|
26.01.2005. |
Rynek narkotykowy obok pornograficznego jest jednym z najdynamiczniej rozwijających się na świecie. Nic dziwnego, że wszystko co z nim związane budzi duże emocje. W Polsce liczba osób sięgających po narkotyki w ciągu ostatnich 15 lat systematycznie rosła, a metodą walki z tym problemem okazało się wprowadzenie ustawy, zgodnie z którą posiadanie nawet małej ilości środków odurzających stało się przestępstwem. Jak łatwo się domyślić, liczba osób je zażywających przez to nie spadła. W związku z tym podjęta została z początkiem roku 2005 akcja antynarkotykowa, stanowiąca dopełnienie znakomitych pomysłów AWS. Młodzi Demokraci, którzy ją wymyślili, dotarli ze swoją kampanią do około 100 szkół, a billboardy informacyjne o niej pojawiły się na przystankach w wielkich miastach. Przedstawione na nich zostały dwie strzykawki, dwoje oczu oraz sugestywny napis „Biorą słabi”.
Co takiego w narkomanii dostrzegł narybek Platformy Obywatelskiej, że poczuł się zmuszony z nią walczyć? Ktoś mógłby pomyśleć, że młodzi neoliberałowie odnaleźli w sobie wrażliwość społeczną i zamierzają skierować wzrok na kogoś spoza swojej ulubionej grupy zamożnych przedsiębiorców, a mianowicie na popadających w nałóg nastolatków z blokowisk. Jednak centralny dla rozpoczętej akcji slogan wskazuje na zupełnie inny cel. W haśle tym wyrażona została z jednej strony nietrudna do uchwycenia prawda, że po środki odurzające w większości sięgają osoby bez wystarczającej siły przebicia, aby wygrywać w rynkowej rywalizacji. Z drugiej - co w tym wypadku okazuje się znacznie bardziej istotne – autorzy „edukacyjnego” plakatu poprzez zaklasyfikowanie narkomanów do grupy odrzucanych „słabych”, dali sygnał, że akceptują wizję świata rządzonego przez bezwzględne, silne jednostki. Przypomina to stosunki więzienne, gdzie ludzie dzielą się na gitów i frajerów. I tu, i tu kto nie należy do zwycięzców, dołącza do przegranych, dla których nie ma ani krztyny zmiłowania. Na pewno z pierwszą grupą utożsamiają się młodzi działacze, zwani chyba dla ponurego żartu „demokratami”. Druga grupa jest o wiele obszerniejsza i zawiera cały szereg warstw społecznych wtłaczanych nieraz siłą w ową pogardzaną „słabość”. Należeli do nich chociażby zwolennicy Andrzeja Leppera, których neoliberalna młodzież z właściwą sobie finezją ochrzciła mianem „wieśniaków” i „buraków”. Samo pochodzenie w tym wypadku wystarczało do wykluczenia znacznej części społeczeństwa. Dziś na ich celowniku stanęli narkomani, ale nie tylko wobec nich stosowana jest strategia pogardy i zaszczucia. Większość środowisk niezadowolonych z rzeczywistości jako żywo podpada pod kategorię słabych i niezaradnych. Bezdomni narzekają na brak mieszkań, o które przecież sami nie potrafili się zatroszczyć. Emeryci i renciści utyskują na niskie świadczenia nadużywając cierpliwości państwa, nie mówiąc już o związkowcach stale gderających na zdrowa tkankę narodu, jaką stanowią przedsiębiorcy. Wszyscy oni aż się proszą o kolejną akcję młodych zwolenników Jana Marii Rokity, która mogłaby nosić tytuł „Narzekają słabi”. Najlepiej zaś, żeby odpowiednia ustawa pozwalała umieszczać wszystkich tych nieudaczników za kratkami, aby podzielili los nieletnich narkomanów. |