Ciepła wojna Drukuj Email
04.01.2007.

Po raz kolejny mamy okazję zobaczyć, jak widzialna jest niewidzialna ręka rynku. Ale zacznijmy od początku.

16 lutego 2005 roku wszedł w życie Protokół z Kioto. Na jego mocy, kraje uprzemysłowione zobowiązały się do zredukowania emisji dwutlenku węgla, oraz kilku innych gazów przyczyniających się do globalnego ocieplenia klimatu. W zależności od dotychczasowej emisji, przyjęto dla poszczególnych krajów redukcję bądź zwiększenie limitów. Średnio, przewidywana redukcja to około 8% dla krajów Unii Europejskiej, 7% dla USA, 6% dla Japonii. Rosja nie będzie musiała niczego redukować, a niektóre kraje byłego bloku wschodniego (podobnie jak kraje skandynawskie) będą mogły zwiększyć emisję, nawet dość znacznie.

Tak oto Polsce, dla której jako rok bazowy przyjęto 1988, nakazano zmniejszenie emisji o 6% względem tegoż roku. Jednak w związku z zapaścią gospodarki i przemysłu w naszym kraju na początku lat 90, emisja obniżyła się i tak o około 33%. Daje to nam więc sporą nadwyżkę, wynoszącą niemal jedną czwartą obecnie wypuszczanych do atmosfery gazów cieplarnianych.

Co więc należy zrobić w tej sytuacji? Zezwolenie na pofolgowanie w tej kwestii przedsiębiorstwom byłoby nieco absurdalne (zapewne większość firm nie musiałaby w ogóle, lub tylko w niewielkim stopniu zaprzątać sobie głowy emisją CO2 do atmosfery przez kilka kolejnych lat). Postanowiono pozwolić, by rynek wziął sprawy w swoje niewidzialne ręce.

Przed oczyma przedsiębiorców i polityków pojawiła się więc perspektywa dość pokaźnych zarobków i oszczędności, związanych z handlem limitami emisji. Oczywiście, nikt nie mógł dopuścić, żeby na międzynarodowy rynek Polska trafiła ze swoim nowym towarem eksportowym. Komisja Europejska zdecydowała się na obniżenie przysługujących Polsce limitów. Argumentacja nie była szczególnie zaskakująca. Taka podaż dwutlenku węgla na rynku (oczywiście nie w sensie dosłownym), zgodnie z elementarnymi zasadami ekonomii, doprowadziłaby do spadku ceny (polskie przedsiębiorstwa masowo sprzedawałyby swoje limity), a to w konsekwencji zniechęcałoby do podejmowania proekologicznych działań.

Nikt chyba nie łudził się, że wszyscy nagle zaczną się troszczyć o środowisko i przejmą się losem przyszłych pokoleń. Kapitalistyczna gospodarka to zazwyczaj planowanie w krótkim okresie czasu, wynoszącym najwyżej kilka lat. Tymczasem realizacja protokołu z Kioto ma zakończyć się w 2050 roku i spowodować obniżenie średniej temperatury na świecie o około 0,02 do 0,28 stopni Celsjusza. Jeśli dodać, iż przewidywane ocieplenie do końca tego stulecia wynosi od 2 do 5 stopni w najbardziej pesymistycznych prognozach, cały projekt jawi się jako totalnie bezpłodna koncepcja. Zwłaszcza, że obniżenie temperatury nastąpi jedynie przy całkowitej realizacji postanowień protokołu.

Tymczasem Chiny, Indie, USA i Australia postanowiły protokołu w ogóle nie podpisywać. Nie trzeba przypominać, że kraje te emitują do atmosfery najwięcej gazów cieplarnianych. USA argumentuje swoją decyzję zagrożeniem konkurencyjności swojej gospodarki względem Indii czy Chin. Indie i Chiny nie muszą argumentować, wszyscy wiemy o co się rozchodzi.

Wnioski nasuwają się same. O środowisko można dbać, ale tylko jeśli nie stoi to w sprzeczności z kapitałem. Planowanie na dłuższą metę, w perspektywie kilkudziesięciu czy kilkuset lat sprawia trudność współczesnej ekonomii. Pozostaje nam więc przygotować się do skreślenia z mapy świata kilku małych państw wyspiarskich, noszenia koszulek z krótkim rękawem przez cały rok, oraz hodowania drzewek pomarańczowych na balkonach.
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing