Portal socjalizm.org to lewicowe spojrzenie na dzisiejszą rzeczywistość. Wbrew powszechnie lansowanemu poglądowi uważamy, że lewicowa myśl polityczna nie tylko ma rację bytu, ale znajduje jeszcze większe zastosowanie niż kiedykolwiek wcześniej.


najnowsze teksty

Tragedia polskich kobiet na rynku pracy Drukuj Email
Napisał(a): Rozalia Węgłowska [socjalizm.org]   
08.03.2007.

Ósmy marca to we współczesnej Polsce dzień wyjątkowo smutny. Zwłaszcza żalem napawa ludzi, którzy z sytuacją Polek są lepiej zaznajomieni. Międzynarodowy Dzień Kobiet musi być chwilą refleksji dla całej lewicy, w tym związków zawodowych. Niekończący się koszmar dyskryminacji w pracy, horror domowej przemocy i patriarchalna, konserwatywna kultura społeczeństwa to tragiczna codzienność polskich kobiet.


Kobiety są w Polsce atakowane praktycznie ze wszystkich stron. Nie ma ani jednego obszaru w przestrzeni publicznej, w którym nie byłyby one ofiarami jakiegoś mechanizmu dyskryminacyjnego. Trend ten najbardziej wyraźny jest na rynku pracy, potwierdzają go oficjalne wskaźniki statystyczne. Dane Głównego Urzędu Statystycznego są porażające. Na 2443300 bezrobotnych, aż 1371600 to kobiety. Są to dane z roku 2006 i to z lipca – czyli lekko zaniżone. W okresie wakacyjnym wiele bezrobotnych kobiet podejmuje prace sezonowe za granicą, a od czasu wejścia Polski do UE wiele kobiet, które nie widziały dla siebie żadnych szans na znalezienie pracy w kraju zdecydowało się na emigrację. Praca kelnerki lub barmanki w irlandzkim pubie nie jest oczywiście szczytem marzeń. Niemniej – odwrotnie niż polski zasiłek dla bezrobotnych (a po roku jego brak) – tak wypracowana pensja pozwala przeżyć. Z tego powodu wskaźnik ten nieco się poprawił w ciągu ostatnich dwóch lat. Nie oznacza to jednak, że powstrzymany został sam proces. Wręcz przeciwnie.


Problem bezrobocia, zdecydowanie najbardziej dotkliwy (również dla mężczyzn), dotyczy w największej mierze kobiet młodych co jest smutną ironią. Polska nie może pochwalić się wieloma osiągnięciami w materii emancypacyjnej, ale wskaźnik wykształcenia kobiet zasługuje z pewnością na uwagę. 57,8% kobiet w Polsce posiada udokumentowane wyższe wykształcenie. To jeden z najbardziej imponujących wyników na świecie. Jest to z jednej strony zasługa PRL, który umożliwił kobietom awans społeczny; z drugiej zaś jest to wynikiem bezmyślnie narzuconego rygoru pogoni za dyplomem, który obserwujemy w Polsce co najmniej od dekady. Tragedią jednak jest fakt, iż spośród ludzi, którzy ukończyli wyższe uczelnie, a nie mają pracy, ponad 60% to kobiety. Mężczyźni po studiach znajdują zatrudnienie dużo łatwiej. Wśród kończących wyższe szkoły facetów pracy nie znajduje, aż 36,6% co jest oczywiście wskaźnikiem porażającym, ale ten sam indykator dotyczący kobiet ujawnia jeszcze wyższy procent – 52!


Nie można również lekceważyć kwestii płac. Jest to problem tak stary, że samo jego przywoływanie powinno budzić odruch zażenowania w uczciwych ludziach. Powtórzmy jednak: kobiety, za tę samą pracę, wynagradzane są przez pracodawców gorzej niż mężczyźni. Pracodawcy chętnie korzystają z tego utartego patriarchalnego zwyczaju, ale nie tylko z tego. Teraz do ich dyspozycji jest cała paleta dyskryminacyjnych praktyk społeczeństwa kapitalistycznego. Zaniżone płace to prawdziwy przywilej! Szefowie wolą bowiem kobiet po prostu nie zatrudniać. Kobiety mogą bowiem miłościwemu pracodawcy wywinąć jakąś maksymalną chamówę i na przykład zajść w ciążę. Jak wiadomo jest to taka złośliwość, którą kobiety wyrządzają swoim szefom (czytaj: dobroczyńcom) nader często.


Kiedy już owa premedytowana przekora stanie się faktem, a życie poczęte przekształci się w realne… Dochodzą nowe problemy. Powrót do pracy po urlopie macierzyńskim najczęściej łączy się ze zwolnieniem z pracy. Pierwsza ciąża zawiesza bowiem w powietrzu widmo kolejnych, albo nawet urlopu wychowawczego… Zwłaszcza, że faceci nie korzystają praktycznie z jedynego chyba progresywnego zapisu w polskim ustawodawstwie, a mianowicie o możliwości urlopu ojcowskiego. Według oficjalnych danych z tego prawa korzysta poniżej 2% świeżo upieczonych tatusiów.


Nawet jeśli szef zgodzi się łaskawie nie wyrzucić z pracy po urlopie macierzyńskim to i tak pojawiają się nowe komplikacje o wybitnie dyskryminacyjnym charakterze. Dostępność żłobków i przedszkoli w Polsce jest fatalna. Tych pierwszych jest bardzo mało, tych drugich też mało i na dodatek są bardzo drogie. Podobnie jak opiekunek do dzieci. Matek i ojców po prostu nie stać na takie wydatki.


Ale i na tym nie koniec. Jeśli mama jakimś sposobem zdołała zapewnić swojemu dziecku opiekę to bije się z myślami czy zdoła zapewnić utrzymanie w przyszłości. Jak wiadomo dziecko wymaga z czasem coraz większych inwestycji. Tymczasem kobiety w pracy zmagają się ze znanym problemem tzw. „szklanego sufitu”. Tylko 32% pracujących kobiet ma szanse awansować na kierownicze stanowiska. Jest to związane przede wszystkim z utrwalonymi w przedsiębiorstwach i ich strukturze społecznej patriarchalnymi stereotypami. Tam gdzie w grę wchodzi władza i dominacja manifestują się one najmocniej.


Pole do działania dla związków zawodowych i organizacji pracowniczych jest zatem bardzo duże i wygląda na to, że w tej materii wiele nie zdziałały. Jest to szczególnie ważne ponieważ kwestia emancypacji kobiet nie może być rozpatrywana w oderwaniu od szerszego społecznego kontekstu. Nie ma bowiem skutecznej emancypacji kobiet poza ruchem pracowniczym. Historia uczy zresztą, że tylko środowiska pracownicze są w stanie zapewnić instrumenty do skutecznej walki z dyskryminacją kobiet tak w miejscach pracy, jak na rynku pracy i wszędzie indziej… Do tego jednak potrzebna jest lewica. Lewica silna nie tylko organizacyjnie, ale przede wszystkim świadomością polityczną. W Polsce zaś jest z tym tragicznie. Wielu uważających się za działaczy lewicowych w ogóle nie rozumie wagi sytuacji kobiet i ostentacyjnie lekceważy te kwestie dyskredytując je jako podrzędne lub zastępcze. Dodatkowym problemem jest istnienie rozmaitych środowisk, które pod płaszczykiem promocji postępowych, antyklerykalnych idei szerzą ciężki patriarchat. Doskonałym przykładem jest portal Racjonalista.org, którego największym osiągnięciem w materii emancypacji kobiet jest publikacja nawiedzonego prawicowca i felietonisty „Wprost” Jana Fijora. W swoim tekście twierdzi on, że dyskryminacja kobiet to problem sztuczny, zaś w intertekście subtelnie ją zauważa, ale wskazuje na jakieś fizjologiczne – jakoby naturalne – predyspozycje kobiet do pełnienia funkcji upośledzonych jednostek społecznych. Ósmy marca musi być dniem walki przeciwko temu!

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing