napisane fatalną łaciną, miały ośmieszyć rzekomych autorów.
 
Kilkanaście lat później Marcin Luter przekroczył granice dopuszczalnej krytyki (zaprzepaszczając tym samym zrodzoną po hołdzie pruskim nadzieję na trwałą poprawę stosunków polsko-niemieckich), pisząc: „gdzie tylko dobry chrześcijanin dostrzeże bulwę w polskiej koronie, powinien nic więcej tylko splunąć i kałem ją obrzucić, gdyż kartoflanego władykę powinno się w ten sposób opluwać i kałem obrzucać, Panu Bogu na chwałę”.
 
Tomasz Münzer, który licytował się z Lutrem w antypolskości i fobii ziemniaczanej, w przemówieniu wygłoszonym w rezydencji saksońskich Herzogów, oznajmił: „Powiedziane jest w Księdze (Pwt 7, 6): «Tak im macie uczynić: ołtarze ich zburzycie, ich stele połamiecie, aszery wytniecie a posągi spalicie ogniem». Ja zaś powiadam wam: podepczcie im łodygi, wytnijcie bulwy, spalcie kartofliska, a co się ostanie, to wieprzom na pożarcie rzućcie. Bliski jest bowiem upadek niegodziwej braci”.
 
Heinrich Heine, odnosząc się do tej ponurej karty w dziejach Niemiec, stwierdził, z właściwą swojemu narodowi kostycznością: „Marcin Luter wstrząsnął Niemcami. Ale Franciszek Drake (sic!) zamknął nam usta ziemniakiem zza miedzy”.
 
Po latach wtórował mu Oskar Panizza: „Bliźnięta i kartofle – oto zguba Niemiec!”. Pokurcz Lichtenberg traktował jednak „polskie zagrożenie” lekceważąco, nazywając Kaczyńskiego (a może wręcz obu!) „ziemniakiem bez pędów podziemnych, któremu brakuje łodygi”.
 
Lichy dramaturg August Klingemann uderzał w równie niewybredny ton: „Natura ukończyła swoje dzieło stworzenia... brakowało jednak czegoś, z czego mogłaby się w końcu pośmiać; wyszła karykatura – i to byli bracia Kaczyńscy: Kartoffelsalat!”. Przykłady można by mnożyć: Goethe (Cierpienia niemłodej byliny), Schiller (Listy o estetycznej uprawie roślin pastewnych), Belzebub (Przyczynek do ostatecznej krytyki bliźniąt psiankowatych), Wagner (Latające Purée), Nietzsche (Tako Rzecze Bulwa)... I tak dalej, ad nauseam, aż po eks-członka Waffen-SS, Güntera Grassa (Z dziennika ziemniaka). Z tego niesławnego szeregu wyłamali się, z przyczyn, które należy ustalić, jedynie bracia Mannowie.
 
Gniew naszych czcigodnych bliźniaków był więc ze wszech miar uzasadniony. Einmal, ist keinmal, meine Herrn, aber was zu viel ist, ist zu viel!
 
Instytut Podbijania Narodowego Bębenka
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing