Polska półprotestująca Drukuj Email
Napisał(a): Jan Szymczyk [socjalizm.org]   
09.06.2009.

Minął już co prawda jakiś czas od Święta Pracy, niemniej warto przypomnieć sobie jak protestowano i o co walczono w okresie od maja do maja. Nie był to ani okres jakiegoś drastycznego nasilenia ilości czy skali protestów, ani tym bardziej ich zaniku. Protesty były są i będą tak długo, jak będzie przeciw czemu protestować, a że powodów przybywa to i protesty nie zanikną, pytanie tylko jakie będą.

Zasada medialna mówiąca, że jeżeli wydarzenia nie odnotowała telewizja, to nie miało ono miejsca jest powszechnie znana. Ponadto w natłoku informacji we wszelkiej maści serwisach, okazuje się, że jeżeli wydarzeniu nie poświęci się przynajmniej jednej czwartej czasu głównego wydania wiadomości, dwóch programów publicystycznych i wałkowania takiej papki przez kilka dni to, co prawda miało ono miejsce, ale widocznie było nieistotne. Dzięki takiemu prowadzeniu polityki medialnej można skutecznie unikać poważnych problemów, zajmując się wybrykami polityków, które są bardziej „medialne”. Dzięki stosowaniu takiej strategii od momentu przejęcia władzy przez liberałów z PO można odnieść wrażenie, że fala strajków jakby się załamała, żadnemu bowiem strajkowi nie poświęcono tyle czasu antenowego, co niegdysiejszemu „białemu miasteczku”. Nie jest jednak prawdą, jakoby liczba strajków jakoś drastycznie zmalała. Tak długo, jak pracodawcy będą starali się uskuteczniać wyzysk pracowników, tak długo ci będą protestować. Sytuacja nie wygląda tak, jak przedstawiają ją politycy, że wszystko idzie ku lepszemu, ku społecznej sprawiedliwości, a protesty pracowników są co najmniej nieuzasadnione. Propaganda medialno-polityczna przeciwko związkom zawodowym odnosi jednak pewne skutki.

Jedyny cud rządu Donalda Tuska – połączenie sił OPZZ i „Solidarności” w działaniach protestacyjnych nie tylko nie jest nagłaśniany, ale nawet można odnieść wrażenie, że jest przemilczany. Tymczasem od maja do maja protestowano, protestowali pracownicy kultury, nauczyciele, górnicy, stoczniowcy, kolej, energetycy, pracownicy supermarketów, a także wszyscy pracownicy przeciwko zmianie ustawy o emeryturach pomostowych.

Już na początku maja w spór zbiorowy z Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego weszła Federacja Związków Zawodowych Pracowników Kultury i Sztuki, domagając się podwyżek, dodatków stażowych i utrzymania dotychczasowych uprawnień emerytalnych dla artystów baletowych, cyrkowych, muzyków i śpiewaków (według projektów rządowych mieli oni przechodzić na emeryturę po 65 roku życia). Związkowcy zapowiedzieli, że w przypadku niespełnienia ich postulatów podejmować będą dalsze kroki prawne do strajku włącznie (do którego jednak nie doszło).

Strajkowali natomiast nauczyciele i pracownicy oświaty. 27 mają 2008 roku w Warszawie odbyła się duża manifestacja, w której nauczyciele zaprotestowali przeciwko pogarszaniu się jakości kształcenia w szkołach wynikającego ze skrajnego niedoinwestowania oświaty. W manifestacji wzięło udział ponad 12 tysięcy osób, a na terenie całego kraju do jednodniowego strajku przyłączyło się 80% nauczycieli. Manifestujący co prawda zwrócili na siebie uwagę rządzących, ale niewiele z tego wynikło.

W lipcu 200 pracowników hipermarketów Real pikietowało siedzibę firmy w Warszawie. Protestowali przeciwko poziomowi płac pracowników firmy, którzy w wieku wypadkach zarabiają 700-800 złotych na miesiąc. Pracownicy domagali się podwyżek pensji o średnio 500 złotych i poprawy warunków pracy. W końcu udało im się wywalczyć pewne podwyżki, ale są tutaj wąską grupą wśród pracowników super- i hipermarketów, którym się udało. Od lipca do grudnia walczyli Stoczniowcy ze Stoczni Gdynia, wiecując, protestując, śląc petycje, jednak pomimo słów zrozumienia ze strony rządzących, nie zrobili w tej sprawie zgoła nic (udało się jedynie wprowadzić system zwolnień monitorowanych), wygodnie obarczając odpowiedzialnością Komisję Europejską. Nie pomogli nawet solidaryzujący się ze stoczniowcami energetycy.

We wrześniu protestowali energetycy, przeciwko polityce Ministerstwa Skarbu, planującego emisję akcji z pominięciem akcji pracowniczych, konsekwentnego łamania przez stronę ministerialną zasad dialogu społecznego a także odmową podjęcia rozmów w sprawie akcji pracowniczych. Protesty przyniosły pewne rezultaty w postaci obietnicy uwzględnienia roszczeń pracowniczych, na obietnicach się skończyło. Pikietowali także pracownicy toruńskiego Metronu walczący w obronie swoich miejsc pracy, zostali jednak odesłani z kwitkiem przez ministra Grada

Październik oznaczał dalszą część protestów energetyków ale także strajkiem grozili pracownicy Miedzi.  Jednak chyba najważniejsza była próba ratowania stoczni. Zawiązany Komitet Obrony Stoczni Gdynia słał pisma, interweniował, ale nie był w stanie przebić się przez nieugiętą postawę Komisji Europejskiej i po cichu wspierającego jej decyzje rządu polskiego. Interwencje i pikiety jednak nie pomogły. W połowie października rozpoczęła się również batalia o emerytury pomostowe. Rząd za wszelką cenę chciał odebrać pracownikom prawa nabyte i był zdeterminowany w swoim działaniu.

Uchwalona na początku listopada ustawa o emeryturach pomostowych wywołała falę protestów pracowniczych, protestowali kolejarze, przeróbkarze, a górnicy grozili strajkiem generalnym, natomiast demonstracja w Warszawie zgromadziła pięć tysięcy osób. Tylko pięć tysięcy, ale ze wszystkich central związkowych i niezrzeszonych związków (oto jedyny cud rządu Tuska). Rządowi natomiast udało się po raz kolejny podzielić ruch pracowniczy, przyznaniem nauczycielom świadczeń kompensacyjnych i próbą, dość udaną, skłócenia ich zresztą pracowników. Nie zakończyła się także obrona stoczni, wiecowano w Gdyni, Gdańsku i Szczecinie, uzyskano niewiele – zwolnienia monitorowane, szkolenia które jak się okazało były fikcją. Wciąż walczyli energetycy.

W grudniu ruch pracowniczy próbował się bronić, broniono emerytur pomostowych, broniono stoczni – niestety – bezskutecznie. Narastający kryzys gospodarczy służył rządzącym i przedsiębiorcom jako bardzo wygodny pretekst do dalszego zaciskania pasa – pracownikom.

Od początku tego roku w świecie pracy kryzys jest tematem numer jeden, rządzący mimo że dostrzegają go od czasu do czasu, to jednak wciąż mają „ważniejsze” rzeczy na głowie. Pracownicy zaś walczyli o Kraśnik, walczyli o Łapy i w ogóle całe PKP Cargo, protestowała także w lutym i w marcu  zbrojeniówka przeciwko zmniejszaniu zamówień przez polski rząd. Protestowali także pracownicy KGHM i Kompanii Węglowej chociaż do strajków nie doszło, „wyrobiona pozycja” bowiem górników roztacza nad nimi niesłuszną aurę grozy, bo potrafią upomnieć się o swoje prawa. Zarówno Miedź, jak i KW ugięły się przed groźbą strajku i spełniły postulaty pracownicze. Znów rozpocznie się w mediach nagonka, jak to związki zawodowe rujnują polski przemysł i gospodarkę. Kolejarze wciąż nie uzyskali niczego, ale należy im życzyć sukcesów, bo jeżeli kolejne zarządy nie będą słuchać ich głosu, to polska kolej wkrótce wykolei się zupełnie.

Z tego skrótowego zestawienia nasuwa się kilka wniosków. Po pierwsze protesty pracownicze są zupełnie nieskuteczne, jeżeli nie są nagłaśniane, choć w kluczowych sprawach nagłośnienie medialne sprzyja raczej rozpętaniu kampanii przeciw postulatom pracowniczym. Po drugie jeżeli związki będą szły razem uda się coś uzyskać. Jedynie działania wspólne, zakrojone na szeroką skalę, wykazujące się dużą determinacją są w stanie przekonać rządzących i pracodawców do ustępstw. Najlepiej brać przykład z takich państw jak Włochy czy Francja, gdzie strajk oznacza stanięcie całej gałęzi aż do spełnienia żądań. Czego należy naszym związkowcom serdecznie życzyć.
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing