Portal socjalizm.org to lewicowe spojrzenie na dzisiejszą rzeczywistość. Wbrew powszechnie lansowanemu poglądowi uważamy, że lewicowa myśl polityczna nie tylko ma rację bytu, ale znajduje jeszcze większe zastosowanie niż kiedykolwiek wcześniej.


najnowsze teksty

Rady pracowników – jak działa to w Austrii Drukuj Email
Napisał(a): socjalizm.org   
15.01.2007.

Wywiad z Erichem Taubenschussem, przedstawicielem załogi w wiedeńskim ośrodku LOK „Humanes leben und Wohnen fur Psychisch Kranke Menschen”, rozmawia Paweł Sikorski

W Polsce wchodzą w życie przepisy ustawy o radach pracowników. Ich celem jest zwiększenie wpływu załóg poszczególnych przedsiębiorstw na politykę firm. Nie jest to nowy pomysł w naszym systemie prawnym. Jak wyglądało to w Austrii? 

Prawo o reprezentacji załogi w przedsiębiorstwach wprowadzono w Austrii ustawą z dnia 14 października 1973r. Nowelizowano ją pięć lat temu. Przepisy te nie były czymś obcym w naszym prawodawstwie oraz, co bardzo ważne, w świadomości społecznej. Austria i Niemcy mają bogatą tradycję walki o prawa pracownicze. Źródeł ich można doszukiwać się jeszcze w wydarzeniach z czasów Wiosny Ludów. Potem całe dziesięciolecia polityki cesarza Franciszka Józefa, z jednej strony swym ostrzem wymierzona w związki zawodowe i organizacje socjalistyczne, a z drugiej nacechowana tym, co dziś nazwalibyśmy gospodarką społeczną. Po I wojnie światowej na politykę Austrii niezmiernie duży wpływ wywierali socjaliści i ich program. W Wiedniu zawsze wygrywali oni wybory samorządowe. Po 1956 roku, czyli po wycofaniu wojsk alianckich, ten stan rzeczy utrzymał się. Austria była państwem demokratycznego socjalizmu. Zatem ustawa z 1973 r. była naturalną konsekwencją tego ustroju.

Czyli nie były one solą w oku rządu w Austrii?

W koalicjach rządowych na ogół uczestniczyła Socjaldemokratyczna Partia Austrii (SPO). Nigdy nie była ona przeciwnikiem powstania i działania rad. Dodać należy, że bodaj żadna inna formacja otwarcie nie negowała sensu ich istnienia.

A jaki był stosunek pracodawców do tej formy reprezentacji?

Podstawą gospodarki austriackiej do połowy lat 90-tych była własność państwowa, zatem sprawa była jasna. Dziś coraz więcej przedsiębiorstw komercjalizuje się lub prywatyzuje, powstają też nowe firmy. Ale z punktu widzenia rad nie ma to aż tak dużego znaczenia. Nie słyszałem o tym, żeby ich obecność przeszkadzała, czy żeby uznane zostały za wrogie wobec przedsiębiorstwa ciało. Niezależnie od tego, kto jest właścicielem firmy powinno mu zależeć na dobrej współpracy z załogą bo to zawsze podnosi efektywność pracy i wprowadza atmosferę wzajemnego zaufania między stronami. 

Jakie są relacje rad z centralami związkowymi? Czy stanowią one konkurencje dla siebie?

Tak być nie musi, choć może się zdarzyć, zwłaszcza w kraju, w którym świat pracy jest tak silnie zdezorganizowany, związki zawodowe zostały zepchnięte do defensywy a rząd prowadzi konsekwentną politykę maksymalnego ich osłabienia. W założeniu obie instytucje powinny się uzupełniać. Związki zawodowe reprezentują tych, którzy do nich należą. Do rady pracowników nie ma zapisywania się; jest się w niej automatycznie z chwila podjęcia pracy w danej firmie. Są one zatem reprezentacją całej załogi, niezależnie od przynależności poszczególnych osób do innych organizacji.

Kiedy zostałem przedstawicielem załogi nie miałem zbyt dużej wiedzy o przepisach prawa pracy. Studiowanie kodeksu nie zawsze było najlepszym rozwiązaniem. Język prawny niekoniecznie jest bowiem zrozumiały dla „laika”, a ponadto nie wiadomo jak wygląda realizacja przepisów w praktyce. Co wtedy robiłem? Dzwoniłem właśnie do związków zawodowych i zadawałem konkretne pytania. Nie rozmawiałem z nimi jako prywatna osoba, lecz dokładnie w imieniu załogi mojego przedsiębiorstwa. Centrale mają zawsze większą wiedzę, ekspertów i praktykę z zakresu praw pracowniczych.

Może jednak wystąpić sytuacja, kiedy szefostwo jakiegoś przedsiębiorstwa uzgodni nowe, mniej korzystne warunki i zasady pracy w firmie z przedstawicielem rady, z pominięciem związków zawodowych. Wykona zatem swą robotę w białych rękawiczkach; zawsze będzie mógł okazać papier i obwieścić: „przepraszam, załoga wyraziła zgodę”!

Oczywiście, jest to możliwe. Równie dobrze jednak dyrekcja może założyć własny, lojalny wobec siebie związek zawodowy, uzgodnić korzystne dla siebie przepisy, a następnie pomachać papierem z podpisem jednego z „liderów”. To sytuacja jeszcze gorsza, a z tego co wiem, zdarza się to w Polsce.

Pamiętać należy, że do rady nie może wejść osoba w jakikolwiek sposób związana z szefostwem firmy, czyli od zastępcy kierownika oddziału wzwyż. Przedstawiciel załogi może być w każdej chwili odwołany i zastąpiony kimś, kto lepiej będzie pełnił swoją funkcję. Nie wolno także zapominać, że o wiele lepiej występować przed pracodawcą jako całość posiadająca swego reprezentanta. Jasnym bowiem jest, że, o ile z poszczególnymi pracownikami nikt nie musi się specjalnie liczyć, to wspólny front całego zespołu jest już trudny do zignorowania.

Doradzasz zatem aktywny udział w tej formie reprezentacji?

Zdecydowanie tak. Najważniejsze jednak jest, by nie doszło do niezdrowego konkurowania o rząd dusz ze związkami zawodowymi. Taka bratobójcza wojna doprowadzić może do pogorszenia się i tak już dramatycznej sytuacji ludzi pracy, a moim zdaniem, istnieje możliwość, że pracodawcy będą chcieli tak właśnie rozegrać tę partię i otworzyć taki front walki. Pracownicy w Polsce muszą być zatem bardzo uważni oraz bezwzględnie wykorzystywać to, co gwarantują im przepisy prawa. Związki zawodowe mają tu do odegrania ważną rolę i przy właściwej współpracy z załogami poszczególnych przedsiębiorstw mogą znów wrócić do gry na partnerskich zasadach i ponownie zająć miejsce, które zajmują w krajach europejskich.
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing