|
Socjalizm.org jest częścią międzynarodowej sieci portali zgrupowanych wokół witryny marxist.com. Wspólnie promujemy lewicową myśl polityczną na całym świecie w 30-tu językach... |
| Pomoc dla wybranych |
|
|
| Napisał(a): Bojan Stanisławski [socjalizm.org] | |
| 31.08.2009. | |
|
Wędrując w środku tygodnia i dnia roboczego ulicą Nowy Świat w Warszawie stałem się uczestnikiem wcale nieuroczej scenki rodzajowej. Zdecydowałem się przedstawić ją Czytelnikom gdyż wnioski jakie płyną z jej przebiegu bardzo dobitnie świadczą o filozoficznym fundamencie nowego ładu, którego dwudziestolecie istnienia będą lada moment fetowały elity.
Rzeczona wędrówka była standardowym działaniem. Powracałem wówczas – wraz ze swoim redakcyjnym kolegą, Wojtkiem Figlem – z baru mlecznego gdzie wspólnie konsumowaliśmy stosunkowo niedrogi obiad. W pewnym momencie, wśród tłumu ludzi przemierzających Nowy Świat w obie strony oraz jeszcze większego tłumu który obsiadł kawiarniane i restauracyjne ogródki tamże, spostrzegłem, ubranego w garnitur i kapelusz starszego mężczyznę. Był ów przysiadł na ulicznej donicy skonstruowanej z metalowych prętów i próbował oprzeć się o cienki pień zasadzonego w niej niedawno drzewka. Niemogąc jednak złapać równowagi zaczął przechylać się w stronę jezdni i gdyby nie to, że udało mi się do niego podbiec i w porę chwycić go za rękę zapewne dalsza część historyjki, którą zamierzam tu przedstawić nie miałaby szans się zrealizować.
Facet wyglądał na jakieś 70 lat. Otyły, schludnie ubrany choć nieprzesadnie świeży, w ręku trzymał reklamówkę. Trzęsły mu się ręce, nie mógł złapać oddechu, podziękował mi tylko skinąwszy głową. Stojący obok mnie Wojtek zatelefonował na alarmowy – ponoć niezawodny – numer 112. Otrzymał następującą odpowiedź: „wszyscy operatorzy są w tej chwili zajęci, prosimy czekać na połączenie”. Połączenie szczęśliwie nadeszło po około jednej minucie, ale zdrowy rozsądek każe zapytać jak to, do cholery, możliwe, by najważniejsza alarmowa linia nie wytrzymywała obciążenia w środku dnia gdy pracuje tam najwięcej referentów. Jak długo zatem trzeba czekać na połączenie w nocy? Mam nadzieję nie musieć się o tym prędko przekonać. Uzyskawszy połączenie, Wojtek wyjaśnił dokładnie sytuację i poprosił o interwencję karetki pogotowia. Okres oczekiwania – tu trzeba naszej dogorywającej służbie zdrowia oddać honor – nie trwał długo. Niemniej czasu było dostatecznie dużo, by rozejrzeć się dookoła i z zażenowaniem stwierdzić, że zupełnie nikt z tysięcy ludzi przewijających się jedną z głównych arterii warszawskich nie tylko nie spytał czy nie może w czymś pomóc, ale znakomita większość mijających nas celowo inwestowała niemały wysiłek w to by udać, iż sytuacji przypadkiem niezauważyła. Naturalnie, sfrustrowało nas to potwornie, ale – jak się okazało – prawdziwe zaskoczenie miało dopiero nadejść. A właściwie nadjechać – w karetce. Po kilku minutach od zgłoszenia dobiła do nas karetka pogotowia, z której wyskoczyło kilku funkcjonariuszy ratownictwa medycznego. Jeden z nich, najwyraźniej najważniejszy, spojrzał na podtrzymywanego przeze mnie potencjalnego pacjenta i – mówiąc potocznie – wyskoczył do mnie z mordą. Używając słów oraz sformułowań uznanych za średnio obelżywe zaklasyfikował niedomagającego dziadka jako „nawalonego jak Messerschmitt”, a mnie jako jego wspólnika w dziele doprowadzenia go do takiego stanu. Używając tonu oraz wyrażeń godnych najbardziej tępego policjanta z jednostek prewencji wytłumaczył mi, iż jestem skończonym jełopem, a świadczy o tym przestępczy czyn jakiego dokonałem – wezwanie karetki w sytuacji jakiej się znalazłem. W trakcie owego tłumaczenia ja, podtrzymywany przeze mnie mężczyzna, stojący obok Wojtek i drący się na nas ratownik (?) medyczny (?) otoczeni byliśmy chórem młodszych ratowników, którzy obserwując całe zajście co jakiś czas się podśmiewali rzucając „no przesz to się czuje!”. Zdenerwowany podjąłem – jak się zaraz okazało bezmyślną – próbę wyjaśnienia, iż podejmując takie, a nie inne działanie, o które panowie ratownicy mają pretensje kierowałem się nie zapachem, lecz ogólnym stanem człowieka, który ewidentnie wymagał pomocy medycznej. Mało tego, gdyby nie moja interwencja zapewne spadłby z donicy, na której przycupnął i wyrżnął głową w krawężnik bądź jezdnię, po czym po owej głowie przejechałby autobus lub taksówka. Zapewne w oczach dżentelmenów, którzy przyjechali pomóc byłaby to śmierć nobilitująca – inni giną w wypadkach na ulicach gdzie dozwolony jest ruch wszystkich pojazdów. A na Nowym Świecie można wpaść albo pod autobus albo pod taksówkę. Chyba, że ktoś ma większe szczęście to pod radiowóz czy limuzynę BOR-u, w której jedzie Lech Kaczyński. Wniosek taki nasuwa się zwłaszcza po tym jak rzecznik wzywania karetek pogotowia wyłącznie do właściwych przypadków, bez ogródek wypalił, iż ma „prawdziwych pacjentów” (dokładny cytat!) i nie może zajmować się tego rodzaju „głupotami”. Ten właśnie fragment wypowiedzi świadczy o zwyrodnieniu moralnym społeczeństwa, w którym żyjemy. Filozofia, z której ta wypowiedź wynika ma u swojej podstawy podział na tych, którym pomagać wolno/warto i tych, którzy nie są „prawdziwymi pacjentami”. Osoba nietrzeźwa nie jest – jak z tego wynika – godna pomocy medycznej. Ratownicy, którzy przyjechali na miejsce nawet nie sprawdzili tego, czy ich ewentualny pacjent jest rzeczywiście pijany, nie sprawdzili nawet czy może czasem ktoś nie podał mu jakiegoś środka odurzającego, by móc go okraść lub uczynić inną krzywdę. Przez myśl im nawet nie przemknęło przypuszczenie, iż – dla przykładu – facet może być chory na cukrzycę i w chwili słabości wypił z kolegą z podziemia (zwłaszcza, że mamy dwudziestolecie…) 50 gram koniaku Pliska, albo Winika Klubowego, co mogło mu zaszkodzić. A może i był pijany, ale miał np. lekki zawał? Tak czy inaczej – ratownicy zdecydowali, że pomocy nie udzielą. Oczywiście fakt, iż najważniejszy bohater całej tej opowieści być może i był nietrzeźwy nie odsłania jeszcze całości. Otóż ważnym elementem był także jego wiek. Gdybym za rękę trzymał biznesmena w kwiecie wieku wykonanoby zapewne choćby elementarne procedury weryfikujące wstępną diagnozę „nawalony jak Messerschmitt”. Starsi, a zwłaszcza nietrzeźwi starsi, mogą i powinni umierać, a przynajmniej nie powinno się im pomagać – takie motto przyświecało ekipie ratowniczej, która przyjechała na nasze wezwanie. Jutro Szanowne Czytelniczki i Szanowni Czytelnicy okaże się, że nie wolno wzywać karetki do bezrobotnego, Czarnego, homoseksualisty czy niekatolika… Kolejnym etapem będzie nie zakaz pomocy, lecz nakaz przemocy wobec tych grup… A potem – jeśli ruch pracowniczy w porę nie zareaguje – dojdzie do tego co jest najczarniejszym z triumfów mieszczańskiego społeczeństwa, a zmaterializowało się to w III Rzeszy, przedwojennych Włoszech, Hiszpanii za czasów gen. Franco… A tak przy okazji dwudziestolecia tej wybitnej wspaniałości jaką zesłał na Polskę i świat 1989 rok… W PRL-u były grupy, którym odmawiano pomocy i które celowo prześladowano. Pytanie jednak czy grupa dysydentów z tamtego okresu nie była czasem liczebnie mniejsza niż starzy, nietrzeźwi czy ekonomicznie i społecznie wykluczeni dzisiaj? |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł» |
|---|
| Strona główna |
| przeszukiwanie portalu |
| kraj |
| świat |
| Ameryka Łacińska |
| kultura |
| gender |
| historia |
| Reductio Ad Absurdum |
| statystyki |
| ruch pracowniczy |