|
Kilka lat temu majątek Billa Gatesa szacowano na 90 mld $. Za tę sumę można by pokryć Polskę siecią 19 tys. km autostrad. Dla porównania Polski rząd w 2000 roku wybudował 55 km autostrad. |
Portal socjalizm.org to lewicowe spojrzenie na dzisiejszą rzeczywistość. Wbrew powszechnie lansowanemu poglądowi uważamy, że lewicowa myśl polityczna nie tylko ma rację bytu, ale znajduje jeszcze większe zastosowanie niż kiedykolwiek wcześniej. |
| W oczekiwaniu na Utopię |
|
|
| Napisał(a): Marta Ewa Romaneczko [socjalizm.org] | |
| 25.10.2007. | |
|
Mamy za sobą kolejne wybory. Nikogo nie dziwi wygrana Platformy Obywatelskiej, ani – tym bardziej – fakt, że Liga Polskich Rodzin i Samoobrona wypadły z Parlamentu; zapowiadało się na to od dawna. Cóż – Zeitgeist przejawia się nawet na ulicy Wiejskiej. Czy są to przejawy świadczące o tym, że kolejne zmiany są, z konieczności, postępem samym w sobie, okaże się później. Nam nie pozostaje na razie nic innego, jak tylko zadać sobie pytanie: jak doszło do tego, że polskie społeczeństwo tak entuzjastycznie kieruje się, bądź też pozwala się kierować, na liberalną ścieżkę? Skąd ta nagła zmiana koniunktury?
Czynników, które wpłynęły na taki stan rzeczy jest, z pewnością, wiele. Nie bez racji pozostaje tu były premier, dopatrując się głównej przyczyny swojej porażki w wyjątkowo trudnej do przezwyciężenia sile „frontu medialnego”. Jak powszechnie wiadomo, większość popularnych periodyków i najbardziej wpływowe w Polsce telewizje, stawały murem za Tuskiem. Jemu to właśnie, niczym bóstwu z krwi i kości, przypisywano oraz wciąż przypisuje się potencjał i umiejętności, które są w stanie sprowadzić na kraj złoty deszcz i sformować „rząd marzeń”, jak mogliśmy przeczytać na pierwszej stronie Dziennika już w dzień po głosowaniu. Nastrój, jaki panuje obecnie w Polsce można porównać do jakiegoś rytuału mającego ów deszcz sprowadzić: wszyscy w napięciu czekają na pierwsze zwiastuny cudu gospodarczego, który – podług zapewnień liderów Platformy – niechybnie wkrótce na nas spadnie, jak manna z nieba. Jeśli natomiast coś stanie temu procesowi na przeszkodzie, będzie to z pewnością, nieumotywowana żadnymi wyższymi celami, „chora ambicja liderów pozostałych partii”, ponieważ nieco ponad czterdzieści procent głosów nie wystarczy do samodzielnej zabawy w politykę i – jak na złość – trzeba będzie zaprosić do rządzenia jakiegoś koalicjanta. Możliwości są dwie: będą to albo posłowie Lewicy i Demokratów, których – co Platformie jest bardzo na rękę – z lewym skrzydłem wiąże tylko nazwa, albo przedstawiciele Polskiego Stronnictwa Ludowego, których może okazać się jednak zbyt mało. A szkoda, bo ze swoją niezmienną biernością mogliby stać się partnerem najmniej uciążliwym. Istnieje jeszcze trzecie rozwiązanie, nie mniej prawdopodobne: „demokraci” pożegnają się z „lewicą” i utworzą odrębny klub parlamentarny. Dla tych, którzy marzą o jakiejkolwiek sejmowej alternatywie dla liberalno-konserwatywnej prawicy lepiej byłoby, mimo wszystko, by panów zakasujących rękawy do budowy drugiej Irlandii usatysfakcjonował jednak PSL. Istniałaby bowiem szansa na to, że przy takim obrocie spraw opozycja zacznie systematycznie skręcać w lewo, rezygnując ze swoich kryptoliberalnych zapędów. Faktem jest bowiem, że – poza Prawem i Sprawiedliwością – tylko LiD będzie miał możliwość stanąć na straży systemu socjalnego oraz powściągnąć potencjalne niepokojące zmiany, które Platforma zapewne chciałaby wprowadzać do polskiego prawa pracy. Polska Partia Pracy znów nie będzie miała okazji do walki w obronie „maluczkich”, ponieważ po raz kolejny nie przekroczyła progu wyborczego. Niemniej jednak, wynik w postaci stu dwudziestu tysięcy oddanych na nią głosów i tak robi wrażenie, zważywszy na to, na jak wąską skalę została zakrojona ich kampania przedwyborcza. Z jednej strony, nowopowstały klub Gretkowskiej zdobył znacznie mniej głosów przy znacznie potężniejszych nakładach, z drugiej – fakt, że niezbyt popularny przecież Jacek Czerniak (Lid) sam zdołał uzyskać ponad połowę tego wyniku w wyborach do Senatu, świadczy o tym, że jeśli to ugrupowanie natychmiast się nie zaktywizuje, jeszcze długo nie będzie miało szans na miano poważnego reprezentanta polskiej lewicy. W równie niezręcznej sytuacji znalazły się w tym roku, wspomniane już wcześniej, ugrupowania Giertycha i Leppera, które – mimo tysięcy wad i wpadek (z nieudolnym pląsem koalicyjnym LPR i UPR włącznie) – zdradzały niekiedy typowo prospołeczny charakter, nawet jeśli był to tylko nieszczery głos sprzeciwu. Oprócz radości związanej z oczyszczeniem Sejmu z „pieniackiego elementu”, można więc żywić nieśmiałe obawy w związku z tym, że w czasie trwania obecnej kadencji, nie znajdzie się na sejmowych ławach nikt, kto – w razie potrzeby – zacząłby krzyczeć. Na arenie pozostaje jeszcze – jak na ironię – PiS, który w dość upokarzający sposób przegrał z Tuskiem, TVN-em, Dziennikiem, Polityką, Gazetą Wyborczą, modą na neoliberalny konserwatyzm, solidarnością „wykształconych” obywateli i światłej młodzieży. Jednym słowem: z nowopowstałą formacją gardzącą ciemnym plebsem i – utrzymującym się z naruszającej ludzką godność jałmużny w postaci zatrważająco niskiej renty czy emerytury – moherowym beretem. Nic dziwnego – populistycznej, „prawej i sprawiedliwej” polityki nie sposób jest popierać, z czego zdał sobie sprawę każdy, kto choć raz zechciał podnieść kotarę nieustannej „walki z układami” na miarę Don Kichota, odsłaniając rzeczywistą bierność i uderzający brak zorganizowania w kierowaniu machiną państwową. W ten oto sposób dochodzimy do głównej przyczyny triumfu Tuska: braku innych wariantów. Wyborcy zdecydowali się na – ich zdaniem – najmniejsze zło, które zaczęli z czasem postrzegać jako szansę na niesprecyzowany do końca, ale korzystny dla siebie i mający doprowadzić do stabilizacji wewnętrznej kraju, zwrot. Na kogo innego mieliby głosować? Na weteranów SLD zacierających tylko ręce na myśl o własnych zyskach, którzy i tak mają stały elektorat? Na niezdarny PSL, którego nie stać nawet na to, by wypracować własną zdecydowaną linię polityczną? Na ekscentrycznego Korwin-Mikkego, który – by tylko dostać się do parlamentu – stworzył absurdalną koalicję mającą w składzie kwiat „prawicy Rzeczpospolitej”? Na Partię Kobiet stanowiącą komiczną kalkę zachodnich partii feministycznych? Na PPP, o której właściwie niewiele wiadomo poza tym, że jej członkowie noszą nazwiska znanych polityków? Na sfrustrowane bliźnięta, które obracają w gruzy całą politykę zagraniczną i – udając Robin Hooda – starają się tylko, kosztem emerytów, powiększać swój kapitał polityczny? Platforma Obywatelska obrała najlepszą z możliwych taktyk: stronienie od groteski. Postawiła wszystko na jedną kartę i – pouczona doświadczeniem porażki sprzed dwóch lat – wreszcie osiągnęła swój cel. Stonowany image, który starała się wypracować w czasie ostatniej kampanii przedwyborczej, przyniósł zamierzone rezultaty i zapewnił ponad czterdzieści procent poparcia. Obywatele dają się zwieść wrażeniu, że raz na zawsze opuszczają polityczny zaścianek i podnoszą poziom swojej świadomości społecznej oraz kultury życia publicznego. Sęk w tym, że upadek z „wyższego” pułapu może okazać się znacznie bardziej bolesny… |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł» |
|---|
| LabourStart PL |
| Strona startowa kadego zwizkowca. |
|
|
| Strona główna |
| przeszukiwanie portalu |
| kraj |
| świat |
| Ameryka Łacińska |
| kultura |
| gender |
| historia |
| Reductio Ad Absurdum |
| statystyki |
| ruch pracowniczy |