|
Niemal 1/5 ludności świata jest pozbawiona dostępu do świeżej wody pitnej. |
| Zwycięstwo buntu i nadziei |
|
|
| Napisał(a): Agata Rozenberg [socjalizm.org] | |
| 30.04.2008. | |
|
Lugo był biskupem katolickim przez 30 lat. Został zawieszony w obowiązkach, gdyż swoje miejsce widział nie tylko jako głosiciela zbawienia po śmierci, ale i w aktywnym dążeniu do poprawy losu w życiu na ziemi. W czasie swojego pobytu jako misjonarz w Ekwadorze miał związki z lokalnymi grupami Teologii Wyzwolenia. Pozwoliło mu to na dostrzeżenie, że tylko działanie polityczne może coś zmienić w sytuacji, w której Paragwaj, ongiś dyktatura wojskowa nie mniej krwawa niż bardziej znana chilijska (i tak samo wspierana z Waszyngtonu), to obecnie sześcioipółmilionowy kraj z 43% żyjących poniżej minimum ubóstwa. Ludzie ci zakosztowali na własnej skórze uroków neoliberalnej gospodarki, prywatyzacji i niekontrolowanego wolnego rynku. Podobnie jak praiwe wszędzie w regionie, w Paragwaju kolosalne różnice majątkowe są codziennością. Paragwajczycy buntowali się już nie raz - w 2002 r. strajk generalny zmusił liberalny parlament do rezygnacji z planów dalszej prywatyzacji. Kolejnym aktem protestu są wyniki wyborów prezydenckich. Wybór Lugo był logiczną konsekwencją takiej sytuacji społecznej. Chociaż rewolucjonistą nie jest i pewnie nigdy nie będzie, z przedstawionych kandydatów tylko on uosabiał dla obywateli nadzieję, która może się urzeczywistnić. Paragwajczycy nie chcą dalszego neoliberalizmu, oczekują na walkę z nędzą i bezrobociem. Lugo, wychowanek Teologii Wyzwolenia, wiele mówił w kampanii prezydenckiej o realizacji tych dążeń. Pytanie, czy wie, jak to zrobić. Zapowiada odnowienie oblicza kraju i działania na rzecz wszystkich Paragwajczyków, ale równocześnie zdaje się nie dostrzegać destrukcyjnej roli Stanów Zjednoczonych w regionie. Nie zgadza się na ich dalsze utrzymywanie wojsk amerykańskich na terenie Paragwaju (stacjonują tam, gdyż.. na pograniczu paragwajsko - argentyńskim mają znajdować się obozy islamskich terrorystów), ale chciałby zachować z USA "pozytywne relacje". Mówi o reformie rolnej, jednak usiłuje już teraz kleić ugodę między lewicą i oczekiwaniami mas a interesem posiadaczy; ugodę, której praktyczne zawarcie - jak przekonał się Allende i jak przekonuje się Chavez - nie jest możliwe. Wreszcie odżegnuje się od bycia porównywanym z prezydentem Wenezueli, krytykuje go za domniemany brak wolności słowa (sic!) i proponuje zamiast tego styl rządzenia Chilijki Michelle Bachelet, chociaż z drugiej strony zdaje sobie sprawę z licznych występujących między nimi podobieństw - głownie w zakresie politycznych motywacji oraz uzależnienia od poparcia mas. A przecież Fernando Lugo otrzymał już wiele sygnałów wykazujących dobitnie, w jakim poważaniu prawicowe kręgi rządowe mają demokracją. Odchodzący prezydent Nikanor Duarte Frutos kwestionował głośno legalność uczestnictwa lewicowca Lugo w wyborach. Paragwajska konstytucja zabrania bowiem duchownym wszelkich wyznań aktywnego uczestnictwa w polityce. Nieważne, że "Biskup Ubogich" jest od stycznia 2006 zawieszony w pełnieniu obowiązków, nieważne, że apelował do Watykanu o całkowitą rezygnację z kapłaństwa - czyli zrobił wszystko, co zrobić mógł. Do tego dochodzi kampania oskarżeń o populizm, demagogię, świadome prowokowanie społecznego niezadowolenia, zatem zarzuty dość standardowe w podobnych wypadkach. A przecież społeczne zapatrywania Lugo dalekie są nawet od poglądów Chaveza. Paragwajczyk nie mówi o żadnych nacjonalizacjach, a nawet zapewnia, że traktat o wolnym handlu z USA nie jest sprzeczny z lewicową polityką społeczną. Zupełnie jakby takie same traktaty nie wywołały już w innych latynoamerykańskich "krajach rozwijających się" nowego ekonomiczno - społecznego spustoszenia. Fernando Lugo po zaprzysiężeniu będzie kolejnym latynoamerykańskim lewicowym prezydentem. Niestety, będzie również kolejnym, który swoją polityczną pozycję opiera na koalicji zawierającej wewnętrzne sprzeczności i nierozwiązywalne konflikty. W Patriotycznym Sojuszu na rzecz Zmian są socjaliści, chadecy, a nawet centroprawica. Te ostatnie partie przyłączyły się do sojuszu w dużej mierze w nadziei na korzystny dla siebie podział łupów po zmianie układu sił na politycznej scenie. Co więcej, nawet nie próbują one ukrywać swojego wrogiego stosunku do egalitaryzmu byłego biskupa. Bojkotowały one niektóre mityngi wyborcze, na których Lugo spotykał się ze szczególnie radykalnie nastawionymi grupami społecznymi i nie kryły wrogości dla wspierających go organizacji o wyraźnie lewicowym obliczu. Nie da się zmieniać Paragwaju i nie wejść w konflikt z tymi, którzy najwięcej zyskiwali na nędzy prawie połowy jego mieszkańców. Nawet jeśli teraz Fernando Lugo nie do końca zdaje sobie z tego sprawę, przekona się o tym przy pierwszej próbie realizacji swojego programu. W tym momencie przyszłość całego państwa zależała będzie od tego, czy posłucha obecnych w jego otoczeniu prawicowców, czy też postanowi być już nie Biskupem, a Prezydentem Ubogich. A oni sami - pracownicy i chłopi Paragwaju - mają teraz niezwykłą szansę, by wpłynąć na swoje położenie ekonomiczne, by jak Wenezuelczycy dziś budować nowe, sprawiedliwe społeczeństwo. I to od nich tu najwięcej zależy. |
| następny artykuł» |
|---|
| Strona główna |
| przeszukiwanie portalu |
| kraj |
| świat |
| Ameryka Łacińska |
| kultura |
| gender |
| historia |
| Reductio Ad Absurdum |
| statystyki |
| ruch pracowniczy |