Z tragedią im do twarzy - o istocie solidarności Drukuj Email
01.02.2006.

Ruiny, zgliszcza, zawalone budynki zawsze dobrze się sprzedawały. To na ich tle przywódcy pokazywali ludowi swój majestat. Juliusz Cezar, Aleksander Wielki zdawali się mówić: tylko ja jestem w stanie to zrobić, albo was, maluczkich, przed tym uchronić!

Nic więc dziwnego, że współcześni konkwistadorzy, jak i zwykli kacykowie lubią „strzelić” sobie fotkę lub dwie w takiej scenerii. Nie inaczej było w Katowicach, miejsce niedawnej tragedii nawiedzili „wielcy” polskiej polityki. Żeby osobiście nadzorować akcję, dać wsparcie, oczywiście moralne i wreszcie by ukarać winnych.

Prezentowali się niczym dobrzy ojcowie narodu, jedyni zdolni, w swej mądrości i czci, naprawić wyrządzone krzywdy, które Nierychliwy Ale Sprawiedliwy zesłał z góry na grzeszników. Trzeba powiedzieć, że PiSowcy dobrze odnajdywali się w apokaliptycznych warunkach katowickiej tragedii. Zabrakło jedynie wetknięcia w ruiny zniszczonej hali biało-czerwonej flagi. Choć wszystko jeszcze przed nami...

Słowo „solidarny” ma sporo odpowiedników w języku polskim, którymi śmiało można operować, by opisywać spontaniczny zryw Polaków w oddawaniu krwi i wpisywaniu sztampowych kondolencji, sprowadzających całe zło świata do „woli boskiej”. Jednak od czasu minionej kampanii wyborczej, to właśnie słowo „solidarny” i wszystkie jego odmiany są na językowym topie.

„Bądźmy solidarni ze Śląskiem”, „solidarni z ofiarami”, „trzeba ludzkiej solidarności” i inne tego typu, de facto puste regułki pojawiały się na ustach polityków i co najbardziej rażące, wypowiadali je z średnią częstotliwością równą 2 minuty, dziennikarze i reporterzy tzw. szanujących się mediów. Wszyscy byli solidarni ze wszystkimi.

Tragedie, takie jak ta na Górnym Śląsku to woda na młyn prawicowej władzy, podobnie jak „amerykański szeryf z Teksasu”, tak i Kazimierz Niesamodzielny i jego dwór twierdzić będą, że tylko twarde prawo, większe kary, policyjne państwo są w stanie zapobiec takiej, czy innej tragedii. Bo jeśli wszyscy będą z władzą, to władza ich nie porzuci. Wypchnie poza margines szkodliwe jednostki, wlepi karę ciężkich robót wyznaczonym z góry winowajcom i z „Bożą pomocą” uczynią z Rzeczpospolitej czyste moralnie państwo.

Rozpad Cesarstwa Rzymskiego przekonał jego ojców, że władza opierająca się na mieczu i gwałcie upada z jeszcze większym hukiem, niż tłukła swych wrogów. Rewolucje w Rosji pokazały „ojczulkom carom”, że uszczęśliwianie terrorem Ochrany ma swój głośny koniec.

Wszyscy polscy moralizatorzy, wychwalający „solidarność” narodu i permanentnie poprzez media, pompujący społeczeństwu co należy zrobić (wysyłanie SMS-ów, wpłaty na Caritas, oczywiście codzienna modlitwa i tego typu „pragmatyczne” zajęcia), żeby nie odstawać od schematu „solidarnego” Polaka; kiedyś przekonają się, że, jak pisał Puszkin, „ciężka jest czapka Monomacha”.

Wtedy o „solidarności” ze strony „poddanych” będą mogli pomarzyć. Przecież, to tylko Bóg tak chciał.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing