|
W dziale biografie znajdziesz życiorysy najbardziej znanych działaczy i myślicieli lewicowych. |
| POdatki na czas kryzysu |
|
|
| Napisał(a): Jan Szymczyk [socjalizm.org] | |
| 06.09.2009. | |
|
Jak mówi amerykańskie przysłowie, nie można uniknąć dwóch rzeczy – śmierci i podatków. Zabieranie przez państwo części dochodów obywateli jest podstawą jego egzystencji, a pozyskane środki przeznacza się na finansowanie najszerzej rozumianego sektora publicznego, który w założeniu, działa dla dobra wszystkich płacących podatki. Tak wygląda teoria, ale jak to przekłada się na nadwiślańską praktykę?
Platforma Obywatelska, będąca aktualnie u władzy, od momentu swojego powstania hołduje ideom państwa minimum – obywatelu, płacić nie musisz, ale jakby co radź sobie sam. Analizując wypowiedzi i działania platformersów (poza ostatnią kampanią wyborczą) łatwo można dojść do przekonania, że zrobiliby oni wszystko, dla ulżenia ciężko pracującym przedsiębiorcom, kosztem rozbujanego socjalu i PRL-owskiej mentalności pracowników. Rzeczywistość jednak zdaje się być trochę inna.
Jak długo PO była w opozycji, tak długo krzyczała o nadmiernie rozbudowanym państwie i potrzebie jego redukcji, żeby można było spokojnie obniżać podatki. Po dojściu do władzy w 2007 roku sytuacja jakby nieco się zmieniła. PO zauważyła, że nie da się ograniczać wydatków na aparat państwowy, bo nie jest on, jak to się często wykazuje, przerośnięty. Do realizacji swoich celów posłużono się najpierw obcinaniem innych wydatków, szczególnie w sferze polityki społecznej – czyli pieniędzy przeznaczonych na wyrównywanie przepaści pomiędzy najbogatszymi a najbiedniejszymi. Taki manewr pozwolił na zmiany podatkowe (uchwalone jeszcze przez koalicję PiS-LPR-Samoobrona), które służą… najbogatszym. Przejście z trzech stawek podatkowych do dwóch, przy czym druga wymaga bardzo wysokich dochodów, w praktyce spowodowało wprowadzenie podatku liniowego (ponad 95% obywateli jest w pierwszej grupie podatkowej). Tak to kosztem najuboższych, Platforma pomogła najbardziej potrzebującym, czyli najbogatszym. Zmiana polityki, czy doraźny manewr? Polityka fiskalna prowadzona przez partię Donalda Tuska szła by dalej w tą stronę, gdyby nie światowy kryzys gospodarczy. Z jednej strony rządzący mają spadające wpływy do budżetu (kupujący oszczędzają, lub nie mają pieniędzy by dokonywać zakupów), a z drugiej strony rosnące wydatki – plany stymulacji gospodarczej, pomoc osobom tracącym pracę, których jest coraz więcej. Zasadniczo są dwa wyjścia z tej sytuacji – cięcie kosztów, albo podniesienie wpływów. Wydawałoby się, że rząd opowie się zdecydowanie z pierwszym rozwiązaniem, odrzucając drugie. Okazało się, że jednak nie. Koszty zostały co prawda cięte na potęgę, głównie w sferze socjalnej, przynosząc duże koszty społeczne. Kilka miliardów, które udało się zaoszczędzić w resortach kosztuje kraj kilka, a w perspektywie kilkanaście tysięcy miejsc pracy i przyczynia się do pogłębienia spadku produkcji, który staje się coraz bardziej dotkliwy. Bardziej istotne jest tutaj zwiększenie przychodów, gdzie rząd wykazuje się skrajną nieodpowiedzialnością. Wyprowadzanie dywidendy ze spółek Skarbu Państwa (głównie KGHM i PKO) przyniosło parę miliardów zysku, ale jeżeli kryzys potrwa jeszcze przez rok, to te ekonomiczne giganty wyjdą z kryzysu bardzo mocno poturbowane. Zabieramy wszystkim, żeby nie dać nikomu Rząd snuje także plany zmian w podatkach. Gdy padł ten pomysł po raz pierwszy, wielu było przekonanych, że jeżeli jakieś podatki trzeba podnieść to wrócić do trzech stawek PIT, co jest rozwiązaniem sprawiedliwym społecznie, ale wg ekonomistów przynieść może 1-2,3 mld PLN, co jest kwotą niewielką w stosunku do potrzeb i uderza w bezpośredni elektorat PO. Rząd myślał raczej o podniesieniu stawki VAT z 22 do 23 a nawet 24%, co mogłoby dać nawet 10 mld PLN. Tak wysoki podatek pośredni uderza jednak w najuboższą część społeczeństwa, której siła nabywcza jeszcze mocniej by spadła. Jeżeli zaś spada siła nabywcza większości konsumentów, to oczywistym jest, że i wpływy z podatku będą mniejsze, a poza tym odbije się to negatywnie na poziomie obrotów handlowych, co znów może spowodować dalszy wzrost bezrobocia. Oficjalnie rząd przyjmuje postawę zaprzeczania tym pogłoskom, ale z drugiej strony ustami ministra Rostowskiego wskazał na taką możliwość, chociaż dopiero w przyszłym roku, jeżeli gospodarka nie przyspieszy tempa rozwoju. W grę wchodzi jeszcze podniesienie składki rentowej z 6 do 13%, czyli do poziomu sprzed obniżki w 2007 roku. Takie posunięcie jest najbardziej prawdopodobne, gdyż zwiększyłoby wpływy do budżetu o około 20 mld PLN. Ta podwyżka też byłaby olbrzymim obciążeniem dla społeczeństwa. Zarabiający pensję minimalną straciliby w ciągu roku 740 PLN, a zarabiający średnią krajową ponad 2000 PLN – a więc praktycznie jedną pensję netto. Podatkiem, który na pewno wzrośnie jest akcyza. W tym roku podniesiono już akcyzę na alkohol i papierosy, ale nie poniesiono jeszcze na paliwo. Podniesienie podatku o 10 gr na litrze da państwu 3 mld PLN, ale pośrednio także uderza mocniej w uboższych, bo wzrost kosztów paliwa niesie za sobą wzrost cen wszystkich produktów. Co by tu jeszcze… Warto jeszcze przypomnieć pomysł, który wyciekł z ministerstwa finansów na przełomie marca i lutego bieżącego roku – podatek ekologiczny od starych samochodów. Wymuszałby on płacenie przez posiadaczy piętnastoletnich i starszych samochodów rocznego podatku w wysokości ok 3000 PLN, a im nowszy samochód, tym niższy podatek. Byłaby to prosta droga do rozwiązania problemów stanu polskich dróg – zniknęłoby bowiem kilka milionów samochodów, których właścicieli nie byłoby stać na opłacanie tak wysokich podatków, nie mówiąc o znacznie mniejszych przychodach z akcyzy. Z wymienianych podatków najbardziej sensownym, ale najmniej prawdopodobnym, jest powrót do trzech stawek podatku dochodowego, a nawet ich podniesienie. Progresywna skala podatkowa w miarę równomiernie rozkłada obciążenia na całym społeczeństwie. Podwyższanie podatków pośrednich, typu akcyza czy VAT, drastycznie obniża siłę nabywczą najmniej zarabiającej części społeczeństwa, co będzie skutkować dalszym hamowaniem koniunktury. Należy przypuszczać, że PO prowadząca permanentną kampanię wyborczą, nie zdecyduje się na rozwiązania, które mogą zaszkodzić jej wizerunkowi, ale będzie dążyła do tego, aby dalsze grabienie najuboższej części społeczeństwa było działaniem "odpowiedzialnym" i "absolutnie koniecznym dla ratowania państwa". |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł» |
|---|
| Strona główna |
| przeszukiwanie portalu |
| kraj |
| świat |
| Ameryka Łacińska |
| kultura |
| gender |
| historia |
| Reductio Ad Absurdum |
| statystyki |
| ruch pracowniczy |