|
W 2000 roku pięćset największych firm posiadało 95% światowego majątku. |
| Radowanie |
|
|
| Napisał(a): Bojan Stanisławski [socjalizm.org] | |
| 07.08.2008. | |
|
Niezdrowa ekscytacja jaka ogarnęła polskie media po aresztowaniu Radowana Karadżicia, osoby posiadające choćby szczątkową wiedzę dotyczącą historii wojny domowej w Jugosławii musi wprawiać w zażenowanie. Wszystkie media groźnie pohukiwały na odbiorcę swymi czołówkami. Po przejrzeniu piątego na ten temat komentarza i przeczytaniu notatki prasowej w świadomości tegoż zaczynała zapewne zanikać granica pomiędzy rzeczywistością, a światem baśniowym. A to dlatego, że polskie pismactwo zdecydowało się po raz kolejny na retorykę epicką opowiadając banalny w gruncie rzeczy fakt. Nie trudno było, śledząc newsy o Karadżiciu w polskich mediach, odnieść w pewnym momencie wrażenie, iż zanurzyliśmy się w starej klechdzie o Mrocznym Jeźdźcu gór bałkańskich, który nie znał litości dla swych wrogów. Jego nadprzyrodzone moce sprawiały, że – kiedy tylko tego zapragnął – obejmował kontrolę nad umysłami i ciałami tysięcy ludzi. Tym, których dusze przejął i zatruł nakazywał iść i mordować ku swej uciesze. Na końcu tylko, niedoświadczony urokami propagandowymi polskiej prasy, Czytelnik może się zmieszać. Nie będzie bowiem wiedział czy Karadżić sprzymierzył się w zasadzie z Szatanem czy może z Bogiem Chrześcijańskim (zwłaszcza Prawosławnym) jako, że ofiarami jego rytualnych zaklęć padali głównie uzbrojeni muzułmanie. Gdyby nie mógł się z tego dłużej otrząsnąć – z pomocą przychodzi druga strona gazety, a tam nie mniej ekscytujące komentarze o stosunkach prezydenta z premierem. Aresztowanie Karadżicia odtrąbiono rzecz jasna jako gigantyczny sukces. Manewr ten wpisuje się znakomicie w typowe dla polskich mediów odwracanie kota ogonem, które niezwykle często przybiera formę przedstawiania totalnej porażki jako wielkiego zwycięstwa. Wszak cała ta historia jest niczym poza absolutną kompromitacją europejskich służb śledczych, serbskiego establishmentu i całej europejskiej klasy politycznej. Na facecie – od kiedy zbiegł z widoku – powieszono tyle psów, że w powszechnej świadomości, gdy tylko go przywoływano, jawił się jako drugi Hitler (co najmniej!). Tymczasem ten „najbardziej poszukiwany zbrodniarz” wojenny nie musiał nawet zadawać sobie szczególnego trudu schodząc do podziemia. Stanął pod latarnią. Przez wszystkie lata funkcjonował jako lekarz medycyny niekonwencjonalnej, Dragan Dabić. Zapuścił włosy, brodę i założył mało gustowne okulary. Tyle wystarczyło, by wystawić do wiatru połączone siły wywiadów całej Europy. Wniosek z tego jest mniej-więcej taki: gdyby Karadżić zdecydował się na choćby jedną z tych strategii ukrywania się, które imputowały mu media na całym świecie, to nie odnalazł by go nigdy nikt, poza egzekutorami wierzytelności powiązanymi z postjugosłowiańską mafią, ale wydaje się, że względem tych środowisk miał ów akurat czyste konto. Nazwiska takie jak: Miloszewić, Mladić, czy właśnie Karadżić spełniają rolę szczególną. Są elementem swoistego zaklęcia. Mówisz Droga/i Czytelniczko(ku): „wojna domowa w Jugosławii”, od razu nasuwa Ci się: „Tito, komunizm, więzienie narodów, fuj!”, dorzucasz jeszcze: „Karadżić i Mladić” i otrzymujesz taką osobliwą mantrę, która wyjaśnia przyczyny, przebieg i skutki Socjalistycznej Federacyjnej Republiki Jugosławii na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia. Natchnieni tą właśnie mantrą polscy pismacy spod znaku „Gazety Wyborczej” opisali kiedyś całe to zjawisko. Z opisu tego i komentarzy, którym był niejednokrotnie on opatrywany wynikał bardzo prosty, jasny przekaz. Wszystkiemu winni są Serbowie, którzy są w zasadzie ludożercami. To, co zrobili w trakcie wojny jest dowodem na ich ułomności cywilizacyjne – vide: Srebrenica. Karadżić i Mladić pełnią w Serbii i Europie podobną rolę do zjawiska niedoczekanej dekomunizacji w Polsce. Ergo: powiedzonka luminarzy polskiej prawicy typu „wszystkie problemy Polski to efekt braku dekomunizacji” można śmiało przepoczwarzyć we „wszystkie problemy Serbii wynikają z tego, iż Karadżić i Mladić pozostają na wolności”. Karadżić, Mladić i Miloszewić powinni wystąpić w rolach głównych w filmie pt. „Jak rozpętałem wojnę bałkańską”. To oczywiście fikcja. Ale o tym, że np. Spite Mesić – prezydent Chorwacji – napisał jak najbardziej prawdziwą książkę pt. „Jak rozbiliśmy Jugosławię” niewielu i niechętnie pisze. Tym co przywołują tego typu fakty, albo tłumaczą, że informacje o dziesiątkach tysięcy ofiar masakry w Srebrenicy są cokolwiek przesadzone, bo nie udało się ekshumować więcej niż około 2000 ciał i nie ma pewności czy aby na pewno wszystkie padły ofiarą domniemanego karadżiciowego szaleństwa dostają po głowie i są izolowane. Doskonałym tego przykładem jest wybitny polski intelektualista – prof. Marek Waldenberg, autor m.in. słynnego „Rozbicia Jugosławii – od separacji Słowenii do wojny kosowskiej” i badacz lewicowej myśli politycznej. Niewielu dane było o nim usłyszeć – zasięg oddziaływania „Nowego Tygodnika Popularnego” i pism jemu podobnych jest wciąż niewielki. Co innego np. Ireneusz Krzemiński czy Paweł Śpiewak. Jak napisała ongiś Katarzyna Szumlewicz, są to indywidua „humorystycznie zwane socjologami”. Ale są wszędzie – niczym Jeremi Mordasiewicz albo agent Bolek, tego ostatniego ktoś znalazł nawet w zupie i byłby się śmiertelnie zadławił. W zgiełku tym umyka prawda. Równie prosta jak fałszywe historie o żądnych krwi Serbach. Radowan Karadżić i jego działania były produktami bratobójczej wojny domowej, a nie odwrotnie. Ani Karadżić, ani Mladić czy Miloszewić nie byli osobami wyposażonymi w nadnaturalne moce. Nie mieli żadnej metafizycznej władzy nad duszami bośniackich Serbów, ale mogli – i to czynili – wykorzystywać koniunkturę dla rozgrywania konkretnych politycznych celów. Skutecznie zarządzali – parafrazując, choć może akurat w takiej sytuacji nie do końca przystoi – Davida Osta; dżentelmeni Ci skutecznie zarządzali gniewem i – co nawet ważniejsze – lękiem społecznym. Wojna rządzi się okrutnymi prawami, zwłaszcza taka, której jednym z celów jest pogrzebanie wspaniałej tradycji jaką była multikulturowa Jugosławia. O ile na samym początku wszyscy zbrojnym działaniom się przeciwstawiali, o tyle gdy się już one wbrew powszechnej woli rozpoczęły – pojawiło się masowe poparcie dla lokalnych nacjonalistycznych liderów. Bałkany nie są wyjątkiem. Wystarczy przypomnieć rok 2003 – amerykańscy obywatele byli absolutnie przeciwni inwazji na Irak, ale gdy ta już nastąpiła wszyscy poparli Busha. Schwytanie Radowana Karadżicia nie wnosi zatem zupełnie niczego nowego do sprawy poza przykrymi wspomnieniami krwawej kontrrewolucji sprzed blisko dwudziestu lat. Jest niczym uwolnienie fizjologicznych gazów koło ulicznego szaletu – ten kto zauważy nawet się wzburzy, ale znakomita większość nie odczuje żadnej różnicy. |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł» |
|---|
| Strona główna |
| przeszukiwanie portalu |
| kraj |
| świat |
| Ameryka Łacińska |
| kultura |
| gender |
| historia |
| Reductio Ad Absurdum |
| statystyki |
| ruch pracowniczy |