|
Socjalizm.org jest częścią międzynarodowej sieci portali zgrupowanych wokół witryny marxist.com. Wspólnie promujemy lewicową myśl polityczną na całym świecie w blisko 20-tu językach... |
| Recepta pana Be i o tym co z niej wynikło |
|
|
| Napisał(a): Jacek Nadrowski | |
| 03.03.2006. | |
|
Oszołomiony nawałą informacji, wylewającą się z masmediów wszelkich barw i odcieni z siłą wodospadu. Bombardowany relacjami ich korespondentów wojennych, meandrujących ze zręcznością Apacza między salwami PiSkoalicji, a zaporowym ogniem przyjaciół z PO, śmigających transzejami pod sypiącym się zewsząd krótkimi seriami frendly fire, zupełnie straciłem z oczu nasze guru ekonomi, dumę i chlubę kwiatu finansjery posierpniowych najjaśnieszych – numero - od trzy do trzy i pół. Dopiero dziś, w sobotnie popołudnie, gdy sejmowe okopy opustoszały, prości woje wszystkich stron walczących rozpełźli po swych siedzibach, a wodzowie zeszli w podziemia toruńskich i łagiewnickich twierdz, by tam w oparach kadzideł i chybotliwym świetle świec snuć w tajemnicy nowe strategie, szykować na wroga szatańskie Gewühnlich, Speziell, Wunder i sam tylko Rydzyk z Dziwiszem wiedzą, jakie jeszcze Waffe. Tak czy owak dopiero dziś dotarła do mnie straszna prawda – guru zamilkło i od nie wiadomo jak dawna nie obwieściło ludowi z przepastnych głębin swego banku ani, me, ani be, ani nawet marnego kukuryku. Najpierw wpadłem w stupor, ale po chwili wyrwała mnie z niego prawdziwa galopada myśli. Co się stało, jaki powód, dlaczego, gdzie zniknęło dobre i wszechwiedzące Mzimu…upsss… guru oczywiście? Czyżby pan profesor Be opuścił nas z nagła po angielsku? Osierocił dziatki swe najmilejsze z BCC, KPP i Lewiatana od Bałtyku do samiuśkich Tater szeroko nad błękitną Wisłą wygodnie rozciągnione? A może pan profesor Be ugodzony do żywego głuptactwem rodaków, co to miast liberalnej platformy pełnej ekskluzywną perfumą pachnących europejczyków - kruchtowych socjałów jakichś, czernią i polskim gumnem po same końce dziobów swojsko malowanych na szczyty władzy wynieśli - spakował sakwojaże i ruszył w świat szeroki, innym nieść swój kaganek jedynie słusznej, liberalnej oświaty? Inne nacje dryjakwią szokową zażywać, a Missesowskim panaceum na umór poić? Zadrżałem, bo przysiągłbym, że już słyszę złowrogi syk nadąsanych rynków i niosący się hen, aż do wrót londyńskiego city cichy szmer obcego kapitału, odpływającego pośpiesznie lexusami na rajskie plaże podatkowe ezoterycznie egzotycznych wysp Hulagula. Już z mroków wyobraźni dobiegł mnie nerwowy maklerów czerwonych szelek trzask i żałosny pisk złotówki lecącej na zbity pysk, tudzież samo dno giełdowego inferno. Rozedrgany z niepokoju zasiadłem do peceta i zanurkowawszy w wirtualu przestrzenie netowe strona po stronie gorączkowo szukałem najmniejszego nawet śladu naszego zbawcy i uzdrowiciela. Nic! I nagle jest! Poprzez kacze kwakania, dornie, ziobrze i wassermańskie bełkoty, poprzez hien dziennikarskich godowe chichoty dobiegł mnie ze stron manewrującej między pisową Scyllą, a platformiastą Harybdą „Rzepy,” czysty, szlachetny i jak zwykle pewny siebie stentorowy głos pana Be. Odetchnąwszy z ulgą, zapadłem się w sobie, skupiłem niemal w jeden punkt, by niczym nie rozproszony spijać wprost z profesorskich ust korali prawdę jedyną, samą prawdę i tylko prawdę. A zabrzmiała mi ona tak czysto i dosadnie jak najnowszy nabytek księży Marianów z Lichenia – ten co to sprawił, że stary, poczciwy Zygmunt zarumienił się w Krakowie ze wstydu, bo jest już tylko drugi w rankingu. Pan profesor tymczasem najpierw rzuciwszy wprawnym okiem ocenił sytuację i rzekł, że nie jest źle – co mnie natychmiast podniosło na duchu – że gospodarka trzyma się krzepko, inflacja jak ten ptaszek - na uwięzi, wzrasta nam latoś gospodarczo nad podziw, a i obroty bieżące z zagranicą zerują się niczym pochodne z równań Lagrange'a. Tu pomyślałem, że pan profesor ma na myśli, zapewne słusznie, tę dalszą zagranicę, bo z bliższą zerowanie jakby problematyczne. Generalnie jednak firmy produkują, eksport idzie pełną parą, jest git i tylko tak dalej. Następnie zatroskało się nasze Lachów słoneczko nad, co tu owijać w bawełnę, marniuchną kondycją klasy, dawniej zwanej robotniczą, tudzież równie smętną inteligencji pracującej miast i wsi – oczywiście tylko w porównianiu z ich zachodnimi odpowiednikami do których nasze dochody mają się jak pięść do nosa, czyli circa about jak jeden do pięciu, przy niższej co prawda wydajności, ale tylko o niecałą połowę. W tym miejscu nieco się zasmuciłem, ale z zapartym tchem czytam dalej słowo pana Be, licząc, że skoro zlokalizował tak bezbłędnie dolegliwość, znajdzie i lekarstwo. No i nie zawiodłem się, bo zaprezentowany cały agregat naprawczy, a nie tylko jedno marne lekarstewko od razu pozwolił mi raźniej spojrzeć w świetlaną przyszłoiść Otóż wszelkie dolegliwośći dręczące nas od z górą lat szesnastu, a głównie nędzne płace i niebotyczne bezrobocie, parametry jakby żywcem przeniesione z samego środka czarnego lądu miną jak ręką odjął, gdy tylko państwo sprzeda wszystko co jeszcze ma, całą odziedziczoną po nieboszczce komunie zastawę, do ostatniego widelczyka i do ostatniej srebrnej łyżeczki. Następnie państwo ma za przeproszeniem wypieprzyć za okno stosownego ministerstwa kodeks pracy, a związki zawodowe za drzwi zakładów, podatki ściąć najlepiej do zera i najlepiej od razu wraz z wydatkami na takie gorszące fanaberie jak rozbuchany socjal, dopłaty do ubezpieczeń, czy strach nawet wymówić te okropnie denerwujące każdego prawdziwego biznesmena słowa – płace minimalne. Oszołomiony rozmachem, ale i prostotą wytkniętej drogi do powszechnego dobrobytu poszedłem do lodówki po szklankę wódy dla ochłódy rozpalonej skroni, oraz zwlżenia zeschniętego na wiór z emocji gardła i po drodze opadły mnie pewne wątpliwości. Jak to jest? Przecież podatki obniżamy bezustannie – ot choćby CIT o prawie 20% - z kodeksu pracy zostały już tylko strzępy, a i tak przez nikogo nie egzekwowane, płaca minimalna jest taką fikcją, że byle lebiega, posiadająca na własność interesik w garażu, oraz trzech pracowników na sam dźwięk tego terminu dostaje kolki ze śmichu, a bezrobocie i kasa za pracę jak stanęły w miejscu, tak stoją i ani drgną poza procent lub dwa w te i nazad. Stałem tak sobie chłodząc i zwilżając ze szklaneczki przy oknie, aż tu nagle przemykający chicho niczym duch Mercedes klasy es prawie rozwiał był wszystkie me rozterki samym swym niemieckim, solidnym jestestwem. Jednakże obracając się na pięcie, by powrócić do peceta i raz jeszcze zanurzyć w krynicy prawd objawionych spojrzałem w lewo, a tam ze śmietnika wychynął pan Józek – obecnie smol biznesmen robiący w branży recyklingu surowców wtórnych, który jeszcze dwa lata temu tyrał jak niewolnik w zamkniętej dziś na szczęście i na głucho kopalni, a za nim czterech kolejnych, jak się od razu domyśliłem Józkowych kolegów po branży i po kolejnej zlikwidowanej parę miesięcy temu pobliskiej hucie. Ponieważ akurat byłem w domu sam jak ten palec, jak łupina na oceanie miotana falą wątpliwości i nie miałem się nimi z kim podzielić postanowiłem skonsultować problem z panajózkowym towarzystwem, ładującym właśnie towar w swój firmowy, a jakże, środek transportu. Podszedłem zatem, pomogłem, bo w przeciążonym złomem środku kółko właśnie odleciało, poczęstowałem szanowne konsorcjum fajkami i zagaiłem, że chyba fajnie jest, a w ogóle to będzie jeszcze fajniej bo – i tu zacząłem streszczać powyżej zaprezentowaną receptę pana Be na dobrobyt. Dalej nie bardzo pamiętam co się działo, bo zdaje się z nadmiaru emocji straciłem przytomność. W każdym razie ocknąłem się już w szpitalu - dokąd dostarczyła mnie wracająca z zakupów żona - z podbitym okiem, lekkim wstrząśnieniem mózgu i zwichniętą w nadgarstku ręką, jako efektami podejrzewam, zbyt twardych kontrargumentów pana Józka et consortes. Jednakowoż mimo wszystko Szanowna Redakcja zawsze może liczyć na moje kolejne opinie i przemyślenia, ale dopiero za jakiś czas, gdy zejdzie mi z oka opuchlizna, a ręka odzyska dawną pełnię władzy. |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł» |
|---|
| Strona główna |
| przeszukiwanie portalu |
| kraj |
| świat |
| Ameryka Łacińska |
| kultura |
| gender |
| historia |
| Reductio Ad Absurdum |
| statystyki |
| ruch pracowniczy |