|
W 1996 roku 4,6% ludności Polski żyło poniżej poziomu zapewniającego zaspokojenie potrzeb biologicznych, w 2005 roku było to już 12,3%. |
| Czy lider powinien myśleć? |
|
|
| Napisał(a): Bojan Stanisławski [socjalizm.org] | |
| 09.05.2006. | |
|
Odpowiedź na to pytanie nie nastręczała nigdy szczególnych trudności. Ułomny cień wątpliwości usiłował nieco nieudolnie zasiać Wojciech Olejniczak zaraz po przerżniętych słusznie wyborach, ale tak prędko zajął się jego rozwiewaniem, że wyborcom SLD chwila ta z pewnością umknęła. Przez moment mowa była o rzeczach, których polska lewica (zarówno ta oficjalna, jak i ta pozostająca poza, nazwijmy to, głównym nurtem) łaknie niczym kania dżdżu. Mianowicie o dyskusji na temat jej politycznej tożsamości. Skończyło się jednak na tym, że garnitury nr 1 w SLD zorganizowały serię mini-spotkanek przy ciasteczkach lub winie i zapewniały o tym, że zmiany są konieczne i jak bardzo oni to rozumieją. Spotkanka jednak się skończyły i powrócił klimat specyficznej eseldowskiej (nie)realpolitik – aparatyczykostwo, ubezwłasnowolnienie dołów, oportunizm i podporządkowanie działań ideologom spod znaku „Gazety Wyborczej”. Radośnie i bez żadnego zażenowania potwierdził to niedawno Wojciech Olejniczak. Mówi się wiele na lewicy o tym, że wielkie partie socjaldemokratyczne są dziś już kompletnymi bankrutami, że są takimi samymi eksponentami świata kapitału jak liberałowie, chadecy itp. Na ile tak sformułowana teza jest prawdziwa można dyskutować. Nie wolno jednak pomijać faktu, że europejskie socjaldemokracje, a właściwie ich kierownictwo, mają coś z instynktu samozachowawczego. Niektóre coraz mniej (np. niemiecka SPD) – zgoda. Niemniej jednak, przywództwo zdaje sobie na ogół sprawę z zasadniczej zależności. Jeśli chce być u władzy potrzebuje trochę (ba, nawet większości) wyborców. Dlatego też zawsze wtedy kiedy ma po temu szanse głosi socjalne i pro-pracownicze hasła oraz jawnie sprzeciwia się pauperyzującym społeczeństwo decyzjom. Niczym diabeł święconej wody unika oczywiście ich wdrażania, ale przynajmniej dba o to, by zyskać jakieś minimum lewicowej wiarygodności. Dla stworzenia jeszcze lepszego klimatu lubi symulować demokratyzm wewnątrzpartyjny, a czasem nawet skłonne jest do pewnych skromnych (ba, dawniej nawet dość poważnych) działań. Oczywiście nie samo z siebie, lecz pod społecznym naciskiem, ale nie należy tego pomijać. Tak czy inaczej, socjaldemokratyczne kierownictwo kombinuje na świecie jak może by przekonać swoich wyborców i sympatyków o tym, że jednak jest lewicą i na ogół wykorzystuje każdą bezpieczną (gadanie bez konsekwencji) po temu okazję. Z ich punktu widzenia jest to działanie racjonalne – w walce o władzę można sobie zawsze trochę pokonfabulować, czyż nie? Wojciech Olejniczak jak i całe SLD wypracowały jednak zupełnie nową jakość. Ten oto niczym diabeł wody święconej wydaje się bać logicznego myślenia. Być może dlatego, że nie jest do niego zdolny. Podpowiada nam taki wniosek każde jego działanie w ostatnim czasie. Najświeższym dowodem na to może być rozkładający na łopatki każdego stosunkowo zdrowego na umyśle lewicowca, wywiad jakiego indywiduum to udzieliło w dniu 28.04.2006. Zacznijmy od tego, że Olejniczaka odpytywał – w osobie innego (zapewne równie mądrego) Wojciecha, Surmacza – dziennikarz „Pulsu Biznesu”. Jak powszechnie wiadomo, jest to ulubiona gazeta biednych, uciskanych, wyzyskiwanych, poniewieranych i wykluczonych. I cóż za wspaniałości objawia tam przewodniczący Olejniczak? Ech, prawdziwa słodycz dla fanów gatunku. Po pierwsze dowiadujemy się, że ma on zwyczaj witać się z Jarosławem Kaczyńskim, ale dotyka go jakiś taki służbowy, nazbyt formalistyczny dystans, który ten ostatni stwarza. Bo Miller i Niesiołowski się wprawdzie spierali, ale potem wspólnie jechali na meszki… oj, przepraszam… mecz, do Łodzi. Poza tym wrażenie robi na nim też fakt, że niektórzy posłowie głosują tak jak podpowie kolega, a potem klepią się po pleckach radośnie rechocząc. To dopiero początek kompromitacji. Niestety później Olejniczak zaczął komentować zagadnienia o charakterze troszeczkę bardziej politycznym. Na dodatek jego wypowiedzi w tej materii pachną ironiczną bezczelnością. Oto odpowiedź przewodniczącego na pytanie o Samoobronę. „Samoobrona postępuje często wbrew logice. To partia władzy. Bez zasad”. No pięknie! Za to SLD to partia porządnych, prawych, etycznych, uczciwych niewiniątek. Ba, na początku rządów Leszka Millera moralnego „rygoryzmu było wręcz za dużo”. Niezłe, prawda? Ale co tam. To był tylko kieszonkowy rewolwerek. Przyszedł czas na cięższy kaliber. Uwaga! „Słuchałem niedawno ministra Urbańskiego. Opowiadał o Iraku – jak to polskie wojsko jest tam świetnie postrzegane, jak dużo dobrego tam zrobiliśmy, jaką mamy świetną opinię, jak było prezydentowi miło gdy spotkał się z premierem Iraku i tamten mu dziękował. I jak dzieci przychodziły do prezydenta Kaczyńskiego i mu dziękowały. Polska w Iraku! Niesamowite. Jak łatwo się chwalić dokonaniami poprzedników. Myślę, że coraz więcej takich przypadków będzie. Ale niech mają… Jeśli coś się udaje – fajnie. Jestem za!”. Einstein miał rację gdy mówił, że ludzka głupota w tym sensie podobna jest do kosmosu, że może przybierać wartości nieskończone. Jeśli do tego dodać, że Olejniczak ma w planach wystartować w jesiennych wyborach wraz z Partią Demokratyczną (to także objawił w rzeczonym wywiadzie), to mamy już pełny bodaj obraz nędznego politycznego bankructwa i totalnej zdrady wszelkiego co kwalifikuje się jako najbardziej choćby umiarkowana lewica. Poza tym dziw doprawdy bierze, że Olejniczak opowiada takie głupoty w momencie, kiedy – jako opozycja – mógłby sięgnąć do prawdziwie lewicowej retoryki i nawoływać do reform w prawdziwie socjalnym duchu zdobywając wyborców. Nie. W odróżnieniu od swoich kolegów po fachu z innych krajów, on woli udowadniać, że nie ma w nim nic z lewicy i że będzie dążył do tego, by jego partia straciła ostatki zaufania społecznego. Wyraźnie wskazuje na to, że interesuje go ewentualny flirt z elektoratem PO i jawne podlizywanie się biznesowej elitce, a nie jakieś tam społeczne potrzeby czy temu podobne – jakby to powiedzieć – populistyczne (?) bajeczki… I na tym właśnie polega wkład Olejniczaka w myśl współczesnej socjaldemokracji. Bądźmy prawicowcami za wszelką cenę! Olejmy (hmm… zadziwiająca koincydencja) wyborców! Idźmy z PD i bądźmy dumni z okupacji Iraku! Cóż… wypada zacytować bardzo niegdyś mocno obecną w sieci poradę pewnego internauty dla dziewczynki, która smarowała nieco ponad ogonem grzbiet swojego psa smalcem i nasładzała się widokiem zwierzaka, który desperacko, acz bez powodzenia, próbował dobrać się do smakowicie pachnącego tłuszczyku ze skraweczkami. Napisał ów tak „Droga Martynko, mam dla Ciebie pewną radę. Idź do kuchni, zajrzyj do szafki gdzie Twoi rodzice trzymają garnki. Rozejrzyj się tam dokładnie i poszukaj największej, najcięższej patelni. Weź ją ze sobą do łazienki, spójrz w lustro po czym grzmotnij się tą patelnią z całej siły w czoło, bo Tobie naprawdę nic innego już nie pomoże”. A na koniec dowiedzcie się ludzie, że Olejniczak to także pragmatyk! „I kończymy temat. Nie możemy w kółko powtarzać, że chcemy być lewicą. Jesteśmy nią!”. Jasne… Pomarzyć wolno każdemu. |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł» |
|---|
| Strona główna |
| przeszukiwanie portalu |
| kraj |
| świat |
| Ameryka Łacińska |
| kultura |
| gender |
| historia |
| Reductio Ad Absurdum |
| statystyki |
| ruch pracowniczy |