Pomysł na uwłaszczenie Drukuj Email
Napisał(a): Agata Rozenberg [socjalizm.org]   
16.07.2008.

„Nie mają pomysłu na rządzenie” - mówili o politykach Platformy Obywatelskiej działacze PiS w czasie ostatniej kampanii wyborczej. Powierzchowne spojrzenie na polską scenę polityczną zdawałoby się przyznawać tej prognozie rację. Uważniejszy rzut oka pozwala jednak dostrzec, że chociaż neoliberałowie Tuska nie są w działaniu tak barwni jak ich poprzednicy, jednak pomysł na zasadniczy kierunek rządów jak najbardziej mają. Prosty i konkretny – obcinanie wydatków socjalnych, obniżanie podatków, ulgi dla pracodawców, a do tego odpowiednia otoczka propagandowa, oparta zresztą na sprawdzonym już w wielu krajach modelu.

Polskie życie polityczne toczy się po staremu. Teoretycznie spadła ilość efekciarskich konferencji prasowych, tak lubianych przez Zbigniewa Ziobrę czy Romana Giertycha oraz głośnych wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego, zawsze gotowego wyprodukować nową złotą myśl o patriotyzmie, demokracji czy wadach PRL, zwanego przezeń systemem totalitarnym. Jakościowa poprawa oficjalnego dyskursu jest jednak boleśnie pozorna. W parlamencie toczą się kolejne debaty, których przełożenie na rzeczywistość przeciętnego wyborcy jest żadne. Media podrzucają za to coraz to nowe tematy zastępcze, byleby tylko na pierwszy plan nie wysunęły się ostatnie statystyki dotyczące ubóstwa w Polsce (2,5 mln ludzi żyjących w skrajnej nędzy). Lepiej w końcu eksploatować sprawę TW Bolka, a następnie dywagować o działalności Zbigniewa Ziobry, czy nawet o tarczy antyrakietowej (ale w tym ostatnim przypadku podając same ogólniki). Dodatkowych tematów dostarcza nadchodząca olimpiada w Pekinie, na którą notabene PKOl ma zamiar wysłać na koszt podatników największą od lat polską ekipę, nie bacząc na znikome szanse powodzenia większości wchodzących w jej skład sportowców. W końcu lepiej przy okazji igrzysk odgrzewać hasła o walce o demokrację w komunistycznych Chinach niż naruszyć święty spokój rządzących neoliberałów. Za czasów SLD czy nawet PiS byłoby to nie do pomyślenia. Media wyjątkowo odpuściły nawet związkom zawodowym, redukując regularną nagonkę sprzed paru miesięcy do okazjonalnego wspominania o problemie, jak chociażby „Polityka”, która odkryła niedawno rządzący do tej pory polską energetyką układ poprzednich rządów ze związkami. Nie należy jednak mieć złudzeń co do trwałości tego chwilowego spokoju. We wrześniu do strajku szykuje się Związek Nauczycielstwa Polskiego, na jesieni ma zaprotestować energetyka, której przedstawiciele razem z górnikami 25 lipca szykują manifestację pod Sejmem i Ministerstwem Gospodarki. „Gazeta Wyborcza” będzie zatem miała o czym pisać i przed kim bronić rządu, bo ten ma przecież do spełnienia neoliberalną, zbawczą misję, na której jednak poznali się jedynie przedsiębiorcy. W końcu to najbardziej oświeceni obywatele tego kraju.

Na czym polega POwska koncepcja rządzenia, pokazał najlepiej Aleksander Grad.  Zaprezentowany przez ministra skarbu projekt wielkiej prywatyzacji, obejmującej praktycznie wszystkie sektory gospodarki oraz plany restrukturyzacji ostatnich ocalałych spółek Skarbu Państwa nie wymaga rozbudowanego komentarza. W Polsce prywatyzacje już przerabialiśmy i każdy pracownik wie, co one w praktyce oznaczają. Tymczasem propagandyści Tuska, wpatrzeni w teorie chicagowskiej szkoły ekonomii i innych neoliberalnych guru wołają, iż wyprzedanie resztek państwowej własności jest właśnie ostatnim i najważniejszym krokiem na drodze do zapowiadanego ongiś „cudu”. Niezależni eksperci z Konfederacji Pracodawców Prywatnych bez wytchnienia wyrzucają z siebie slogany o prywatnej własności, konkurencyjności, wolności ekonomicznej, ekscytując się w duchu perspektywą przyszłych zysków. Można jednak zadać w tym miejscu kilka prostych pytań – dlaczego w czołówce europejskiego szkolnictwa nieodmiennie sytuują się kraje z dobrze dotowanym systemem państwowych placówek edukacyjnych? czemu udaje się za granicą, np. w Kanadzie, budować dobrą państwową służbę zdrowia, z której chętnie korzystają żyjący w sprywatyzowanym raju Amerykanie? dlaczego wreszcie najgorszy transport miejski w Europie to transport londyński, całkowicie sprywatyzowany? Niestety, oficjalna lewica nie pali się do wyrażenia tych, zdawałoby się zupełnie elementarnych wątpliwości. Nowe władze SLD tracą tym samym kolejną, być może już ostatnią, szansę na zmianę ideowego oblicza tej partii, odzyskanie zaufania wyborców, a tym samym na uratowanie samej partii. W ten sposób polska koncesjonowana socjaldemokracja staje się głównym winowajcą skrętu III RP w kierunku prawicowości, a wyborcy opowiadający się przeciw neoliberalizmowi stają się coraz bardziej zniechęceni do jakiejkolwiek aktywności. Niektórych oficjalnych ekspertów skłania to do ostrzegania przed rozwojem tzw. populizmu. Lewica, umiejąca wyciągać wnioski z przeszłości, wskazuje raczej zagrożenie ze strony skrajnej prawicy.

Motywacje liderów SLD ciężkie są zatem do ustalenia, żeby nie rzec – zupełnie nielogiczne. Co innego zaś ekipa PO. Ich plan jest jasny i do bólu konkretny – dorobić się. Dlatego w spokoju, po części zapewnionym przez przychylny mainstream, bez gwałtownych afer realizują swój wyborczy plan. Bo i po co afery, po co ostre wypowiedzi liderów partyjnych, kiedy w sejmie poważnej opozycji nie widać, a sennej i rozczarowanej opinii publicznej nie ma po co budzić. Donald Tusk nie ma w sobie agresji braci Kaczyńskich i zdaje sobie również sprawę z tego, że jego obecna bezbarwność (odnosząca się zresztą do całego rządu) działa wyłącznie na korzyść prywatyzacyjnych konceptów i planów szerokiego uwłaszczenia się przez partyjnych działaczy. Platformersi w ostatnich miesiącach nikogo nie atakują, za to po cichu działają. Do sejmu wpłynęły ich projekty zmian w ustawie o prywatyzacji i komercjalizacji. A w nich tak oczywiste ścieżki do dokonania skoku na państwową kasę, jak propozycja rezygnacji z ustawowego regulowania płac członków zarządów i rad nadzorczych spółek Skarbu Państwa. Oczywiście w wypadku płac zwykłych pracowników stare ograniczenia zostają, bo i po co im podwyżka? To zwykłe nieroby – rzekł wprowadzony przez PO prezes zarządu gdańskiej Energi SA. Takich jak on we wszystkich spółkach jest wielu. Bez kwalifikacji, za to łasych na sute wynagrodzenia. Następni czekają w kolejce, a za to wszystko zapłacą oczywiście polscy robotnicy. W liberalnym rozumieniu świata, zaprezentowanym przez wymienionego wyżej prezesa, zgodzą się oni na każdą obniżkę płac, na każde wydłużenie czasu pracy, na każdy następny przejaw wyzysku. Ten tok myślenia ma jednak jedno do siebie – zawsze nadchodzi dzień, w którym zawodzi on na całej linii.

Dlatego tym ważniejsze jest, by i polscy pracownicy na nowo pojęli swoją siłę. Zorganizowani, zjednoczeni, bojowi są w stanie udaremnić każdy plan, obronić swoje słuszne prawa, które media nazywają skandalicznymi przywilejami. Trzeba wyciągnąć wnioski z przeszłości i zawalczyć o przyszłość.  Wystarczy uważniej rozejrzeć się po świecie, by zobaczyć, że neoliberalizm nie jest jedyną drogą. I że to pracownicy mogą najskuteczniej powiedzieć mu: nie!
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing