Portal socjalizm.org to lewicowe spojrzenie na dzisiejszą rzeczywistość. Wbrew powszechnie lansowanemu poglądowi uważamy, że lewicowa myśl polityczna nie tylko ma rację bytu, ale znajduje jeszcze większe zastosowanie niż kiedykolwiek wcześniej.


najnowsze teksty

Powstrzymać prawicowo-klerykalną ofensywę! - Obrońcy życia znów atakują Drukuj Email
Napisał(a): Agata Rozenberg [socjalizm.org]   
28.03.2007.
 
Nie tak dawno jeden z ministrów rządu japońskiego publicznie określił kobiety jako "maszynki do rodzenia". Obserwując starania polskiego rządu o zmianę konstytucji można zacząć się dziwić, że podobne określenie jeszcze nie padło z ust żadnego z miłościwie nam panujących przywódców „Polski solidarnej”, jako wskazanie jednego z celów dokonującej się nad Wisłą "moralnej rewolucji". Jednak jak na Polaków-katolików przystało, każde działanie PiS-u i koalicjantów musi mieć swoje wyższe, szlachetne pobudki. W tym wypadku celem prawych i sprawiedliwych jest ochrona życia od chwili poczęcia do naturalnej śmierci. A determinacja, z jaką do tego celu dążą, może wszem i wobec służyć za przykład.

Nic dziwnego, że nader nieprzyjemną niespodzianką dla prawicowego rządu było ogłoszenie przez Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu wyroku w sprawie skargi Alicji Tysiąc przeciw Polsce. Ta kobieta zdecydowała się opowiedzieć przed Trybunałem swoją historię i żądać odszkodowania za to, że odmówiono jej prawa do legalnej aborcji. Zmuszono ją do wydania na świat trzeciego już dziecka mimo faktu, że ciąża i poród przez cesarskie cięcie skazywały ją na drastyczne pogorszenie, już i tak ogromnej, wady wzroku. Lekarzy nie interesowało, czy Alicja Tysiąc w ogóle zachowa wzrok po porodzie (ostatecznie ma wadę -26 dioptrii), ani skąd weźmie środki na utrzymanie swoje i dzieci (wg. opinii lekarskich nawet opieka nad nimi jest ponad jej siły). Gdy zdecydowała się złożyć skargę do trybunału, miała przeciwko sobie potężną ekipę rządową. Usiłowano uzasadnić, że zagrożenie zdrowia nie miało miejsca i że polska ustawa nie dawała Alicji Tysiąc prawa do aborcji. Zarzucano kobiecie niedopełnienie niezbędnych wymogów formalnych. Jednak ku oburzeniu katolickich radykałów Trybunał orzekł, iż złamano prawa człowieka i przyznał poszkodowanej kobiecie odszkodowanie.  

Nie jest to bynajmniej koniec dramatu. Natychmiast po ogłoszeniu werdyktu z całej historii nieco pieniędzy postanowiły wykręcić polskie brukowce. Na swojej okładce jej zdjęcie z dramatycznym podpisem umieścił "Fakt". Również urastający do rangi oficjalnej tuby rządowej "Dziennik" uraczył czytelników wypowiedziami posłów PiS i LPR, potępiających matkę i lamentujących nad losem córki, która, jak twierdzą biegli psycholodzy, dotknięta została "syndromem ocaleńca" i wymaga natychmiastowej pomocy - nie trzeba dodawać, że wysoko płatnej. Do chóru obrońców życia dołączyła nawet posłanka "opozycyjnej" PO Julia Pitera. Na co wrażliwszych lub co naiwniejszych stosowana w tekście retoryka mogłaby nawet zrobić wrażenie. Fotografia ślicznej, zdrowej dziewczynki na kolanach matki, opatrzona informacją, że tego dziecka mogło nie być, to niezłe dzieło w zakresie gry na uczuciach odbiorcy.  

Szkoda tylko, że nikt z tych, którzy potępiają Tysiąc za chęć usunięcia ciąży, gdy mogła stracić "tylko" wzrok, nie zastanowi się nad sytuacją, w jakiej teraz znajduje się ona razem ze swoimi dziećmi. A jest skazana na pomoc instytucji dobroczynnych, w ograniczonym stopniu zdolna do samodzielnego życia. Czy za kilka, kilkanaście lat córeczka Alicji Tysiąc będzie nadal słodkim maleństwem, w sam raz na plakat "obrońców życia"? Prawdopodobnie nie. Najprawdopodobniej małą Julią i trójkę jej rodzeństwa czeka dorastanie w skrajnym ubóstwie, a potem bezwzględna walka o byt w warunkach polskiego kapitalizmu. Ale wtedy nikt nie będzie się już nią interesował i załamywał rąk nad jej losem. Miast tego "obrońcy życia" będą nazywać takich jak ona i jej matka nieudacznikami, którzy w warunkach demokratycznego i kapitalistycznego (czyli najlepszego z możliwych) państwa po prostu nie wykazali się dostateczną przedsiębiorczością, a zatem - nie zasługują na godne życie.  

To jednak rządzącej koalicji nie interesuje. „Polska solidarna” jak najbardziej walczy o życie swoich nienarodzonych obywateli. Ci, którzy już na świat przyszli, winni za to pohamować swoje oczekiwania i ograniczyć się do regularnych wizyt w najbliższym kościele oraz głosowania na PiS - partię, która do swojej niezmordowanej walki z układami i postkomunistami dołożyła jeszcze bój z „cywilizacją śmierci”. PiS nie pozwoli, by zabijać jeszcze nienarodzonych obywateli IV RP. Humanitaryzm obrońców życia jest doprawdy godny podziwu. Szkoda tylko, że broni się wyłącznie życia poczętego. Wydawać by się mogło, że patetyczne miano obrońcy życia zobowiązuje do czegoś więcej niż tylko lamentów nad losem Julii, która za kilka lat dowie się, w jakiej sytuacji była jej matka (czy też raczej "że matka jej nie chciała"). Można by nawet zaryzykować tezę, że prawdziwy obrońca życia powinien co najmniej odczuwać pewien dyskomfort myśląc o tym, jak wiele matek z dziećmi - jeśli już jesteśmy akurat przy nich - dosłownie nie ma za co się utrzymać.  

Jednak w wypadku polskiego rządu nie ma co tego oczekiwać. Ograniczmy więc zakres wymagań i poprzestańmy na węższym spojrzeniu. Dlaczego niestrudzeni obrońcy życia szanują tylko zdrowie i życie nienarodzonego dziecka? Czy życie jego matki nie jest już warte obrony? Czy kobieta to naprawdę tylko maszynka służąca do zwiększania przyrostu naturalnego? Zadając takie pytania dowiemy się w najlepszym razie, iż rodzenie i wychowywanie dzieci, jak i prowadzenie domu to zupełnie normalna (ba, naturalna!) społeczna rola kobiety. Bardziej prawdopodobne jest jednak, że zostaniemy po prostu zmieszani z błotem. Tego rodzaju pytania mogą zadawać bowiem tylko lewacy! Prawdziwy Polak bezkrytycznie przyjmuje naukę Radia Maryja i tym podobnych mediów, a jeśli jest autentycznym patriotą, udaje się na stosowny wiec obrońców życia. Tam posługując się tanimi sztuczkami propagandowymi będzie "przekonywał" do swoich racji innych (notabene, gdzie myśmy to już widzieli?).  

Na ostatniej stronie "Faktu", tego zagorzałego obrońcy chrześcijańskich wartości, jak zwykle czytelnicy mogli "podziwiać" rozebrane zdjęcie. Cóż, grunt to zysk... 

Podobną hipokryzją wykazują się koła rządowe. Zestawmy ze sobą oficjalne potępienie Alicji Tysiąc i setek takich jak ona, lansowany przez posłankę Annę Sobecką model rodziny 2+4 z niepracującą matką i wypowiedzi posła Wojciecha Wierzejskiego oraz małżeństwa Giertychów. Wyłania się z tego wszystkiego obraz dla logicznie myślącego człowieka bez mała przerażający. Bez przerwy rozprawiając o walce z pozostałościami zbrodniczego PRL-u, który totalnie zniewalał Polaków, PiS szykuje nowy, jeszcze gorszy model państwa niedemokratycznego z gospodarką dzikiego kapitalizmu, moralnością opartą na patriarchacie i hipokryzji, a jako zwieńczenie tej misternej konstrukcji nacjonalistyczno-katolicką propagandę.  

Zamiast wolnego myślenia i swobody poglądowej otrzymamy państwo wyznaniowe, gdzie jedynymi autorytetami w dziedzinach wszelkich są Jan Paweł II i Tadeusz Rydzyk. Zaś nagonka, jaką już dziś "niezależne media" traktują wszystkich rozumujących inaczej, niech posłuży za przestrogę dla tych, którzy w przyszłości zechcą się zbuntować. Bo tu nie chodzi o ochronę życia, walkę o godność człowieka, tylko o władzę! 

Jest w interesie całego społeczeństwa, by jak najszybciej zdać sobie z tego sprawę i zatrzymać falę prawicowej ideologizacji Polski; żeby przestać zajmować się problemami zastępczymi i przejść do problemów naprawdę istotnych. A takowymi są w Polsce: bezrobocie, położenie pracowników i bezkarność pracodawców, słabość i bierność instytucji powołanych do pomocy najsłabszym. Walka z nimi to zadanie na wiele lat. Nie wolno się jednak poddawać! Na to tylko czeka prawica, której nasza słabość utoruje drogę do spełnienia wszystkich swoich celów... Czego w naszym kraju obserwujemy modelowy przykład.
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing